O najmłodszych i niestety o czarnych statystykach i
faktach bezpośrednio ich dotyczących jadwidze woźnikowskiej opowiadają
profesor URSZULA GODULA-STUGLIK – wojewódzki konsultant do spraw
neonatologii i profesor ANITA OLEJEK – konsultant wojewódzki do spraw
położnictwa i ginekologii.
Profesor Urszula Godula-Stuglik: W 2008 roku urodziło się ponad 46 tysięcy
dzieci. Około 3 tysiące z nich miało masę ciała poniżej 2.500 gramów, a
ponad 400 dzieci ważyło mniej niż 1500 gramów.
Prof. Anita Olejek: Niestety na Śląsku, jeśli chodzi o umieralność
noworodków, wskaźnik jest wysoki. Wyprzedzają nas wprawdzie województwa
dolnośląskie i zachodniopomorskie, ale na Śląsku pod tym względem nie jest
dobrze.
– Gdzie w naszym regionie umieralność jest największa?
– A.O.: Największa umieralność płodów i noworodków z pewnością jest w
ośrodkach najbardziej wyspecjalizowanych, ale to jest zupełnie naturalne.
Właśnie tam trafiają kobiety z najwyższym stopniem patologii ciąży. Często
poród odbywa się przedwcześnie w 23, 24 tygodniu. Płód jest jeszcze bardzo
słabo wykształcony i dzieci po urodzeniu są obarczone bardzo dużymi cechami
wcześniactwa. Drugą przyczyną są liczne wady rozwojowe, zwłaszcza wady serca
i wady układów: oddechowego, krążenia, nerwowego, czy moczowego. Zdarza się,
że dziecko rodzi się bez nerek. Mimo wielu działań i zabiegów, takie dziecko
nie ma szans na wyleczenie, a tym samym na przeżycie.
W szpitalach powiatowych i miejskich zgonów noworodków jest stosunkowo mało.
W pojedynczych przypadkach zdarzają się przedwczesne urodzenia. Czasami
zgłaszają się matki z zaawansowaną patologią, gdzie płód jest już obumarły
lub rodzi się z bardzo dużą wadą rozwojową.
Przyczyna pierwsza
– świadomość matek
– U.G.S.: Wszystko zależy od kobiety, jej świadomości. Do macierzyństwa
trzeba dojrzeć. W naszym społeczeństwie nie ma tendencji do tego, by
planować narodzenie dziecka. Wśród przykładów są nastolatki, ale trzeba
wspomnieć, że równolegle przesuwa się wiek urodzenia dziecka. Teraz często
kobiety rodzą po 40. roku życia. Dotyczy to większości współczesnych
bizneswomen, dla których najpierw liczy się kariera, pieniądze, a dopiero w
dalszej perspektywie planują dziecko. A tymczasem natura jest tak
skonstruowana, że w takich przypadkach zwiększa się prawdopodobieństwo wad
rozwojowych i zakażeń. Dużą rolę odgrywa wpływ otoczenia, ciężkiej pracy i
życia w ciągłym stresie stres.
– A.O.: Bardzo istotną sprawą jest przygotowanie do ciąży. Często zdarza
się, że ciąża jest przypadkowa, ale to zawsze się zdarzało i zdarzać będzie.
Jednak nieświadomość, że jest się we wczesnej ciąży może spowodować, że
matka jest narażona na działanie toksycznych substancji, spożywa alkohol,
pali papierosy, zażywa leki i poddaje się badaniom diagnostycznym, czy
zabiegom inwazyjnym, a to może z kolei wpływać na nieprawidłowy rozwój
dzieci.
– U.G.S.: Alkoholizm, lekomania, narkomania, dopalacze – to wszystko
sprawia, że nie jest dobrze. Na ulicy nierzadko można spotkać kobietę w
ciąży, która pali papierosy. Mieliśmy już w tym roku kilka przypadków
narodzin dzieci z klinicznymi objawami zespołu alkoholowego płodu. Takie
sytuacje nie miały miejsca 10 lat temu. Matka musi zadbać o siebie. Proszę
sobie wyobrazić, że kobieta przychodzi na oddział tak pijana, że nie wie, co
się dzieje, a następnego dnia pyta lekarza, czy „przypadkiem czegoś nie
urodziła”.
– A.O.: Inną kwestią jest odpowiednie prowadzenie ciąży, czyli
przestrzeganie regularnych wizyt u lekarza i wykonywanie wszystkich
przewidzianych na czas ciąży badań. W tej kwestii bywa różnie... Duża grupa
pacjentek, które rodzą wcześniaki, rzadko odwiedza, nawet będąc w ciąży,
lekarza.
– Czy zdarza się, że kobieta ma kontakt z lekarzem dopiero na sali
porodowej?
– A.O.: Dziś to już skrajne przypadki. Dotyczą głównie wieloródek, które są
przekonane, że skoro poprzednie porody przeszły pomyślnie, to i tym razem
musi tak być. Raczej jednak pacjentki odbywają dwie, trzy wizyty u lekarza,
z dosyć dużymi odstępami czasowymi i zgłaszają się do porodu z kartą, gdzie
podbite są jedna, czy dwie wizyty. Takie panie, które nie mają żadnych
dokumentów na temat badań, to już rzadkość.
– Kolejny błąd przyszłych mam?
– A.O.: Nadużywanie leków, albo w drugą stronę posunięta skrajność – to
niechęć do leków w obawie o dziecko. Powoduje to później, że pacjentki mają
nieleczone infekcje dróg moczowych, układu oddechowego. Kolejna sprawa to
ganianie po supermarketach. Kobieta pokonuje duże odległości, a tym samym
wykonuje ogromny wysiłek. Do tego jest narażona na infekcje w dużej masie
ludzi. Następna sprawa to jakość żywności, która w ogromnym stopniu wpływa
na zdrowie przyszłych matek.
Przyczyna druga – ojciec
– Jak bardzo znaczącym elementem j |
|
Okrutne
statystyki
est pełna rodzina?
– U.G.S.: Bardzo ważnym! Teraz panuje moda na single. Najpierw dziecko,
później urząd... Stan cywilny matki, jej niskie wykształcenie są także
przyczyną wcześniactwa. Kobiety z niskim wykształceniem często nie dbają o
siebie, nie odżywiają się dobrze, nie zażywają witamin, jak zaleca lekarz.
Może także dlatego, że je na nie nie stać. Wiele czynników składa się na
wcześniactwo, a przecież 1 proc. rodzących się dzieci ma poniżej 1500
gramów! To naprawdę dużo.
– A.O.: Mężczyźni zawsze spełniali funkcje zewnętrzne, czyli zajmowali się
zarabianiem pieniędzy i teraz też tak jest. Panie zostają często w domach,
bo nie ma kto ugotować obiadu, posprzątać i wyprasować. A przecież kobieta w
ciąży potrzebuje pomocy. Nie wspominam o patologii takiej jak bicie
ciężarnej, czy spożywanie z nią alkoholu, bo to dotyczy środowisk skrajnych.
Chociaż zdarzyły się dwa przypadki, kiedy doszło do powikłań, ze zgonem
matki włącznie, ze względu na pobicie ciężarnej. I to wcale nie była para z
marginesu.
Przyczyna trzecia – lekarze
– U.G.S.: Proszę zwrócić uwagę także na rodziny obarczone nieszczęściem
poronienia, a także na fakt, że nie szuka się przyczyn tego dramatu.
Przyczyna tkwi zatem także po stronie medycyny. To wina lekarzy. Wolałabym
się więcej w tej sprawie nie wypowiadać, bo to dla nich z całą pewnością nie
jest miłe. Z naszego punktu widzenia, po 20 latach doświadczeń, wynika, że
ciąża jest bardzo często nie kontrolowana. Po prostu mamusia nie chodzi do
lekarza, a jest to wynik uwarunkowań socjalno-ekonomicznych. Jeżeli kobieta
trafia już do ginekologa, ten jedynie mierzy jej ciśnienie i zleca badanie
moczu. Pewnych standardów lekarze zatem nie przestrzegają. Zdarza się, że
obowiązkowe, skrupulatne kobiety trafiają do lekarza, gdzie są jednak źle
leczone. Potem rodzi się zakażone, chore dziecko.
– A może to kwestia finansowania...?
– U.G.S.: ... ale brakuje też dobrej woli. Badanie krwi, moczu, poziomu
cukru, to nie są kosztowne badania. Dużo pieniędzy z budżetu idzie na opiekę
ambulatoryjną, a obcina się finansowanie specjalistyki. Natomiast dla
lekarza rodzinnego przeznacza się tyle pieniędzy co w latach ubiegłych.
– A.O.: Lekarze są bardzo obciążeni, bo pacjentek w poradniach jest dużo, a
każdej trzeba poświęcić choć trochę czasu. Oczywiście optymalną byłaby
współpraca lekarza i położnych po to, aby lekarz wyjaśnił pacjentce sprawy
typowo medyczne, a położna – mając więcej czasu – w przystępny sposób
wyjaśniłaby pacjentce wszelkie wątpliwości. Dla każdej przyszłej mamy każde
pytanie i każda informacja na temat ciąży jest bardzo ważna.
Przyczyna czwarta
– środowisko
– U.G.S.: Ten region boryka się z dużym problemem. To obszar wielkomiejski,
zdegradowany. Bieda dotknęła hutnicze i górnicze rodziny. Bieda zmusiła
kobiety, by te za pracą wyruszyły do supermarketów... Ten bodziec
socjologiczny przyczynia się do nadużywania alkoholu.
– A.O.: Do tego Śląsk jest regionem bardzo specyficznym. Jest to duża
aglomeracja, a co za tym idzie jest tu nagromadzenie dużej liczby ludności,
duże bezrobocie, mieszka się w centrach dużych miast, gdzie kontakt z naturą
jest nikły. Wszędzie poprzemysłowy krajobraz. Warunki środowiskowe są zatem
bardzo trudne i to też trzeba brać pod uwagę mówiąc o śmiertelności
noworodków.
Przyczyna piąta – system
– U.G.S.: Mamy bardzo słabo rozwiniętą opiekę prenatalną nad kobietą
ciężarną. Nie są wykonywane rutynowe badania: stężenia cukru, morfologia,
nie prowadzi się badań w kierunku infekcji. Istnieje też problem
nadwykonywania badań. Są panie, którym wykonuje się kilkanaście badań
ultrasonograficznych, a mimo to nie rozpoznaje się wielu wad, zaburzeń w
rozwoju. Następnie, porody odbywają się w ośrodkach nieprzystosowanych do
przyjęcia trudnych porodów, gdzie nie ma odpowiedniej aparatury i siły
fachowej.
– A.O.: Generalnie system opieki jest trójstopniowy. Szpitale miejskie,
powiatowe, to najczęściej pierwszy stopień. Drugi to placówki
ponadregionalne i regionalne, przyjmujące pacjentki z patologią ciąży. W
końcu mamy trzeci stopień szpitali – gdzie przyjmuje się pacjentki o
najwyższej patologii ciąży. Duża ilość patologii powoduje jednak, że
możliwości ośrodków są za małe, by wszystkie pacjentki objąć odpowiednią
opieką. Po drugie, nasz region jest bardzo rozległy, często ciężarna
pokonuje długą drogę, by dostać się do ośrodków w Katowicach, czy Bytomiu.
Najlepszym rozwiązaniem byłoby objęcie ciężarnych szeroką opieką w każdym
większym mieście. Jednak porady dla pacjentek ciężarnych są |
|
nisko punktowane, trudno więc w ramach tych świadczeń
wykonywać wszystkie istotne badania. Tak naprawdę zbyt małe nakłady
finansowe mają tu także znaczenie.
– U.G.S.: W naszym województwie mamy 6 oddziałów trzeciego stopnia
referencyjności. To bardzo dużo. Są dwa ośrodki, gdzie prócz stanowisk
intensywnej terapii znajduje się chirurgia, dializoterapia i stanowiskami z
nowoczesnymi technikami oddechowymi. Problem polega jednak na tym, że nie są
one umiejscowione przy oddziałach położniczych i przyjmują dzieci z
zewnątrz. Dzieci trzeba bardzo często dowozić karetkami -tzw. N-kami, co
często decyduje o ich życiu. Te dwa oddziały referencyjne, czyli
Górnośląskie Centrum Pediatrii w Katowicach z dwudziestoma stanowiskami
intensywnej terapii i Zabrze z piętnastoma, te oddziały mają wielomilionowe
zadłużenie. Owszem, funkcjonuje tam profesjonalny sprzęt, ale z lat 90.,
który w dużej mierze jest darowizną. Organem założycielskim tych dwóch
ośrodków jest Śląski Uniwersytet Medyczny, stąd też moje starania u
marszałka województwa o doposażenie.
Dodajmy, że Śląsk nie ma dużego ośrodka perinatologii z pełną opieką. Może
takim ośrodkiem będzie Bytom, może Bielsko... na razie problemem jest jednak
brak zaplecza położniczego.
Rozwiązania
– A.O.: Najbezpieczniej byłoby, gdyby ciężarna przez cały czas leżała w
szpitalu podłączona do aparatury, która monitorowałaby stan płodu i matki.
Co kilka dni wykonywane byłyby badania. Dziś matka po badaniach jedzie do
domu i nie wiemy, co w tym okresie kilku tygodni może się zdarzyć.
– W lutym szpital w Bytomiu wyposażony został w cztery specjalistyczne
stanowiska intensywnej terapii noworodka. W całym regionie jest takich
stanowisk około 100. To jednak wciąż za mało...
– A.O.: To prawda. Jednak od października realizowany jest program kolejnych
17 stanowisk w szpitalach marszałkowskich. Powinny one pokryć
zapotrzebowanie na odpowiednią opiekę nad noworodkiem. W przyszłym roku
liczba łóżeczek do intensywnej terapii wzrośnie do około 130. To dobrze
wróży, bo rozwój neonatologii, przy jednoczesnym użyciu najnowszego sprzętu
i odpowiedniej kadry fachowców stwarza coraz większe szanse na przeżycie dla
wielu
dzieci.
– Kadry nie brakuje?
– A.O.: Z kadrą jest troszkę gorzej. Neonatologia jest specjalizacją
deficytową, bo wymagającą długiego okresu kształcenia, wymagającą także
wiedzy z zakresu medycyny ratunkowej. Neonatologia to również specyficzna
dziedzina – trzeba naprawdę kochać zajmowanie się takimi maleńkimi
dzieciaczkami. To jest szalenie obciążająca praca, wypalająca psychicznie i
wymaga specjalnych predyspozycji.
– U.G.S.: W naszym centrum nie brakuje specjalistów. Ale oni gromadzą się w
ośrodkach drugo- i trzeciorzędnych. Wszystkie nasze oddziały mają
ordynatorów neonatologów, zastępcy też są specjalistami neonatologii. Z
kolei w szpitalu w Jaworznie jest tylko jeden neonatolog. Jednak Śląsk na
mapie Polski pod tym względem naprawdę nie wygląda najgorzej. Co roku
czwórka, szóstka młodych ludzi otwiera w tym zakresie specjalizację. W tym
2009 roku specjalizację zrobiło dodatkowo 6 osób. Najgorzej jest na wschód
od Wisły. Tam neonatologia nie cieszy się popularnością. Na pewno zależy to
także od dyrektorów szpitali, płacy i zapewnienia atrakcyjności. W regionie
obecnie mamy 100 neonatologów.
Jeśli mówimy o problemach z kadrą to najgorzej sytuacja wygląda ze średnim
personelem. Nie ma pielęgniarek i położnych. Rozwiązaniem jest stworzenie
szkół, w których kształciłyby się pielęgniarki z zakresu neonatologii.
– Jak zmienić pozycję w rankingach, czyli nadzieje – a raczej ich brak – w
2010 roku? Jaki będzie ten kolejny rok? Znów zapowiadane są cięcia finansowe
w służbie zdrowia...
– U.G.S.: My pracujemy. Mamy nadwykonania, ale ratujemy coraz więcej tych
najmniejszych dzieci. Przecież to, co robimy, nie jest naciąganiem. Mały
oddział – 15-łóżkowy ma nadwykonalność na 600.000 złotych. Ministerstwo
Zdrowia i Narodowy Fundusz słownie zapewniają o wypłacaniu procedur
ratujących życie... Trzeba pamiętać, że każdy noworodek z zapaleniem płuc,
żółtaczką musi być leczony profesjonalnie i szybko, bo to stanowi dla niego
bezpośrednie zagrożenie.
– A.O.: Głównym problemem jest oczywiście niedofinansowanie. Cały czas
apelujemy. Już we wrześniu otrzymałam sygnały od kolegów prowadzących
oddziały w dużych szpitalach, że kontrakty są nadwykonane i nie są zapłacone
i że będą problemy z przyjmowaniem pacjentek. Od października interweniuję u
marszałka województwa, wojewody, dyrektora Funduszu Zdrowia, oraz u
krajowego konsultanta ds. ginekologii, prof. Radowickiego. Zbliża się koniec
roku i jeszcze mamy miesiąc, by zabezpieczyć wszelką opiekę nad kobietami w
ciąży. Będzie to jednak bardzo trudne.
– Dziękuję za rozmowę. |