Czy jest coś, czego Stanisław Gadomski nie fotografował? Zdecydowanie tak. Nie ma w jego zdjęciach cierpienia, tragedii, negatywnych emocji. Chociaż z aparatem pojawiał się w różnych miejscach i sytuacjach, nie szukał dramatu, by epatować nim czytelnika gazet, z którymi współpracował. Owszem, czas był inny, inne gazety, inne pokolenie czytelników. Fotografia – zwłaszcza ta wychodząca z ciemni fotoreportera (dzisiaj w czasach wszechobecnej fotografii cyfrowej już mało kto pamięta, co to takiego) też była inna.
Stanisław Gadomski – fotoreporter i artysta grafik, chociaż może odwrotnie – to z zainteresowania sztuką, grafiką, rysunkiem, światłem, kolorem, a także relacjami czerni i bieli w ówczesnej fotografii wyrosły jego fotograficzne obrazy. Właśnie obrazy fotograficzne, nie tylko fotografia – malarskość, rozświetlenie, wrażliwość na formę nawet najzwyklejszych czasem urządzeń technicznych, które przyszło mu fotografować, poszukiwanie „duszy” nie tylko portretowanych osób, ale przyrody, krajobrazu – zwłaszcza ukochanej przez Gadomskiego góralszczyzny, jak nazywał Beskidy i Podhale.
W obiektywie Gadomskiego nawet najbardziej błaha sytuacja zamieniała się w obraz wart refleksji, skupiający uwagę odbiorcy. Na łamach codziennych gazet jego fotografie nie były dodatkiem ilustrującym tekst – wnosiły własny komentarz, dopowiadały.
Wieloletnia praca w redakcji tygodnika „Panorama” pozwoliła Stanisławowi Gadomskiemu na zajęcie się fotografią artystyczną. Cykl fotografii „Klejnoty kultury polskiej” mógł być świetnym materiałem na niejeden album. Inna dziedzina jego zainteresowań fotograficznych – portrety, zwłaszcza portrety powstańców śląskich – pokazywane i powielane dziesiątki razy stały się ikonami powstań. Raz zobaczone pozostają w pamięci. Zbliżenia pooranych zmarszczkami twarze starych ludzi, dumnie skrywane pod powstańczą, żołnierską czapką. W mundurach, nie zawsze zapiętych pod samą szyję jak na kolejną paradę. Czarno – białe portrety zebrane w albumie pokazały siłę fotografii Stanisława Gadomskiego i wielką charyzmę portretowanych powstańców, każda postać to inny życiorys, inaczej zapisany czas dawno miniony, lecz ciągle żywy i obecny. To nie są anonimowe postaci – z każdym z nich Gadomski rozmawiał czasem długie godziny, a nawet dni, czekając na tę jedną odpowiednią chwilę, by przycisnąć spust migawki. Mimo to nikt nie został sztucznie upozowany, niczym w fotograficznym atelier – zdjęcia, jak ich bohaterowie, są surowe, proste, a zarazem pełne siły. Nawet, jeśli po latach pokazywał te same postaci „w cywilu”. Jak w przypadku Jerzego Ziętka, siedzącego w fotelu, już bez tej siły stanowczego choć dobrotliwego spojrzenia, bez munduru. Tylko podpis „Generał” przypomina kim jest stary człowiek na tym zdjęciu. Bo generałem pozostaje się na zawsze…
Można powiedzieć, że u Gadomskiego w jakimś sensie  


WIESŁAWA KONOPELSKA
 

 Fotoobrazy Gadomskiego



wszystko zasługiwało na... portret – górnik pracujący na przodku w kopalni, dzieciaki bawiące się we wraku autobusu, gołębiarze zajęci przygotowywaniem się do wystawy, wielka machina w Hucie „Katowice”, ruchome schody, ale też wpatrujący się w obraz koneserzy sztuki. Każde zdjęcie to nie tylko rejestracja ciekawej czy zaskakującej sytuacji. To sposób widzenia świata, pojedynczych ludzi. Portrety są wyrazem stosunku fotografującego do portretowanych. Jak Jasiek Para z Białki – zwyczajny góral – zdjęcie tej twarzy może pojawić się obok portretów powstańców, górników. Emanuje siłą, dobrocią i jakimś wewnętrznym uporem, trwaniem na swoim i po swojemu. A Marysia – pewnie też z Białki – subtelna dziewczynka przytrzymująca rączką zbyt dużą chustę, zarzuconą na ramiona pewnie przez matkę lub babcię, a tuż obok niej na gwoździu wiszą ogromne góralskie spodnie. Ale to promienna twarz Marysi, ukrytej w rogu zdjęcia przyciąga wzrok i powoduje uśmiech na twarzy oglądającego.
Stanisław Gadomski to artysta wędrujący ścieżkami podbeskidzkich wsi – na nich spotykał rozmaite kapliczki, tak mocno ciągle wpisane w ten krajobraz. Ale, jak sam mówi, nie rejestrował wyłącznie ich wyglądu, lecz szukał dla nich odpowiedniego kontekstu, komentarza. Kapliczka – w polu, przy drodze, przydomowa, samotna lub w towarzystwie innej to

historie ludzi związanych z tym miejscem, to podziękowania i błagania, ostrzeżenie przed złem lub oddanie się w opiekę Najwyższemu, świętym patronom, świętej Rodzinie, Matce Bożej. O fotografowanych przez Stanisława Gadomskiego pisał w 1998 roku na łamach „Znaku” (3/2008) ks. Józef Tischner: „Zdjęcia Stanisława Gadomskiego wtrącają w zdumienie. To jest nasza ziemia? To są nasze krajobrazy? Taki jest świat naszego otoczenia? Zdjęcia uczą nas, jak mieć „oczy ku widzeniu i uszy ku słyszeniu”. (…) Kunszt artystyczny rzemiosła Stanisława Gadomskiego na tym polega, że z naszej milczącej ziemi wydobywa wielką jej mowę. Kto ma oczy ku widzeniu, niechaj patrzy, kto ma uszy ku słyszeniu, niechaj słucha”. Świątki Gadomskiego chociaż milczą – mówią, rozmawiają z tym, kto przystanie, kto wyszepcze słowa modlitwy lub zwyczajnie przejdzie mimo, jak Chrystus Frasobliwy w kapliczce w Grywałdzie, jak Jezus obejmujący wcale nie „świętym” gestem, lecz zwyczajnym, przyjacielskim, gestem swego Ojca, a obaj dłońmi podtrzymują Ducha Świętego, stanowiąc razem Trójcę Świętą, u stóp której ścielą się kolorowe kwiaty – „wieczne” kwiaty, bo nie zerwane z pól, lecz te swojskie, z bibułki, plastiku, żeby nie więdły. Kapliczki fotografowane w tzw. szerokim planie, a więc ukazującym rozległą otaczającą je przestrzeń, stoją samotnie – lecz nie są opuszczone – w każdej z nich odnaleźć można ślady ludzkich rąk, dbających o nie, często nieudolnie, ale to nie dzieła sztuki (chociaż często takimi są) powstałe na pokaz, do wstawienia do galerii, to „mieszkańcy” tych wsi, od niepamiętnych często czasów stojący na straży, to aniołowie stróżowie codziennego dnia – od wieków.
I choć to fotografia zdominowała zawodową stronę życia Stanisława Gadomskiego, zawsze pozostawało miejsce na tę bardziej kameralną, domową – to tworzenie drzeworytów i rysunków. Są to serie rysunków drewnianej architektury – urokliwych kościółków i miejsc ukochanych. Ale są też (podobnie jak w fotografii) reminiscencje z podróży, to „druga miłość” Gadomskiego – odwiedzanie miejsc kulturowo ważnych, zachowywanie na papierze czy kliszy fotograficznej wrażeń z wojaży po Italii i innych krajach Europy. Subtelna kreska rysunków, zdecydowane cięcia drzeworytu – niczym fotografia operują światłem, nastrojem, choć to zaledwie zapiski i szkice do niej.
Stanisław Gadomski – rocznik 1929, urodzony w Sosnowcu, mieszka w Katowicach. Ukończył Wydział Grafiki ASP w Krakowie, studiował historię sztuki w Uniwersytecie Jagiellońskim. Od 45 lat jest członkiem Związku Polskich Artystów Plastyków. W „Trybunie Robotniczej” był fotoreporterem i grafikiem. Z tygodnikiem „Panorama” związany był przez 20 lat – kierował działem fotograficznym.

W galerii „Art. Nowa 2” ZPAP w Katowicach, w październiku tego roku, wystawą „Kserofotografie” podsumował swój artystyczny dorobek.

SPIS TREŚCI
______________________________________________________________________________________________________________

                         Webmaster ALFA