Zdania na wypadek Karola Maliszewskiego to wybór wierszy przede wszystkim ascetycznych, surowych, momentami ma się wrażenie, że niezbyt ulirycznionych – zresztą w poetyckim posłowiu do tomiku Jacek Gutorow – kolega po piórze – przyznaje się do bezradności lekturowo-interpretacyjnej utworów Maliszewskiego: „W jego dorobku odnajduję teksty, których urok jest początkowo niezrozumiały i polega na osobliwym zawieszeniu głosu, kiedy Maliszewski zdaje się nie wiedzieć, kim jest, i pozwala słowom przebiegać przez scenę wiersza. Być może chodzi tu o spiętrzenie doznań i doświadczeń tak wielkie, że wyważa język z zawiasów i pozwala słowom składać się na nowo […]. A może chodzi o świadomą próbę wiersza nieoswojonego […]”. Maliszewski w Zdaniach na wypadek uniemożliwia praktycznie prosty zachwyt, daleki jest zarówno od lingwistycznych poszukiwań, jak i liryki konfesyjnej; daje się tu wyznaczyć kilka określonych kręgów tematycznych, kilka powtarzalnych rozwiązań – ale pewne jest tylko jedno: lektura tego wyboru tekstów wiąże się z ciągłym poczuciem zagubienia czytelnika. Poeta chętnie wyprowadza na manowce, zwodzi i oszukuje, ukrywając się za materią wiersza (a prawie każdy utwór cechuje się odmienną od poprzedniego fakturą) – rejestru wrażeń, wiersza-komentarza, wiersza-wspomnienia. Mimo autobiograficznych fraz, z których często wyrastają kolejne teksty Zdań na wypadek, Maliszewski sprawia wrażenie, że najchętniej posługiwałby się liryką maski. Przekuwa na formę wiersza doznania i strzępki reminiscencyjne, lecz zachowuje i wyraźny dystans emocjonalny, którego nie są w stanie zniwelować nawet sformułowania ex definione obarczone nieobiektywnymi sensami. Zbiorek przypomina pod względem konstrukcji mozaikę – poszczególne teksty pasują do siebie, ale oglądane pojedynczo ujawniają zupełnie inne znaczenia, niż gdy są traktowane jako części większej całości, kompozycji harmonijnej mimo zróżnicowania powierzchni i kształtów.
Dwóch płaszczyzn podczas lektury tego wyboru nie da się pominąć. Maliszewski jest stanowczy, jeśli chodzi o poezję i konsekwentny w prezentowaniu krajobrazów poetyckich peryferii (notabene, w sztucznie wygenerowanej liryce lokalnej znacznie częściej sięga po impresyjność czy metaforę; małą ojczyznę, którą znajduje w górskich szlakach, oswojonych pejzażach i wyciszeniu, przedstawia jako źródło natchnienia, poetyckiej epifanii). Obrazy autotematyzmu i poezji miejsca zostały ze sobą skontrastowane dzięki zmienności postaw autora. Pisanie wierszy to  


K. Maliszewski: Zdania na wypadek. Brzeg 2007


IZABELA MIKRUT
 

 Mozaika

zagadnienie, które wyraźnie nurtuje Maliszewskiego, ale i proces według utworów zgromadzonych w Zdaniach na wypadek skazany na ciągłe niepowodzenia. Kultura w tym ujęciu przegrywa z popkulturą, a elitarność przestaje być pożądana, jak stwierdza Maliszewski: „Disco polo wchodzi łatwo, nic nie / boląc, jak świeca. Poeta nie. // Poeta się pierdoli, rwie, stwarza / problemy językowe: podmienia / znaczenia, podmywa dawno wykrystalizowane / pojęcia, przestawia minerały akcentów”. Próby uchwycenia sedna twórczości muszą kończyć się porażką – przecież „[…] różne kawałki / krążą, składając poetę”: autor wierszy staje się formą niegotową, nieukształtowaną ostatecznie, otwartą na oceny i interpretacje – prezentowanie siebie zakrawa na poetycki ekshibicjonizm, nagle okazuje się, że kwestie metaliterackie to zagadnienia o największym stopniu intymności. Do wizerunku twórcy należy włączyć bezradność: „[…] wracałem nad ranem pamiętając / że miałem coś ważnego do powiedzenia / ludzkości światu narodowi naszemu”. Ogrom odpowiedzialności poety zestawia Maliszewski z absurdem doświadczeń artysty, prezentowanego jako maszyna: „Pisanie przepisywanie wysyłanie na adres / redakcji skamlanie u drzwi wydawnictw ukrywanie się za godłem […]”. Wśród pozaartystycznych powinności literata niknie wizja sztuki. Ale Karol Maliszewski nie przestaje być pesymistą w wysnuwaniu wierszy z doświadczeń pedagoga. Kilka razy powraca w książce motyw nauczyciela, który

zmagać się musi z pozaedukacyjnymi problemami – widzi ofiary przemocy w rodzinie czy beztroskę młodych ludzi. Pozostaje tu jednak obserwatorem – tak samo jak w przypadku portretu-wspomnienia o starej Niemce. Poeta łzy chowa „do wewnętrznej kieszonki z zapiskami”, nie chcąc ulegać łatwym wzruszeniom. Na ujawnianie emocji pozwala sobie jedynie w powrotach do miejsc zapamiętanych z dzieciństwa i cały czas bliskich.
Czytelnicy mogą w ten sposób poznać drugie oblicze Karola Maliszewskiego – poety obrazu. Małe kaplice i kościoły, szumiące rzeczki i smutne ogniska składają się na przestrzeń prywatną, oswojoną i bezpieczną. Otrzymujemy w ten sposób zespół
tekstów silnie zakorzenionych w konkretnym terenie (widnieje tu Nowa Ruda, Słupiec z rzeką Dzik, kościół w Głuszycy, Woliborka, Sudety). I tu pojawiają się najciekawsze, a zarazem najbardziej urokliwe partie książki. „Urodziłem się w okolicy pozbawionej / katedr – luster wyższej wiary, / pośród wzgórz kręcących się w kółko” – pisze autor, zdradzając także mimochodem talent do aforystycznych komentarzy. Maliszewski tworzy urzekające obrazki, pełne ciepła i spokoju mimo wszystko. Nie ma tu wizji arkadyjskiej krainy, bywa, że wiersze niosą mocno przygnębiającą treść, a przepełnione są jednak atmosferą charakterystyczną dla powrotów do kraju lat dziecinnych.

Da się zauważyć związki tej poezji ze zdobyczami o’harystów. Kiedy Maliszewski pisze wiersz, stara się uchwycić w nim zwyczajność – i sprawia wrażenie, jakby chciał w tę samą zwyczajność wtłoczyć zrodzony właśnie tekst. Wiersze ze Zdań na wypadek często nie mają wyraźnie zarysowanego początku ani końca – ot, drobne impresje na temat raz zauważonego, podbarwione czymś w rodzaju egzystencjalnych westchnień czy może – i czasami to wydaje się być trafniejszym określeniem – przelotnych zmęczeń i znużeń. Maliszewski akceptuje świat z trudem, stąd część jego utworów przepojona jest niezgodą na przygnębiającą (z różnych powodów) codzienność, część natomiast nasyciła się ciężką rezygnacją. W niełatwej konfrontacji człowiek-świat przegranym musi okazać się poeta.
Pisał o Maliszewskim Marian Kisiel: „jest w jego poezji ton niepokojący, który zdefiniowałbym jako balansowanie na cienkiej linii emocji. Wiersz staje się wtedy raczej przelaniem impresji niż oddaniem myśli”. Te słowa także dałoby się zastosować do Zdań na wypadek – tomiku, który opiera się łatwym klasyfikacjom.

SPIS TREŚCI
______________________________________________________________________________________________________________

                         Webmaster ALFA