|
Taką refleksją można spuentować trzeci już
z kolei Festiwal Kultury Ekologicznej „Zielono mi”, jaki tradycyjnie odbywał
się w listopadzie br. w katowickim Kinoteatrze Rialto, pod patronatem
Rektora Uniwersytetu Śląskiego.
Dzięki Centrum Studiów nad Człowiekiem i Środowiskiem UŚ oraz twórcom tego
festiwalu, dwóm naukowcom tej śląskiej uczelni: prof. Piotrowi Skubale,
nauczycielowi, ekologowi i etykowi środowiskowemu z Wydziału Biologii i
Ochrony Środowiska oraz dr. Ryszardowi Kulikowi, aktywiście ekologicznemu i
psychologowi społecznemu z Wydziału Pedagogiki i Psychologii – Katowice
mogły zaoferować śląskiej społeczności, niezwykłe filmowo-dyskusyjne
spotkanie. Z najbardziej palącymi, ekologicznymi problemami współczesnego
świata – w roli głównej.
Na festiwal dotarły znakomite filmy. Niektóre z nich w Polsce można było
obejrzeć po raz pierwszy, jak m.in. „Home – S.O.S. Ziemia”. Wspólny projekt
reżysera Luca Bessona i fotografa Yanna Arthusa-Bertrada to nie tylko
zapierające dech w piersiach pejzaże z głębi
australijskiej rafy koralowej, niebezpiecznych lasów Amazonii, bezkresnej
pustyni Gobi i industrialnych dzielnic najludniejszego w Chinach –
Szanghaju. To przede wszystkim uderzeniowy impuls dla widza, by na wysyłany
z każdego miejsca Ziemi dramatyczny sygnał S.O.S. odpowiadał.
S.O.S.
Czy nie jest za późno na ratowanie naszej planety? Do każdego jej zakątka
dociera globalne ocieplenie. Wszędzie umierają lasy i kończą się zasoby
naturalne, a ilość gatunków roślin i zwierząt zmniejsza się w zastraszającym
tempie. Wiele tysięcy razy szybciej niż zaprogramowała to natura.
W ostatniej dekadzie XX wieku polscy ekolodzy zastanawiali się – czy będzie
wiek XXI? Niedługo minie pierwsza dekada tego wieku, ale nie ma się z czego
cieszyć. Pokazany na festiwalu angielski film dokumentalny z elementami
futurystycznymi pt. „Wiek głupoty”, w reżyserii Franny Armstrong jest nazbyt
realny.
Film opowiadający o zmaganiach ludzi ze zmianami klimatycznymi przenosi nas
w 2055 rok. Roztopione lodowce zalewają świat, słońce wypala żyzną glebę,
panuje wszechogarniający głód, kolejno zanikają gatunki roślin i zwierząt.
Ostatni ludzie budują schron i przechowują w nim, na wzór biblijnej Arki
Noego, ocalone okazy roślin, owadów, zwierząt. I pada pytanie – dlaczego nie
powstrzymaliśmy zmian klimatycznych, kiedy było to możliwe?
Czy jest to możliwe? Dlaczego powinniśmy troszczyć się o Ziemię? Jesteśmy
jej przyjaciółmi? Czy to nasz jedyny dom? Jak wreszcie żyć w świecie
nadkonsumpcji?
Festiwal „Zielono mi” przez cały tydzień prowokował do odpowiedzi. Było ich
wiele. Bo globalne zagrożenia, z jakimi mierzą się współczesne pokolenia i
będą zmagać kolejne – to już wyzwanie dla ludzkości.
W festiwalowej dyskusji uczestniczyła dr Anna Kalinowska, dyrektor Centrum
Badań nad Środowiskiem Przyrodniczym Uniwersytetu Warszawskiego, członkini:
Polskiej Grupy Roboczej ds. dekady ONZ na rzecz Edukacji dla Zrównoważonego
Rozwoju oraz władz Światowej Unii Ochrony Przyrody (IUCN), autorka
popularnych książek z ekologii, adresowanych do młodzieży, m.in.
„Ekologia-wybór przyszłości”. Przyjechała do Katowic, by ją wzbogacić i
rozgrzać „zielony” temat.
Swój wykład inauguracyjny rozpoczęła pytaniem: Zielono nam, czy raczej
czarno? Co możemy zrobić dla zagrożonego świata? Jak dzielić się Ziemią, by
mieć więcej, biorąc mniej?
Mieć więcej...
Natura kształtowała Ziemię przez kilka miliardów lat jako jedną, wielką
wspólnotę życia. Z całą jej bioróżnorodnością genów, gatunków roślin i
zwierząt, ekosystemów, krajobrazów aż po całość biosfery. Człowiek jest jej
niewielką częścią. Istnieje dzięki tej bioróżnorodności od mniej więcej
tylko 150, może 200 tysięcy lat. Mimo to, stał się największym zabójcą
swojej |
|
|

Każdy z nas dzieli dziś Ziemię z blisko siedmioma
miliardami ludzi. Ponad miliard głoduje. Drugie tyle cierpi z powodu
nadwagi. Dokąd zmierza świat, skoro nasza planeta z kurczącymi się
zasobami przyrody, ubywającą bioróżnorodnością nie nadąża za
konsumpcyjną pazernością człowieka. Potrafimy się temu przeciwstawić?
|
|
JOLANTA KARMAŃSKA
|
Podziel się... Ziemią!
cywilizacji.
Jest nas coraz więcej. Dziś dzielimy Ziemię z blisko siedmioma miliardami
ludzi. (W tej liczbie ponad miliard z nich głoduje, drugie tyle cierpi na
nadwagę). Dzielimy ją również z 1,4 milionami znanych nam gatunków i ze
znacznie większą ilością tych nierozpoznanych. Z dziesięcioma, może nawet
stu milionami różnych form życia, od których zależy nasza egzystencja. I
niszczymy to życie przyrody w tempie zastraszającym. Od pięciu tysięcy do 25
tysięcy razy szybciej niż zaprogramowała to sama natura.
Nasza cywilizacja, coraz częściej nazywana cywilizacją śmierci, rozwija się
zatem kosztem utraty życia na Ziemi. Przyrodę skazujemy na śmierć planowo. W
globalnej i lokalnej skali. Nie ma dla nas znaczenia, że unicestwianie
jednego gatunku nie pozostaje bez wpływu na zagładę kolejnych. Przyśpieszamy
świadomie proces samozniszczenia.
Nie powstrzymują nas coraz bardziej katastrofalne skutki wycinania lasów
tropikalnych – płuc Ziemi, dziury ozonowej, zanieczyszczania i
„podgrzewania” Ziemi. Dowodów jest coraz więcej. Zarówno w rejonach
tropikalnych świata jak i w „malejących” ziemskich górach lodowych. Ostatnio
satelity NASA wykryły topnienie lodowców Wschodniej Antarktydy, na obszarze
uważanym dotąd za odporny na podwyższanie się ziemskiej temperatury. Utrata
lodu z tej części Antarktydy może mieć gigantyczny wpływ na podniesienie się
globalnego poziomu oceanów.
Nadmierne, niebezpieczne wykorzystywanie przestrzeni ekologicznej czyli
stopień eksploatacji jej zasobów jest w miarę dobrze przez naukowców
zdiagnozowany. Jednym z mierników naszej konsumpcyjnej pazerności czyli
stopnia obciążenia środowiska naturalnego w lokalnej i globalnej skali, jest
tzw. „ślad”- stopa ekologiczna, jaką postawiliśmy na Ziemi kosztem
przyszłych pokoleń.
Miernik pazerności
Składa się na nią obszar lądów i mórz, niezbędny do wytworzenia żywności i
wszelkich innych dóbr; wprowadzania do środowiska odpadów oraz budowy
infrastruktury. Nasz „ślad” na Ziemi oblicza się w hektarach dla
poszczególnych kontynentów, państw, krajów, wreszcie pojedyńczych osób. Z
tych pomiarów wynika, że w latach 60. ub. wieku ludzkość wykorzystała 60
proc. zdolności „produkcyjnych” naszego ziemskiego globu. Dziś
wykorzystujemy więcej niż biosfera może odtworzyć – ok. 125 procent! Żyjemy
więc na ekologiczny kredyt. W 2050 roku tempo korzystania z mocy
produkcyjnych biosfery może sięgnąć 220 procent. Jednej Ziemi nie wystarczy,
by żyć dalej...
Statystyczny jej mieszkaniec, według miernika stopy ekologicznej, dawno
przekroczył bezpieczną pojemność środowiska, wynoszącą 1,8 hektara. Dziś
każdy z nas wykorzystuje średnio o pół hektara więcej. Mieszkaniec
Bangladeszu znacznie poniżej normy, tylko 0,3 ha. Polak około 4 hektarów,
Niemiec – przynajmniej o 2 hektary więcej, ale już Amerykanin korzysta z
ponad 10 hektarów, by móc żyć „na całego”. Rekordy konsumpcji biją |
|
zamieszkujący Emiraty Arabskie, gdzie na
osobę przypada kilkanaście hektarów wykorzystywanej pojemności środowiska.
Ziemią i jej bogactwami dzielimy się niesprawiedliwie. Co będzie za lat
trzydzieści, gdy liczba ludności świata sięgnie 9 miliardów? Przeludnienie
nie jest najgorsze, lecz to, że „nie nadąża” ona za rosnącymi potrzebami i
pazernością człowieka. Jego rozszalałą produkcją, rozbuchaną konsumpcją,
„chciejstwem” nieopisanym. Każdy chce mieć wszystkiego więcej, choć
większości rzeczy nie potrzebujemy. Odpadami naszej cywlizacji zasypujemy
już nie tylko lądy i morza, ale i kosmos.
Brać mniej...
Co robić? Ludzie muszą zmniejszyć swój żarłoczny styl życia.
Amos Oz, pisarz literatury hebrajskiej określa to zjawisko brutalnie: „...
władza nad światem spoczywa dziś w rękach groszorobów. Większość moich
znajomych, pisze, pracuje ciężej, niż powinni, po to, żeby zarobić więcej
pieniędzy, niż im naprawdę potrzeba, żeby kupować rzeczy, których naprawdę
nie potrzebują. Po to, żeby zaimponować ludziom, których tak naprawdę nie
lubią... Ludzkość dziś pozbywa się znacznej części swoich terytoriów
intelektu i wyobraźni. Jest pod olbrzymim, unifikującym ciśnieniem, które z
każdego robi zjadacza gadżetów...”.
Potrafimy brać mniej, co jeszcze musi się stać, byśmy się opamiętali?
Czy rozwój zrównoważony, traktujący na równi działalność ekonomiczną,
społeczną oraz ochronę srodowiska i gospodarowanie zasobami przyrody w taki
sposób, by starczyło ich przyszłym pokoleniom, jest możliwy?
Globalna edukacja na ten temat się rozwija. Zrównoważony rozwój to już nie
tylko ochrona środowiska czyli zachowanie kapitału przyrodniczego. To
również walka z ubóstwem i głodem, to skierowanie globalnej uwagi na
wartości duchowe i kulturowe. To wreszcie etyka i ludzka solidarność;
współzależności między pokoleniami; między ludźmi i przyrodą. I wielka
odpowiedzialność.
Jeśli chcemy dłuższego życia w zdrowiu, poczuciu bezpieczeństwa, spokoju o
przyszłość dzieci, więcej przestrzeni, czasu i dochodów, musimy zachować
przyrodniczy kapitał na stałym poziomie. Starać się korzystać z niego z
umiarem, by mógł się regenerować. Oszczędzać i inwestować w nowe
technologie. Czerpać z usług ekosystemów bez ich niszczenia i to po
wielokroć dzięki recyklingowi. Korzystać z przyrody w sposób
„niematerialny”, lecz dla duchowej przyjemności. W sumie zrezygnować z
toksycznych zasad cywilizacji, która sieje śmierć.
O tym m.in. był festiwalowy film „Zanim przeklną nas dzieci”. Tylko w
Europie co roku umiera 100 tysięcy dzieci z powodu chorób, wywołanych
zatruciem środowiska. Coraz młodsze dzieci chorują na raka. Jedną z przyczyn
jest niezdrowa, by nie powiedzieć „sztuczna” żywność i jej nadkonsumpcja.
Czy tak trudno zmienić sposób odżywiania się i styl życia? Chyba nie mamy
innego wyjścia. Na całym świecie przybywa zwolenników (także wśród osób
publicznych) nowego, bardziej ekologicznego modelu życia.
Do tego nieformalnego ruchu przyłączyć się może każdy na swój sposób. Na
światowy i nasz rodzimy rynek wkracza z coraz większym powodzeniem moda
vintage na przedmioty i ubrania z tzw. „drugiej ręki”. Tęsknota do smaków
dzieciństwa prowokuje powrót sadowników do produkcji rodzimych odmian
owoców. W wielu szkołach modne staje sie oferowanie w sklepikach zdrowej
żywności zamiast coca-coli i chipsów. Coraz chętniej na wypoczynek wybieramy
miejsca dzikiej przyrody, niezatłoczone niezabudowane. Takie, które leczą i
duszę i ciało. W ten sposób, prawie bezwiednie, oszczędzamy pieniądze i
czas, bawimy się, chronimy różnorodność biologiczną, poprawiamy kondycję
zdrowotną, zwalniamy tempo życia i zaczynamy je naprawdę smakować.
Nie jest to wymysł XXI wieku. Ludzie od zawsze obserwowali, nasłuchiwali i
dostosowywali się do powolnego rytmu natury. Od przyrody uczyli się
mądrości. Lepiej cenili życie.
Czy nadchodzący 2010 rok, ogłoszony przez ONZ Światowym Rokiem
Bioróżnorodności Biologicznej, da nam impuls do refleksji: jak mieć więcej,
biorąc mniej? |