Tych kilku słów wypowiedzianych przez lekarkę pogotowia,
Jolantę Fabisiak, nigdy nie zapomnę. Takich słów nie pisze się na nagrobkach
ofiar katastrof górniczych, ale każdy, kto ma sumienie i serce, głęboko
wyryje je sobie w jednym i drugim – na zawsze. Oto te słowa: „To były czarne
ciała z wiszącymi płatami skóry. Ludzie wyli z bólu”. Czy ktoś z nas potrafi
to sobie wyobrazić? To, co stało się w piątek, 18 września, o godzinie
10.15. w KWK „Wujek-Śląsk”. Pogotowie wezwano po czterdziestu minutach! Ktoś
musi się wytłumaczyć z tych czterdziestu minut! Pierwsze dwie karetki
pogotowia przyjechały w pięć minut; pytanie, czy sytuacja byłaby taka sama,
gdyby pogotowie wezwano natychmiast, po tym, jak pierwszy górnik, który
doczołgał się do telefonu, aby przekazać „górze” wieść o wybuchu i pożarze,
czyli o godznie 10.15 najpóźniej 10.16? Nie wiem. Ale chcę to wiedzieć!
Zatrzymajmy się przy tych słowach, jakie usłyszał (wedle świadectwa
dziennikarza gazety „Polska. Dziennik Zachodni”) ów górnik, który resztką
sił doczołgał się do telefonu na poziomie 1100 m, są one bowiem
przygnębiającym świadectwem zbydlęcenia tak zwanej „góry”. Na kopalni, na
dole i na powierzchni, wśród górników na ścianie i pośród ludzi dozoru,
często-gęsto padają słowa nieparlamentarne, po prostu wulgarne, nierzadko
odrażająco wulgarne. Jako młody człowiek przepracowałem rok na dole,
rozumiem, że ten język jest jakąś formą obrony, sposobem znieczulenia i
samoogłuszenia, jest to – prymitywne – ale jakieś tam przecież zaklinanie
czyhającego zewsząd Zła, tych sił, które nie wiadomo kiedy uderzą w
człowieka, aby go zabić. Ale dyspozytorowi z KWK „Wujek-Śląsk”, który, nim
górnik zdołał wypowiedzieć pierwsze słowo, a pewnie to słowo brzmiałoby”
metan! – krzyknął do słuchawki: „Czemu, chuju, ta ściana nie jedzie?!”,
należy życzyć, aby te słowa słyszał, na jawie i we śnie, do końca życia.
Za tą pseudofamiliarną, koszarowo-kopalnianą wulgarnością, nie tyle już
kryje się, co bije po oczach porażająca: prawda: ściana ma jechać! Czyli:
wydobycie ponad wszystko! Zamiast, choćby najzwyklejszego: co tam u was? –
człowiek, który w następnej minucie może skonać, słyszy to, co usłyszał ten,
który, Bogu dzięki, przeżył. Czy to oznacza powrót do owej po stokroć
przeklinanej gospodarki rabunkowej, kiedy górnik nie znał niedziel ni świąt,
harował w jakimś obłędnym kieracie, aby dorobić się dóbr tak niezwykłych jak
lodówka i telewizor?! I aby na obiad zjadł schaboszczaka, a na dół zabrał
dwadzieścia deko kiełbasy |
|
Nie
odwracajmy się od nich
zwanej zwyczajną? Że nie wszyscy to mieli? Daleko nie
wszyscy, to prawda, ale niech ktoś spróbuje fedrować po gołąbkach z ryżem…
Praca w kopalni, na dole, na ścianie – to niewyobrażalnie ciężka harówa,
mimo rozwoju techniki wydobycia. Nieporównywalna z żadną inną pracą na ziemi
i na wodzie. Słyszy się coraz częściej: a kto im każe?! Idą do górnictwa z
dobrej woli, na własne ryzyko. Podobnie słyszy się o żołnierzach zabitych w
Afganistanie: przecież pojechali tam na ochotnika, wojna to wojna. A
kopalnia to kopalnia. Z dobrej woli. Na ochotnika. Jest to skrajnie cyniczne
postawienie sprawy! Bo i ochotnikowi ktoś jednak każe. Na przykład: bieda.
Żona, gdy pyta, co ma włożyć do garnka? Dlaczego rybak wyrusza na otwarte
morze? Przecież może utonąć! Ale co, jeśli ów człowiek nie ma nic innego,
oprócz morza? Od pokoleń! W górnictwie, obok przyjezdnych z różnych stron
Polski, pracują ludzie stąd, ludzie tutejsi, którzy wzrastali, mając przed
oczami, od dziecka, szyb tej najbliższej kopalni. Przez pokolenia, w
prawdziwej osadzie górniczej, kopalnia była sercem, którego bicie słyszało
się w każdym domu. Górnikiem stawał się młody człowiek w sposób naturalny,
nie tylko ładowaczem, czy rębaczem, ale także inżynierem. A każdy
inżynier-górnik zapytany o zawód, odpowie: górnik, bo to prawda, a dyplom
wyznacza mu jedynie miejsce w strukturze kopalni.
I nagle: pozamykać kopalnie!
I do wtóru: sprywatyzować kopalnie!
A co z ludźmi tam pracującymi? Pozamykać ludzi? Sprywatyzować ludzi? Ludzie
muszą zarobić na chleb. Ale gdzie? Bo, niestety, pozamykać, nie znaczy, że
coś w zamian, z dnia na dzień zostanie otwarte! Może po kilku, a nawet
kilkunastu latach? Co? Nikt nie wie. A przez ten czas górnik, którego
miejsce pracy zostało przed nim zamknięte, gdzie ma pójść, co ma robić?
Powiedzmy, że otrzyma pewną, nawet niemałą kwotę, by coś roztropnego z nią
zrobił, by się przekwalifikował, na kogo? Na rybaka? Na stoczniowca? Na
kupca? Na księdza? Górnik to górnik. Można być niezrównanym w swoim |
|
rzemiośle górnikiem i kimś całkowicie niezaradnym w innych
życiowych przedsięwzięciach.
Argumenty wszystkowiedzących polityków, jakoby górnictwo kończyło swój
odrębny byt zawodowy, jakoby kopalnictwo węgla kamiennego wyczerpało już
swoją gospodarczą energię, są tyle samo warte, co inne niezawodne recepty na
szczęście tychże polityków, z prawa i z lewa, i ze środka. Słyszy się w
takich chwilach, że wydobywamy za dużo węgla, którego nikt nie kupuje,
miliony ton węgla zalegają w gigantycznych zwaliskach. Ten argument robi
wrażenie. Ale gospodarka zna pojęcie koniunktury lub jej braku. Brak
światowej koniunktury na zboże nie oznacza zaprzestania uprawy wszelkich
zbóż. Istnieje w dobrze funkcjonującej gospodarce system gromadzenia
zapasów, w oczekiwaniu na nadejście koniunktury. Świat nie przestał
wydobywać węgla, nie przestał produkować statków. Więc Polska obstając przy
tych dziedzinach produkcji nie jest jakimś dziwolągiem zabłąkanym w XI wiek!
Sztuką jest znalezienie rynków zbytu. Świat, mówiąc metaforycznie, nie
kończy się na Katarze!
Polsce potrzebny jest węgiel. Polska energetyka stoi na węglu. Polskie
państwo bez węgla jest teraz, i będzie jeszcze przez czas bardzo długi, nie
do wyobrażenia. Państwo nie jest od ogłaszania żałoby narodowej z okazji
katastrof górniczych, państwo jest od tego, aby każdemu obywatelowi zapewnić
możliwość godziwej egzystencji. Także państwo oparte na gospodarce rynkowej
i na własności prywatnej. Państwo jest czymś więcej niż spółki, kompanie i
korporacje. Państwo jest czymś więcej niż obowiązujące w nim środki
płatnicze. Państwo to wspólnota ducha. Polska bez poczucia owej wspólnoty
będzie miejscem na mapie Europy, co nie jest bez znaczenia, ale to o wiele
za mało!
Zginęli ludzie. Gdy piszę te słowa, odbywają się górnicze pogrzeby ofiar (a
ich liczba nie jest jeszcze wiadoma!) katastrofy w KWK „Wujek-Śląsk”.
Kazimierz Kutz nazwał ich „ofiarami kapitalistycznego wyzysku”. Ma tytuł do
publicznego wypowiadania własnych opinii. W moim przekonaniu nie system
zabija, lecz ludzie. I nie system będzie sądzony, lecz ludzie.
Odpowiedzialni za tę tragedię muszą odpowiedzieć; to sprawa dla prokuratora.
Sąd ich osądzi. Oby surowo, bo z tej tzw. „góry” bije zatrważający chłód.
Nikt, kto ma sumienie i serce nie zapomni obejmujących się w bólu kobiet
przed bramą kopalni kobiet, matek, żon, sióstr. Ból ofiar jest wielki.
Wielki jest także ból osieroconych. Nie odwracajmy się od nich. |