W bogatym dorobku licznych teatrów ludowych Górnego ?ląska, do chwili odzyskania niepodległo?ci, obok wieczornic i okoliczno?ciowych akademii po?więconych Juliuszowi Słowackiemu, nie znajdujemy wielu przykładów realizacji jego dramatów.

Mimo to Stanisław Kolbuszowski analizując dzieje recepcji jego twórczo?ci w latach 1860-1909, stwierdził, że poeta stanął na czele ludu ?ląskiego w latach niewoli, gdyż lud ten jemu ofiarował buławę hetmańską. W podobnym duchu wypowiadał się w 1959 roku Jacek Koraszewski i w 2000 roku Czesława Mykita-Glensk. Niestety próby realizacji przez zespoły amatorskie całych utworów Słowackiego były sporadyczne. W zderzeniu z popularnymi, lecz schematycznymi komediami obyczajowymi, z naiwnymi melodramatami i wodewilami, bąd? misteriami i widowiskami religijnymi, były mało komunikatywne i zbyt trudne.

W latach międzywojennych

Otwarcie Teatru Polskiego w Katowicach w pierwszych dniach pa?dziernika 1922 roku pod dyrekcją Tadeusza Wierzbickiego, nastąpiło bez udziału Słowackiego. Podstawowy profil nowej sceny okre?lać miały sztuki popularne, adresowane przede wszystkim do niewyrobionych teatralnie szerokich rzesz robotniczych. W toczącej się na ten temat dyskusji, m.in. Roman Ingarden wyrażał pogląd, że teatr kresowy w sytuacji odzyskanej niepodległo?ci narodowej nie powinien tak długo odwoływać się do wielkiej literatury narodowej, do dzieł polskiego romantyzmu, aż ludno?ć tych terenów nie wro?nie ponownie w kulturę narodową. Dlatego też, w założeniach twórców teatru katowickiego, jego repertuar, jak i poziom wykonania okre?lały z jednej strony warunki społeczne, a z drugiej stan stałego zagrożenia kultury polskiej ze strony ekspansywnej nadal na tym terenie kultury niemieckiej. Cele te w dużej mierze pokrywały się z opracowaną wcze?niej na gruncie wileńskim i realizowaną pó?niej z sukcesem na terenie Górnego ?ląska wizją teatru kresowego Henryka Cepnika, a także Wacława Nowakowskiego. Od początku była to też instytucja dwoista: komediowo-dramatyczna i do 1932 roku muzyczno-operowa.
Po raz pierwszy dramaty Słowackiego pojawiły się w sezonie 1923/24, kiedy to dyrektorem i kierownikiem artystycznym teatru został przybyły z Wilna Wacław Nowakowski. Jemu zawdzięczamy stosunkowo szybkie wprowadzenie do repertuaru, zagranego 8 razy Kordiana w reż. Stanisława Skalskiego (prem. 30 XI 1923) oraz zaledwie raz pokazanego na zakończenie sezonu jako przedstawienie pożegnalne Fantazego, granego jako Nowa Dejanira w reż. Nowakowskiego (prem. 5 VII 1924).
Sądząc po liczbie przedstawień, początkowo zainteresowanie dramaturgią Słowackiego na ?ląsku nie było zbyt wielkie. Podobną sytuację obserwujemy w kilka miesięcy pó?niej, w okresie dyrekcji Henryka Czarneckiego, kiedy to wystawiony Ksiądz Marek w reż. Mieczysława Nawrockiego (prem. 14 XII 1924), zaprezentowany został zaledwie 3 razy. Nie lepiej miała się również sprawa z Balladyną w okresie dyrekcji Kazimierza Biernackiego, przygotowaną w inscenizacji i reżyserii Józefa Krokowskiego (prem. 27 VI 1927), zagraną zaledwie 2 razy.
Pierwsze niepowodzenia frekwencyjne, a co za tym idzie kasowe, sprawiły, że dyrekcja teatru katowickiego przystępując w kolejnych latach do wystawienia dramatów Słowackiego, zmuszona była liczyć się z ogromnym ryzykiem finansowym. Marian Sobański, dyrektor tej sceny w latach 1927-1939, po latach przyznał: utwory Słowackiego – trzeba to niestety jasno stwierdzić – nie miały należytego powodzenia. Niechęć widowni ?ląskiej budziły obecne w utworach autora Kordiana nie tylko trumny, ale jak pisał Sobański: zwały trupów oraz stągwie krwi pomordowanych.
A mimo to, dramaturgia Słowackiego, obok utworów Mickiewicza, Krasińskiego, Wyspiańskiego i Fredry, pełniła w latach międzywojennych na terenie Górnego ?ląska niezwykle ważną funkcję ideologiczną. W miejscowej prasie i w publikowanych na jej łamach komunikatach teatralnych z okazji przygotowywanych premier, Słowacki przedstawiany był jako jeden z najważniejszych wodzów duchowych narodu polskiego i współtwórca wielkiej literatury narodowej.
W latach międzywojennych w Katowicach wystawionych zostało osiem jego dramatów. Obok 4 wymienionych na wstępie, cztery dalsze zrealizowane zostały w czasie dyrekcji Sobańskiego. Były to: Złota Czaszka w insc. i reż. Mieczysława Szpakiewicza, (prem. 14 IX 1929 r.), Horsztyński w insc. i reż. Zygmunta Biesiadeckiego (prem. 5 X 1933 r.), Lilla Weneda w insc. i reż. Jana Kochanowicza (prem. 1 IX 1934 r.) oraz Książę niezłomny wg Calderona de la Barca w reż. Leopolda Pobóg-Kielanowskiego i scen. Józefa Jarnutowskiego (prem. 10 III 1938 r.).
Opracowywane były w większo?ci w konwencji realistycznej, zgodnie z duchem epoki, z niemal antykwaryczną dbało?cią o wierne odtwarzanie szczegółów. W warstwie znaczeniowej były no?nikami informacji dosłownych, prezentacją wybranych celowo obrazów z okre?lonej przeszło?ci historycznej, dotyczącej głównie momentu utraty wolno?ci i życia w niewoli. Poza funkcją poznawczą i apelatywną, niosły ?lązakom przesłanie o przynależno?ci do narodu zdolnego do po?więceń i bohaterstwa, do realizacji nadrzędnych celów ideowych, jaką była walka o niepodległo?ć.
Prezentowane po raz pierwszy na ?ląsku dramaty Słowackiego, przygotowywane były zazwyczaj bardzo starannie, z szacunkiem dla autora i pietyzmem dla jego tekstu. Arty?ci katowiccy wykorzystywali mniej lub bardziej ?wiadomie zdobycze reżyserii Juliusza Osterwy, Teofila Trzcińskiego, a zwłaszcza Leona Schillera. ?ląskie premiery miały charakter wydarzeń teatralnych. Niejednokrotnie inaugurowały uroczyste otwarcie sezonu, pełniąc – zdaniem Elżbiety Nawrat – funkcję u?wietniająco-reprezentacyjną. Teatr wystawiając po raz pierwszy najwybitniejszą dramaturgię narodową i prezentując nieznaną publiczno?ci ?ląskiej przeszło?ć historyczną, spełniał ważną funkcję poznawczą i apelatywną, informując o rzeczywisto?ci minionej, godnej szacunku i poznania.

W Polsce Ludowej

Po wojnie obecno?ć dzieł

 
Rok Słowackiego

 


Po raz pierwszy po wojnie utwór Słowackiego wprowadził do repertuaru w maju 1950 r. Władysław Woźnik. Jego wybór padł na „Balladynę” – m.in. z Danutą Kwiatkowską i Gustawem Holoubkiem


ANDRZEJ LINERT
 

 Słowacki
na scenie
Wyspiańskiego

Słowackiego w Teatrze ?ląskim do 1989 roku była z jednej strony wypadkową zainteresowań i upodobań osobistych kierowników artystycznych, a z drugiej istniejących możliwo?ci realizacyjnych. Zaostrzone kryteria ideologiczne, wprowadzane w życie w parze ze specyficznymi dla tego regionu zaleceniami i ograniczeniami, dotyczyły zarówno tego, co i jak ma być grane oraz w jakim celu.
Po raz pierwszy do repertuaru utwór Słowackiego wprowadził w maju 1950 r. Władysław Wo?nik. Jego wybór padł na Balladynę. Reżyser prawdopodobnie był ?wiadom tego, że mie?ciła się ona w normach socrealizmu za sprawą realistycznych walorów. Niemniej jej wystawienie motywował marksistowskim modelem scenicznym i antyfeudalną i antymonarchistyczną postawą Słowackiego. Opracowany w tonacji realistycznej spektakl, miał liczne odniesienia do wyobrażeń ludowych. Jego podstawową warto?cią, poza kreacjami aktorskimi Danuty Kwiatkowskiej, Romana Hierowskiego, Stefanii Michnowskiej, Gustawa Holoubka, Bolesława Mierzejewskiego oraz samego Wo?nika w roli Grabca, była bogata kolorystyka oprawy scenograficznej, która w porównaniu z szarymi produkcyjniakami, była ?ródłem jego niezwykłej atrakcyjno?ci, o czym ?wiadczyło aż 159 jej wystawień.
Podobnie jak Wo?nik, redutowcem był także Roman Zawistowski, aktor, reżyser i kierownik artystyczny Teatru ?ląskiego w latach 1951-1954. Kontynuował on tradycję teatru autorskiego, dbałego o akademicką doskonało?ć i charakterystyczną dla epoki opracowywanego dzieła rodzajowo?ć. W powodzi bezwarto?ciowego współczesnego repertuaru politycznego, wystawiony 27 marca 1953 r. w reżyserii Zawistowskiego i scenografii Wiesława Langego Mazepa, stał się wydarzeniem. Zawistowski w ?wietle opinii z 1951 r. Podstawowej Organizacji Partyjnej, był wrogo ustosunkowany do dzisiejszej rzeczywisto?ci. Także Lange nie wierzył w socrealizm i buntował się wobec jego kanonów i reguł. W efekcie powstało widowisko znaczące. Lange za pomocą monumentalnych elementów syntetycznej zabudowy scenicznej, zrealizował jedną z pierwszych swoich gło?nych inscenizujących scenografii. W jej piętrowej konstrukcji, na pierwszym planie znajdowały się symbolicznie zarysowane trzy komnaty, już bez werystycznej wierno?ci wobec szczegółu. W drugim planie, na całej długo?ci sceny widoczne były ciemne i złowrogie mury zamku. To one zdawały się w swoim monumentalnym kształcie pogłębiać panujący w widowisku nastrój grozy. Zawistowski próbując przezwyciężyć panoszący się realizm szczegółów i obecno?ć na scenie drugorzędnych drobiazgów, dbał o prawdę psychologiczną postaci. Miał do dyspozycji znakomity zespół aktorski: Gustawa Holoubka, Romana Hierowskiego, Józefa Parę, Adama Kwiatkowskiego oraz utalentowaną Jolantę Hanisz.
Podkre?lmy, że w latach socrealizmu sztuka teatru, obok muzyki i plastyki była niespodziewanie jedną z nielicznych form wypowiedzi artystycznej, w której zachowany został w Katowicach element wolno?ci. No?nikami jej była przede wszystkim klasyka, w tym m.in. inscenizacje Słowackiego, a zwłaszcza z my?lą o nich zrealizowane syntetyzujące i asemantyczne scenografie Langego.
Gustaw Holoubek – kierownik artystyczny Teatru ?ląskiego w latach 1954-1956, posiłkując się uogólnieniami teoretycznymi Wo?nika, a po?rednio i Osterwy, sięgnął na początku sezonu 1955/56 po Fantazego. Spektakl, obok kreacji Holoubka tytułowej postaci, do historii przeszedł ponownie za sprawą surrealistycznej scenografii Langego. Plastyk swoją oszczędną zabudowę ograniczył do półkolistego horyzontu i oddalającej się równiny, nad którą zawieszona została ciemna i ciężka jak gradowa chmura, korona drzew. Potęgowała ona klimat panującej grozy. Pozostałe znaki plastyczne, takie m.in. jak leżące i stojące kolumny, tworzyły iluzję nierealnego ?wiata. Fakt zatem, że już w 1953 r. za sprawą inscenizacji Mazepy, a w 1955 r. Fantazego, w Katowicach odnotowujemy pierwsze udane próby przezwyciężania na gruncie teatralnym poetyki socrealizmu, pozwala sytuować tę scenę w kręgu kilku najwybitniejszych w tym czasie teatrów polskich.
Po 1956 r. sytuacja nie uległa od razu pogorszeniu. Jerzy Kaliszewski – dyrektor i kierownik artystyczny Teatru ?ląskiego w latach 1959-1962, realizując idee swojego mistrza Leona Schillera, kontynuował zapoczątkowany na gruncie ?ląskim przez Józefa Wyszomirskiego kierunek poszukiwań inscenizacyjnych. Wystawiając 13 XII 1959 r. w scenografii Langego Kordiana ze Stanisławem Niwińskim w roli tytułowej, akcentował dezaprobatę dla jego samotnego czynu powstańczego. Katowicki

Kordian z 1959 r. był nie tyle wyrazem klęski narodu, ile przykładem dramatu Kordiana.
W latach następnych próbę odnajdywania w literaturze romantycznej pojęć i znaczeń adekwatnych dla współczesno?ci, kontynuowali Roman Zawistowski, Józef Para i Mieczysław Górkiewicz. Dopisywanie romantyzmowi własnych uogólnień, nie zawsze kończyło się powodzeniem. W 1965 r. Zawistowski wystawił Marię Stuart, a w 1967 r. Józef Para Szczęsnego Kossakowskiego (Horsztyńskiego) i w tym samym roku Mieczysław Górkiewicz Mazepę. Niestety, dwa pierwsze widowiska obciążone melodramatycznym historyzmem, przypadły na okres narastającego w Teatrze ?ląskim rozprężenia. Szczęsny Kossakowski w dyplomowej reżyserii Pary i opracowaniu dramaturgicznym Edwarda Csato akcentował wybór postawy ideowej bohatera, będącej ?wiadectwem ?wiadomo?ci politycznej młodego pokolenia, kultywującego warto?ci patriotyczne i narodowe. W niedokończonym dramacie, zrealizowanym w rok przed wydarzeniami marcowymi 1968 r., Szczęsny Kossakowski w finale pytał: co robić… Powiedz wahająca się my?li, co robić? Zdaniem Bolesława Surówki dawało to pewną supozycję, że Szczęsny bez względu na okoliczno?ci, przyłączy się być może do powstania.
W kolejnych dekadach utwory Słowackiego w Katowicach realizowane były już tylko raz w każdym dziesięcioleciu. I tak w 1975 r. Jerzy Kaliszewski zrealizował po raz pierwszy Księcia niezłomnego w scen. Lidii i Jerzego Skarżyńskich. Reżyser starając się przywrócić pierwotny sens ideowy utworu Calderona, równocze?nie z pietyzmem odtworzył rytm frazy wiersza Słowackiego. Było to widowisko, w którym bohaterzy o duszach romantycznych występowali w ?wiecie hiszpańskiej poezji dworskiej i rycerskiej. Dominował, w przeciwieństwie do widowiska z 1964 r. Jerzego Grotowskiego, plan historyczny dramatu.
W dziesięć lat pó?niej Jerzy Zegalski, dyrektor i kierownik artystyczny Teatru ?ląskiego w latach 1981-1992, w 1984 r. wprowadził na scenę Kordiana. Jego realizacja była głosem w dyskusji nad przyczyną klęski bohatera, która według Zegalskiego była efektem chrze?cijańskiego rodowodu Kordiana i wynikających z tego faktu uwarunkowań filozoficzno-moralnych. Walka młodego chorążego w wykonaniu Andrzeja Dopierały, z jego imaginacją, ilustrowała nie tyle motyw walki dobra ze złem, ile walki, jaką chrze?cijański bohater toczył ze sprzecznymi wobec jego postawy etyczno-moralnej planami zabójstwa. Klęska Konrada była konsekwencją jego ?wiatopoglądu, jakkolwiek postanowiona została „poza jego ?wiadomo?cią przez moce szatańskie”. Ten punkt widzenia zrodził się z opozycji do wieloletniej tradycji inscenizacji dramatu Słowackiego, wystawianego bąd? to z obowiązku wobec narodowej tradycji, bąd? ze względu na zawarte w nim aluzje do współczesno?ci, tak jak było to m.in. w inscenizacjach Kazimierza Dejmka w latach 1965 i 1967 w Teatrze Narodowym w Warszawie czy też najbardziej dyskusyjnej realizacji Adama Hanuszkiewicza w Teatrze Powszechnym w Warszawie w 1970 r.
W sumie w latach Polski Ludowej w Katowicach odbyło się dziesięć premier sztuk Słowackiego, z których dwukrotnie zrealizowana była Balladyna, Kordian i Mazepa. Pozostałe: Fantazy, Maria Stuart, Szczęsny Kossakowski i Książę niezłomny, miały tylko po jednej premierze. Wszystkie te widowiska, odwołujące się do bogatej tradycji kultury narodowej, w robotniczym ?rodowisku Górnego ?ląska pełniły w latach ograniczonej suwerenno?ci politycznej wielorakie funkcje społeczno-artystyczne i zadania patriotyczne, w?ród których dominowała przemożna chęć odnajdywania w nich pojęć i znaczeń odwołujących się do ówczesnej rzeczywisto?ci.

Po 1989 roku

Wystawiony w 1992 r. Fantazy w reż. Zegalskiego, był próbą odczytania zawartych w nim tre?ci poprzez realia współczesno?ci. Na scenie zamiast dworku, Barbara Stopka zaproponowała jedynie niezbędne taborety, fragmenty rozlatujących się posągów i kolumn oraz balustrady osłonięte nicią pajęczą. Aktorzy grali na pustej scenie. Zgodnie z epoką zachowali swoje stroje. W opozycji do żarliwej kreacji Juliusza Osterwy postaci Fantazego, kontynuowanej następnie w latach 50. m.in. przez Gustawa Holoubka, ironiczny i oschły Fantazy w wykonaniu Czesława Stopki nie był postacią pierwszoplanową. Ustąpił miejsca pełnej uczucia i intelektualnej dojrzało?ci Idalii w wykonaniu Bogumiły Murzyńskiej. W tym stanie rzeczy wkraczali?my w wolno?ć. Wokół nas była pustka i strzępy wspomnień.
Po raz ostatni dramat Słowackiego w Katowicach wystawiony został w okresie dyrekcji Henryka Baranowskiego (2003-2006). Wybór padł na niegrany tu wcze?niej, a popularny na scenach Polski Ludowej Sen srebrny Salomei. W porównaniu m.in. z wcze?niejszymi inscenizacjami Krystyny Skuszanki z lat 1959, 1963 i 1967, będącymi obrazami krwawej rewolucji, w których patos i ironia mieszały się ze scenami rzezi i melodramatu, realizacja katowicka w reżyserii Krzysztofa Prusa i scenografii Marka Mikulskiego oparta była na próbie stworzenia dwóch planów gry, dwóch ?wiatów. Oddzielający ich od siebie prze?roczysty szkic obrazu Jana Matejki, zdawał się niejako wyznaczać granicę pomiędzy jawą i snem. Przesycona czerwienią przestrzeń sceny, emanowała obrazami ?mierci. Nastrój grozy potęgowały fragmenty Symfonii pie?ni żałosnych Henryka Mikołaja Góreckiego oraz Jutrzni Krzysztofa Pendereckiego. Zaproponowana w onirycznym kształcie inscenizacja, rozbita, niespójna i rozproszona, nie trafiła do wrażliwo?ci współczesnego widza, podobnie zresztą, jak nie trafiają do nas już od kilkunastu lat proponowane nam w innych teatrach polskich inscenizacje dramatów Słowackiego. Okazuje się bowiem, że im dalej od 1989 r., tym trudniej znale?ć nam klucz do odczytania na nowo tych dramatów. Czyżby były to wyłącznie teksty na czas narodowej niewoli? Realizowane współcze?nie w kształcie scenicznych komiksów, rozbite na obrazy prezentowane poza sceną teatru, np. w supermarkecie, eksponujące obsesje i fantazmaty reżyserów, skutecznie eliminują geniusz Słowackiego z naszej współczesno?ci. Nie dziwi zatem opublikowany przez Ewę Nawrocką w 2006 roku szkic pod znamiennym tytułem: Słowacki – wielki nieobecny. 

SPIS TREŚCI
______________________________________________________________________________________________________________

                         Webmaster ALFA