|
„Największym wyzwaniem obecnego
stulecia jest sprawić, aby ideę, która brzmi abstrakcyjnie – rozwój
zrównoważony – wcielić w życie”.
Tym przesłaniem Kofiego A. Annana,
noblisty i Sekretarza Generalnego ONZ z przełomu wieków globalny świat nie
bardzo się przejmuje.
Wyczerpujące się zasoby naturalne Ziemi, powracające kryzysy ekonomiczne,
zanieczyszczone toksynami rzeki i morza, zabójczy smog w przeludnionych
miastach, brak wody pitnej czy groźba realnej katastrofy klimatycznej.
Wszystkie te zatrważające zjawiska nie są w stanie przyhamować obłędnego
dążenia do rozwoju, wyniszczającego środowisko naturalne.
Czy można rozwijać się inaczej? Co to jest rozwój zrównoważony, nazywany
zamiennie ekorozwojem? Dlaczego jest tak ważny?
Definicji jest wiele. Każda mówi to samo: postęp, rozwój – to nasz
obowiązek. Ale świat musi rozwijać się harmonijnie, mógł trwać dalej....
Czym jest?
„Aby osiagnąć zrównoważony rozwój, ochrona środowiska powinna stanowić
nierozłączną część procesu rozwoju i nie może być rozpatrywana oddzielnie od
niego”.
Ta zasada została zapisana w Deklaracji z Rio de Janeiro w sprawie
środowiska i rozwoju na pierwszym Szczycie Ziemi, zorganizowanym przez
Organizację Narodów Zjednoczonych w 1992 roku.
Dla prof. Stefana Kozłowskiego, wybitnego ekologa, nieżyjącgo już uczestnika
pierwszego Szczytu Ziemi – „ekorozwój to kreowanie rozwoju bez destrukcji
zasobów przyrody”.
Bardziej praktyczną i rozbudowaną definicją tej idei posługuje się
pozarządowy, warszawski Instytut na rzecz Ekorozwoju.
Istota zrównoważonego rozwoju, według pracowników tego Instytutu,
zakorzeniona jest głęboko w procesach demokratycznych. Dotyczy wszystkich
sfer życia i daje prawo do godnego życia pojedyńczym osobom i całym
społeczeństwom. Jego celem jest równoważne traktowanie aspektów społecznych,
ekonomicznych i środowiskowych. Za ekorozwój wszyscy jesteśmy
odpowiedzialni, bo skutki dzisiejszych decyzji będą odczuwalne przez nas,
nasze dzieci i wnuki.
Dlatego podstawą wprowadzania w życie ekorozwoju winny być konsultacje
społeczne, które minimalizują ryzyko podejmowanych decyzji, weryfikując ich
błędne lub nadmiernie idealistyczne koncepcje.
Rozwój uwzględniający potrzeby społeczne, gospodarcze oraz ochronę przyrody
w każdym rodzaju działalności zapisano w polskiej Konstytucji.
Obowiązek, wręcz prawny nakaz respektowania zasad ekorozwoju uwzględniają w
sposób wyraźny dokumenty Unii Europejskiej.
W każdym kraju na świecie co roku odbywają się dziesiątki konferencji
poświęconych temu globalnemu nakazowi. O konieczności równoważenia rozwoju
naszej cywilizacji dyskutują bezustannie autorytety moralne, naukowcy,
politycy.
Coraz donośniejszy jest głos ludzi młodych, którzy dzielą się nie tylko
swoim niepokojem o przyszłość Ziemi, ale i własnymi pomysłami i projektami
kształtowania mniej agresywnej dla środowiska, przyjaznej ludziom
przestrzeni do życia. Wymiana poglądów i myśli, związanych z
interdyscyplinarną problematyką ekorozwoju toczy się od lat także na
polskich uczelniach.
Homo Naturalis
Dzięki inicjatywie prof. dr hab. Joanny Kosteckiej z Uniwersytu
Rzeszowskiego międzyuczelniane dyskusje przeniosły się w 2006 na cyklicznie
organizowane międzynarodowe konferencje, poświęcone interdyscyplinarnym
problemom ekorozwoju.
Pierwsza z nich odbyła się na tej uczelni w 2006 roku, kolejne na Katolickim
Uniwersytecie Lubelskim oraz w Warszawie-Izabelinie. |
|

|
|
JOLANTA MATIAKOWSKA
|
Rozwój
zrównoważony
Gospodarzem ostatniej, czwartej w
kolejności Międzynarodowej Konferencji Naukowej „Homo Naturalis –
przyrodnicze, społeczne i ekonomiczne aspekty rozwoju zrównoważonego” w
dniach 21-23 maja br. był Uniwersytet Śląski.
Zorganizowali ją pod opieką swoich nauczycieli akademickich: dr. hab. Piotra
Skubały z Wydziału Biologii i Ochrony Środowiska oraz dr. Ryszarda Kulika z
Wydziału Pedagogiki i Psychologii studenci kół naukowych Uniwersytetu
Śląskiego: Koła Naukowego Psychologii Jakości Życia „Meritum”, Studenckiego
Koła Naukowego Zrównoważonego Rozwoju „Widmo” oraz Koła Naukowego Polityki
Lokalnej i Regionalnej z Wydziału Nauk Społecznych.
Tym razem próbowano przybliżyć odpowiedzi na nastepujace pytania: dokąd
zmierza świat? W dobrym czy złym kierunku? Co i jak robić, by ekorozwój był
respektowany w życiu społecznym, gospodarczym, ochronie środowiska,
urbanistyce i każdej ludzkiej działalności?
Zastanawiano się czy rozwój lokalny spełnia wymagania zrównoważonego? Jak
nienaturalne środowisko miast wpływa na psychikę człowieka? Czy życie w
hałasie i zgiełku to nasz wybór czy przymus? Co oznaczają dla
bioróżnorodności podróże roślin po całym świecie? W jakim stopniu zależymy
od ekosystemów? Czy ekorozwój może być dla nas stylem życia? Jak wreszcie
kształtować przestrzeń do życia w XXI wieku, okresie eksplozji
demograficznej? I jak radzi sobie urbanistyka z problemami współczesności?
Ten ostatni temat zaprezentowł prof. Robert Masztalski z Wydziału
Architektury Politechniki Wrocławskiej. Autor zwrócił uwagę na fakt, że
zrównoważony rozwój zbyt często dla przeciętnego człowieka jest tylko pustym
dźwiękiem. Ludzie rzadko reagują na chaotyczne, nieestetyczne i mało
funkcjonalne zagospodarowywanie nowych terenów. Chyba że w jakiejś części
dotyczy ono ich własnych.
Widać to po zabudowie urbanistycznej ostatnich lat. Okaleczona przestrzeń w
wielu polskich miastach, gdzie złamano i nadal łamie się podstawowe zasady
ładu przestrzennego to skutek lokalnych decyzji politycznych, ignorujących
zasady urbanistyki i ekorozwoju.
Z kolei na świecie urbanistyka nie nadąża za tempem globalizacji, co w
sposób najbardziej jaskrawy prezentują rozrastajace się w sposób
niekontrolowany miasta – molochy na wszyskich kontynentach.
Żyje w nich obecnie, bo trudno powiedzieć, że wszyscy tam godziwie mieszkają
– ponad połowa ludności świata.
Molochy świata
Szacuje się, że w 2030 roku megaaglomeracje zasiedli już około 60 proc.
ludności naszego globu. W Europie ten wskaźnik będzie jeszcze większy, bo
sięgnie 80 procent. W Polsce w tym czasie w miastach zamieszka ponad 70
proc. obywateli.
Jakie będą miasta przyszłości, jeśli dziś rozrastają się szczególnie na
swoich obrzeżach w sposób |
|
chaotyczny, by nie powiedzieć
patologiczny.
Przykład typowy to miasto moloch Mexico City, w którym trudno doliczyć się
liczby mieszkańców. Ocenia się ją na ponad 20 czy może już 30 milionów.
Stolica Meksyku to jedno z najbardziej zaludnionych, zanieczyszczonych i
niebezpiecznych metropolii.
Jest ich więcej. Bombaj, Szanghaj,
Kair, Manilia, Ankara, a nawet Nowy Jork. Czy trzydziestoczteromilionowe
Tokio jest jeszcze miastem?
Nie tylko te miasta się rozlazły! Jak wywozić z nich coraz większe góry
śmieci? Jakim kosztem zaopatrywać mieszkańców w żywność? Czym oddychać? Skąd
brać wodę? Jak rozwiązywać węzły komunikacyjne, by nie powiedzieć
gordyjskie? Przestrzeni ekologicznej do życia na jednej Ziemi rozciagnąć się
nie da!
W rozrastających się w niepohamowanym tempie wielomilionowych aglomeracjach
– molochach wydolność środowiska naturalnego dawno się skończyła. Co będzie
dalej?
W Europie, z malejącym przyrostem demograficznym można zastanawiać się nad
wykreowaniem miast bardziej przyjaznych ludziom i środowisku. W brudnych,
niekontrolowanych na potężnych terenach megamiastach Ameryki Południowej czy
Azji wydaje się to już niemożliwe.
Bez granic
Zanieczyszczenia środowiska nie respektują granic. Musimy uczyć się jak
unikać błędów i zagrożeń rozwojowych, musimy umieć dzielić się dobrymi
pomysłami i rozwiązaniami. I globalnie i lokalnie..
Jedno z takich rozwiązań, koncepcję „Eko – miasteczka Siewierz jako przykład
miasta zrównoważonego” zaprezentował uczestnikom katowickiej konferencji
młody architekt Piotr Czyżewski z TUP Propert S.A.
Gospodarze Siewierza, miasta – gminy o dużych walorach przyrodniczych i
ambicjach ekologicznych wierzą, że być może właśnie u nich spełni się misja
realizowania projektów urbanistycznych, opartych na zasadach zrównoważonego
rozwoju i odpowiedzialności społecznej.
A gdzie indziej na Śląsku – jest to równiez możliwe? Czy jesteśmy gotowi
ekorozwój w urbanistyce traktować poważnie i konsekwentnie? Czy może jest
nam obojętne w jakim otoczeniu mieszkamy? Gdzie odpoczywamy?
I jak naprawdę żyjemy? Spórzmy jak zmieniają się śląskie miasta. Mamy powody
do dumy czy wstydu?
Dokąd pędzimy?
Od konferencji Organizacji Narodów Zjednoczonych „Środowisko i Rozwój” w Rio
de Janeiro minęło siedemnaście lat. Urosło nowe pokolenie.
Te lata to także czas wielkiej, globalnej promocji ekorozwoju i głośnej,
światowej batalii o skuteczniejszą ochronę środowiska. Z jakim skutkiem?
Pęd rozwojowy za każdą cenę, kosztem środowiska naturalnego nie słabnie. Co
gorsza, nadal sieje spustoszenie w świecie przyrody i psychice współczesnego
człowieka.
Nie dziwi więc, że jeden z uczestników konferencji „Homo Naturalis” zawarł w
tytule swego wystąpienia pytanie „Czy ludzie XXI wieku myślą?”
Jeśli myślą i mają choć trochę wyobraźni, muszą wiedzieć, że rozwój wymknął
nam się spod kontroli. Znikają kolejne gatunki roślin, zwierząt i ostatnie
dzikie miejsca na Ziemi. Ubywa zasobów przyrody, kończą się surowce
naturalne, przybywa globalnych konfliktów, zagrożeń i kryzysów, na które nie
mamy już wpływu.
Zabiegani, zestresowani w przeludnionych, głośnych miastach nie potrafimy
wypoczywać. Ani pomyśleć o tym, jak bardzo pochłonęła nas rozbuchana
kon-sumpcja i wyniszczające żywą przyrodę gadżety współczesności, wyrzucane
coraz szybciej na śmietnik. Pozbawiani środowiska naturalnego, wyobcowani
coraz częściej także ze społecznego uciekamy w wirtualną rzeczywistość.
Pytanie tylko dokąd ta droga prowadzi? |