W Muzeum Śląskim wystawa kolejnego artysty-górnika Marka
Idziaszka Na szkle malowane. Okazją do pokazania dorobku tego twórcy jest
okrągła 25. rocznica debiutu, choć malowanie i rzeźbienie były jego pasją
już od dziecka. Idziaszek urodził się w roku 1956 w Wołkowyi, ale ponieważ
jego ojciec pochodził z Mysłowic rodzina już w kilka miesięcy później
przeprowadziła się na Śląsk, konkretnie do Rudy Śląskiej, nic więc dziwnego,
że malarz czuje się „hanysem”. Data urodzenia sprawia, że możemy go zaliczyć
do „wnuków” słynnych malarzy-górników – Ociepki, Wróbla, Gawlika, Sówki.
Idziaszek nie był nigdy związany z Janowem, wpływ na jego twórczość mieli
artyści z grupy „Bielszowice”, ale tematyka jego prac (odchodzący w
przeszłość Górny Śląsk familoków, plebejskich rozrywek, życia „w cieniu”
kopalni) oraz niezwykle kolorowe widzenie tego burego i ponurego w
rzeczywistości świata wyraźnie wskazuje na pokrewieństwo ze sztuką
„przodków” z kopalni „Wieczorek”. Tym, co go od nich bardzo wyraźnie
odróżnia jest wybór techniki – malowania na szkle właśnie. |
Ten biedny Śląsk na szkle
|
mieszkańcy dobrze się znają, więc tworzą pewną wspólnotę
spotykającą się na podwórku, na targu, w kościele… Śląsk z własnym kodeksem
wartości i zasad przestrzeganych choćby dlatego, że strzegą ich „stateczne”
kobiety wyglądające przez otwarte okna. Nie warto im się narażać, bo to one
są w tym świecie „opinią publiczną”. Pamiętam dobrze to wszystko –
kataryniarza, hałdziarzy, podwórkowych grajków, konie ciągnące wozy z
węglem… I nagle zdaję sobie sprawę z tego, że autor tych bardzo sugestywnych
scenek rodzajowych musi mnie (przynajmniej trochę) nabierać. Ktoś z rocznika
1956 nie może przecież niektórych z tych rzeczy pamiętać. Co najwyżej – może
znać je z opowieści albo jakiejś historycznej ikonografii. Jednak ta
mistyfikacja wcale nie wydaje mi się jakimś nadużyciem zaufania odbiorcy,
tylko świadectwem bogactwa wyobraźni autora, pozwalającej mu na prawdziwie
„wizjonerskie” odtwarzanie przeszłości, a jednocześnie pokazywanie Śląska w
konwencji nieco bajkowej. Gdyby spróbować opowiedzieć treść wielu
zgromadzonych na wystawie prac, same narzucałyby się charakterystyczne
właśnie dla bajki słowa: „Dawno, dawno temu…” Chociaż Idziaszek z pietyzmem
odtwarza w swoich dziełach realistyczne rekwizyty i niemal dokumentuje
przedstawiane miejsca (szczegóły architektury, widoczne działanie czasu –
płyty chodników są spękane, budowle ulegają zużyciu itd.) elementem
najbardziej charakterystycznym jego twórczości jest niebywała fantazja. Ona
właśnie sprawia, że na obrazie Referendum możemy podziwiać kapitalnie
wkomponowane w śląski przemysłowy pejzaż wieżę Eiffla, Big Ben, Colosseum,
holenderski wiatrak… Tę „europejską” scenerię wypełnia tłum mieszkańców
robotniczego przedmieścia. Ludzie na obrazach Idziaszka są brzydcy. Źle
ubrani. Zdeformowani, skarykaturowani. Groteska? Tak, ale niedaleko
odbiegająca od prawdy, bo oni tacy właśnie są, ci mieszkańcy robotniczych
dzielnic dziś podupadłych, zubożałych, bo już zlikwidowano kopalnię czy
hutę, która ich żywiła, ubierała, pozwalała dbać o otoczenie – malować na
czerwono okienne ramy, naprawić rynnę… |
|||
SPIS TREŚCI
______________________________________________________________________________________________________________