|
Mariusz Pałka uważa, że dobry pedagog musi
być stale aktywny twórczo. Żeby uczniowie mogli zweryfikować prace mistrza z
tym, czego naucza. Na co dzień jest profesorem Akademii Sztuk Pięknych w
Katowicach, gdzie kieruje katedrą grafiki i prowadzi pracownię wypukłodruku.
Jego ostatnia wystawa w Muzeum Archidiecezjalnym w Katowicach zamieniła się
w rozmowę o warsztacie także z wychowankami. Bo swoją Drogę krzyżową artysta
wykonał trudną i rzadko podejmowaną metodą polegającą na wytrawianiu blach
cynkowych w kwasie azotowym. Praca była rozciągnięta w czasie, trwała kilka
lat i wymagała ogromnego, także fizycznego, wysiłku.
Temat, którego się podjął, był dla Mariusza Pałki swoistym novum.
Oczywiście, od początku uprawia grafikę warsztatową i użytkową, ale
wcześniej był postrzegany jako twórca erotycznych, ale i metaforycznych –
gorsetów i krynolin, służących niejako więzieniu ludzkiego, a w
szczególności – kobiecego ciała. Później zasłynął młynkami ze starymi
rozkładami jazdy pociągów. Kilka razy pomagał ojcu – Witoldowi Pałce
(najstarszemu z malarskiej dynastii rodziny Pałków) w malowaniu stacji drogi
krzyżowej. Ta miała być jego własna, autorska, a na dodatek sprowokowana
szczególnym zamówieniem do nietypowej kaplicy św. Barbary przy centrum
handlowym Silesia City Center, zaadaptowanej z dawnej maszynowni przy szybie
wyciągowym kopalni „Kleofas”. Warto podkreślić śmiałość duszpasterzy
zamawiających odważne, czarno-biała dzieła do swoich świątyń, bo – w ślad za
kaplicą w centrum – przyszły zamówienia do parafii Wniebowstąpienia
Najświętszej Marii Panny w Goławcu i Narodzenia Najświętszej Marii Panny w
Pszowie, gdzie znalazły się odbitki matryc. W Goławcu ze złotymi elementami
– co jednoznacznie odsyła odbiorcę do symboliki ikon, na których złoto
wprowadza w przestrzeń Boską, w Pszowie – z krwistoczerwonym tłem w miejsce
białych pól.
Niewątpliwie te metalowe matryce i surowe grafiki eksponowane w świątyniach
staną się też lekcją świeżego przedstawiania sacrum w sztuce. Przez wieki
przeciętny wierny przyzwyczaił się do kolorowych, bogatych w malarską
narrację opowieści o Męce Pańskiej. – To było wyzwanie, żeby nie wejść w
estetyzację – przyznaje artysta, wierny ascezie środków. – Żeby uzyskać jak
największą ekspresję, specjalnie nie dopieszczałem prac. I przyznaje, że sam
proces twórczy był dla niego – człowieka wierzącego, |
|
Dwa
kolory
Pałki
swoistą formą kontemplacji drogi krzyżowej
Chrystusa. Dlatego warto zatrzymać się nad warsztatem cyklu czternastu
stacji.
Najpierw powstawały matryce, czyli kawałki blachy cynkowej, które autor
Symetrii przeciwieństw poddawał dogłębnemu trawieniu. Polegało ono na
zanurzaniu ich na 6 godzin w stężonym kwasie azotowym, pod kontrolą, aby
całe płaszczyzny nie zamieniły się w ażurkowe, pełne prześwitów pola. Co
jakiś czas w trakcie wytrawiania, wybrane części płaszczyzny artysta
zamalowywał werniksem, żeby je ochronić przed działaniem kwasu. Ostatecznie
to, co zostało z metalu, przypomina poznaczoną razami, ubiczowaną skórę, a
może gwoździe, którymi przybito Ukrzyżowanego. Jednoznacznie odnosi do
tamtego warsztatu zbrodni – metalowych gwoździ i młotka, którymi dokonano
egzekucji. To wykonanie przedstawienia drogi Męki Pańskiej z pewną przesadą
można porównać do męki twórczej.
Artysta musiał pracować w masce zabezpieczającej przed trującymi oparami, w
ubraniu i rękawicach chroniących przed oparzeniem. Nawet podczas wycierania
blach bardzo łatwo można było się skaleczyć, bo ich brzegi są ostre jak
brzytwa. Dopiero później „rzeźbił” w przetworzonym materiale igłami
stalowymi. Ale cały ten nakład pracy wynagrodził mocno działający na
odbiorcę ostateczny efekt – przejmująca Pasja Jezusa Chrystusa. Przeżarta
kwasem blacha wydaje się ocalona w ostatniej chwili przed ostatecznym
rozpadem, który celowo sprowokował autor. Destrukcja materiału, służącego za
podłoże dalszej graficznej wypowiedzi, sugeruje dramatyzm przedstawionego
tematu, jego zawieszenie między istnieniem a nieistnieniem – tutaj ostatnimi
chwilami życia Jezusa, a Jego śmiercią na krzyżu i złożeniem do grobu. Sam
materiał służy pokazaniu tej „graniczności” drogi krzyżowej Boga, a zarazem
człowieka. Kiedy ogląda się metalowe matryce i odbitki widać, że występuje
między nimi sprzężenie zwrotne. Na odbitkach jest więcej szczegółów, matryce
– to obiekt przestrzenny, prawie |
|
rzeźbiarski, będący wyrazistym, skrótowym
znakiem odnoszącym do kolejnych stacji. Ten czarno-biały świat nie dyktuje
nam jedynego słusznego odbioru Męki, ale wywołuje szereg skojarzeń i
odniesień. W centrum każdej stacji widać centralny znak, angażujący
wyobraźnię, czytelny z daleka piktogram. Zwykle jest to Chrystus, ale też
krzyż i rozłożone płótno, w które Go owinięto. Widać też postać Maryi,
kwasorytowej Piety. Na obrzeżach matryc znajdujemy postaci niejako
uzupełniające akcję – Piłata, Szymona z Cyreny, Weroniki, niewiasty
płaczące, anioły, przechodniów. Postać Chrystusa, w miarę umęczenia, coraz
bardziej myli się nam z deskami krzyża. Jego ramiona naznaczone są emocjami
– raz wyciągnięte do spotkanych ludzi w geście miłości, wręcz przytulenia,
nagle przerażająco odkształcają się w pełne ekspresji cierpienia, opuszczone
albo rozpięte na krzyżu. Ascetycznie przedstawione ciało Chrystusa chwilami
przypomina owada poddanego katorgom odrywania skrzydeł i przewracania do
góry nogami. Ciemna sylwetka Zbawiciela koziołkuje po białej płaszczyźnie
popychana przez sprawców męki, przytłoczona przez krzyż. Krzyż też pojawia
się w różnych odsłonach. Raz jakby wycięty w białym tle odbitek jest
zwiastunem zmartwychwstania, zorzą innego świata, innym razem – ciemnym
narzędziem zbrodni.
Artysta perfekcyjnie, za pomocą ograniczonej do minimum ilości znaków,
oddaje całą gamę uczuć towarzyszących przeżywaniu Drogi Krzyżowej. Zachwyca
Chrystus z szat obnażony, jakby rozrywany na pół tajemniczą falą, żywiołem
zdzieranych z niego ubrań. Poza cyklem misterium Męki Pańskiej na wystawie
pojawiają się też portrety Chrystusa Deus Meus i Matki Bożej „narysowane”
suchą igłą i mezzotintą. Chrystus znajduje się poza Drogą Krzyżową, ale też
jest jej punktem centralnym. To dramatyczne zbliżenie Jego twarzy z
przejmującymi oczyma, wielu kojarzącymi się z oczyma samego artysty. Sieć
linii zaznaczających oblicze Zbawiciela atakuje widza, niejako wciąga w
oglądanie, prowokuje o pytanie o twarz własnego Boga.
Mariusz Pałka uważa za swojego niedoścignionego mistrza Albrechta Dürera,
twórcę wielkiej i małej Pasji. Odkrywcze potraktowanie materiału i nowe
jakości artystyczne, uzyskane nie tylko w wyniku pracy w nim, ale i
wynikające z wyobraźni twórcy, na pewno uczynią z Drogi Krzyżowej Pałki
dzieło, do którego inni będą się odwoływać. A ja sama zobaczyłam, jak za
pomocą dwóch kolorów – czerni i bieli – fascynująco można opowiedzieć świat. |