Śląsk nadal zajmuje niechlubne miejsca we wszystkich niemal rankingach ekologicznych. Z największym w kraju zanieczyszczaniem
powietrza, brudnymi wodami powierzchniowymi i podziemnymi, miliardami ton toksycznych odpadów zdeponowanych w ziemi czy powierzchnią zdegradowanych działalnością przemysłu terenów. I niewiele możemy na to poradzić.
Jednak nieuporządkowanie przez ostatnich 20 lat śląskiego śmietnika jest naszym własnym grzechem zaniechania, za który wkrótce zapłacimy wszyscy!

Najgęściej w kraju zaludnione województwo śląskie produkuje każdego roku około 1,4 mln ton odpadów komunalnych. Na składowiska trafia ich mniej więcej 1,2 mln ton (wg danych Urzędu Statystycznego w Katowicach za 2007 rok). Z prostego rachunku wynika, że wyrzucamy na „dziko” lub spalamy w domowych piecach około 200 tys. ton śmieci i niebezpiecznie trujemy środowisko.
A może i więcej. Gminy, które podpisują z firmami specjalistycznymi umowy na odbiór komunalnych nieczystości, nie są w stanie wskazać miejsca ich składowania, bo nie kontrolują drogi ich wywozu.
Można się jedynie domyśleć, że składowane są one na „najtańszych” składowiskach lub nierzadko tam, gdzie w ogóle nie trzeba płacić za śmieciowy depozyt, czyli byle gdzie. I jest to największy problem takiej aglomeracji jak górnośląska. Tu odpadów komunalnych jest również najwięcej, przy najmniejszej skuteczności ich racjonalnego wykorzystania i unieszkodliwiania..
W województwie śląskim, tak jak średnio w kraju, aż 95 proc. odpadów komunalnych trafia na konwencjonalne składowiska. Tylko 3 proc. z całej ich masy jest segregowanych (w kraju 4 proc.!) i tylko 1 proc. kompostowanych.
Tak być nie musi. W ostatnich latach przybyło 21sortowni odpadów komunalnych i 11 kompostowni. Mimo to z kilkuset tysięcy ton produkowanych każdego roku w województwie śląskim odpadów, nadających się do biodegradacji, zagospodarowywanych jest zaledwie sto kilkadziesiąt ton. Reszta
zapełnia przeciążone, tradycyjne wysypiska.
Powód? Nie udało się dotąd stworzyć w regionie jednego, spójnego systemu unieszkodliwiania i deponowania naszych własnych śmieci w sposób najmniej szkodliwy dla środowiska, zgodny z europejskimi standardami.
 
Brud i wstyd
 
Najwięcej odpadów komunalnych „produkują” Katowice, Sosnowiec, Zabrze, Bytom i Gliwice czyli największe miasta górnośląskiej metropolii. Paradoksalnie w tych miastach system dobrze zorganizowanej selektywnej zbiórki odpadów rozpoczynajacy się już w osiedlach mieszkaniowych jest śladowy. Często posegregowane przez mieszkańców odpady, umieszczone w oznakowanych pojemnikach wrzucane są przez ich „odbiorców” do jednego „kotła” śmieciarki.
To zniechęca mieszkańców do ekologicznego postępowania ze śmieciami, i utrwala powszechne przyzwyczajenia do wyrzucania śmieci byle jak i byle gdzie.
Widać to najlepiej w podmiejskich przestrzeniach śląskich miast. Wystarczy przemierzyć ich lokalne drogi zanim „buchnie” zieleń, by ujrzeć jak śmieci przysypują śląską metropolię. Zielonych terenów, rozciagających się wzdłuż peryferyjnych tras przelotowych, którymi każdego dnia przejeżdżają setki pojazdów, wśród nich również autokary komunikacji międzynarodowej, nikt nawet nie sprząta. Dlatego doskonale widoczne z dróg dzikie wysypiska śmieci, małe i większe, zadomowiły się tam na dobre. Gorszej wizytówki regionu wymyśleć się nie da!
Co zatem zrobiono na Śląsku przez ostatnie 20 lat, by rozwiązać problem rosnącej sterty odpadów komunalnych?
Po podpisaniu zobowiązań akcesyjnych pomiędzy Polską a Wspólnotą Europejską powstał „Krajowy Plan Gospodarki Odpadami”. Wymusił on na województwach, powiatach i gminach

 

Śmieci nadal wyrzucamy byle gdzie.
 


JOLANTA MATIAKOWSKA
 

 Śląski śmietnik

przygotowanie lokalnych odpowiedników tego „Planu...” do końca października 2002 roku. Taki regionalny plan powstał również w na Śląsku.
W ten sposób polskie i unijne prawodawstwo, regulujące gospodarkę odpadami w krajach Wspólnoty wskazało optymalne sposoby postępowania z odpadami komunalnymi z udziałem społeczeństwa. Takie jak m.in. zmniejszanie ich objętości poprzez dobrze zorganizowaną selektywną zbiórkę i odzysk surowców wtórnych, zagospodarowanie odpadów wielkogabarytowych, opakowań, sprzętu RTV i AGD czy biodegradację. Działania te miały umożliwić zamykanie przestarzałych, nieobojętnych dla przyrody składowisk. Dlatego osiaganie standardów unijnych w gospodarce odpadami wpisano do strategii regionu.

W strategii

Wojewódzki Plan Gospodarki Odpadami przewidywał utworzenie ośmiu, w wersji aktualizowanej – jedenastu regionalnych, kompleksowych, nowoczesnych obiektów komunalnych, wyposażonych m.in. w sortownie i kompostownie odpadów, spełniających wszystkie unijne standardy.
Zgodnie z nimi do 2010 roku obiekty te miały przyjmować 60 proc. wszystkich wytwarzanych w regionie odpadów komunalnych. Dalsze 30 proc. miało trafiać na uporządkowane składowiska lokalne, pozostałe 10 proc. do nowoczesnego technicznie i ekologicznie obiektu termicznego ich unieszkodliwiania.
Zaplanowano również zmniejszenie do tego czasu ilości składowanych odpadów biodegradowalnych. Rok 2010 miał być ostatnim terminem objęcia wszystkich mieszkańców województwa umowami na odbiór śmieci z każdego gospodarstwa domowego.
Na lata 2011-2018 przewidziano dalsze zmniejszanie ilości składowanych odpadów komunalnych, zgodnie z ustaleniami Traktatu Akcesyjnego.
Co zostało z tych planów? Jaką sytuacją mamy dziś?

Punkt krytyczny

Sytuacja jest alarmująca. Gospodarka odpadami komunalnymi w województwie śląskim zbliża się nieuchronnie do punktu krytycznego. Plany, projekty i pomysły na złagodzenie problemów „śmieciowych” pozostały na papierze.
Do dziś spośród ośmiu projektowanych obiektów regionalnych, które w 2010 roku miały przyjmować już większość wszystkich wytwarzanych w regionie odpadów, jedynie dwa z nich: w Tychach i Żywcu pełnią swoją funkcję.
W tej sytuacji nie ma żadnych możliwości ograniczenia do końca przyszłego roku masy odpadów komunalnych wywożonych na śląskie składowiska. Nie ma też szansy, by do granicznego roku 2010 powstał nowoczesny wspólny dla gmin obiekt termicznego unieszkodliwiania odpadów.
Gospodarze śląskich gmin, ambitnie zabiegający o wykreowanie górnośląskiej metropolii o europejskim prestiżu, dotąd nie stworzyli nawet wspólnej, ostatecznej koncepcji uporządkowania śląskiego śmietnika.
Nadal więc ponad 20 proc. mieszkańców województwa śląskiego nie jest objętych obowiązkowymi umowami na wywóz śmieci. Nadal

wielkogabarytowe i budowlane odpady lądują byle gdzie, podobnie jak niewyselekcjonowane odpady niebezpieczne. System np. odbioru przeterminowanych leków czy baterii doskonale się sprawdza w innych miastach Polski, ale nie na Śląsku.
Udało się jedynie ze względu na zagrożenie zamknąć siedem, trujących środowisko i ludzi, składowisk odpadów. Dobrze też można ocenić efekty edukacji ekologicznej w tej dziedzinie, szczególnie wśród najmłodszych. To wszystko.

Bajońskie kary

Tymczasem zbliża się termin wywiązania się Polski z podpisanych w 2001 roku unijnych zobowiązań akcesyjnych, ujętych w rozdziale „Środowisko”.
Gospodarka odpadami komunalnymi jest jego integralną częścią. Częścią zobowiązań, które są najbardziej spóźnione. Zarówno w kwestii wprowadzenia zasad organizacyjno-logistycznych w postępowaniu z rosnącą górą śmieci jak i uzyskanych efektów ekologicznych w tej dziedzinie.
Przypomnijmy! Jako kraj zobowiązaliśmy się do końca 2010 roku ograniczyć ilość odpadów deponowanych na składowiskach do 75 proc., w roku 2013 – do 50 proc., w roku 2020 – do 35 proc. Punktem odniesienia jest rok 1995.
Tych zobowiązań w danym nam do dyspozycji czasie nie spełnimy! Z wszelkimi tego konsekwencjami. Za nieprzestrzeganie unijnego prawa grożą nam naliczane przez Unię Europejską bajońskie kary w wysokości 200 tys. euro za każdy dzień zwłoki!
Dotyczy to także, a może przede wszystkim, województwa śląskiego.
Czy wobec grożących nam niewyobrażalnych konsekwencji finansowych i prestiżowych zdołamy w tym roku przyśpieszyć porządkowanie śląskiego smietnika?
Zwołana w połowie marca br. z inicjatywy Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Katowicach konferencja „Gospodarka odpadami – finansowanie, prawo i technologie”, w której uczestniczyli przedstawiciele niemal wszystkich samorządów gminnych z województwa śląskiego nie przyniosła odpowiedzi na to pytanie.
Zaprezentowane na niej przez Bernarda Błaszczyka, wiceministra środowiska i Adama Zdziebło, wiceministra rozwoju regionalnego propozycje zmian w nowelizowanej ustawie o odpadach, które miałyby ułatwić adaptację unijnych zasad organizacyjno-logistycznych w postępowaniu z odpadami komunalnymi w gminach, nie wzbudziły entuzjazmu ich przedstawicieli.
W nowych propozycjach, ich zdaniem, zbyt wiele ma zależeć od wolnego rynku. A to nie jest jest dobrym rozwiązaniem w sytuacji, gdy to właśnie gminy odpowiadają za porządkowanie swoich śmietników. I to ich służby najlepiej potrafią kontrolować sytuację.
Projekt ustawy o zmianie ustawy o odpadach jest na szczęście propozycją otwartą. Miejmy nadzieję, że będą w nim uwzględnione sugestie, najbardziej zainteresowanych polityką odpadową, samorządów.
Szkoda tylko że ta nowelizacja „rodzi się” tak późno, w przysłowiowej ostatniej chwili przed rozliczaniem unijnych, ekologicznych zobowiązań. I to w czasie, gdy cały wysiłek samorządów winien się koncentrować na przygotowaniu najlepszych, konkursowych projektów z gospodarki odpadami komunalnymi. Po to, by uzyskać na nie pieniądze z unijnego Programu Operacyjnego „Infrastruktura i Środowisko”.

Ostatnia szansa
 
Unijne pieniądze z tego programu to wielka, ale i ostatnia szansa na nadrobienie ekologicznych zaszłości w porządkowaniu śląskiego śmietnika. Wojewódzki Fundusz Ochrony i Kształtowania Środowiska w Katowicach, jako partner samorządów pomaga im, jako instytucja pośrednicząca, skorzystać z tego Programu. Najwięcej jednak zależy od samych zainteresowanych.
Od wspólnej zgody i wspólnego wysiłku gospodarzy górnośląskiej metropolii, która nie odmieni swego wizerunku na korzystniejszy, bez uporządkowania śląskiego śmietnika 

SPIS TREŚCI
______________________________________________________________________________________________________________

                         Webmaster ALFA