Dr Ryszard Czernow – fotografik, z wykształcenia operator
filmowy, jest adiunktem na Wydziale Radia i Telewizji im. K. Kieślowskiego
Uniwersytetu Śląskiego. Doktorat z dziedziny sztuk filmowych obronił w
łódzkiej Filmówce.
Zajmuje się fotografią, filmem, projektowaniem graficznym. Specjalizuje się
w muzycznych i eksperymentalnych formach filmowych. Jest autorem teledysków
czołowych polskich zespołów muzycznych. Projektuje plakaty do spektakli
teatralnych i obwoluty płyt. W teatrach zajmuje się również reżyserią
światła. Swoje prace wystawiał m.in. w Katowicach, Tychach, Krakowie,
Warszawie, Gorzowie Wielkopolskim, Sosnowcu, Bielsku-Białej, Rzeszowie,
Amsterdamie.
– Światło i kamień – tak zatytułował pan swoją ostatnią
wystawę fotografii, prezentowaną w styczniu w Pałacu Sztuki Towarzystwa
Przyjaciół Sztuk Pięknych w Krakowie, fotografii wykonanych w kościele św.
Franciszka i św. Klary w Tychach. Podkreśla pan, iż wzajemne oddziaływanie
na siebie symbolicznego światła i kamienia, jest dla pana najbardziej
elementarną cechą otaczającego nas świata. Pisze Pan: „Ja ten świat tak
widzę i rozumiem. Wszędzie, w sposób bardziej lub mniej widoczny zachodzi to
samo zjawisko. Istnienie i wzajemne oddziaływanie sacrum i profanum”.
Dlaczego podjął pan tę pracę akurat w Tychach?
– Z Tychami jestem związany prywatnie, mieszkam w tym mieście. Od kilku lat,
kiedy budowla kościoła powstawała, fascynowała mnie swoją architekturą,
wyglądem zewnętrznym. Do momentu, w którym w końcu wstąpiłem do środka,
zupełnie przypadkowo zresztą, bo w poszukiwaniu kamiennych faktur. Przypadek
tak naprawdę rządzi większością tego, co nam się zdarza. Takie przynajmniej
jest moje przekonanie i doświadczenie. Tak się stało i tym razem. Oryginalna
budowla z kamienia, powstająca bez użycia cegły, której pomysłodawcą i
architektem jest Stanisław Niemczyk, a budowniczym ze strony zakonnej ojciec
Wawrzyniec Jaworski, dopiero w swoim wnętrzu kryje to, co naprawdę
fascynujące i piękne, jakąś tajemnicę. Piękno, to prawdziwe, odnalazłem tam
w detalu, w szczególe, w ścianach. Najpierw bywałem wczesną wiosną, potem w
lecie – wtedy w świetle letniego słońca – zobaczyłem tam coś więcej niż
formę, a mianowicie wizję architekta i budowniczego, przesłanie – wspomnianą
symbolikę oddziaływania dwóch sfer sacrum i profanum, światło, dzięki
któremu nawet kamień potrafi „żyć”. Dla mnie osobiście pięknym i głębokim
pozostaje fakt, że udaje się to w obiekcie sakralnym. Patronat nad krakowską
wystawą objął Zakon Braci Mniejszych o.o. Franciszkanów Domu Zakonnego w
Tychach.
Tak się złożyło, że Światło i kamień to ostatnio moja druga wystawa |
|

|
Z
RYSZARDEM
CZERNOWEM
rozmawia
BOŻENA FERDYN
|
Wszystko
zaczęło się od fotografii…


oscylująca wokół architektury, co absolutnie nie było w żaden
sposób zaprogramowane; spontaniczne raczej. Poprzednia, Bramy do…,
prezentowała bramy śląskich secesyjnych kamienic. Dla mnie Śląsk jest
miejscem interesującym z wielu względów: wielokulturowości, historii,
zbiorowości ludzkiej, ale urzeka mnie również, a może przede wszystkim,
fotograficznie. Zawsze tutaj wracałem, pomimo iż przyszło mi mieszkać w
różnych rejonach kraju.
– Uczestniczy pan w życiu kulturalnym nie tylko Śląska, ale także Krakowa.
Wpisał się pan wiele lat temu swoim dorobkiem w Festiwal Kultury Żydowskiej…
– Tak, Kraków traktuję trochę jak drugi dom, i ze względu na atmosferę, i
odległość. Przypadek sprawił, iż na początku lat 90. bardzo sugestywnie
zaczął na mnie oddziaływać
|
|
Kazimierz, ten prawdziwy Kazimierz żydowski, nieprzetworzony
jeszcze wówczas; bez komercji, bez mody na Kazimierz, której ja wcale nie
oceniam źle. Wtedy, w 1993 roku zrealizowałem Ślady, potem w 2002 roku, –
Mury Kazimierza. Zainspirował mnie tak naprawdę fakt zniknięcia społeczności
polskiej wyznania mojżeszowego, zainspirowały mnie te opuszczone domy, drzwi
nieotwierane przez kilkadziesiąt lat... Wyczułem tam niewyobrażalny smutek
czegoś znikającego. Ponieważ zawsze ciągnęło mnie trochę w strony smutków i
melancholii, zainteresowało mnie to miejsce na tyle, aby się zaangażować
artystycznie. To był przypadek, o którym już mówiłem, przypadek, który
definiuję jako moment zwrotny w naszym życiu, który trzeba umieć dostrzec.
Na razie nie mam planów powrotu na Kazimierz, może kiedyś….
– Przyznaje pan, iż fotografia artystyczna w całym spektrum pana twórczości,
była pierwsza i pozostaje najważniejsza. Jakie będą zatem kolejne projekty?
– W moim życiu wszystko się zaczęło od fotografii. W zasadzie to, co robiłem
później, wiążę z fotografią właśnie: film, plakat. Jestem w takim momencie,
w którym postanowiłem wrócić do fotografii. Stała się ona bezwzględnie
najważniejszą w działalności artystycznej, pomimo iż wcale nie ukrywam, że
jest dziedziną trudną, żmudną, czasochłonną, wymagającą także wiedzy
technicznej. Dziś jestem przekonany o tym, że zbyt wszechstronne
zainteresowania niekoniecznie są dobre, niekoniecznie sprzyjają rozwojowi i
swobodzie, autonomii, którą cenię ponad wszystko. Doceniam wszystkie inne
swoje działania artystyczne, ale tylko w fotografii udało mi się zdobyć
prawdziwą wolność twórczą.
Jest ona dla mnie formą bardzo niepokorną. Mam wiele projektów i pomysłów,
nad którymi warto się pochylić i skupić. Natomiast ten najbliższy i już w
trakcie realizacji pomysł to retrospektywna wystawa fotografii z lat 80. Z
tamtego czasu w swoim archiwum odnalazłem wiele prac. Posiadają one jedną
wspólną cechę: smutek, przenikającą pustkę. Ten specyficzny klimat właśnie,
przejawiający się wówczas wszędzie, czy to w pejzażu, czy w ludzkich
portretach, chciałbym uczynić wątkiem przewodnim kolejnej wystawy. Dla mnie
ważnym pozostaje nieuleganie przeróżnym modnym nurtom, lansowanym w Europie
Zachodniej i bezkrytyczne kopiowanie ich w Polsce. Zawsze powtarzam, że
nigdy nie będziemy sza-
nowani na Zachodzie, jeżeli przestaniemy być sobą i zatracimy naszą
autentyczność. Wracając do wątku najbliższych planów: nie przypuszczam, abym
odstąpił zupełnie od realizacji plakatów. Wszak w nie jest wpisana
fotografia artystyczna. Plakat mnie od lat zajmuje i fascynuje. Jak tylko
mam okazję, to go realizuję. |