|
Dwanaście dni Konferencji Klimatycznej
ONZ w obronie klimatu, jaka odbyła się w grudniu 2008 roku w Poznaniu, nie
wstrząsnęły światem. Ale... mogą nim wstrząsnąć groźne skutki przegrzewanej
bez umiaru Ziemi. I to szybciej niż się spodziewamy. Na co więc czekamy?
Czternasta, poznańska Konferencja Stron Konwencji ONZ w sprawie Zmian
Klimatu (COP 14), której przewodniczył polski minister ochrony środowiska –
prof. Maciej Nowicki, była najważniejszym wydarzeniem w dziedzinie ekologii
na świecie w 2008 roku. I najbardziej prestiżowym dla demokratycznej Polski
– gospodarza ekologicznego szczytu.
Przybyły na nią delegacje, reprezentujące 189 państw ONZ-owskich, z szefami
państw i rządów, ministrami ochrony środowiska i sekretarzem generalnym ONZ
na czele. Uczestniczyli w niej tłumnie przedstawiciele środowisk
samorządowych, naukowych, organizacji międzynarodowych, biznesu,
społeczeństwa obywatelskiego oraz mediów z całego niemal świata. W sumie
ponad dziesięć tysięcy osób.
Spodziewano się, że dobrze przygotowana organizacyjnie ONZ-owska Konferencja
Klimatyczna w Poznaniu będzie przełomową. Najbogatsze państwa świata i
zarazem najwięksi producenci gazów cieplarnianych mieli przecież na niej
zbliżyć swoje stanowiska w kwestii zapobiegania kryzysowi klimatycznemu.
Zwłaszcza po niezbyt owocnej dla ochrony klimatu Ziemi konferencji (COP 13)
na Bali w 2007 roku. Tam uzgodniono jedynie termin podpisania w końcu 2009
roku w Kopenhadze globalnego porozumienia o zmniejszaniu emisji dwutlenku
węgla, gazu w największym stopniu odpowiedzialnego za podwyższanie
temperatury ziemskiej.
Takie porozumienie jest pilnie potrzebne. Czy zostanie przyjęte za niespełna
rok w Kopenhadze w obliczu światowego kryzysu gospodarczego? Czy zagrożony
przegrzaniem planety świat uzgodni nowy traktat klimatyczny, w sytuacji gdy
ten stary z Kioto nie jest respektowany? Od jego podpisania minęło ponad 11
lat, a gazów cieplarnianych z dwutlenkiem węgla na czele wciąż przybywa!
Unijny pakiet
Konferencja klimatyczna w Poznaniu była doskonałą okazją, by w zapisach
pokonferencyjnych odnieść się do tego problemu. Nie uczyniono tego.
Pewnie też i z tego powodu nie udało się w polskim mieście przygotować
solidnego fundamentu pod kolejne, globalne, klimatyczne porozumienie.
Uzgodniono jedynie miejsce i termin następnej takiej konferencji: Kopenhaga
– grudzień 2009 roku.
Problem jest bowiem skomplikowany. Potężne gospodarczo Indie i Chiny notują
wielki wzrost gospodarczy, oparty m.in. na brudnych technologiach z epoki
węgla i stali, z których Europa Zachodnia zrezygnowała pół wieku temu.
Japonia, Australia czy Rosja nie chcą hamować swoich gospodarek, podobnie
jak Republika Południowej Afryki i Brazylia. Z kolei Stany Zjednoczone
kolejny raz zwróciły uwagę na konieczność proporcjonalnego ( sprawiedliwego)
udziału gospodarek świata w obniżaniu emisji dwutlenku węgla. Recepty
wspólnej nie ma, bo „proporcjonalne” podejście nie jest ani sprawiedliwe,
ani w przypadkach większości krajów, możliwe.
Doskonale ilustruje to z trudem wypracowany w gronie krajów Wspólnoty
Europejskiej kompromisowy pakiet energetyczno-klimatyczny, o którego
łagodniejszy kształt dla gospodarek opartych na węglu, bardzo energicznie
zabiegała Polska.
Wspólnota Europejska, lider w walce o powstrzymywanie zmian klimatycznych,
złagodziła ostatecznie swoje stanowisko. Przestarzała polska energetyka nie
będzie zmuszona – jak planowano – kupować od 2013 roku pełnopłatnych
zezwoleń – limitów na emisję dwutlenku węgla, gazu, którego „produkuje” w
nadmiarze, wbrew unijnym normom. Zyskała dodatkowy czas – do 2020 roku na
wprowadzenie przyjaźniejszych dla środowiska technologii wytwarzania
energii. Z emisją zanieczyszczeń powietrza będzie zatem „walczyć” dłużej...
Unijny kompromis energetyczno-klimatyczny, podpisany w Brukseli, był
konieczny. Jeśli Europa mu sprosta, być może stanie się wzorem dla szerszego
porozumienia.
W Poznaniu
Największym osiągnięciem konferencji klimatycznej w Poznaniu było – zdaniem
ministra środowiska |
|
Klimat szaleje
Macieja Nowickiego – uruchomienie Funduszu
Adaptacyjnego. Ten solidarnościowy Fundusz, zasilany dotacjami najbogatszych
państw, ma pomóc najbardziej zagrożonym krajom przygotować się do zmian
klimatu. Niestety, kwota jaką ustalono do dyspozycji tego Funduszu na rok
2009 – to zaledwie kilkadziesiąt milionów dolarów. W roku 2012 ma on
dysponować 300 milionami dolarów. Według wyliczeń ekspertów ONZ na skuteczną
pomoc dla zagrożonych krajów potrzeba dziesiątki miliardów dolarów!
W tym kontekście niezwykle dramatycznie zabrzmiały wypowiedziane na
poznańskiej konferencji słowa premiera Tuvalu (kraj położony na Oceanie
Spokojnym w Zachodniej Polinezji), który odwoływał się nieprzypadkowo do
praw człowieka. „Naszym prawem – mówił – jest istnieć dalej. Musimy
przetrwać jako ludzie i jako naród. Nie możemy tonąć, gdy inni się
rozwijają”.
Jego słowa najtrafniej obrazują niebezpieczeństwo zanikania na oczach świata
kilkudziesięciu wyspiarskich krajów, zamieszkiwanych przez miliony ludzi.
Oni już dziś żyją w strachu. Mają świadomość, że rosnąca średnia temperatura
coraz szybciej topi lodowce i podnosi poziom oceanów.
Tuvalu, Kiribati, Malediwy są pierwsze na liście znikających w oceanie
państw, które już myślą o ewakuacji i kreślą takie scenariusze.
Zmiany klimatu naukowcy badają od co najmniej 60 lat. Co najmniej 30 lat nie
tylko w świecie nauki, trwa spór o klimat. Zmienia się w sposób naturalny
czy sztuczny? Jest cyklem natury czy skutkiem działalności człowieka?
Odpowiedzi na te pytania pomaga uzyskiwać tzw. modelowanie klimatu. To
bardzo skomplikowana nowa dziedzina nauki, która wciąż raczkuje.
Dowody
Klimatu nie da się zmieścić w laboratorium. Dlatego jego modele są
bezustannie doskonalone. Każdego roku wzbogaca się je o nowe obserwacje
badawcze z terenu, kolejne doświadczenia i dowody. Na przykład po erupcjach
wulkanów. Jak na Filipinach w 1991 roku, kiedy po pięciu wiekach ciszy ożył
Pinatubo. Z jego krateru wydostały się miliardy metrów sześciennych lawy, a
chmura popiołów zawędrowała na wysokość 40 kilometrów docierając nie tylko
do Stanów Zjednoczonych, ale i do Europy. Wówczas to na krótko średnia
roczna temperatura obniżyła się o ok. 0,5 stopnia Celsjusza. Każde takie
współczesne zjawisko jest dokładnie badane. Czy zatem może być chłodniej?
Wiele tajemnic klimatycznych tkwi w strefie polarnej Arktyki, w
szczególności na Grenlandii, kiedyś zielonej największej wyspie świata, dziś
w ponad 80 proc. pokrytej lodem. W ostatnich latach wiosna pojawia się na
niej o miesiąc wcześniej. Podobnie dzieje się w całej Arktyce.
Dziś lodowiec lądolodu Grenlandii nie jest już gładki. Pokrywają go
szczeliny. Pęka, porusza coraz prędzej w kierunku oceanu i coraz szybciej
się topi, podnosząc poziom oceanów. Naukowcy twierdzą, że zjawisko to
przyśpiesza, szybciej niż przewidywali. Do czego może to prowadzić?
Odpowiedź przyszła z lodów Grenlandii, gdzie m.in. „zapisany” jest klimat z
przeszłości, sprzed 11 tysięcy lat. Pod koniec młodszego triasu nastąpiło
gwałtowne ocieplenie, średnia temperatura skoczyła tam w ciągu kilku lat o
pięć stopni Celsjusza. W lodzie z tamtego okresu znajdują się ślady
chrząszczy, które dziś zaczynają pojawiać się nie tylko w głębi lądolodu
grenlandzkiego, ale także w Skandynawii i Wielkiej Brytanii.
Nauka ma więc coraz mniej wątpliwości, że nagłe przemiany klimatyczne o
jakich nie śniło się naszej cywilizacji, są możliwe. I choć nikt jeszcze nie
wie, co je dokładnie powoduje, to ponad wszelką wątpliwość wiadomo, że
temperatura na Ziemi rośnie wraz ze zwiększaniem w jej atmosferze stężenia
dwutlenku węgla. Wystarczy podwójna jego koncentracja, by średnia
temperatura wzrosła aż o 3 stopnie Celsjusza. A to oznacza wzrost poziomu
mórz aż o 7 metrów.
Od początku XX wieku temperatura na Ziemi wzrosła o 0,5 stopnia Celsjusza.
Środowisko naturalne już odczuwa to ocieplenie. Zimnolubne rośliny np. w
Europie przenoszą się coraz wyżej, w góry. Niespotykane susze, potężne
powodzie, powtarzające się z coraz większą |
|
częstotliwością cyklony, trąby powietrzne
i tornada czy śnieżyce w miejscach, gdzie nie powinny się zdarzyć, nie są
wyłącznie kaprysami przyrody czy pogody.
To także skutek wielkiej koncentracji w powietrzu dwutlenku węgla i innych
gazów cieplarnianych. Naukowcy wyliczyli dokładnie. Nawet jeśli poziom gazów
ogrzewających nasza planetę utrzyma się na obecnym poziomie i przestanie
rosnąć – to będzie i tak wystarczająco ciepło, by za pół wieku pokrywa
lodowa Ziemi stopniała całkowicie!
Kilkanaście miesięcy temu powołany przez ONZ Międzyrządowy Panel do spraw
Zmian Klimatu (IPPC) ogłosił zgodnie: za 90 procent zmian klimatycznych na
Ziemi, spowodowanych podwyższaniem się temperatury, odpowiedzialny jest
człowiek!
Co dalej?
Po tym oświadczeniu świat nie przeżył szoku. Dawkowaną sporadycznie wiedzę
na temat możliwej katastrofy klimatycznej ludzie zdają się ignorować.
Politycy o problemie głównie dyskutują. Rezultaty szczytów klimatycznych, są
– jak dotąd – niewielkie.
Pokazała to również Konferencja Klimatyczna ONZ w Poznaniu. Sekretarz
generalny ONZ Ban Ki-moon apelował, by politycy zdecydowali o ile obniżą
emisję CO2 i innych gazów cieplarnianych. Nie uczynili tego.
Zaproszony do Poznania gość specjalny – Al Gore, były wiceprezydent Stanów
Zjednoczonych w administracji Billa Clintona, noblista za walkę z globalnym
ociepleniem, w swoim porywającym wykładzie na Uniwersytecie powiedział:
„świat nie może zwlekać, lodowce topnieją teraz, dziś...”.
Ten obrońca środowiska, zasłużony dla upowszechniania wiedzy ekologicznej na
świecie pokazał jak skutecznie edukować ludzi i przekonywać do walki o
powstrzymywanie globalnego ocieplenia. Wyruszył w trasę po Ameryce z
tysiącem brawurowych wykładów, podczas których z wielką pasją, humorem i
werwą przybliżał swoim słuchaczom wiedzę o tym, że nasza Ziemia znalazła się
na krawędzi. Swoją postawą zainspirował filmowców i tak powstał oscarowy
dokument – „Niewygodna prawda”. Udowodnił, że odpowiednio popularyzowana
wiedza może skierować uwagę społeczeństw we właściwym kierunku. Muszą one
tylko poznać prawdę i ją zrozumieć. Za pogłębianie wiedzy ekologicznej
Uniwersytet im. Adama Mickiewicza uhonorował go tytułem doktora honoris
causa.
Niestety nie zadbano zbytnio, by Konferencja Klimatycznej ONZ w Poznaniu
była równocześnie powszechną i ciekawą dla Polaków lekcją o klimacie. Nie
można było w tym czasie odczuć, że w kraju dzieje się coś ważnego.
Brak powszechnej promocji globalnego problemu, jakim jest groźne dla świata
ocieplanie się klimatu, to klęska, uważają przedstawiciele organizacji eko.
Nie chodziło przecież o to, by raz pokazać migawkowo pochód obrońców
środowiska z całego świata maszerujący przez puste centrum Poznania.
Co zatem pozostanie po dobrze zorganizowanym dla uczestników i źle
wypromowanym dla ludzi światowym szczycie klimatycznym?
Dla Zbigniewa Karaczuna z Koalicji Klimatycznej (tworzą ją pozarządowe
organizacje ekologiczne i instytucje działających na rzecz zrównoważonego
rozwoju) – brak zasadniczych uzgodnień czyli nadal nierozwiązywalny w
praktyce najgorętszy problemem świata.
Andrzej Kassenberg z Instytutu na Rzecz Ekorozwoju uważa, że dla Polski
ważne jest, by w pełni wykorzystać możliwości, jakie z sobą niesie
niedoskonały, ale możliwy do zrealizowania pakiet klimatyczno-energetyczny.
Wymaga on wprowadzenia dwu bardzo ważnych narodowych programów: Narodowego
Programu Oszczędzania Energii i Narodowego Programu Rozwoju Energetyki
Odnawialnej. Wymaga też skutecznej walki o przyszły budżet z UE na lata
2014-2020 czyli na ten sam okres, w którym pakiet będzie obowiązywać. W
budżecie powinny się znaleźć znaczne środki na budowanie gospodarek
niskowęglowych.
Dla Polski szczyt klimatyczny nie zakończył się 12 grudnia ub. roku wraz z
poznańską konferencją. Przez najbliższy rok, do czasu Kopenhagi, polski
minister środowiska Maciej Nowicki nadal będzie przewodzić trudnym,
skomplikowanym ustaleniom w kwestii konkretnej, globalnej redukcji dwutlenku
węgla po 2013 roku. To nas szczególnie zobowiązuje do robienia porządków
ekologicznych na własnym podwórku |