Na pytanie, czy Anna Kowalska zdołałaby zainteresować nas
pozostawionymi zapiskami, gdyby historia literatury nie znała dzienników
Marii Dąbrowskiej, powstających równocześnie, przez długie okresy w tym
samym mieszkaniu, pokój w pokój, być może o tej samej godzinie – nigdy nie
padnie odpowiedź prosta, bezspornio oczywista.
Nikt nigdy nie namawiał mnie do czytania jej książek. Zwróciła moją uwagę w
r. 1959, z okazji przyznania jej nagrody Hemingwaya (a przyznawało ją zacne
grono, naturalnie bez udziału Hemingwaya!), za Opowiadania greckie, wydane
pierwotnie w r. 1949, wznowione w r. 1956. Nagroda dzielona zresztą z J.J.
Szczepańskim (za tom Buty). Niebawem przeczytałem Safonę, a potem Ołtarze i
Ptasznika. Miałem uczucie, że czytam autorkę nie tylko współczesną, ale że
to jest proza nowoczesna, zwięzła, z wyraziście wykreowaną rzeczywistością,
nie gadatliwa, skupiona na temacie, z silnym wyczuciem miar moralnych.
Stąd też dla mnie nie jest Anna Kowalska „tą przyjaciółką Dąbrowskiej”, przy
czym słowu „przyjaciółka” towarzyszy perskie oko. Jeszcze nic nie jest
rozstrzygnięte. W czyśćcu literatury, z którego okrojony, ale jednak
zwycięski wychodzi powoli Jarosław Iwaszkiewicz, gdzie jednak wciąż jeszcze
czeka na wyrok Jerzy Andrzejewski, karta może się odwrócić. Dwie, trzy
cienkie na palec książki Anny Kowalskiej mogą zaświecić intensywnym
blaskiem, a ciężkie tomy Nocy i dni mogą dawny blask, dla mnie: zimny blask,
utracić. Sprawa jest otwarta. Anna Kowalska była osobą doskonale
wykształconą, Europejką w nie mniejszym stopniu niż równie świetnie
wykształcona Maria Dąbrowska. Dzienniki – pani Marii i pani Anny świadczą
dobitnie o tym, że te dwie kobiety przyciągała ku sobie nie tylko magia
miłości, nie tylko cielesne pożądanie, ale i piękny umysł. Dla Anny
Kowalskiej Maria Dąbrowska była indywidualnością wyjątkowego formatu, z
intelektem pracującym na najwyższych obrotach, z jasnym wyczuciem granicy
między Dobrem a Złem.
Otóż i problem! Jak te dwie niepospolicie mądre kobiety radziły sobie z
Historią, spuszczoną – jak to powiedział był doskonale znany obu paniom
Jerzy Stempowski – z łańcucha? Okupację niemiecką przeżyły w Warszawie,
dzieląc los jej mieszkańców. Anna Kowalska nie jest tak drobiazgowa w
zapiskach jak Zofia Nałkowska, ale to, co pisze na gorąco o powstaniu, ma
rangę poważnego świadectwa serca i |
|
Przyjaciółka
Dąbrowskiej
rozumu. Zupełnie czymś niebywałym są natomiast słowa Marii
Dąbrowskiej, przytoczone w cudzysłowie przez Annę Kowalską: „Jak oni mogli
wywołać powstanie, nie pomyślawszy o tym jak mnie ocalić?!” Ów niespotykany,
w każdym razie nieczęsto, stopień egotyzmu, w sytuacji powszechnego
zagrożenia, daje wyobrażenie o skali wielkości jaką w dwudziestoleciu
międzywojennym zastosowano do Marii Dąbrowskiej, co więcej: świadczy o tym,
jak bardzo w tę swoją wielkość autorka Nocy i Dni uwierzyła. Kimże wobec
takiej Marii Dąbrowskiej była, mogła być Anna Kowalska?
Dziennik pisany systematycznie do śmierci pisarki w roku 1969 jest
dokumentem zmagania się z własną drugorzędnością wobec osoby, której
pierwszorzędność Anna Kowalska nie tylko uznaje, lecz zgoła ją wyznaje.
Uznać swoją gorszość (pisarską, i w jakimś stopniu intelektualną) wobec
osoby wielbionej i kochanej, miłością trudną, przeciwko której było
wszystko, przede wszystkim, jak podkreśla to sama Anna Kowalska, płeć! To
właśnie, co można nazwać psychologią miłości, jest najciekawsze w zapiskach
Anny Kowalskiej. To nie są zapiski ekshibicjonistyczne, ani pikantne. Nie
tak wtedy pisano, nawet w dziennikach, o sprawach orientacji seksualnej
(vide: kamuflaż Jana Lechonia, który nie waży się użyć słowa „kochanek”, czy
bodaj tylko „ukochany”, ograniczając się do „najdroższej osoby”), ale trudno
być obojętnym na żar, jaki bije ze zdań Anny Kowalskiej, gdy jedynie na
kartach owego dziennika pozwala sobie na chwile bezwzględnej szczerości
wobec własnego serca. Bowiem zachowanie Marii Dąbrowskiej jest zagadkowe.
Dzieląc mieszkanie – cokolwiek to znaczy – z przyjaciółką (i jej córką,
której wedle słów Anny Kowalskiej, nie znosi!), łaknąc nieustającej
adoracji, manifestuje zastanawiającą wyniosłość, nieomal chłód.
Wiek (przede wszystkim Marii Dąbrowskiej, starszej o piętnaście lat),
wyłączył ze sfery wzajemnych relacji seksualność – o czym pisze Anna
Kowalska – całą przestrzeń
|
|
przeznaczoną dla miłości, wypełniając wyłącznie sztuką,
pisarstwem, doskonaleniem się w sztuce. I tutaj te dwie niepospolite kobiety
natrafiają na dziwny opór! Podziw Anny Kowalskiej dla Marii Dąbrowskiej jako
pisarski, przede wszystkim jako autorki Nocy i dni, był rozległy i głęboki,
gdy stanowił dopełnienie miłości najzwyczajniej ludzkiej, lecz zamienił się
w mędrca szkiełka i oko, gdy przestrzeń zarezerwowaną dla serca, przyszło
oddać we władztwo mózgu. I nagle lektura „arcydzieła literatury polskiej”
toczy się jak po grudzie, zdanie po zdaniu, z wielkim mozołem, ta proza
najwyraźniej nie jest zdolna poruszyć uważnej i wymagającej lektorki... A
cóż dopiero Maria Dąbrowska postawiona wobec prozy swej przyjaciółki, czy
może już w większym stopniu współlokatorki? Cóż ona patrząca na książki Anny
Kowalskiej z wysokości cokołu, na którym postawiono jej pomnik? „Jak ci to w
ogóle przyszło do głowy?” To świadectwo Anny Kowalskiej. Lecz w dzienniku
Marii Dąbrowskiej, tam, gdzie oczekiwalibyśmy czegoś w rodzaju okrzyku
radości, bo oto świat, mały bo mały, bo polski, ale jakiś tam świat, w
którym i jej „wielkiej Maryjce” wyznaczono miejsce, chwali osobę szczególnie
jej przecież bliską, zdobywa się na gładkie słowa akceptacji, zakończone – w
zapisie najbardziej prywatnym – pozbawionym wyższej temperatury: „Bardzo się
cieszę”.
Co gorsza, ten ton wyższości objawia się w epoce, gdy Maria Dąbrowska nie
jest w stanie dać prozy choćby na poziomie Nocy i dni, ponieważ Przygody
człowieka myślącego przynoszą wielkie rozczarowanie, a Anna Kowalska, ze
swoją przenikliwością i inteligencją, wie, że to, co miało być arcydziełem,
jest pisarską klęską.
Historia, zdarzenia, tak zwana epoka, ze Stalinem i bez (Anna Kowalska:
„Umarł człowiek zaiste nieludzkiego formatu”!!!) Stalina, kłopoty z papierem
(na druk książek i w rolkach, czyli toaletowym), stenogramy, plotki i
informacje z zebrań, posiedzeń i kawiarni Związku Literatów Polskich, to są
rzeczy, ludzie i sprawy spotykane i u innych, niczym specjalnym sie nie
wyróżniające, owszem, ciekawe, nic ponadto.
Dzienniki 1927-1969 Anny Kowalskiej mają swoje miejsce w polskiej
memuarystyce, ponieważ jak Dzienniki młodego Stefana Żeromskiego, są księgą
namiętności. Namiętności, w której wszystko było skierowane, by użyć słów
Anny Kowalskiej: „przeciw sobie”.
Anna Kowalska: Dzienniki 1927-1969, Wydawnictwo Literackie, 2008, s.
581 |