Sporo publicystyki, artystycznych wypowiedzi na tematy,
którymi żyją gazety, bezpośrednich komentarzy do współczesności,
zaproponowano widzom w czasie VIII Ogólnopolskiego Festiwalu Dramaturgii
Współczesnej „Rzeczywistość przedstawiona” w Zabrzu. Do tego dwa bardzo
dobre przedstawienia zrealizowane w poetyce teatru brutalistycznego. Jury
miało zapewne trudny orzech do zgryzienia, a zabrzański festiwal dobrze
wyszedł z wirażu.
Nagrody i wyróżnienia
Jury VIII Ogólnopolskiego Festiwalu Dramaturgii Współczesnej „Rzeczywistość
przedstawiona” w składzie: Bogdan Ciosek, Krzysztof Domagalik, Krzysztof
Karwat (przewodniczący) i Ingmar Villqist po obejrzeniu ośmiu przedstawień
konkursowych postanowiło przyznać Medal im. Stanisława Bieniasza dla
najlepszego dramatopisarza festiwalu Władimirowi Zujewowi za sztukę
pt. „Osaczeni”.
Jury przyznało następujące nagrody indywidualne: Dwie nagrody w wysokości
5.000 złotych każda otrzymali:
• Małgorzata Bogajewska za reżyserię spektaklu „Osaczeni” Władimira
Zujewa w Teatrze im. S. Jaracza w Łodzi
• Monika Strzępka za reżyserię spektaklu „Był sobie POLAK POLAK POLAK
i diabeł” w Teatrze Dramatycznym im. J. Szaniawskiego w Wałbrzychu
Trzy nagrody aktorskie w wysokości 4.000 złotych każda otrzymują:
• Sambor Czarnota za rolę Łarika w spektaklu „Osaczeni” z Teatru im.
S. Jaracza w Łodzi
• Kamil Maćkowiak za rolę Wesołego w spektaklu „Osaczeni” z Teatru
im. S. Jaracza w Łodzi
• Piotr Wawer za rolę Dresiarza w spektaklu „Był sobie POLAK POLAK
POLAK i diabeł” z Teatru Dramatycznego im. J. Szaniawskiego w Wałbrzychu
Wyróżnienie w wysokości 3.000 złotych za scenografię do spektaklu „Osaczeni”
z Teatru im. S. Jaracza w Łodzi otrzymał Maciej Chojnacki
Ponadto Jury przyznało pięć wyróżnień aktorskich w wysokości 2.000 złotych
każde. Otrzymali je:
• Kazimierz Czapla za rolę Dyrektora w spektaklu „Żyd” z Teatru
Polskiego w Bielsku-Białej
• Jadwiga Grygierczyk za rolę Polonistki w spektaklu „Żyd” z Teatru
Polskiego w Bielsku-Białej
• Wiesław Kańtoch za rolę Sąsiada w spektaklu „Bardzo zwyczajna
historia” z Teatru Nowego w Zabrzu
• Marian Kierycz za rolę Koguta w spektaklu „Bardzo zwyczajna
historia” z Teatru Nowego w Zabrzu
• Sabina Tumidalska za rolę Staruszki w spektaklu „Był sobie POLAK
POLAK POLAK i diabeł” z Teatru Dramatycznego im. J. Szaniawskiego w
Wałbrzychu
Grand Prix Nagroda Publiczności – „Osaczeni” z Teatru im. S. Jaracza w
Łodzi
O zakręcie, na którym znalazła się impreza, można mówić z powodu zmian
personalnych, jakie dokonały się w Teatrze Nowym. Na zakończenie poprzedniej
edycji festiwalu pożegnał się z tą placówką dotychczasowy dyrektor Andrzej
Lipski, zaś rezygnację z funkcji dyrektora artystycznego „Rzeczywistości
przedstawionej” zapowiedział Bogdan Ciosek. Ciosek odnalazł się jednak w
jury tegorocznej edycji, zaś nowa dyrekcja Teatru Nowego wykazała się dużą
mądrością, nie próbując zbytnio „majstrować” przy dobrej formule imprezy.
Formule, która stwarza dwie możliwości naraz: zobrazowania i rozeznania
kondycji nie tylko współczesnego teatru, ale równocześnie najnowszego
dramatopisarstwa (przypomnijmy, że do konkursu dopuszczane są inscenizacje
tekstów, które powstały po 1989 roku).
W tym roku w Zabrzu królowała publicystyka. Nie jest to chyba najlepsze. Tym
bardziej że można było odnieść wrażenie, iż twórcy zamiast samemu
diagnozować problemy – powielali gazetowe tezy i opinie. Tak było w
przypadku co najmniej trzech dobrych spektakli zrealizowanych na
renomowanych (choć niestołecznych) scenach. I tak nagradzany już gdzie
indziej Żyd Artura Pałygi wyreżyserowany przez Roberta Talarczyka w Teatrze
Polskim w Bielsku-Białej to swoiste „pogrossie”, czyli efekt dyskusji nad
książkami Jana Tomasza Grossa. Talarczyk ten spektakl (recenzowany |
|

Medal im. Stanisława Bieniasza dla najlepszego
dramatopisarza festiwalu przyznano Władimirowi Zujewowi. „Osaczeni” to była
najciekawsza propozycja konkursowa.
Publicystyka
i brutalizm
już na łamach „Śląska”) bardzo dobrze zainscenizował, jednak
nie sposób oprzeć się wrażeniu, że w jakiś sposób Pałyga napisał tekst „na
obstalunek”. Jest zapotrzebowanie na udowadnianie, że Polacy wyssali
antysemityzm z mlekiem matki (choć to kraj „Żegoty” i sprawiedliwych wśród
narodów świata), więc młody dramaturg tezę taką ochoczo potwierdzi. Podobnie
rzecz ma się w przypadku Lustracji – autorskiego dzieła (tekst i reżyseria)
Krzysztofa Kopki z Teatru im. Modrzejewskiej w Legnicy. Tu z kolei
zrealizowany został antyIPN-owski obstalunek, bo w publicznym dyskursie
modnie jest mówić o IPN-ie źle. Tymczasem, i owszem, można mieć do lustracji
stosunek różny, można być do niej nastawionym krytycznie, można uważać, że
służy ona doraźnym politycznym gierkom. Jednak trudno już zgodzić się na tak
jednostronny obraz świata, jaki zaproponował Kopka: w IPN-ie pracują
historycy przypominający sowieckich archiwistów oraz kanalie, karierowicze i
szuje; kanaliami i manipulatorami są również dziennikarze, piszący teksty na
podstawie IPN-owskich archiwaliów; IPN ludzi niszczy, „zabija powtórnie” i
doprowadza do alkoholizmu. Tekst Kopki to już nie dramatopisarstwo, nie
publicystyka nawet – lecz propagandowa agitka; inscenizacyjnie zrealizowana
dobrze, ale chyba niezadawalająca widzów, którzy od teatru oczekują
inteligentnego stawiania pytań, a nie nachalnego stawiania odpowiedzi.
W nurt teatru publicystycznego wpisuje się także sztuka związanego ze
środowiskiem tzw. „nowej lewicy” i redakcją „Krytyki Politycznej” Pawła
Demirskiego Był sobie Polak, Polak, Polak i diabeł, czyli w walkach narodu
polskiego wszystkie sztachety zostały zużyte (Teatr Dramatyczny im.
Szaniawskiego w Wałbrzychu). Reżyserka Monika Strzępka zrealizowała
widowisko pachnące postmodernizmem, co ma zresztą uzasadnienie w tekście
Demirskiego. Jest on o tyleż samo zbiorem fabularnych historii, co skeczy –
część z nich zaprawiona jest humorem o dość dyskusyjnym poziomie. Kto jednak
lubi patrzeć na robienie dobrego teatru nie tyle z niczego, co z dość
„postrzępionego” tekstu – mógł się nie nudzić w czasie tego spektaklu,
którego atutem było naprawdę dobre aktorskie rzemiosło. Nudą wiało za to
chwilami z innej festiwalowej propozycji – Nowonarodzonego zrealizowanego w
częstochowskim Teatrze im. Mickiewicza przez Łukasza Wylężałka (tekst i
reżyseria). Teoretycznie historia mężczyzny, wywodzącego się ze śląskiej
rodziny na polsko-niemieckim pograniczu (miasteczko Gutentag, czyli
Dobrodzień) może okazać się „samograjem”. W rzeczywistości – więcej prawdy i
dramatyzmu jest w komediowym przecież czytaniu Cholonka przez Neinerta i
Talarczyka niż w wypowiedzi Wylężałka na ten sam w gruncie rzeczy temat.
Przyznam, iż obawiałem się, że jurorzy uniosą się poczuciem poprawności
politycznej i nagrodzą któryś z publicystycznych spektakli, powielających
gazetowe sądy. Nic takiego nie nastąpiło – to (miłe) zaskoczenie pierwsze.
Zaskoczenie drugie: gusta jurorów, przyznających medal im. Stanisława
Bieniasza oraz widzów, których głosy zdecydowały o przyznaniu Grand Prix,
pokryły się, choć w czasie dotychczasowych edycji publiczność zdawała się
preferować spektakle lżejszego kalibru. Tym razem i jurorzy, i widzowie
wskazali kawał prawdziwego, żywego teatralnego |
|
mięsa. Wybrali spektakl przywracający wiarę w to, że teatr
może boleć, krzyczeć, krwawić, porażać. Wybór padł na Osaczonych rosyjskiego
dramaturga Władimira Zujewa, zrealizowanych w Teatrze im. Jaracza w Łodzi
przez Małgorzatę Bogajewską. Ten spektakl zagrany został poza teatrem – w
postindustrialnej sali „Kopalni Sztuki Demex”.
Osaczeni to sztuka o „syndromie czeczeńskim”, ale także szerzej – o tym jak
piękno rosyjskiej duszy zamieniło się w piekło. Do mieszkania Łarika
przychodzi jego kolega Wesoły (kreujący te role Sambor Czarnota i Kamil
Maćkowiak otrzymali aktorskie nagrody festiwalu). Wesoły to weteran wojny w
Czeczenii – tylko on przeżył z całego plutonu. Niesie w sobie śmierć. Tę
traumę zalewa alkoholem, zasypuje prochami, zachowuje się jakby wciąż był na
wojnie – na klatce schodowej wykręca żarówki (w ciemności czuje się
bezpieczniej), kochance kradnie kostki cukru. Ta wojna dla niego wcale się
nie skończyła – wciąż trwa w jego głowie, więc obsesyjnie powtarza swoje
credo: Nie myśl, kieruj się instynktem, ci, którzy myśleli, zginęli. Wesoły
to alkoholik-psychopata, Łarik to „tylko” zwyczajny alkoholik. Kiedy
zaczynają pić – ożywają demony, choć Wesoły chciał uciec przed demonami,
dręczącymi go w przebłyskach trzeźwości. Spektakl zaczyna się w zwykłym
pokoju, kończy w błocie – autentycznym, w którym nurzają się bohaterowie,
które pryska na publiczność siedzącą w pierwszym rzędzie. Spektakl okrutny,
wulgarny – ale okrucieństwo, wulgarność czemuś tu służą. Spektakl
porażający.
Nie sądzę jednak, by dla rosyjskiej świadomości ta sztuka okazała się tym,
czym – zachowawszy wszystkie proporcje – dla kultury amerykańskiej były
takie filmy jak Czas apokalipsy i Łowca jeleni. O ile bowiem dla
społeczności amerykańskiej doświadczenie „brudnej wojny” w Wietnamie stało
się zbiorową traumą i szansą samooczyszczenia, o tyle w warunkach rosyjskich
doświadczenie „brudnej wojny” w Czeczenii spychane jest na margines i
pokrywane, owijane watą propagandy. Rosjanie zapewne nie oglądają sztuk
Zujewa (to zajęcie elit), Rosjanie oglądają kremlowską telewizję, będą
głosować na Putina i jego pomazańców – głos na nich oddadzą nawet (przede
wszystkim) tacy jak Łarik i Wesoły. Zujew woła (wyje) na puszczy.
Jeśli jakiś spektakl wydaje się niedoszacowany przez jurorów i widzów, to
jest to zapewne sztuka autora z Chicago Adama Rappa Poważny jak śmierć,
zimny jak głaz (Teatr Ludowy w Krakowie, reżyseria Tomasz Obara). Również
ona wpisuje się w nurt teatru brutalistycznego, choć jest zapewne
delikatniejsza (czy aby na pewno?) od Osaczonych. Historia amerykańskiej
rodziny jakże dalekiej od spełnienia „american dream”: ojciec schorowany
lekoman uzależniony od telewizji, matka harująca na dwie zmiany w
restauracji, córka narkomanka i prostytutka, syn zanurzony w świecie gier
komputerowych, mający kłopoty z odróżnieniem rzeczywistości wirtualnej od
realnej. Przewrotnie jednak – nawet w takiej sytuacji możliwy jest na powrót
do normalności. Czy gdyby Wesoły ze swoim bagażem traumy wrócił do
amerykańskiego domu z wojny w Iraku – miałby szansę na powrót do normalnej
egzystencji? Czy gdyby rodzina Cliffa i Lindy żyła na przedmieściach Moskwy,
a nie Chicago – to zostałaby jej tylko dogorywanie w stanie delirium tremens?
Do takiej cywilizacyjnej refleksji na marginesie obejrzanych przedstawień
skłania nas zestawienie tych spektakli.
Bardzo dobrze, że zabrzański festiwal nie zamyka się „tylko” do tekstów
polskich. Bo w końcu dramaty polskich autorów pisane mogą być
„chińszczyzną”, zaś sztuki rosyjskie, czy amerykańskie mogą nam sporo
powiedzieć o nas, Polakach. „Rzeczywistość przedstawiona” to festiwal o
jasnej formule, przynoszący widzom sporą dawkę wiedzy o kondycji najnowszej
dramaturgii i współczesnego teatru zarazem. Jest przy okazji szansą dla
organizującej go instytucji – Teatru Nowego w Zabrzu (o jego spektaklach
napiszemy odddzielnie), wymuszając niejako na jego dyrekcji i zespole
wystawienie jednego współczesnego dramatu w sezonie. Chodzi nie tylko o
wystawienie takiego tekstu, ale także jego inteligentny wybór. A na to, mimo
iż żyjemy w czasach współczesnych, wciąż nie stać wielu miejskich teatrów w
naszym kraju. |