O malarzach-amatorach z Janowa, którzy spotykali się w Domu
Kultury KWK „Wieczorek” wiedzą prawie wszyscy. Ociepka, Wróblowie, Gawlik,
Sówka – to nazwiska znane powszechnie nie tylko w kręgach miłośników sztuki
nieprofesjonalnej. Dodatkowo rozsławił ich Lech Majewski w swoim filmie
Angelus. Ale już znacznie mniej osób wie, że podobne amatorskie grupy
twórcze działały także przy innych śląskich kopalniach (np. „Obsydian-18” z
Zabrza). A dzięki pracującej wiele lat w Muzeum Śląskim Marii Fiderkiewicz,
zafascynowanej wszystkimi artystami „dnia siódmego”, możliwe było
zorganizowanie w tej placówce ekspozycji z okazji pięćdziesięciolecia grupy
„Gwarek 58”, która istniała przy zlikwidowanej już kopalni „Katowice”. Tę
wystawę można oglądać w siedzibie muzeum do 15 grudnia. A właściwie – jej
część, bo „drugą połowę” prezentacji można było zwiedzać tylko do 12
października w jednym z budynków zamkniętej kopalni.
„Janowianie” mieli mądrego instruktora – później świetnego malarza Zygmunta
Lisa, który nie narzucał im żadnych własnych upodobań estetycznych, teorii
artystycznych i modnych „-izmów”, tylko wspierał swoich podopiecznych w
poszukiwaniach indywidualnego stylu. Twórcy z „Gwarka 58” w ogóle
profesjonalnego opiekuna nie mieli. Ale – jeśli uważnie wczytać się w
biogramy członków grupy – okazuje się, że aż trzech z nich (Jan Nowak,
Rudolf Riedel, Józef Rockstroh) uczestniczyło w zajęciach ogniska
plastycznego, działającego przy katowickim liceum plastycznym. A tam „uczył”
ich grafiki (głównie linorytu) sam Stefan Suberlak. I myślę, że właśnie ten
Mistrz sprawił, iż grupa „Gwarek 58” zafascynowała się grafiką, która stała
się jakby jej znakiem firmowym. Nie jedynym, bo obecne w ich twórczości są
również rzeźba w węglu, obrazy olejne, a pisząc o działalności Franciszka
Kurzei trudno pominąć wspaniałe wycinanki.
Pisze się „grupa” (sam się na tym przyłapałem), ale tak naprawdę „Gwarek 58”
nie był żadnym „ruchem” artystycznym z manifestami, kanonami estetycznymi,
nawet nie był tylko „szkołą” Suberlaka. To Józef Rockstroh uzmysłowił sobie
pewnego dnia, że w różnych miejscach jego kopalni pracują ludzie, których
pasją jest twórczość plastyczna „po godzinach”. I zaczął zabiegać we
wszystkich najważniejszych wówczas instancjach (od dyrekcji po związki
zawodowe) o lokal, gdzie ci zapaleńcy mogliby się spotykać, wymieniać
doświadczenia, a także pokazać swoje prace kopalnianej społeczności. I w
końcu udało mu się „wywalczyć” opuszczony przez biuro barak. Tam właśnie, w
1961 roku, odbyła się pierwsza wystawa ich dorobku. Poza „założycielem” do
„Gwarka 58” należeli: Aleksander Filipek, Alfred Kawa, Franciszek Kurzeja,
Jan Nowak, Jan Nowak II i Rudolf Riedel. Ekspozycja ich prac była sukcesem.
Najpierw „lokalnym” – to, co robią, |
|

„Abraham”
artystów
z kopalni „Katowice”

spodobało się kolegom, ale bardzo szybko „gwarki” zaczęli
zdobywać nagrody w konkursach i pokazywać swoje osiągnięcia na różnych
wystawach krajowych i zagranicznych. Łączyło ich jedno - temat „Śląsk”.
Treścią ich prac była kopalnia, górniczy trud, życie w robotniczych
osiedlach – słowem to, co dobrze znali z codziennego doświadczenia. Czasem –
zmęczeni burą, industrialną rzeczywistością – „uciekali” w czystą przyrodę:
lasy, wieś, góry... Wszystko to było jeszcze do zaakceptowania przez władze,
szczycące się kulturotwórczą klasą robotniczą. Ale w przypadku śląskich
artystów, dla których graficzne i inne plastyczne techniki były jedynie
środkiem do wyrażenia „treści”, czy – jak to się mówi – „literatury”,
musiały się w ich pracach pojawiać motywy religijne. Święte Barbary,
Madonny, uroczystości rodzinne z księdzem w roli głównej, pielgrzymki itd. –
to przecież też były „elementy codzienności”. A to już nie mieściło się w
stereotypie socjalistycznej wizji „malujących górników”. A potem było
jeszcze gorzej – Karol Wojtyła został papieżem, wybuchła „Solidarność”,
spacyfikowano kopalnię „Wujek” w stanie wojennym... Te wydarzenia znalazły
swoje odzwierciedlenie także w twórczości artystów-amatorów. Wszak były
„treścią” ich życia. Warto jednak podkreślić, że w
|
|
przypadku „Gwarka 58” kronikarskiej potrzebie dokumentowania
wydarzeń, faktów, obyczajowości, czy pracy „na dole” towarzyszyła wielka
biegłość w posługiwaniu się plastycznym warsztatem. Kiedy ogląda się prace
tych ludzi, zwłaszcza grafiki, trudno uwierzyć, że nie mają oni za sobą
studiów w akademii. Że te przemyślane kompozycje, wysmakowane gry czerni i
bieli, dopracowana kreska, „myślenie światłem” – to wynik poszukiwań
właściwie samouków. Albo może kwestia jakiejś cudownej intuicji.
Kiedy poszedłem do kopalni, żeby obejrzeć drugą część ekspozycji, na placu
panował wielki ruch. Rozwalano jakieś budynki, które nie są zabytkowe,
wywożono gruz. Działo się więc, a przecież trudno się było oprzeć wrażeniu,
że jest się jakby na cmentarzu. Nie obracało się koło na wieży szybu,
wszędzie – poza terenem prac rozbiórkowych – panowała martwa cisza. I to
było takie dodatkowe tło, znaczący kontekst dla oglądanych prac, które w
dużej mierze pokazują Śląsk przeszły, krainę, której już nie ma, świat coraz
bardziej legendarny. Kiedyś będzie tu Muzeum Śląskie, wszystkie te budynki
ze sczerniałej, czerwonej cegły znajdą swoje nowe przeznaczenie, wróci tu
życie. Na razie jednak to świetna „scenografia” do obrazów Śląska, który
odszedł. Nie ma też już od dawna grupy „Gwarek 58”. Część jej może członków
przestała tworzyć, w każdym razie są nieobecni w życiu plastycznym. Pracuje
jeszcze twórczo schorowany Franciszek Kurzeja, Jan Nowak wykonuje parę prac
na rok. Tworzą (i to z powodzeniem), ciągle wracając w swoich dziełach na
Śląsk, Rudolf Riedel I Józef Rockstroh, obaj od lat żyjący w Niemczech.
W katalogu wystawy krótkie noty biograficzne. Kiedy się w nie wczytać, z
tych lapidarnych, indywidualnych życiorysów, w których jak refren powtarza
się kopalnia „Katowice”, wyłania się materiał na wspaniały film. Nie
wydumany, jak Angelus, ale prawdziwy i przejmujący, bo pokazujący
niesłychanie poplątane losy mieszkańców Śląska, którzy nie z własnej woli,
czy chęci, znaleźli się w epicentrum historycznego „trzęsienia ziemi”.
Przecież dzieciństwo większości z tych twórców zbiegło się z II wojną
światową. A potem była ciężka praca. Wreszcie w niektórych przypadkach
emigracja. Czy to nie jest materiał na reportaż-fresk?
I jeszcze krótka refleksja po obejrzeniu wystaw. Kto zna Bogucice, wie, że
to dzielnica zaniedbywana przez dziesięciolecia. Brudna i zadymiona w
czasach prosperowania kopalni, biedna i popadająca w ruinę po jej
likwidacji. A jednak świat przedstawiony przez artystów z „Gwarka” pełen
jest harmonii i ciepła. Jest jak rajski ogród. Erwin Sówka z Grupy
Janowskiej powiedział mi: „myśmy malowali Śląsk naszych marzeń”. Myślę, że
to artystyczne credo pasuje także do twórczości ludzi, którzy uprawiali
sztukę w cieniu kopalni „Katowice”. |