W bieżącym roku 2008 obchodzimy dziewięćdziesiątą rocznicę odzyskania przez Polskę tyle oczekiwanej Niepodległości. Był to wzruszający moment, gdy Tymczasowy Naczelnik młodej Rzeczypospolitej mógł już w listopadzie 1918 roku wysłać szyfrówkę do rządów krajów na całym świecie, powiadamiając je o fakcie powstania Niepodległego Państwa Polskiego. Zanim to nastąpiło musiał przez wiele lat działań niepodległościowych, konspiracyjnych, militarnych torować drogi do wymarzonej, wolnej od zaborców, ojczyzny. Ten Tymczasowy Naczelnik, zresztą rychło mianowany Naczelnikiem, znany był Polakom jako Brygadier, Komendant Legionów, najczęściej jednak jako „Dziadek”. Skąd to imię?... 

Obecnie żyjąca młodzież nie ma wątpliwości, że dziadkiem jest ojciec mamy, czy też taty. Kilkadziesiąt lat temu – a ściślej rzecz ujmując przed rokiem 1939 – sprawa nie była taka prosta i jednoznaczna. Dlaczego? Domowi, rodzinni dziadkowie zwykle cieszyli się szacunkiem i miłością wnucząt, ale oprócz nich w świadomości ogółu funkcjonowało pojęcie „Dziadka” utożsamiane po prostu z Józefem Piłsudskim. Powszechnie wiedziano, że urodził się na Litwie, w Zułowie pod Wilnem 5 grudnia 1867 roku jako syn Józefa Wincentego i Marii z Billewiczów. Było to po upadku powstania styczniowego, a więc w klimacie żałoby narodowej. Wielkie znaczenie ma to, że w domu Piłsudskich panował klimat szczególnej pogardy wobec funkcjonariuszy carskich urzędów, jacy niekiedy nachodzili ten patriotyczny dom. Zbuntowany przeciw niewoli Piłsudski kończy wileńskie gimnazjum i w roku 1885 rozpoczyna w Charkowie studia medyczne. Jako zdecydowany „buntownik”, biorący czynny udział w rozruchach studenckich zostaje – co w tamtych czasach było „naturalne” – relegowany z uczelni. Gdy wrócił do rodzinnego Wilna, został wmieszany w przygotowywany spisek na życie cara Aleksandra III. Aresztowany przez władze rosyjskie, został skazany na pięcioletni okres zsyłki na Syberię. Tam, na Wschodzie kontaktował się z zesłańcami powstania styczniowego (Bronisław Szwarce) i wraz z nimi analizował przebieg powstania 1863 roku. Chodziło mu o to, aby w dalszych zrywach niepodległościowych nie popełniać pewnych błędów, których nie uniknął wielki patriota Romuald Traugutt.

Gdy wrócił do kraju

Do Polski wrócił w roku 1892 i zaraz bardzo żywo zaangażował się w proces tworzenia Polskiej Partii Socjalistycznej. Przyjął konspiracyjny pseudonim „Wiktor” i podjął się redagowania organu prasowego tej organizacji pod znaczącą nazwą „Robotnik”. W tej niebezpiecznej pracy pomagała mu Maria Juszkiewiczowa z Koplewskich, którą w tym czasie poślubił. Aresztowany w łódzkiej redakcji pisma został osadzony przez Rosjan w X pawilonie Cytadeli Warszawskiej. Udając obłęd spowodował wysłanie go na badania psychiatryczne do Petersburga, skąd uciekł, by w roku 1901 osiedlić się w Galicji. Zakłada Organizację Bojową Polskiej Partii Socjalistycznej, która odegrała niezwykle ważną rolę w inspirowaniu rewolucyjnych wystąpień w Polsce lat 1905-1907. Bogatszy o doświadczenia zdobyte podczas tych wystąpień, Piłsudski – przewidując zbliżające się konflikty pomiędzy państwami zaborczymi – powołuje do życia, działające w zaborze austriackim legalnie, organizacje: „Związek Strzelecki”, „Strzelec”, „Drużyny Strzeleckie”. Od roku 1912 jest tych organizacji Komendantem Głównym. Gdy w 1914 roku wybuchła wojna światowa, uformował za zgodą władz austriackich Legiony Polskie. Dowodził osobiście I Brygadą. W nocy z 5 na 6 sierpnia skierował – z krakowskiej ulicy Oleandry, gdzie stacjonował – Pierwszą Kompanię Kadrową pod dowództwem Tadeusza Kasprzyckiego ku granicy rosyjskiej i ku Kielcom. Rozpoczęła się legendarna droga bojowa Polskich Legionów.
Skąd wzięło się pojęcie „Dziadka” – Piłsudskiego? Sprawę można tłumaczyć niejako w dwojaki sposób. Kiedy na gruncie krakowskim i zakopiańskim na progu naszego stulecia Piłsudski zaczął tworzyć owe związki strzeleckie oraz drużyny strzeleckie – realne podwaliny przyszłej armii polskiej – masowo garnęli się do niego młodzi, nawet bardzo młodzi ludzie, różnych stanów i profesji oraz niemal ze wszystkich zaborów: z Warszawy, Płocka (legendarny Władysław Broniewski), Łodzi, Krakowa, ze Lwowa i innych miast i miejscowości. Także ze Śląska i Zagłębia Dąbrowskiego: a więc z Cieszyna, Katowic, Bytomia, Sosnowca, Będzina czy Dąbrowy Górniczej. Po wybuchu wojny światowej, kiedy to 6 sierpnia 1914 roku „pierwsza kompania kadrowa” wyruszyła z krakowskich Oleandrów w bój przeciw Moskalom, ów komendant miał 47 lat. Jego chłopcy, w „szarych” maciejówkach i w „szarych”, prostych mundurach, palący się do walki, często byli po prostu szesnasto-, siedemnastoletnimi „gołowąsami”. Pewna różnica wieku – około lat trzydziestu – istniała, to prawda; ale nie była metrykalnie aż tak wielka, aby uprawniała do nazywania go „dziadkiem”. Więc, co? Wyjaśnienie znajdzie się zapewne wówczas, gdy spróbujemy spojrzeć na rzeczywiste funkcjonowanie znaczenia tego rzeczownika na przełomie dziewiętnastego i dwudziestego wieku. Nie czas i miejsce na wertowanie słowników. Posłużmy się po prostu cytatem pierwszej zwrotki wiersza młodopolskiego poety, zresztą żołnierza legionowego, Jerzego Żuławskiego, wiersza pod tytułem Do moich synów:

Synkowie moi, poszedłem w bój,
jako wasz dziadek, a ojciec mój,
jak ojca ojciec i ojca dziad,
co z Legionami przemierzył świat,
szukając drogi przez krew i blizny
do naszej wolnej Ojczyzny!


Widać tedy, że znaczenie tego pojęcia okazuje się w świetle przytoczonych wersów dość jasne. „Dziadek”, to ten członek rodziny, który jest fundamentem tradycji walki narodowo-wyzwoleńczej; jest otuchą dla całego rodu, ostoją wartości wyższego rzędu, spoiwem duchowym, mądrością i dzielnością. Dalsza egzegeza nie jest konieczna. To wystarczy. „Dziadek” – Piłsudski był po prostu tym wspaniałym autorytetem, seniorem wielkiej rodziny legionowej.
„Komendant”, „Brygadier”, „Ziuk” i w jednej osobie „Dziadek” bywał ze swoimi strzelcami wszędzie. Dzielił z nimi niebezpieczeństwa i niewygody, sypiał z nimi w jednej izbie, jadał te same, co oni, potrawy. Po prostu ich cenił i lubił. Nic dziwnego, że ci szukali każdej okazji, aby mu okazać szacunek i zwyczajną miłość. Nazywając go „Dziadkiem” starali się akcentować ideowe pokrewieństwo z nim jako uosobieniem ofiarnej walki o wolną Polskę, o którą przez dziesięciolecia modlili się swoją poezją wielcy romantycy: Mickiewicz, Słowacki, Krasiński, a później już Żeromski czy Stanisław Wyspiański.
Dlatego też 19 marca każdego roku szły ku Piłsudskiemu najcieplejsze myśli jego żołnierzy, wszystkich polskich patriotów, starych i młodych, zwłaszcza jednak dzieci, które nad wyraz autentycznie uwielbiał i które rozumiał. Tak było w latach wojny, w czasie obrony Warszawy przed nawałą bolszewicką, jak i w Polsce Niepodległej.
 
Wśród pisarzy
 
Wśrodowisku krakowskim Piłsudski przykładał dużą wagę do współpracy


Józef Piłsudski
 rys. Edward Głowacki
 


 Włodzimierz Wójcik
 

 „Dziadek”,
komendant
i niepodległa
Polska

z ludźmi pióra. Był przekonany – i to całkiem słusznie – że polscy pisarze, jak zwykle bywało, odegrają ważną rolę w mobilizacji narodu do walki wyzwoleńczej. Założył w tym celu w Krakowie Towarzystwo Wydawnicze „Książka”, które miało ogłaszać drukiem prawdziwie wartościowe, ambitne dzieła polskich pisarzy. W tym czasie skupili się wokół Brygadiera, Komendanta twórcy tej rangi, co Stanisław Wyspiański, autor Wesela, Wyzwolenia, Nocy listopadowej, Stefan Żeromski – ze słynnymi dziełami: Wierna rzeka, Popioły, z opowiadaniami z tomu O żołnierzu tułaczu. Bliski mu był Gustaw Daniłowski, który sportretował Piłsudskiego-„Mieczysława” na progu wieku w powieści Z minionych dni. Blisko Komendanta byli: Juliusz Kaden-Bandrowski, Andrzej Strug, Wacław Sieroszewski, Władysław Orkan, Stanisław Baczyński (późniejszy ojciec poety, Krzysztofa Kamila), wreszcie Władysław Orkan (Drogą czwartaków). W wyraźnym związku z irredentą pozostawał Stanisław Witkiewicz, który początkowo nie wierzył w skuteczność militarnych wystąpień, lecz po wybuchu wojny wyraźnie się przekonał do inicjatyw Piłsudskiego i wyraźnie w Listach do siostry poparł jego działania.
Za sprawą pism tych autorów rodziła się sława Piłsudskiego jako bohatera literatury, przekształcająca się w miarę upływu czasu w jego literacką legendę. Legendę tę wspierali twórcy, którzy wielekroć osobiście się z nim nie spotykali. Byli to w pierwszym rzędzie liczni poeci okresu Młodej Polski: Franciszka Arnsztajnowa, Julian Ejsmond, Maria Czerkawska, Benedykt Hertz, Jan Lemański, Ludwik Hieronim Morstin Jan Rundbaken, Kazimierz Przerwa-Tetmajer, Henryk Zbierzchowski. Wielu też służyło w Legionach i tworzyło pieśni i teksty poetyckie w marszu, na postoju, czy w okopach podczas walki. Są to: Lucjan Andre, Wacław Denhoff-Czarnocki, Stanisław Długosz, Edward Ligodzki, Bolesław Lubicz, Józef Mączka, Józef Relidzyński, Edward Słoński, Józef Andrzej Teslar, Tadeusz Szantroch, czy autor słynnego wiersza Do moich synów – Jerzy Żuławski.
W dwudziestoleciu międzywojennym pomnożyła się liczba poetów zafascynowanych Piłsudskim. Mamy na uwadze Jana Lechonia (Karmazynowy poemat), Kazimierza Wierzyńskiego (Wolność tragiczna), Juliana Tuwima, Antoniego Słonimskiego, Jana Brzechwę, Józefa Łobodowskiego, Kazimierza Andrzeja Jaworskiego, Jerzego Brauna, Romana Kołonieckiego, Mariana Piechala (Elegie całopalne), Witolda Zechentera i wielu innych.
W czasie wojny, w okopach, na postoju, w czasie marszu, wreszcie w Polsce międzywojennej rodziły się wiersze i teksty piosenek o ulubionym wodzu, co „jedzie, jedzie na Kasztance” w „szarym” stroju, ale ma „serce ze złota”. W wierszu Kreczmara Na warcie (1919) czytamy: – Więc nie w wstęg generalskich purpurze, / Nie w insygniach złotych dygnitarzy, / Jenoś w szarym żołnierskim mundurze. W tym tonie wypowiadał się Orłowski, pisząc w wierszu Wielki dzień Sejmu (1919): Nie w orderach błyszczących, w purpurze, / Ni kołnierza nie stroi mu złoto – / Stanął w szarym, bez ozdób, mundurze / Ze szlachetną swej duszy prostotą (...).
Za sprawą wybitnych poetów, a i zwykłych amatorów, powstawały „powinszowania w dniu imienin”. Po skończonych działaniach wojennych, w Niepodległej Polsce, na imieniny Józefa, do Belwederu i Sulejówka spontanicznie płynęła prawdziwa rzeka szczerych życzeń, w tym życzeń mających kształt poetycki. Także po 1935 roku, a więc po zgonie Pierwszego Marszałka, co roku 19 marca pod jego portretem składano kwiaty, urządzano uroczystości, recytowano wiersze.
Piłsudski stał się symbolem i synonimem Niepodległości. Internowany przez Niemców w lipcu 1917 roku więziony był w twierdzy w Magdeburgu. Nie chciał bowiem złożyć przysięgi na wierność wobec państw centralnych. Przez ponad rok żył w osamotnieniu i z dala od Ojczyzny. Z czasem więzienną niedolę dzielił z nim jego najbliższy współpracownik w działalności niepodległościowej Kazimierz Sosnkowski. Więziony przez Niemców Piłsudski w świadomości swoich rodaków stawał się z dnia na dzień w coraz większym stopniu uosobieniem romantycznych bohaterów, którzy poświęcali życie za Ojczyznę. Wielu czytelnikom dramatów Mickiewicza jawił się po prostu jako uosobienie Konrada osadzonego w celi klasztoru Ojców Bazylianów w Wilnie, zamienionego na więzienie stanu, a także przejmujących utworów Słowackiego. Artur Oppman pisał w wierszu W X-tą rocznicę wyzwolenia Wilna:

Ożył każdy kąt Wilna i ulic załomek,
Rozbrzmiewa przebudzony
Mickiewicza domek,
Tworzoną w jego ścianach pieśnią
narodową;
Z bram uniwersyteckich sypie się
na nowo
Młodzież, w której, jak wulkan
promienieje dusza,
Obok Zana, Czeczota, blada twarz
Juliusza (...)


W końcu 1918 roku, gdy zaborcze imperia zaczęły się rozpadać w wirach wojny światowej, Józef Piłsudski został zwolniony. Zjawił się w Warszawie wieczorem 10 listopada zmęczony i wyczerpany. Następnego dnia powołany został – jak już zaznaczono na początku niniejszych wywodów – na urząd Tymczasowego Naczelnika Państwa Polskiego, później na Naczelnika. W wielu utworach literackich pisano o nim jako o uosobieniu innego Naczelnika – legendarnego bohatera narodowego spod Racławic, Tadeusza Kościuszki.

Miejsce w legendzie

Po zwycięstwie w wojnie z bolszewicką Rosją w roku 1920 wielu literatów pisało o nim jako o uosobieniu legendarnej postaci Jana III Sobieskiego, który w walce pod Wiedniem uratował Europę przed turecką nawałą.
Zaangażowany w tworzenie spokojnego ładu młodej Rzeczypospolitej przedstawiany był przez literaturę jako oracz i siewca, niekiedy jako Herakles, który czyści Augiaszowe stajnie z nieczystości. Tadeusz Łopalewski w wierszu Piłsudski tak pisał:
W belwederskim ogrodzie wiatr

wonny szeleści,
Mgła opada, jak welon z świętego
oblicza,
Z tych oczu już wyzbytych i łez
i boleści,
Którego go urzekła Pani tajemnicza.
Więc w kuźniach dzwonią młoty,
pług zagony orze,
W przędzalniach przędą płótno
błyskawiczne krosna.
Pan Marszałek swe okna na Polskę
otworzył,
Uśmiecha się do dzieci i mówi:
„Już wiosna”...

W latach dwudziestych XX wieku dzień 11 listopada został uznany dniem Święta Niepodległości. W okresie wojny i okupacji oraz przez wiele lat powojennych listopadowe święto narodowe skryło się w domach i duszach Polaków, by ostatnio ponownie stać się świętem oficjalnym...
W 2007 roku mieliśmy szczególne powody, aby przypominać nazwisko legendarnego Polaka. Otóż 5 grudnia minęła 140 rocznica Jego urodzin. To wielka data. Dumny Polak, który oddał całe życie Polsce, miał prawo w testamencie życzyć sobie, aby na jego grobie wyryto ulubiony przezeń cytat z pism tak bardzo uwielbianego Juliusza Słowackiego:

Kto mogąc wybrać, wybrał zamiast
domu –
Gniazdo na skałach orła... niechaj
umie
Spać – gdy źrenice czerwone od
gromu,
I słychać... jęk szatanów w sosen
szumie...
Tak żyłem. (...)


Rzeczywiście tak żył: bohatersko, godnie, czasem tragicznie. Majątku się nie dorobił. Pobory, jakie otrzymywał z tytułu pełnienia funkcji państwowych, w walnej części przeznaczał na wspieranie nauki. Myślał głównie o Polsce. Zintegrowanej, demokratycznej, posiadającej jednolity system legislacyjny. Nawet willa „Milusin” w Sulejówku – dar serca jego towarzyszy broni – w której mieszkał z drugą żoną Aleksandrą ze Szczerbińskich i córkami, Wandą i Jadwigą, znajduje się od 1939 roku poza rodziną Marszałka. Do dzisiaj – niestety – nie wróciła do prawowitych właścicieli.
Na bankiecie wydanym na cześć pierwszego wojewody śląskiego Józefa Rymera, Piłsudski wypowiedział bardzo znaczące słowa:
Przybyłem wzruszony do was, tak, jak każdy Polak, który przekracza dawną granicę, która tak niedawno jeszcze była przekleństwem naszego życia. Ludzie jednej mowy, jednej wiary, jednych obyczajów, wąskim pasmem ziemi lub strumykiem oddzieleni zostali jeden od drugiego, zmuszeni żyć różnym życiem, przystosowywać do innych mów, innych wiar, innych zwyczajów. Te paski ziemi były w naszym życiu wiecznie krwawiącą raną nie dającą się zabliźnić. Teraz granice te z tragedii zmieniły się w naszą radość – klęska przeobraziła się w tryumf.
Jeżeli zaś wszystkie granice, dzielące tak niedawno jeszcze Polskę, w chwili gdy się je przebywało, zmuszały do wzruszeń, to ta, którą świeżo przekroczyłem, wznieca wzruszenie większe i trwalsze, niż wszystkie inne. Najśmielsze marzenia bowiem zatrzymywały się przed nią jak przed murem nieprzebytym, sny nawet nie mogły się ostać wobec – zdawałoby się – oczywistej niemożności. Gdy inne granice były świeże i istniały od jednego wieku zaledwie, ta istniała od dziesiątków i dziesiątków pokoleń, które żyły i umierały z tym przekonaniem, że jest ona trwałą niezłomną. Poczucie więc radości i tryumfu jest tym większe i żywsze.
W dalszej części swojego serdecznego przemówienia do rodaków z Ziemi Śląskiej Piłsudski akcentował urodę tej ziemi i jednocześnie wysoko oceniał wielki potencjał wytwórczy i intelektualny zawarty w człowieku:
Obok lasów ogromnych, przypominających mi pustkowia kresów wschodnich – olbrzymie wytwórnie z dymiącymi kominami; obok pierwotnych dzieł Stwórcy – owoc wysiłku wielu tysięcy mózgów i milionów rąk ludzkich; obok prostoty wiejskiego zacisza i leśnych pustkowi – skomplikowane życie nowoczesnego wielkiego przemysłu z jego ustawicznym ruchem i szumem; obok przepięknej staropolskiej mowy – wieża Babel obcych języków.
Ten dziwny szmat ziemi zowie się Śląskiem i żył tak długo, i tak ogromną pełnią życia odrębnego, często zapomniany przez resztę Polski. Wobec tego zespolenie naszego życia jest największym cudem pośród wszystkich, które przeżywaliśmy w ostatnich latach, największym tryumfem spośród naszych tryumfów.
Piłsudski w dalszych swoich wypowiedziach nie krył trudności, jakie się piętrzą przed Polską, polemizował z obiegowymi plotkami głoszącymi kasandryczne wieści, jakoby młoda Rzeczpospolita była tworem przejściowym i niebawem zniknie z mapy Europy. Aby zadać kłam tym czarnym prognozom, należy zjednoczyć siły wszystkich regionów kraju, dokonać zasadniczych zmian w sferze życia gospodarczego i prawno-kulturalnego. Przemówienie swoje kończył w uroczystej i podniosłej tonacji:
Moi panowie, wiecie przecież wszyscy z doświadczenia własnego, że gdy nowe stadło się kojarzy, musi przyjść okres, w którym charaktery wzajemnie się dostosowują nabyte w ciągu poprzedniego życia przyzwyczajenia wzajemnie się naginają zanim się ostatecznie osiągnie możność zrozumienia się. Proces taki tym szybszym jest i łatwiejszym, im więcej pomiędzy dwojgiem ludzi jest szczerego uczucia miłości.
Moi panowie! Pozwólcie mi być w tym początku wspólnego życia Polski ze Śląskiem możliwie wielkim optymistą gdyż wiem, że jak długa i szeroka jest Polska, nie ma toastu, któryby spełnić można z większym uczuciem miłości, jak toast, który wznoszę, wołając w imieniu Polski: Niech żyje Śląsk!
Widać to wyraźnie, że Piłsudski – legitymujący się wyjątkowym talentem pisarskim jako autor Bibuły oraz głośnej książki Moje pierwsze boje – okazał się niezwykle sprawnym mówcą, budującym swój wywód na niekonwencjonalnych frazach językowych i oryginalnej metaforyce. Wyjątkowo zasadnie łączył elementy racjonalnej argumentacji z żywą tkanką emocjonalną. Z szacunkiem odnosił się do śląskiej mowy, którą wywodził z żywych korzeni staropolszczyzny, a mówiąc o pracy ludzi Śląska wskazywał na jej twórczy charakter. Przecież jest to praca nie tylko milionów rąk, ale także – może przede wszystkim – „wielu tysięcy mózgów”. Wyrażał wielki szacunek wobec społeczności, która poprzez trzy bohaterskie zrywy zbrojne włączyła do Macierzy jakże barwny, jakże twórczy Śląsk.

* * *
 
Drogi narodu polskiego do Niepodległej znaczone były nazwiskami wybitnych patriotów, bardzo zasłużonych ludzi, pochodzących z najrozmaitszych środowisk społecznych, orientacji ideologicznych i obozów politycznych. Ignacy Daszyński, Wincenty Witos, Roman Dmowski, Józef Ignacy Paderewski, Wojciech Korfanty – to wspaniałe postacie. Pośród nich nazwisko Józefa Piłsudskiego świeci szczególnym światłem. Jest to postać odznaczająca się charyzmą, a on sam jest dla wielu rodaków bohaterem; wielką postacią w najnowszej historii Polski. Jest też niezwykłą osobowością, funkcjonującą w blasku legendy... Ważne jest to, że w Katowicach stoją blisko siebie dwa piękne pomniki byłych oponentów; Józefa Piłsudskiego i Wojciecha Korfantego. Jest to dobry znak dla przyszłości Polski...

SPIS TREŚCI
______________________________________________________________________________________________________________

                         Webmaster ALFA