|
Odwidziano
Nic dodać, nic ująć, podarte na
fragmenty i skrawki
Obrazy minionych uniesień i przeżyć coraz bardziej nikną
W ściekowych kratkach, sitkach, wywietrznikach,
Oknach czy otworach. Dodawanie i odejmowanie – życie dźgane
Taką osią, nadziewane na oścień wiecznego sumowania.
Cóż, kończy jakąś pracę, lecz teraz o jakiej pracy należałoby
Mówić? Żałoba nie kończy się na żadnej czynności, otwiera
Jeno nowe wnyki, i grasuje po coraz to nowszych
Zakamarkach urojonych pól, gdzie skrytość uchodzi za
Oznakę pogodzenia się z racją bytu, z racją skobla.
Nie ma czego żałować, nie ma niczego, co dałoby się rozdzielić,
Złączyć, obraz jest pełen zamgleń, łamliwy i przezroczysty,
Z którego parująca twarz, staje się jedną wielką zmarszczką,
Spiralną rysą. Chleb z trocin. Poranek jak worek śrutu.
Nic dodać, wszystko ująć w piekący ślad, owe znamię pustki.
I potem chmury urojonych okoliczności, zbiegów i spętleń.
I gdzieś w nich namacalny głos, rozliczne proszenia, szczątkowe
Racje, płowe opowieści, i zbliżanie się do motka kogoś,
Urządzanie sytuacji dzięki gibkim ściegom decyzji, odmów
I podstępnej zgody, by bliżej z kimś, by z nim, nie
Samemu, samemu już nie, choć i tak ostatecznie będzie,
Ale oko iluzji wodzi i wabi. Szerokokątny obraz
Stuprocentowych pomyłek działa jak kompres, gdyż powiedziało się
Całą serię pożegnalnych zaklęć, i ewentualny powrót coraz
Bardziej przeistacza się w kukłę opartą o drzewo, a dalej
Już można szukać tylko nowych pakuł, którymi pozatyka
Się wszystkie szczeliny i szpary, pakuł nowych dni.
Jesteś i cię nie ma. Oto sedno. Jesteś bez tego, jesteś jeszcze
W znikającym wirze i przestajesz już tu sięgać. Potraceni w losie,
Pionowi jak ogłuszone dżdżownice, toczą jeszcze łakomie widzialną
Nicość. Jesteś więc zostawiony na później, tam, gdzie stroszy się
Kościsty krzyk i zaczyna skuwać ból. Kto cię doda, kto
Cię ujmie, ten niczego nie pominie, znajdziesz się bowiem
W trafnym splocie, na marginesie jakieś plaży, ażeby
Płynnie osuwać się w źlebie swojej chromej chwili, by tak już
Pozostać, by pamiętać tylko to, co jest na wciągnięcie ręki,
Tylko ten moment, kiedy nie można już niczego zważyć,
W niczym się pogrążyć, bo odjęcie będzie na tyle spore, że
Czy tu, czy tam, już bez różnicy, już odwidziane, stające się
Nieważką poszlaką błędnego wyboru, wyboru jedynego.

Grafika Wojtek
Łuka |