Nigdy nie wątpiłem w to, co po polskiej prapremierze musicalu
Jekyll & Hyde Franka Wildhorna i Lesliego Bricusse’a ogłosiła „Polityka” –
że w chorzowskim Teatrze Rozrywki wiedzą, jak robić musicale. To dlatego
kilkadziesiąt razy oglądałem tu Cabaret, nie wiele mniej Skrzypków na dachu
czy Evit. 1543 razy zagranego tylko na Broadwayu Jekylla & Hyde’a szybko
powtórnie zobaczyć nie zechcę. Znudził mnie.
Co jest? Rzecz teatralnie zrobiona została pysznie. Paweł Dobrzycki stworzył
dekoracje funkcjonalne a zarazem pobudzające wyobraźnię – jak przystało na
dobry horror, jakim jest pierwowzór: pełne grozy opowiadanie Roberta Louisa
Stevensona Dziwna historia Dra Jekylla i Mra Hyde’a. Postaci z orgiastyczną
fantazją, jakby startowała do Oscara, odziała Barbara Ptak. Ileż w jej
kostiumach jest znawstwa, ale i dodatkowych znaczeń, ukrytych symboli,
humoru, zabawy konwencjami! I stworzoną przez scenografa przestrzeń, i
Barbary Ptakowej ubiory pysznie w ruchu wykorzystała choreografka Katarzyna
Aleksander-Kmieć, z czego nie uronili niczego chorzowscy tancerze. Z
rozdygotaną eklektyzmem muzyką Franka Wildhorna świetnie poradziła sobie
teatralna orkiestra, wybornie przygotowana i poprowadzona przez Jerzego
Jarosika. Wreszcie – wraz z Jekyllem & Hyde’m ponownie trafił do nas, i to
oryginalnie, a nie poprzez kopię przeniesienia, student Umberta Eco,
dyplomant legendarnego Giorgia Strehlera, najmłodszy reżyser mediolańskiej
La Scali (zadebiutował w niej, mając zaledwie 24 lata!) Michał Znaniecki.
Wyreżyserował on spektakl bliżej Wildhorna i Bricusse’a, niż Stevensona.
Twórcy musicalu nieco poprzestawiali akcenty opowiadania o dwoistości
ludzkiej natury. Reżyser tak za nimi poprowadził aktorów, by silniej
wypunktować dominującą w dzisiejszych relacjach społecznych hipokryzję,
którą pokrywamy wewnętrzną nieumiejętność wyboru pomiędzy dobrem i złem,
wolnością i zniewoleniem, prawdą i udawaniem... Przyznam wszakże, że
częściowo te refleksje sobie tylko dopowiadam, nie widzę ich na scenie.
Nie do końca przekonują mnie do nich sami wykonawcy, choć dobrze aktorsko i
świetnie wokalnie sobie radzili, zwłaszcza Wioletta Białk w roli Lucy Harris
czy Janusz Kruciński jako Henry Jekyll/Edward Hyde, Alona Szostak w roli
Emmy Carew i Anna Ratajczak jako Lady Beaconfield.
Co jednak jest, że na bis nie mam ochoty?
Z pustego i Salomon nie naleje, a co to za musical, z którego wychodząc, nie
zanuci się ani nie wygwiżdże żadnego motywu? Co z tego, że porwał mnie song
Lucy Harris z |
|

Dobrze aktorsko i świetnie wokalnie sobie radzili,
zwłaszcza Wioletta Białk (na pierwszym planie) w roli Lucy Harris czy Janusz
Kruciński jako Henry Jekyll/Edward Hyde, Alona Szostak w roli Emmy Carew i
Anna Ratajczak jako Lady Beaconfield.
Jekyll
& Hyde
– i co dalej?
pierwszego
aktu, kiedy nawet nie spróbuję jego melodii podgwizdać. Za trudna. I nie
chodzi o to, że nie mam głosu ani talentu i kunsztu Wioletty Białk. Ta
muzyka nie tworzy własnego świata. Biegnie nurtem jakichś inspiracji. Nie
tylko nie porywa, ale pozostawia słuchacza obojętnym.
Może jednak się mylę, może czepiam? W końcu – grano ten musical na Broadwayu
przez cztery lata. I w 35 teatrach od Australii i Japonii po Węgry, Wielką
Brytanię, Niemcy i Hiszpanię…
Michał Znaniecki w rozmowie zamieszczonej w chorzowskim programie Jekylla &
Hyde’a jednak stwierdza: „Musical wciąga i angażuje, a cały świat anglosaski
jest od niego uzależniony. Polska miała inną tradycję teatru, tak jak Włosi
czy Francuzi, gdzie musical jako konwencja nie może się zakorzenić”. Jekyll
& Hyde to nie pierwszy musical, który mnie znużył. Wreszcie trafiam więc na
potwierdzenie, że ze swymi wątpliwościami nie pozostaję sam. Przestaję zatem
mieć do Stefana Kisielewskiego zadawnione zastrzeżenia o to, że prawie 20
lat temu w swym Abecadle Kisiela wychwalając „doskonałego popularyzatora
muzyki” Lucjana Kydryńskiego, wygłosił zdecydowaną wobec niego pretensję, że
„lubi amerykańskie musicale i nadaje je, a to są nudy okropne”. Ja wtedy nie
nudziłem się na Cabarecie, Evicie, Skrzypku na dachu. Porywały, mimo – a
właściwie: właśnie dlatego |
|
– że zmierzyć musiały się z wielkimi legendami, jakie
stworzyło także kino. Chorzowskie inscenizacje wznieciły własne legendy,
czego ostatnim premierom, nie tylko w tym teatrze, nie prorokuję.
Czyżbyśmy w „Rozrywce” musicalową ekstraklasę już przerobili? Warszawskich
Kotów nie widziałem i nie czuję takiej potrzeby. Piraci, Fantom w operze,
Les Miserables? Jeśli ze stawianym przez właścicieli praw autorskich
warunkiem kopiowania prapremierowej inscenizacji – dziękuję. Kopia jest
tylko kopią. I nie wyobrażam sobie, by Maryla Rodowicz miała stawać, jak jej
praska koleżanka, do castingu przed czeskim wystawieniem Les Miserables.
Maria Meyer nie gorzej od Lizy Minnelli zaśpiewała Cabaret, czy specjalnie
dla filmu dopisaną piosenkę Mein Herr. To intryguje, nawet podnieca w
polskich realizacjach.
Które musicale się bronią? Te z przebojami i dobrze opowiedzianą historią;
nawet z założoną tezą. Jednak już nie specjalnie te z głębszymi dywagacjami.
Jak w pantomimie, nawet u takiego mistrza, jak Henryk Tomaszewski, nie
zaistniało słynne Hamletowskie „być albo nie być?”, jak w balecie Conradowi
Drzewieckiemu nie udało się zawrzeć tragedii Auschwitz, tak musical swoimi
środkami chyba nie potrafi w jednej postaci, bez pośrednictwa innych, unieść
traktatu o dwoistości ludzkiej natury, ukazać walkę dobra ze złem.
Przecież nawet legendarny Człowiek z La Manchy momentami nużył, a nie
ukrywajmy tego, że naszą fascynację nim podsycała nadzwyczajnie tytułowa
rola Stanisława Ptaka. Kiedyś nią wprowadzał musical jako gatunek na polskie
sceny i nią po latach oraz nadzwyczajnie wyśpiewanym Śnieniem snu
podsumowywał swe wielkie aktorstwo muzyczne. Jeśli zatem musicale z
najwyższej półki już się skończyły, to proszę da capo!
Tylko... kto wystawi Cabaret pyszniej, niż Marcel Kochańczyk z Henrykiem
Konwińskim, wyśpiewa Money, money bardziej brawurowo, niż Liza... tfu, nie –
Maria Meyer i Jacenty Jędrusik, albo stworzy bardziej od Elżbiety Okupskiej
i Stanisława Ptaka przejmujący duet, jakiego nie miał nawet oscarowy film? A
może ktoś polski musical skomponuje?
Frank Wildhorn i Leslie Bricusse: Jekyll & Hyde. Reżyseria: Michał
Znaniecki. Choreografia: Katarzyna Aleksander-Kmieć. Dekoracje: Paweł
Dobrzycki. Kostiumy: Barbara Ptak. Kierownictwo muzyczne: Jerzy Jarosik.
Prapremiera polska w Teatrze Rozrywki w Chorzowie 1 grudnia 2007 roku. |