– Kultura żydowska nie uległa całkowitej zagładzie. W
Krakowie, na Kazimierzu... Stąd, z Krakowa, emanuje na całą Polskę. Fenomen?
Tak niedaleko jest Górny Śląsk i Katowice... Inny świat, a może dwa odrębne
światy?
– Skoro już pani zaczęła od swoich Katowic, to niech mnie będzie wolno
zacytować mojego przyjaciela, z Izraela, rodem z Sosnowca, który swego czasu
mi powiedział, że każde dziecko w Izraelu wie co to są Katowice, i gdzie
leżą Katowice, ze względu na kongres syjonistyczny, który odbył się
wcześniej, niż kongres w Bazylei. W 2004 roku przypadła okrągła, 120.
rocznica tego wydarzenia, które miało miejsce między 6 a 11 listopada 1884
roku w Katowicach, dając początek ruchowi syjonistycznemu; do Katowic
przyjechało wtedy 34 najwybitniejszych działaczy syjonistycznych Europy, na
czele z drem Leonem Pinskerem. Katowice w procesie tworzenia państwa Izrael,
realizacji tego wielkiego mitu, odegrały niewyobrażalnie ważną rolę, a
ciągle za mało o tym wiemy! Myślę, że to jest dobry początek, kiedy
zaczynamy rozmowę o Katowicach w kontekście tradycji żydowskich.
– W roku 1884 Katowice były miastem zaledwie 20 lat! Dlaczego więc na
kongres nie wybrano innego, bardziej „prestiżowego” ośrodka?!
– Katowice, leżące na terenie państwa pruskiego były blisko ziem pod zaborem
rosyjskim (Kongresówka) i austriackim, a jednocześnie były bardziej
liberalne o ile chodzi o stosunki narodowościowe.
– Kraków ma wspaniały sposób prezentowania kultury żydowskiej. Na Kazimierz
zjeżdżają nie tylko katowiczanie, bytomianie, zabrzanie, gliwiczanie.
Przybywają tłumnie, osiedleni na Śląsku, kresowiacy. Chyba dlatego, że bez
kultury żydowskiej wizja „raju utraconego” byłaby niepełna... Na co dzień, w
Centrum Kultury Żydowskiej w Krakowie drzwi otwarte na oścież...
– W Krakowie, w roku 1939, społeczność żydowska liczyła około 70 tysięcy
osób, a to było 25% całej ludności miasta. W roku 1945 krakowskich Żydów
było 3 tysiące, a dzisiaj w gminie wyznaniowej jest zaledwie niewiele ponad
120 osób. Oczywiście jest i grupa osób, o których można by powiedzieć że są
świeckimi Żydami, bez specjalnych związków z gminą wyznaniową, ale trzeba
uświadomić sobie, że mamy do czynienia z sytuacją, w której ponad 95% tej
społeczności po prostu nie ma. Powiem pani, że ja nie jestem najlepszym
adresatem takich pytań – dlatego, że nie jesteśmy instytucją ani etnicznie,
ani religijnie żydowską. My jesteśmy instytucją obywatelską, co zresztą
zapisane jest w nazwie: jesteśmy Centrum Kultury Żydowskiej, ale nie
jesteśmy żydowskim centrum kultury. Już sam zamysł sprzed kilkunastu lat,
który zrodził się w Krakowie i udało się go szczęśliwym zbiegiem
okoliczności zrealizować w postaci Fundacji Judaica – Centrum Kultury
Żydowskiej jest taką polską inicjatywą obywatelską, z udziałem oczywiście
polskich Żydów, krakowskich Żydów, również tych których losy rzuciły po
wojnie za granicę. To jest zamysł, który ma po pierwsze chronić pamięć o ich
obecności, chronić resztki |
|

|
Rozmowa z
Joachimem Russkiem
– prezesem Fundacji Judaica Centrum Kultury Żydowskiej
w Krakowie
|
Poznawanie
kultur jest
fascynującym
zajęciem!
dziedzictwa,
ma to być miejsce, gdzie Polacy i Żydzi mogą się spotkać, choć to nie jest
łatwe, jest to miejsce, w którym można się czegoś o tym rozdziale historii i
kultury dowiedzieć, a wiedza, mimo że dzisiaj jest znacznie większa niż 20
lat temu, zapewne jeszcze nie jest wystarczająca, i wreszcie jest to
miejsce, które promuje wartości otwartego społeczeństwa obywatelskiego. Więc
jak pani widzi, ten element obywatelski jest jak gdyby nadrzędny i
najważniejszy we wszystkim, co próbujemy, ze zmiennym szczęściem, robić. To,
co robimy, jest adresowane do szerokiego spektrum całego społeczeństwa, bez
pytania o pochodzenie etniczne. Pełny obraz naszej działalności znaleść
można na naszej stronie internetowej www.judaica.pl. W naszej działalności
są oczywiście również wszystkie kwestie związane z życiem wewnątrz tej
niewielkiej społeczności – Żydzi w Polsce to wedle różnych danych
szacunkowych od 3 tys., do 30 tys. osób, to jest to, co zostało z 3,5
milionowej społeczności żydowskiej w Polsce w 1939 roku. Samo zestawienie
tych danych statystycznych właściwie mówi wszystko i myślę, że jest
wystarczająco przekonywającym dowodem na to, że ludzka i obywatelska
przyzwoitość wymaga, żeby to, co jeszcze jest do uratowania, w naszym
wspólnym, dobrze pojętym interesie uratować, bo jeśli tego nie zrobimy, to
jeszcze za naszego życia może się to stać przedmiotem zainteresowania
archeologów, a wtedy już będzie za późno...
– Zostały ślady w postaci architektury. Przykładem dowodnym ulica
Mickiewicza w Katowicach: Niemcy w 1939 roku wysadzili w powietrze tak zwaną
nową synagogę, ale ostał się, utrzymany w tej samej stylistyce, bardzo
piękny budynek |
|
Liceum im. Adama Mickiewicza i budynek łaźni. Wie pan, nawet
najświeższej daty katowiczanie czują, że ta ulica jest okaleczona, że czegoś
brak; miejsce po synagodze przypomina wyrwę po kataklizmie. Jednocześnie
falami wraca w Polsce irracjonalny antysemityzm bez Żydów. Wystarczy wieść,
że dawni mieszkańcy tego czy innego miasta, rozrzuceni gdzieś po świecie,
mają zamiar odzyskać swoje kamienice...
– Nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie – jest to problem trudny. Nie ma
co ukrywać, że szczególny rodzaj trudności jest natury psychologicznej –
zadawnione strachy. Związane jest to z wieloma zaszłościami, w tym także z
procesami odzyskiwania zarówno gminnego mienia żydowskiego jak i mienia
indywidualnego, ale nie przeceniajmy tego ostatniego wątku. Niepokoje,
napięcia, pojawiają się bez względu na to, czy miasto jest wielkie, czy
małe. Myślę, że to się bierze z jakoś zakodowanej zbiorowej pamięci i
towarzyszy temu strach. Ja nie usprawiedliwiam tych nieuzasadnionych reakcji
– ja próbuję je zrozumieć i wytłumaczyć. Przywołam niedaleką przeszłość – w
latach 90., kiedy Sejm uchwalił w ramach tzw. ustaw kościelnych ustawę,
która regulowała relacje między państwem a gminami żydowskimi, na krakowskim
Kazimierzu też była pewna odczuwalna nerwowość i strach. Bardzo wiele ludzi
miało takie wyobrażenie, że pojutrze przyjedzie ten przysłowiowy Żyd z
Nowego Jorku i wszystkich ich powyrzuca na bruk. W sytuacji głodu
mieszkaniowego wyobraźnia może podpowiadać nadchodzące nieliche
nieszczęście... W Centrum Kultury Żydowskiej zorganizowaliśmy publiczne
spotkanie po to, żeby zaniepokojonym ludziom wytłumaczyć, żeby nie ulegali
nieuzasadnionej panice. Niezaprzeczalnym faktem jednak jest, że w wypadku
mienia żydowskiego przejawy zaniepokojenia, nerwowości były większe. Trzeba
się z tym zjawiskiem w sposób cywilizowany uporać, jakoś je zracjonalizować.
– Przed kilku laty z wielką przyjemnością obejrzałam u państwa prezentację
kultury ukraińskiej...
– ...W ramach programu „Kalejdoskop kultur” miała miejsce edycja, poświęcona
kulturze ukraińskiej.
– Przyjechałam z Katowic, z Górnego Śląska. Niektórzy z nas swoją śląskość
deklarują jako narodowość. Faktem jest, że zachowujemy pewną odrębność –
również mowy, kultury... czy zatem doczekamy się prezentacji u państwa nas,
Ślązaków, kultury śląskiej...?
– Zaskoczę panią: pracujemy nad tym od dłuższego czasu – również z powodów
osobistych i biograficznych – ja sam jestem Ślązakiem. Z Zabrza. W ramach
kalejdoskopu kultur mamy na celu prezentację innych kultur niż ta główna,
polska – które rodziły się i ciągle trwają na polskiej ziemi, wzbogacając
krajobraz kulturowy Polski. Powody? Ciągle za mało o nich wiemy, a samo
poznawanie tych kultur jest fascynującym zajęciem, czego doświadczamy w
trakcie organizacji kolejnych wydań „Prezentacji...”
– Dziękuję za rozmowę.
STANISŁAWA WARMBRAND |