Noc sylwestrowa; kończy się rok 2007, zaczyna 2008. O północy
w kieliszkach musuje szampan, w niebo strzelają sztuczne ognie. Z telefonów
komórkowych płyną tysiące sms-ów z życzeniami do przyjaciół i krewnych,
którzy tej nocy są dalej niż poza zasięgiem rąk gotowych do uścisków.
Internet pełen jest krążących drogą elektroniczną kolorowych
okolicznościowych kartek. Nowe wypiera stare – to powiedzenie nabiera
podwójnego znaczenia i aktualności, gdy przyglądamy się zmianie obyczajów
związanych z pojawieniem się nowej daty w kalendarzu w miejsce starego roku.
A przecież dopiero od niedawna wysyłamy życzenia noworoczne w eter sms-ami.
Większość z nas pamięta, że niedawno składało się je zupełnie inaczej. To
„inaczej” najpełniej dotyczy tradycji ludowej, gdzieniegdzie jeszcze żywej,
mimo internetu i procesów globalizacji. W kulturze ludowej rozpoczęcie
Nowego Roku to moment przełomu, graniczny dla dwóch czasów. Taki szczególny
moment wymagał obrzędowej obudowy.
Szczególny czas przełomu
W tradycyjnej kulturze ludowej zimowy czas przełomu to zarazem okres świąt
Bożego Narodzenia i Nowego Roku. Te niezwykłe w sensie kulturowym dni bogate
są w różne obrzędy i zwyczaje, w treści symboliczne. Bogactwo to ma kilka
źródeł: w kulturze antycznej, w chrześcijaństwie, w prastarych słowiańskich
wierzeniach pogańskich. Elementy zaczerpnięte z tych źródeł splotły się tak
bardzo, że po wiekach trudno je rozsupłać, powstała z nich nowa jakość.
Sens wielu obrzędów ludowych, kultywowanych na naszych ziemiach w tym
zimowym czasie, wynika z tradycji rolniczych zajęć naszych przodków, ściśle
powiązanych z rytmem przyrody. Oto kiedy przychodzi listopad i grudzień –
przyroda usypia, obumiera, kończy się wegetacja roślin, kończą zajęcia
agrarne. Tygodnie listopadowe i grudniowe są trudne: dni krótkie, a noce
długie, ciemne. Grudzień byłby zatem miesiącem trudnym do zniesienia, gdyby
nie bliskość świąt Bożego Narodzenia – i nadzieja na odrodzenie jasności
słońca, powracanie długiego dnia, blasku, życia. Nie przypadkiem zatem
obchodzimy te święta właśnie w dni zimowego przesilenia astronomicznego, gdy
kończy się zjawisko skracania dnia i kulminacji długich nocy. Co rok czekamy
więc z niezmiennym utęsknieniem na święta (to radosne oczekiwanie znają i
dzieci, i dorośli, nawet jeśli krytykują obecną komercjalizację świąt oraz
amerykanizację niektórych zwyczajów), a potem na Nowy Rok, niosący nową
nadzieję.
W polskiej tradycji ludowej Nowy Rok wpisywał się w cykl Godnich Świąt
(Godami lub Godnimi Świyntami nazywano Boże Narodzenie także na Śląsku). Ale
Nowy Rok (i następujące po nim święto Trzech Króli) rozpoczynał zarazem
okres specyficznego chłopskiego karnawału, w czasie którego w wielu
miejscowościach krążyły grupy przebierańców, wnoszące do zagród i domów
ruch, hałas, muzykę, wygłaszające oracje z wierszowanymi życzeniami. Hałas,
ruch, przebrania, maski – to przywoływanie symbolicznego chaosu,
uprawnionego w tym właśnie szczególnym czasie. Chaosu, z którego narodzić
się musi nowy porządek i nowe życie. Nowe życie jakże ważne dla społeczności
agrarnych, których byt zależny był od łaskawości przyrody, od jej hojności,
płodności. Trzeba było zatem zadbać o przychylność przyrody, obudzić śpiącą
zimowym snem ziemię, zapewnić sobie na przyszły rok urodzaj i obfitość – w
polu, w oborze, w komorze.
Zgiełk, chaos, witalność,
czyli ludowy karnawał
Ludowy karnawał, rozpoczynający się w Nowy Rok, to zupełnie inne formy niż
zapamiętane przez niektórych dawne bale mieszczańskie z kotylionami i
loteriami fantowymi. W niektórych wiejskich okolicach przetrwały do dziś
związane z tym okresem zwyczaje i obrzędy o archaicznym scenariuszu, pełne
ukrytej symboliki i znaczeń, których sens warto poznać. Najciekawszym
przykładem są noworoczne korowody przebierańców, zwanych potocznie Dziadami,
charakterystyczne dla części wsi Beskidu Żywieckiego, położonych w górnym
dorzeczu Soły – od Żabnicy i Milówki po Zwardoń.
Grupy Dziadów są liczne, ponad dwudziestoosobowe. Tworzą je młodzi
mężczyźni, kiedyś wyłącznie kawalerowie, choć dziś ta zasada nie jest już
rygorystycznie przestrzegana, a przewodzi im Komendant, który czuwa nad
przebiegiem całej akcji. Uczestnicy – aktorzy z grup Dziadów – w adwencie
przygotowują swoje stroje i maski, które wprawdzie przechowywane są z roku
na rok, ale zawsze coś trzeba odnowić, naprawić, uzupełnić. Wyruszają do
akcji w ostatni dzień starego roku i w pierwszy dzień nowego.
Postaci poprzebierane są w fantastyczne kostiumy, niektóre bardzo pstrokate.
Twarze kryją groteskowe maski. Przebrania i maski to też element
symbolicznego chaosu – zniknął oto zwyczajny porządek, pojawiają się istoty
inne, niezwykłe, schowani za maskami aktorzy tworzą nową postać. W każdej
grupie Dziadów występują m.in. cztery Konie w wielkich czapach oklejonych
kolorową bibułą. Konie przyciągają szczególną uwagę gapiów specyficznym
tańcem przy dźwiękach dzwonków, którymi obwieszone są stelaże ich
„korpusów”. W skład grupy wchodzą także dwa diabły (gwarowo Debły) –
czerwony i czarny, Śmierć, Pachołkowie do koni, Niedźwiedź (zazwyczaj dwa),
Kominiorz, Druciorz, Snurkorz (zwany też Macinulą lub Macidulą), Dziad i
Dziadówka, Żyd i Żydówka, Cygon i Cygonka, Młodo Pani, a także inne postaci,
wśród których pojawiają się też nowe, na które pomysły podsuwa współczesny
świat, np. Telefonista czy Fotograf.
Warto zwrócić uwagę na symbolikę postaci. Są wśród nich alegoryczne (śmierć,
diabły), które przypominają o istnieniu dobra i zła. Są postaci „obcych” –
bądź etnicznie (Cygan, Cyganka, Żyd), bądź należących do obcych tradycyjnej
wsi profesji (niegdyś wędrowni dziegciarze, fotograf itp.). Są wreszcie
maszkary zwierzęce (kozy, konie, niedźwiedzie), które wnoszą siłę,
witalność, przypominają o płodności przyrody, „zamawiają” ją na kolejny rok.
Dziady wędrują od zagrody do zagrody z muzyką (najczęściej zapewnia ją
heligonka i bęben lub wakat – prosty instrument perkusyjny), są grupą bardzo
hałaśliwą, i ruchliwą. Rytm akcji wyznacza trzaskanie batów, gwizdki
Pachołków, dzwonki zawieszone na uprzęży Koni, grzechotanie puszek
przyczepionych do kostiumu np. Druciorza. Poza krótką formułą życzeń,
wygłaszanych w kolejnych |
|

Kostiumy grupy „Dziadów” ze Zwardonia, w środku tarzające
się Niedźwiedzie. Fragment wystawy w Muzeum Miejskim w Tychach, kostiumy ze
zbiorów Muzeum Śląskiego w Katowicach.
|
Tekst i zdjęcia:
Maria
Lipok-Bierwiaczonek
|
Noworoczne
budzenie
życia
zagrodach przez Komendanta lub Młodą Panią, nie ma tam innych ról mówionych,
ale pełna temperamentu i zgiełku akcja. Etnologowie (Krystyna Kwaśniewicz,
Maria Romowicz, Krystyna Pieronkiewicz-Pieczko, Maria Fiderkiewicz) zwracają
uwagę na taki jej szczególny moment, jak popisy Koni i Niedźwiedzi. Otóż na
rozkaz Pachołków Konie skaczą przez ognisko z płonącej słomy, w ognisku
tarzają się Niedźwiedzie gasząc je swymi kudłatymi cielskami, Konie
przeskakują przez leżące Niedźwiedzie, tańczą, po czym same padają jak
martwe, a za chwilę na dany sygnał „ożywają” i tańczą ze zdwojoną energią.
Ten fragment widowiska to bardzo archaiczny scenariusz; zawiera w sobie
symbolikę śmierci i odrodzenia. To alegoryczne przedstawienie walki życia ze
śmiercią, wiosny z zimą, dobra ze złem.
Dziady noworoczne z góralskich wsi żywiecczyzny to obraz tego, co
najistotniejsze w obrzędach i zwyczajach tego szczególnego momentu, jakim
jest początek „nowego czasu” – nowego roku kalendarzowego, ale przede
wszystkim słonecznego i gospodarczego. To działanie podjęte w celu
zapewnienia w nowym roku pomyślności, obfitości, zdrowia, siły płodności.
Dziady i ich barwne stroje i maski są coraz lepiej znane również poza
obszarem pierwotnego występowania tego widowiska, rozsławione są dzięki
organizowanemu od wielu lat (zawsze w styczniu) przeglądowi
folklorystycznemu pod nazwą Gody Żywieckie. Komplet kostiumów i masek grupy
Dziadów ze Zwardonia (a także maski z innych wsi) ma w swych zbiorach Muzeum
Śląskie – można je było zobaczyć wraz z rekwizytami i kostiumami innych grup
obrzędowych na wielkiej wystawie w siedzibie muzeum w Katowicach na
przełomie 2004 i 2005 roku, przeniesionej rok później do Muzeum Miejskiego w
Tychach.
Warto dodać, że na przedmieściu Żywca, w dzielnicy Zabłocie, podobną do
Dziadów grupę stanowili Jukace. Ci mogli wędrować od domu do domu tylko w
obrębie swego przedmieścia, nie wolno im było przekraczać mostu na Sole (tak
mieszczanie żywieccy bronili się niegdyś przed innością świata przedmieścia
o plebejsko-żydowskim charakterze).
Na przykładzie opisanego zwyczaju noworocznego widać, jak bardzo intensywnie
odczuwał kiedyś człowiek ważność przełomowych momentów w rocznym cyklu
kalendarza; ile podejmował działań, głęboko symbolicznych, aby zapewnić
sobie pomyślność w kolejnym roku. Ile wysiłku wkładał, aby skłonić siły
natury do hojności, przychylności. Zanim wiosną wyszedł w pole do pracy przy
orce i siewie, zimą przypominał poprzez występujące w obrzędzie maszkary
zwierzęce, symbolizujące witalność, płodność, że mu na tych właśnie darach
natury szczególnie zależy.
Ten sens symboliczny wyraźny jest również w obrzędach związanych z końcem
karnawału (a ten w tym roku przyjdzie wyjątkowo wcześnie, już na początku
lutego). W niektórych wsiach śląskich, zwłaszcza w okolicy Raciborza i
Gliwic, w ostatki odbywa się wodzenie niedźwiedzia (albo wodzenie bera). Po
wsiach krążą grupy przebierańców, w których najważniejszą postacią jest
Niedźwiedź w kostiumie wykonanym ze słomy. A zatem znów mamy postać
zwierzęcą, pełną mocy, symbolizującą witalność przyrody. Wykonany ze słomy
kostium Niedźwiedzia przypomina o wegetacji, o całym agrarnym kontekście
obrzędu. Ostatki to czas, kiedy bliski jest koniec zimy, wszyscy czekają na
wiosnę, a zatem to budzenie życia przez hałaśliwe grupy przebierańców trafia
we właściwy moment. Przypomnijmy – hałaśliwość opisywanych grup, tańce,
tupanie, trzaskanie z batów, towarzyszenie kapeli ma na celu zapewnienie
sobie płodności przyrody, obudzenie jej, żeby obficie w nowym roku rodziła.
Cieliczki jak w lesie jedliczki
Czas przełomu zachęca, żeby o przyszłą pomyślność symbolicznie zadbać nie
tylko poprzez widowiskową akcję, ale także poprzez dary i słowa. Nie
wszędzie chodziły np. grupy Dziadów noworocznych. W innych miejscowościach
tradycyjnymi formami zabiegania o pomyślność w rozpoczynającym się roku były
odwiedziny różnych grup winszowników, którzy słowem i symbolicznymi darami
starali się sprowadzić na odwiedzany dom wszelkie dobro, zdrowie i dostatek.
Wizyty, składane w Nowy Rok, zawsze były związane ze składaniem życzeń, ale
ważna była też sama osoba odwiedzającego. Najlepiej, jeśli pierwszą
odwiedzającą dom w tym dniu osobą był chłopiec – to młode życie było dobrą
wróżbą na cały rok. Zgodnie z tą zasadą odbywało się noworoczne chodzenie po
winszu, np. w Beskidzie Śląskim. Chłopiec wiszowniczek, odwiedzający domy
był dobrą wróżbą, przynosił radość i zdrowie na cały rok. Przybycie osoby
starej wróżyło, według powszechnych przekonań, nieszczęście. Po winszu
chłopcy chodzili przede wszystkim do sąsiadów i krewnych.
We wsiach Beskidu Żywieckiego dzieci, które w Nowy Rok od świtu chodziły
winszować, nazywano nowoletnikami. Dzieci szły z życzeniami w pierwszej
kolejności do swoich chrzestnych (potków). Krystyna Kwaśniewicz pisze, że w
latach międzywojennych dla nowoletników, zwłaszcza dla swoich chrześniaków,
kobiety piekły specjalne małe chlebki, smarowane po wierzchu bryndzą, jako
podziękę za życzenia. Po wojnie obdarowywano winszowników drobnymi kwotami
pieniędzy.
Teksty noworocznych powinszowań były zbliżone do tych, które składano |
|
przy kolędowaniu rozpoczynanym w dzień świętego Szczepana
(czyli drugi dzień świat Bożego Narodzenia). Nie ma w nich jednak odwołań do
nowonarodzonego Jezusa, jest za to długa lista życzeń obfitości wszelakiej w
polu, oborze i komorze. Krystyna Kwaśniewicz zanotowała np. w Żabnicy takie
życzenia:
Na scyńści! Na zdrowi!
Na tyn Nowy Rok!
Żebyście byli zdrowi, weseli,
jako w niebie janieli cały rok!
Żebyście mieli wszyjskiego dości
– jak na połaźnicy uości!
Żeby się wom darzyło, rodziło,
kopiło – dyślem do stodoły uobróciło!
Żebyście mieli pełne kumory, pełne pudła – żeby wom gospodyni u pieca
nie schudła!
Żeby się wom darzyło żyto – jak koryto,
psenica – jak renkawica,
ziomnioki jak buroki,
buroki – jak przetaki!
Uowiesek wąsaty – coby był
gospodorz bogaty!
Wołków, jak w płocie kołków,
uowiecek, jak w lesie mrowiecek!
Świnie – jak skrzynie,
cielicki – jak jedlicki, konie – jak gronie!
Coby biołe grzywy mioły,
coby trzema pługami uorały!
Jak nie trzema – to dwoma,
jak nie dwoma – to jednem, ale godnem!
Tak wom Boze dej!
Tekst takiej oracji był wykrzykiwany szybko w jednostajnym rytmie.
Zwraca uwagę nie tylko sposób wygłaszania i długość tekstu tych rymowanych
życzeń, ale także potrzeba ogarnięcia w nich wszystkich sfer życia i
działalności rolniczej obdarowywanych tymi życzeniami osób. Podobnie
konstruowane były powinszowania wygłaszane we wsiach Beskidu Śląskiego.
Małgorzata Kiereś zanotowała np. takie:
Winszujym wom szczęścio,
zdrowio ma tyn Nowy Rok
aji na delszi czasy.
Żebyście byli weseli jako
w niebie anieli cały rok.
Ale nie jyny na Nowy Rok,
ale na delszi czasy.
Żeby się wom chowały cieliczki
jak w lesie jedliczki,
byczki jak w lecie buczki,
owieczki jak w lesie mrowieczki,
żeby wom w studni nie zabrakło wody,
żeby wom krety nie robily szkody,
żebyście mieli pełno zboża w stodole,
a piniyndzy w komorze.
Aby się wom dzywki powydowały,
a pachołcy pożynili,
A mnie małego winszowniczka
na wiesieli zaprosili.
To Bóg dej!
Łatwo zrozumieć, że taka obfita w dobre życzenia oracja może być traktowana
jak dar. Za te słowa-dary należało się zatem darem odwzajemnić. Oczywiste
było zatem obdarowanie winszowników drobnymi datkami pieniężnymi. Łacińska
maksyma do ut des (daję, abyś dał) sprawdza się i w tym przypadku.
Przytoczone przykłady pochodzą z terenów górskich, ale podobne teksty
wygłaszanych długich powinszowań występowały niegdyś również na nizinnych
obszarach Śląska. W Kryrach na ziemi pszczyńskiej Jan Tacina zanotował przed
wielu laty taki tekst, będący z kolei podziękowaniem za datki (notatki w
zbiorach Towarzystwa Miłośników Pszczyny):
Bóg wam zapłać, panie gospodarzu,
Za te kolende.
I wam także, moja gospodynko,
Niech się tak stanie.
W domu i na polu,
w ogrodzie, na roli,
Jabłka, pszenica, owies, jarzyca.
Każda krówka niech się wam ocieli,
Żeby mlyka dawa.
Każda kurka trzy razy kurczątka
w roku oddawa.
Świnie i prosięta, jagnięta,
cielęta, by się chowały
I tluste były.
Konie wasze, a także źrebięta,
niechaj wierzgają.
Za to wielkie szczęście,
Daj go panie Boże,
Gospodarzowi.
Wszystkie przytoczone teksty uzmysławiają, jakie wartości w życiu naszych
przodków były najbardziej cenione. Pomyślność, dobre efekty gospodarowania
zależały nie tylko od umiejętności człowieka, ale i od łaskawości przyrody.
Stąd w tradycjach naszej ludowej kultury tyle przykładów działań
podejmowanych na początku nowego Czasu – a więc na początku Nowego Roku –
dla zapewnienia sobie pomyślności. Działań z pozoru ludycznych, ale mających
głęboki sens symboliczny.
Karnawał
Mamy zatem w polskiej tradycji chłopski karnawał – korowody, przebierańcy,
maszkary, maski – i mieszczańskie bale. Warto dodać, że jeszcze w latach
międzywojennych w śląskich rodzinach wieczór sylwestrowy spędzany był raczej
w domu, w atmosferze zbliżonej do wieczoru wigilijnego. Elementy
krotochwilne wprowadzał zwyczaj zezwalający w noc sylwestrową na różne
psikusy (wynoszenie furtek w pole, zamazywanie okien itd.). I w miastach, i
w mniejszych miejscowościach karnawał zaczynał się na dobre po święcie
Trzech Króli, zamykającym okres Godów (Bożego Narodzenia). Różne
organizacje, stowarzyszenia, chóry przygotowywały zabawy taneczne dopiero po
tej dacie w styczniu i w lutym. Przy okazji tych zabaw chętnie prezentowały
swe przedstawienia amatorskie zespoły teatralne. Przykłady takich spektakli
znajdziemy między innymi w starych kronikach licznych na Śląsku chórów.
Dziś mamy bale sylwestrowe, zabawy w klubach, prywatki, fajerwerki. Ale tam,
gdzie przetrwały tradycyjne formy witania Nowego Roku, a także inne zwyczaje
związane z karnawałem, zwłaszcza z ostatkami – tradycja trwa, a nawet
odradza się z nową siłą. Sprzyja temu zjawisko społecznej akceptacji
dziedzictwa kulturowego, dostrzegania jego wartości. Prestiżowe stało się
uczestnictwo w pokazach tych zwyczajów, np. w festiwalu Gody Żywieckie, ale
ważne jest, że Dziady czy winszownicy chodzą po wsi spontanicznie, z
potrzeby serca i z mocy kulturowego nakazu.
Paradoksalnie tendencje te wzmacnia ruch migracyjny. Rodacy, którzy zaczęli
wyjeżdżać za granicę, zauważyli, że także na Zachodzie pielęgnuje się
tradycję, że nie pozostaje to w sprzeczności z nowoczesnością i postępem
cywilizacyjnym. Zdarza się więc, że wyjeżdżający do pracy do Niemiec i
Holandii mieszkańcy wsi pod Gliwicami biorą sobie urlopy na ostatnie dni
karnawału, żeby przyjechać do rodzinnej miejscowości i wziąć udział w
ostatkowym wodzeniu niedźwiedzia.
Kultura jest dynamiczna; nowe i stare splata się nieustannie. |