W Beskidach toczy się trudna walka o przetrwanie świerka, w
Sudetach – o restytucję jodły. Jodełki są wrażliwsze od świerczyn. W
młodości źle znoszą otwarte przestrzenie, rosną bardzo powoli, nie radzą
sobie z suszą. Niszczą je w równym stopniu wysokie temperatury, jak i duże
mrozy. Pod koniec minionego wieku nie wytrzymały ataku zanieczyszczonego
powietrza i wichur. W Sudetach zachodnich prawie przestały istnieć...
Jest nadzieja, że powrócą nie tylko na sudeckie szczyty. I za kilkadziesiąt
lat przed Bożym Narodzeniem będziemy już bez smutnej refleksji nucić melodię
popularnej, niemieckiej pieśni ludowej z XVI wieku „O jodełko, o jodełko...
jak wierne są twe liście, jak zielenią się radośnie, nie tylko latem, ale i
zimą”.
Jodły sudeckie rąbano na wielkich powierzchniach już w połowie XVIII wieku.
Pod nowe pastwiska, na potrzeby energetyczne, dla przemysłu. Na wylesionych
powierzchniach sadzono gatunki szybkorosnące, najczęściej świerk. Wbrew
naturze tych terenów. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Sztucznie
odtwarzany las nie był równie odporny, jak ten, tworzony przez wieki przez
samą naturę.
Jeszcze w połowie XVIII wieku w masywie Śnieżnika Kłodzkiego jodła stanowiła
blisko dziesięć procent leśnych drzewostanów. Przed II wojną światową jej
liczebność, na przykład w Górach Izerskich, była zaledwie śladowa. Jedynie w
Górach Stołowych jej udział w drzewostanach leśnych przekraczał pięć
procent. W latach dziewiećdziesiątych XX wieku w Sudetach Zachodnich
doliczono się zaledwie... 2000 drzew tego gatunku! Nie było pośród nich
zupełnie zdrowych. Później jodły zaczęły zanikać. Szczególnie te rosnące na
sudeckich szczytach. Już nie szumiały. Osłabione zanieczyszczeniami
przemysłowymi traciły igły, zmieniały kolor na rdzawy, schły i masowo
zamierały. Ostatnie, prawdziwe ich okazy powaliła ogromna wichura.
Krajobraz po klęsce
ekologicznej w Sudetach Zachodnich w latach dziewięćdziesiątych XX wieku był
porażający. Widać ją było gołym okiem. Na powierzchni kilkunastu tysięcy
hektarów całkowicie zamarły drzewostany świerkowe, pomiędzy nimi także
jodła. Ona, jako gatunek bardziej wrażliwy, zginęła pierwsza, jeszcze przed |
|
Czy
zaszumią
na gór
szczycie?
świerkiem.
Na szczytach gór pozostały tylko kikuty suchych, połamanych drzew. Jedynie w
niższych ich partiach, gdzie stężenia poprzemysłowych zanieczyszczeń
powietrza były znacznie mniejsze, jodełki przetrwały....
Leśnicy dobrze wiedzieli, że i one zginą, jeśli nie przyjdzie ratunek. W
Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych we Wrocławiu zrodziła się w 1996 roku
idea restytucji jodły, w oparciu o resztki sudeckich zasobów genowych tego
gatunku. Jodła naturalna dla tego terenu, zwana pospolitą, w Sudetach była
od zawsze. Przedsięwzięcie było ogromne, zaplanowane na dziesiątki lat.
W trakcie pierwszej inwentaryzacji, przeprowadzonej w ramach programu
restytucji jodły, w kilkunastu nadleśnictwach RDLP we Wrocławiu doliczono
się ponad 2500 tysiąca stanowisk jodły. Tylko mniej więcej dwa tysiące
spośród nich liczyły sobie więcej niż pół wieku. Na dodatek były w złej
kondycji zdrowotnej. Mimo to, wybrano spośród nich ponad 1500 drzew o
średnicy przekraczającej 30 centymetrów i objęto je szczególną ochroną. Im
przypadła rola dawcy nasion, z których wybierano najlepsze do żywego banku
genów. Było ich za mało.
Od 1999 roku zaczęły powstawać w sudeckich nadleśnictwach plantacje
nasienne. Dziś zajmują one kilkudziesiąt hektarów powierzchni, na
kilkusetmetrowych wysokościach n.p.m. Po kilku latach na młodych jodełkach
pojawiły się pierwsze szyszki. To dobry zwiastun. Może oznaczać, że z każdym
kolejnym rokiem jodła będzie obficiej „owocować”. Zwiększyły się szanse na
jej przetrwanie.
Same naturalne odnowienia po klęsce nie zapewniłyby ciągłości gatunku.
Niepełne 0,4 procenta udziału jodły w drzewostanie lasu po sudeckiej klęsce
ekologicznej to stanowczo za mało. By jodła mogła samoistnie się odrodzić,
jej rodzina winna stanowić co najmniej dwadzieścia procent |
|
wszystkich drzewostanów. Do tej liczby jest daleko, ale
Jest nadzieja
na powrót sudeckiej jodły. Zapewnia go program jej restytucji, czynna
ochrona jodłowych drzew, opieka najwybitniejszych przedstawicieli nauk
leśnych oraz doświadczonych leśników oraz niezawodny sposób finansowania
tego ratunkowego programu. Od 1999 roku program restytucji jodły jest
wspierany przez Fundację EkoFundusz, którego przedstawiciele wnikliwie
przygladają się coraz lepszym efektom. Zachowanie zasobów leśnych, w tym
jodły, zgodnie ze swoim regulaminem, dotuje Narodowy Fundusz Ochrony
Środowiska i Gospodarki Wodnej oraz jego odpowiednik wojewódzki we
Wrocławiu.
Już dziesięć lat minęło od narodzin idei ratowania sudeckiej jodły. Leśnicy,
mocno zżyci z przekazywanym pokoleniowym przesłaniem – „Nie będzie nas,
będzie las”, tracącym swoją wymowę z oczywistych względów, jeszcze ostrożnie
wypowiadają się o owocach swojej pracy. A są one imponujace. Do tej pory
wyhodowali z nasion miliony jodłowych sadzonek, stworzyli hektary leśnych
plantacji, zebrali prawie 60 ton szyszek jodłowych z najlepiej zachowanego
drzewostanu nasiennego, sudeckiego gatunku jodły pospolitej.
Każdego roku sadzą też na około 200 hektarach powierzchni, na najlepiej
dobranych jodłowych siedliskach – miliony nowych jodełek. Jodły przybyło. Z
niespełna 0,4 proc. do 1,1 procenta w leśnych drzewostanach Sudetów.
Odbudowa lasów w Sudetach z jodłą w roli głównej – trwa! Jest szansa, że jej
lokalne zasoby genetyczne zostaną odbudowane. To bardzo ważne. Ze względów
ekologicznych, zdrowotnych i gospodarczych lasów. Jodła spośród wszystkich
gatunków iglastych pochłania najwięcej dwutlenku węgla. Jeśli zostanie
uratowana, uratowane zostaną również dziesiątki innych gatunków roślin,
grzybów i zwierząt, które bez jodły zginęłyby bezpowrotnie. Zubożałaby
różnorodność biologiczna polskich lasów, ich przyrodnicza i gospodarcza
wartość, wreszcie ich piękno.
Jodły rosną z trudem, powoli. Nie wszyscy z dziś żyjących zobaczymy, jak
znów zaszumią po klęsce, „na gór szczycie”, w Sudetach. Ale przecież chodzi
o to, by był las, jak nie będzie nas... |