Dwaj studenci praskiej szkoły filmowej (FAMU) Vít Klusák i Filip Remunda zrealizowali (jako dyplom) pełnometrażowy film dokumentalny o otwarciu nowego hipermarketu na obrzeżach Pragi, na rozległych łąkach, o swojskiej, a zarazem intrygującej nazwie CZESKI SEN. W tym filmie, wedle napisów końcowych, występują „mieszkańcy Republiki Czeskiej”. Autorzy filmu wszelkimi dostępnymi sposobami i środkami wbijają ludziom do głowy te dwa słowa: CZESKI SEN. Hipermarket-marzenie! Hipermarket, którego nie ma i nie będzie!
Taki był pomysł na ten film. Pomysł może i nienowy, dość wspomnieć „Konkurs” Miloša Formana, ale skala mistyfikacji jest tym razem nieporównanie większa. Inna epoka, inne sposoby zastawiania sideł na ludzi naiwnych, łatwowiernych, czy też w ogóle ludzi podatnych na manipulację.
Twórcy w pierwszej scenie wprowadzają nas w temat, bez owijania w bawełnę. Stoją w pustym polu, to właśnie tutaj rozegrają się główne sekwencje filmu, bo tutaj, na tym póługorze, na tych zaniedbanych łąkach postawimy fasadę hipermarketu, długą na sto metrów. Tuż za nią będzie taka sama łąka, taki sam póługór jak przed nią. Tak, to będzie swego rodzaju oszustwo. Ale czyż te tak zwane prawdziwe super i hipermarkety nie oszukują rzeszy „mieszkańców Republiki Czeskiej? Coś musiało się stać z czeskim społeczeństwem, skoro uległo tak głębokiej, masowej hipermarketomanii...
Dwaj młodzi filmowcy wynajmują profesjonalną agencję, której powierzają kampanię reklamową z wielkim rozmachem, ale i niekonwencjonalną. Więc na przykład opartą nie na zachęcie, ale wprost przeciwnie: na odradzaniu. „Nie jedź tam!”, „Nie pchaj się!”, „Nie kupuj, bo za tanio!” „Nie wierz, że to możliwe!” Wykupują programy reklamowe w stacjach radiowych i telewizyjnych. Co więcej: sami poddają się swoistemu liftingowi, przeobrażając się pod fachowym okiem specjalistów od „osobowości”; muszą zrezygnować ze stylu (ubiór, uczesanie, zachowanie się, itp.) właściwego dla ich środowiska, i wejść w skórę młodych, energicznych menedżerów. Co charakterystyczne: poruszamy się w świecie ludzi młodych, nierzadko bardzo młodych – łącznie z twórcami filmu – co pokazuje dobitnie, że w Czechach wyrosło, wykształciło się i doskonale sobie radzi nowe pokolenie ludzi przedsiębiorczych. Jak się zdaje, dość

 
FELIKS NETZ
 

Czeski sen 

 zimnych, perfekcyjnie wykonujących to, czego sobie życzy klientela. Ma być hymn na cześć hipermarketu CZESKI SEN? Załatwione! Jest autor tekstu, jest kompozytor, jest solistka, jest chór dziecięcy. Wszystko zdawało się czekać właśnie na to konkretne zamówienie! A to po prostu zawodowa czujność, nieustająca gotowość, ale i solidna robota, z próbami, aż efekt jest zadowalający.
Agencja reklamowa, którą kieruje młody człowiek o twarzyczce licealisty, ale widać, że twardy, że kuty na cztery nogi, że zna swój fach. On i jego współpracownicy wiedzą, że hipermarket CZESKI SEN jest mistyfikacją, jednakże podejmują wyzwanie, z należnym dystansem, naturalnie, „Bo my, w reklamie, nie oszukujemy!” „Wy nie oszukujecie?!” – krzyczą dwaj filmowcy, wzburzeni cyniczną tyradą speca od reklamy. „Reklama nie oszukuje – słyszą w odpowiedzi – to wy, filmowcy oszukujecie, to film kłamie i oszukuje”. Okazuje się, że reklama nie robi ludziom wody z mózgu, reklama „pomaga ludziom w zorientowaniu się, co jest lepsze, gdzie warto” itd. Są to spory aksjologiczne, jakie ci młodzi ludzie wiodą z filozoficznym zacięciem, jakby zasiadali w Akademii Platońskiej. Inny młody Czech wyłuszcza nam tajemnicę zamówienia: o co chodziło mecenasowi, który zamawiał wystrój kaplicy Sykstyńskiej? Zamawiał! Oczywiście, że chodziło mu o pokazanie, że Bóg jest wielki. Mówiąc językiem współczesnym, kontynuuje ów młodzieniec znad Wełtawy, celem zamówienia było stworzenie reklamy, która powie prosto w oczy, że Bóg jest super!
Odsłaniają się przed nami nowe Czechy, które nie mają nic wspólnego z dawną Ludową Republiką Czechosłowacką. Ale to też, jak ów fałszywy hipermarket, fasada, albowiem ci, którzy przybędą na zamiejskie łąki na trzy godziny przed otwarciem, ci czterdziesto-, pięćdziesięcioletni, także emeryci, stare kobiety jedna zapytana o wiek, rzuca przez ramię: osiemdziesiąt cztery, i przyspiesza, aby nie pozostać w tyle, za innymi, w wyścigu do raju bram, do CZESKIEGO SNU. Ten sen, to

marzenie, w wielu wypadkach jest bardzo przyziemne, małe, na przykład karton słoików z ogórkami, zgrzewka wody mineralnej, jakieś sery, jakieś soki, ktoś chciałby kupić cyfrowy aparat fotograficzny, ktoś telewizor – w ulotkach podano fantastycznie niskie ceny! „Mieszkańcy Republiki Czeskiej” nie są dziećmi, wiedzą ile kosztuje kilogram wołowego mięsa, ale dzień otwarcia jest dniem promocji. Tylko tego dnia ceny są niewiarygodnie niskie! Jutro drastycznie polecą do góry.
Dwa miesiące nieustającej kanonady reklamowej. Nie ma takiego miejsca w Pradze, w którym nie rzucałyby się w oczy te dwa słowa: CZESKI SEN. Dwaj filmowcy zadają sobie pytanie: czy ludzie przyjdą? A jeśli nie przyjdą, to czy ich film się załamie? Niekoniecznie, bo to by też coś znaczyło! A jeżeli przyjdzie tłum? I jeśli ten tłum poczuje się oszukany i ośmieszony, i jeśli zechce wziąć odwet za okrucieństwo manipulacji, jakiej go poddano. Jakiej go poddali ci dwaj młodzi ludzie, co wtedy? Czy mają stawić czoła tłumowi, czy zawczasu przygotować sobie drogę odwrotu.
Ludzie przyszli, przyjechali, dzień był piękny, majowy. Matki z dziećmi, starcy, nawet kaleki, a każdy z jakąś torbą, różnych rozmiarów. Raczej praska biedota. Ale też i maniacy, ludzie chorzy na hipermarketomanię, uzależnieni, którzy w super- i hipermarketach spędzają niemal cały wolny czas. Twórcy filmu, tu jako dwaj menadżerowie, przecinają wstęgę, zostają otwarte bramki i... dwuipółtysięczny (jak się okazało!) tłum rusza. Jest to wyścig, który starszym przypomina socjalistyczne Biegi Jesienne, lub Wiosenne. Nawiązania do historii są tu i ówdzie. Jakiś ułamek z demonstracji z roku 1989 z hasłem „Chodźcie z nami”. Teraz jest to slogan reklamowy, nawołujący do wejścia na teren supermarketu. Wtedy milicja pałowała demonstrantów, teraz ochroniarze rzucają się na... na kogo? Na podejrzanych? Na złodziei? Biją nie gorzej od dawnych milicjantów...
Tłum staje przed fasadą bez drzwi. Przed gigantycznym kolorowym płótnem ze zmultiplikowanym napisem CZESKI SEN. Reakcje tych zawiedzionych ludzi, wściekłość i wrzask, gniew, z rzadka śmiech. Dwaj filmowcy podejmują trudny dialog z najbardziej rozjuszonymi, niedoszłymi klientami hipermarketu. Strach mają w oczach.
Znakomity film! Czeski do szpiku. Śmiała sonda zapuszczona w głąb społecznej świadomości. Oto jacy jesteśmy!

SPIS TREŚCI
______________________________________________________________________________________________________________

                         Webmaster ALFA