(…) po wojnie dwóch nędzarzy świata, Etiopii i Somalii, w
obozach dla uchodźców ulokowano tysiące osób, które do perfekcji opanowały
sztukę życia z pomocy międzynarodowej. Rytm ich dni, tygodni, miesięcy i lat
wyznaczały regularne zrzuty z powietrza pojemników z pomocą, a nie
poszukiwanie szans na wyrwanie się z obozowej przestrzeni. W tych
bieda-campach dorastają kolejne już pokolenia, mające o wojnie mgliste na
szczęście pojęcie, wypatrujące jednak w niebo i czekające na ustalony rytuał
cargo – tak w felietonie „Rozdawnictwo i godnościowa bieda” pisze na swej
stronie internetowej socjolog, wytrawny znawca śląskiej rzeczywistości,
profesor Uniwersytetu Śląskiego Marek SzczepaŃski. Sytuacja ta niestety
pojawia się w mniej lub bardziej drastycznych odmianach w wielu krajach
świata. Należy do nich Polska. Bo ciągle jeszcze jesteśmy krajem niedostatku
i żyjemy z pomocy, choć w zgoła innych okolicznościach niż Etiopia czy
Somalia. Ludzie jednak i ich zachowania, zwłaszcza w sytuacjach
ekstremalnych, pozostają bardzo podobne, mimo różnic w kolorze skóry i
klimacie. W takiej sytuacji ekstremalnej znajdują się bezrobotni.
Spirale bezrobocia
i zawodowcy
Po transformacji ustrojowej 1989 roku w Polsce ujawniło się z całą siłą
ukryte bezrobocie realnego socjalizmu i jego „świeży nabór” z
restrukturyzowanej gospodarki i upadających wielkich zakładów przemysłowych.
Były miasteczka i wsie o bezrobociu przekraczającym 40 proc, były
bieda-krainy popegeerowskie i tragiczne doniesienia reporterów o osiedlach
nędzy i bezsilności wobec wszechogarniającego niedostatku. Szczęśliwcy z
jeszcze socjalistycznymi rentami i emeryturami mieli na utrzymaniu dzieci,
które po skończonych szkołach średnich i uczelniach nie miały pracy.
Ta sytuacja jest już za nami. Ponad 3-milionowa armia bezrobotnych skurczyła
się. Złośliwi mówią, że wyjechali korzystając z otwierania rynków pracy
coraz to nowych państw Wspólnoty Europejskiej, życzliwi – że rozwój
gospodarczy owocuje coraz większą liczbą miejsc pracy i ofert od
pracodawców. Prawda leży naturalnie gdzieś pośrodku.
Na Śląsku sytuacja wygląda lepiej, niż w innych regionach kraju, bowiem i
pracy, i ludzi do niej chętnych było zawsze więcej niż gdzie indziej. Na
koniec września 2007 roku stopa bezrobocia w regionie wynosi 10,1 proc i
jest niższa od krajowej o 2 procent. Jesteśmy więc na czwartym miejscu w
Polsce spośród wszystkich województw. Bez pracy pozostaje na Śląsku 175 100
osób (w roku 2003 było ich 321,7 tys.). Co szósty z nich jest osobą do 25
roku życia, 64,1 proc. to kobiety, 1/3 nie ma żadnych kwalifikacji
zawodowych, 1,1 proc to osoby z wyższym wykształceniem. To dane o
bezrobotnych zarejestrowanych. Ilu naprawdę nie pracuje – można jedynie
szacować.
Restrukturyzacja przestarzałych śląskich przemysłów pozostawiła po sobie
armie sierot po górnictwie i hutnictwie. Wielu rodzinom, dotychczas na
Śląsku sytym i dobrze sytuowanym, zagląda w oczy niedostatek, często grozi
rozpad. Bezrobotni piją i stanowią trwały wkład grup zagrożonych
wykluczeniem społecznym. Jak zwykle w takich sytuacjach państwo oferuje
wachlarz wsparcia i pomocy dla poszukujących pracy. Pomoc ta idzie dwoma
nurtami – z publicznych służb zatrudnienia, konkretnie powiatowych urzędów
pracy oraz poprzez ośrodki pomocy społecznej
PUP-y prowadzą rejestry bezrobotnych, kontaktują się z nimi, gdy przychodzą
jakieś oferty pracy, wypłacają zasiłki. Ten ostatni (obecnie 538,3 zł) tylko
co dziesiątemu i tylko przez pół roku, chyba że okolica należy do obszaru
strukturalnego bezrobocia. Wtedy zasiłki te są wyższe i dłużej wypłacane.
Wysiłki PUP-ów koncentrują się jednak głównie na stosowaniu aktywnych form
pomocy. Zachęcają do wzięcia udziału w warsztatach ułatwiających poruszanie
się po rynku pracy, poszukiwanie ofert, prezentację wobec potencjalnych
pracodawców. Oferują szkolenia nadające, podnoszące lub zmieniające
kwalifikacje. Proponują staże, zatrudnienie subsydiowane, przygotowanie
zawodowe w miejscu pracy. Osoby uczestniczące w szkoleniach otrzymują pomoc
finansową: zasiłki i stypendia szkoleniowe, mają zwrot wydatków na dojazdy
do miejsc szkoleń i pracy, w przypadku konieczności opieki nad dzieckiem czy
osobą niepełnosprawną lub chorą mają zwrot kosztów ponoszonych na
zapewnienie opieki zastępczej, czy za przedszkole.
Jednak fundamentalną pomocą jest objęcie bezrobotnych systemową opieką
zdrowotną i ubezpieczeniową. Wielu sądzi, że gdyby odebrać im |
|
Somalijski
syndrom?
bezpłatne
leczenie – rejestry bezrobotnych schudłyby więcej niż o połowę. Zresztą już
takie pomysły krążyły po Ministerstwie Pracy i Polityki Socjalnej. Wielu
bowiem z „bezrobotnych” pracuje na czarno, a w powiatowym urzędzie pracy
rejestruje się tylko dla owych przywilejów zdrowotnych i ubezpieczeniowych.
W tej sytuacji krąży po kraju stereotyp bezrobotnego – bezdusznego
beneficjenta darmowych datków – ostatnio finansowanych nie tylko z krajowego
Funduszu Pracy i funduszy samorządowych, ale i z szerokiego strumienia
środków unijnych z Europejskiego Funduszu Społecznego, który z braku
zatrudnienia uczynił sposób na życia. Bo do tej pomocy z obszaru pracy
dochodzi jeszcze wsparcie materialne z centrów pomocy społecznej i
instytucji charytatywnych. Zasiłki celowe i okresowe, pomoc na lekarstwa,
zimowe zaopatrzenie w opał, wyprawki wrześniowe dla pierwszaków, paczki
świąteczne, gorące zupy i suchy prowiant. Bezrobotni przychodzą więc do
instytucji pomocowych, ustawiają się w ogonkach, wiedzą gdzie, co i kiedy
rozdają w PCK, towarzystwach charytatywnych, ośrodkach pomocy społecznej i
pomocy rodzinie, w parafiach i organizacjach pozarządowych. Tak jak Karolina
i Piotr. Pracę utracili w wyniku restrukturyzacji. Po dawnych czasach został
im ford, którym jeżdżą po pomoc do wszystkich możliwych instytucji. Jako
ludzie obrotni i doskonale zorientowani prawie cały tydzień mają gdzie
jeździć i żyje im się nieźle. Jednak takich bezrobotnych nie jest najwięcej.
Najwięcej jest takich, których opisuje badacz sprawy, przywoływany już tu
prof. Szczepański.
(…) Kilkaset metrów dalej siedziba Górnośląskiego Towarzystwa
Charytatywnego. (…) Tłoczy się przed nią spory zazwyczaj, niekiedy
kilkudziesięcioosobowy, tłum. A to oznacza, że dziś działacze i
wolontariusze rozdają żywność, odzież, czy drobne utensylia potrzebne w
każdym domu. W tłumie młodzi i starzy, kobiety, mężczyźni i dzieci, często
szare twarze sponiewierane przez alkohol, denaturat czy używki. Ale całkiem
niemało ludzi rześkich, w sile wieku, raźno komentujących ten
niesprawiedliwy świat. Trudno się wówczas oprzeć wrażeniu, że pomagać trzeba
wszystkim, pamiętając wszelako, że bezwarunkowe rozdawnictwo skrajnie
demoralizuje i demobilizuje, zniechęca do potu, męki, i wysiłku. Pomnaża
profesorów biedy i prawników niedostatku.
A praca czeka
Syndrom somalijski sam się nasuwa na myśl. Zwłaszcza że „profesorowie biedy”
stoją w ogonku po serek i jogurt, a tymczasem praca czeka. Wielu
specjalistów od rynku pracy, a także funkcjonariusze publicznych służb
zatrudnienia, potwierdzają fakt, że coraz łatwiej o ofertę pracy, że wielu
pracodawców narzeka, bo nie może znaleźć chętnych na różne stanowiska, że
miesiącami poszukuje kandydatów.
– Tak jest, tylko każda oferta, którą proponują to zarobki w okolicach
800-1000 zł brutto.
– Ja nie będę pracować za 300 czy 500 złotych. Na czarno przynajmniej
dostanę 1000 na rękę. Zachęćcie pracodawców, żeby proponowali więcej, to my
przyjmiemy ofertę – mówią bezrobotni. Mówią też o wymaganiach – prawo jazdy,
samochód, umiejętność negocjacji, bo większość ofert to – jak by nie patrzeć
– handlowanie i wciskanie ludziom towaru, co nazywa się elegancko
kreatywnością i umiejętnością osiągania celu. Skąd takie dobra i
umiejętności u ludzi biednych, często nieśmiałych, zamkniętych w sobie, z
zaniżoną samooceną, udręczonych niedostatkiem, w których nie ma już ani
krzty nadziei i zaufania do ludzi, bo zbyt wiele zawodów przeżyli w
kontaktach i z urzędnikami, i z pracodawcami?
Pracodawcy zaś skarżą się, że przysłani przez powiatowe urzędy pracy
kandydaci nie spełniają oczekiwań, mają wysokie żądania, są niewykształceni
, nie mają kwalifikacji potrzebnych na danym stanowisku, nie bardzo chętnie
godzą się podnieść czy uzupełnić swoją wiedzę. Generalnie sprawiają
wrażenie, że nie bardzo im na tej pracy zależy.
– W gronie bezrobotnych są takie osoby, które długotrwale korzystają ze
wsparcia Ośrodka, ale są i takie, które ciężko znoszą fakt, że są klientami
pomocy. Trudno określić liczebność obu tych grup. W mojej praktyce zawodowej
miałem do |
|
czynienia z sytuacjami, gdy osoby mające małe szanse na
podjęcie zatrudnienia (np. z powodu braku doświadczenia zawodowego, niskich
kwalifikacji, stanu zdrowia) znajdowały pracę. Zarówno wysokość jak i
wachlarz pomocy świadczonej przez Ośrodki Pomocy są uzależnione w znacznej
części od zasobności danej gminy – miasto Katowice przeznacza znaczne kwoty
na wsparcie osób będących w trudnej sytuacji życiowej – mówi Andrzej Górak z
Zespołu Aktywizacji Społecznej Osób Bezrobotnych Miejskiego Ośrodka Pomocy
Społecznej w Katowicach, koordynator - specjalista pracy socjalnej (oraz
doradca zawodowy) z 10-letnim stażem. – Działania wykonywane przez
pracowników Ośrodka, w tym specjalistów z zespołu którym kieruję, mają na
celu wsparcie osób poszukujących zatrudnienia w powrocie na rynek pracy.
Klienci Ośrodka mogą skorzystać nieodpłatnie z pomocy merytorycznej m.in.
doradców zawodowych, prawników, psychologów czy pracowników socjalnych.
Dysponujemy pracownią komputerową, gdzie prowadzimy szkolenia, pomagamy
szukać ofert pracy, poruszać się po rynku pracy.
Klienci Ośrodka uczestniczą w zajęciach aktywizujących, np. w ramach
programu „Nowy Start”, gdzie diagnozują swoją sytuację zawodową, dowiadują
się o swoich możliwościach, zasobach, ale i ograniczeniach czy w ramach
programu „Po Starcie”, w trakcie którego realizują plany wyjścia z
bezrobocia. Mogą też uczestniczyć w programach bardziej specjalistycznych,
np. „Klub Integracji Społecznej” czy „Perspektywa”- program skierowany do
grupy osób bezrobotnych, którzy chcą się uczyć, uzupełnić wykształcenie.
Grono osób bezrobotnych decyduje się na zaangażowanie w wykonywanie prac
wolontaryjnych – ta formuła pozwala im sprawdzić się w warunkach pracy.
Oferta dla osób poszukujących pracy jest bogata, ale przecież to w nich musi
być gotowość do poniesienia pewnych wyrzeczeń i uczynienia wysiłku, by z
tego skorzystać. Nie wszystkich na to stać.
Kto sobie ju ż nie pomoże
Ostatnio bardzo duże nadzieje wiąże się z pomocą współfinansowaną z
Europejskiego Funduszu Społecznego. W poprzednim okresie programowania
2004-2006 w ramach działań 1.2 i 1.3 Sektorowego Programu Operacyjnego
Rozwój Zasobów Ludzkich przeszkolono, posłano na staż, czy praktykę zawodową
wielu bezrobotnych, zwłaszcza z grup zagrożonych wykluczeniem społecznym,
czyli do 25 roku życia i bezrobotnych długotrwale. Pomoc udzielana w ramach
programów współfinansowanych z EFS to – poza szkoleniami i warsztatami
uczącymi zawodu lub podnoszącymi kwalifikacje – także obowiązkowe kursy
podnoszenia samooceny, budowania wizerunku, umiejętności rozmawiania z
pracodawcą, aktywizowania i zachęcania do rozmów, kontaktów. Na wszystkich
specjalistycznych wykresach efektywności poszukiwania pracy – internet,
oferty prasowe, oferty z PUP, wizyty w firmach u pracodawców, rozmowy z
kolegami i koleżankami – ten ostatni sposób okazuje się najskuteczniejszy na
znalezienie satysfakcjonującej pracy. Wszystkie projekty oferują ponadto
pomoc doradców zawodowych i psychologów, co ułatwia rozpoznanie własnych
predyspozycji i kompromis między nimi a pragnieniami co do osobistej kariery
zawodowej. Rozpoczynający działalność gospodarczą będą mieć w programie
realizowanego projektu warsztaty jak i gdzie szukać kredytów, jak wypełniać
dokumenty aplikacyjne.
Pomoc ta obejmie wkrótce jeszcze większą rzeszę ludzi. W ramach nowego
okresu programowania 2007-2013 i Programu Operacyjnego Kapitał Ludzki, który
zacznie być realizowany z początkiem przyszłego roku ponad 738 mln euro
trafi do regionu na rozwój zasobów ludzkich. Czyli na inwestycje w
człowieka. Czyli na szkolenia, podnoszenie kwalifikacji, pomoc w
rozpoczynaniu działalności gospodarczej i zakładaniu własnej firmy. Unijne
fundusze zasilą zakres wsparcia powiatowych urzędów pracy, które otrzymają
dodatkowe środki na swoje statutowe działania. Bezrobotni dostaną więc, ale
za cenę zaangażowania, uczestnictwa, chęci osobistego rozwoju, wysiłku
intelektualnego i fizycznego.
Jednak często to oferta dla chętnych, mających jakie takie wykształcenie i
resztkę wiary, że chcieć to móc. Większość pozostających bez pracy,
zwłaszcza tych po czterdziestce, bezrobotnych długotrwale, z ukończoną
szkołą podstawową, nie ma złudzeń, że jest za późno na naukę, poszerzanie
wiedzy, przekwalifikowania. Nie ma wiary, że ukończy szkolenia i zaliczy
test końcowy, że podoła egzaminom i sprawdzianom. Więc bezwolnie poddaje się
i czeka na pomoc. Na rytuał cargo… |