Górnośląski Park Etnograficzny w Chorzowie na zakończenie lata przygotował dla odwiedzających skansen trzy wystawy, wśród nich dwie fotograficzne: Chorzów Stary dawniej i dziś – powiązana z jubileuszem 750-lecia miasta oraz Młyny zbożowe w województwie śląskim, obydwie autorstwa Damiana Adamczaka, Tomasza Liboski i Antoniego Kreisa. Trzecia wystawa nosi tytuł Jak dawniej prano i zgromadzono na niej eksponaty-akcesoria, jakimi posługiwano się, wykonując te prozaiczne czynności od najdawniejszych czasów.
Wystawa Chorzów Stary dawniej i dziś ukazuje czas, w którym ta górnośląska wieś przeobrażała się pod wpływem eksplozji industrialnej w miasto, stając się najważniejszym zalążkiem Królewskiej Huty, jak brzmiała pierwotna nazwa Chorzowa. Do czasów współczesnych zachował się prawie niezmieniony układ dawnych pól i zabudowań. Początek XIX wieku przyniósł migrację ludności z terenów wiejskich do otwieranych hut i kopalń. Wytyczano ulice, drogi, linie kolejowe, układano miejską kanalizację. Powstał jeden z najsłynniejszych zakładów – Zakłady Azotowe, które przetrwały do końca XX wieku. Pod dawnych założeniu urbanistycznym przetrwała zwarta zabudowa placu św. Jana i ulicy Bożogrobców. Z początkiem lat 70. XX wieku zabudowa została wpisana do rejestru zabytków jako zespół osady robotniczej. Jak pokazali Tomasz Liboska i Antoni Kreis – autorzy współczesnych zdjęć wykonanych w Chorzowie Starym, trudno dziś doszukać się w krajobrazie tej najstarszej części miasta prawdziwych pereł architektury, które zachowały się pod zaniedbanymi frontonami kamienic i ciągle jeszcze obecnych upadających chałup, zachowanych w systematycznie zamalowywanych przez lata PRL-u olejną farbą prawdziwych cudów ornamentyki, detalu, elewacji. Chorzów ciągle jeszcze nie jest kojarzony z zabytkami architektury poprzemysłowej – to już prawdziwie ostatni dzwonek dla najpiękniejszych zabudowań i unikatowych rozwiązań architektonicznych. Wystawa ta ma zatem również charakter interwencyjny. Autorzy chcieli pokazać nie tylko związki Chorzowa ze swoimi korzeniami, czyli wsią, jej nieustającą obecność w życiu mieszkańców XXI-wiecznego miasta. Dowodem jest chociażby sam chorzowski skansen, który rozmieszczony został na polach, które uprawiane były przez przodków żyjących do dziś potomków


 


WIESŁAWA KONOPELSKA
 

 Trzy wystawy


 
 chorzowskich rolników.
Chorzów Stary dawniej i dziś pokazuje nie tylko zabudowania i narodziny miasta, to także prezentacja zdjęć z rodzinnych albumów i zbiorów muzealnych – w pięknych, odświętnych rozbarskich strojach prezentują się członkinie Towarzystwa Kobiet z lat 30. XX wieku, są chłopi – również w rozbarskich strojach – potomek jednego z nich – Franciszka Cofałki był gościem wernisażu – to on gospodarzył na tych ziemiach, potrafi dokładnie wskazać jak przebiegało jeszcze kilkadziesiąt lat temu jego pole, właśnie w miejscu, gdzie teraz prezentowana była ekspozycja, pod spichlerzem z Wojkowic. Erwin Cofałka przechowuje dawny strój jak relikwie, a przywdziewa go na specjalne okazje. W końcu strój starochorzowskiego gospodarza zawsze dodawał godności i powagi – najpierw jego ojcu, teraz jemu...
 
W krajobrazie miasta po upływie wieku przestały dominować kopalniane szyby, kominy hut, nawet powietrze oczyściło się z mdłego zapachu wydobywającego się z chorzowskich „Azotów”, ale pola uprawne przetrwały tę industrialną nawałnicę. Jak Erwin Cofałka.
Po przeciwnej stronie drogi, w chałupie z Wojkowic zagościła wystawa opowiadająca o młynach zbożowych w województwie śląskim. To plon ostatnich badań pracowników i fotografów GPE.
Młyny zbożowe także już w znacznej

większości należą do przeszłości, chociaż znów zaczyna się doceniać ich niepowtarzalność i wartość zabytkową, a czasem użyteczną. I znów jakby czas miniony ożył – i tu gośćmi wernisażu byli ciągle czynni młynarze, ludzie dla których młyn jest nie tylko miejscem pracy, sposobem zarobkowania, ale częścią tradycji rodzinnej, kultury, w której się wychowywali.
Wschodnia część Górnego Śląska a także zachodnia część Małopolski ciągle bogata jest w młyny zbożowe o napędzie wodnym, elektrycznym i wiatrowym. Jednak ich stan techniczny często jest już beznadziejny. Tylko nieliczne znalazły swoich opiekunów czy potomków dawnych użytkowników. Ciekawostką są fotografie pokazujące cieszyńskie „powieternioki”, czyli młyny wietrzne przypominające generatory stosowane na ubogich w wodę terenach w Stanach Zjednoczonych i Australii. Młyny takie sporadycznie występowały także w okolicach Rybnika i Czernicy. „Powieterniok” jest w posiadaniu pszczyńskiego skansenu. Również chorzowski GPE wkrótce wzbogaci się o to niezwykłe i rzadkie urządzenie.
Prawdziwym rarytasem nie tylko wystawy ale i GPE jest wiatrak z Grzawy, który trafił tu w 1964 roku. Jest to tzw. koźlak – jego podstawę stanowi okrągły cokół z kamieni wapiennych i cegieł, łączonych zaprawą wapienną. W murze cokołu znajduje się pięć otworów o wykroju furty romańskiej. Prócz niego można w skansenie zobaczyć młyn wodny z Imielina z połowy XIX wieku.
Z kolei na fotografiach utrwalono zabudowania – a właściwie często ich pozostałości – po młynach w Pile, Bolesławiu czy Lelowie. Tylko niektóre z tych obiektów miały odrobinę szczęścia – na nowo uruchomiono mechanizmy, odrestaurowano obiekty i wnętrza – pracują więc pełną parą jak za dawnych lat. Takie młyny mają np. Zbrosławice czy Pyskowice, Tworków i Okradzionów. Są widomym znakiem postępu technicznego przełomu XIX i XX wieku. I tu również nie bez znaczenia są pełne uroku fotografie Antoniego Kreisa, który nie tylko zdokumentował te fragmenty aktywności mieszkańców Górnego Śląska i Małopolski, ale także ukazał ich już często zapomniane piękno.
Wszystkie trzy wystawy mają również wielki walor edukacyjny – wraz z katalogami przygotowane zostały pod kierunkiem Damiana Adamczaka – historyka z chorzowskiego skansenu. 

SPIS TREŚCI
______________________________________________________________________________________________________________

                         Webmaster ALFA