– Joseph von Eichendorff obecny jest we wszystkich
encyklopediach świata, jego wiersze przetłumaczone zostały na wiele języków.
Zacznijmy od modnego dziś w mediach pytania: Jak wysoko w europejskim
rankingu poetów romantycznych, umieściłby Pan – jak się go określa –
„ostatniego rycerza romantyzmu”? Jak się go sytuuje, na przykład, w
odniesieniu do Adama Mickiewicza i Juliusza Słowackiego?
– To są różne rodzaje romantyczności, więc trudno porównywać rangi. Późne
pokolenie europejskich romantyków, do którego należy – przykładowo – w
Niemczech Eichendorff, w Anglii Byron, we Francji Lamartine, przychodzi na
świat w latach osiemdziesiątych XVIII wieku. Ich przybliżonym rówieśnikiem w
Polsce jest Kazimierz Brodziński, który zarówno swoimi zainteresowaniami,
jak rodzajem uczuciowości ledwie romantyzm zapowiada. Mickiewicz jest o
dziesięć lat młodszy, a Słowacki rodzi się jeszcze później, jako rówieśnik
Eduarda Mörikego, patrzącego na romantyzm już z dystansu. Może zresztą
Słowacki też jest bardziej ironistą romantycznej pozy niż romantykiem sensu
stricto – podobnie jak Heine? Mickiewicz utrafił swoją twórczością w tę fazę
romantyzmu, która po okresie rozczarowania realizacją szczytnych haseł
rewolucji francuskiej (z tego rozczarowania – wręcz przerażenia – rodzi się
trzeźwe marzycielstwo Eichendorffa) towarzyszyła rozbudzonym na nowo w
Europie „świętego przymierza” ruchom wyzwoleńczym. Dla Mickiewicza Napoleon
był zwiastunem wolności ludów europejskich, dla Eichendorffa – intruzem,
przeciwko któremu zwracał się poryw wolnościowy Niemców.
W tym rewolucyjnym, prometejskim nurcie romantyzmu Mickiewicz zajął w
Europie miejsce jedno z najwybitniejszych. Eichendorff jest na tym polu
nieobecny, ma natomiast własną silną domenę, bogatą skalę doznań
egzystencjalnych, rozbudzonych przez romantyków. Podobnej sublimacji
romantycznego świata uczuć dokonali mistrzowie romantycznej pieśni i innych
gatunków muzycznych: starszy Schubert i młodsza para rówieśników, Schumann i
Chopin.
Właśnie w takiej roli Eichendorff uzyskał wysoką rangę w krajach zachodniej
Europy. Nie sposób sobie bez niego wyobrazić europejskiego romantyzmu,
poświadczają to wszystkie encyklopedie i podręczniki historii literatury.
Ranga akademicka – i często jej towarzysząca edukacyjna – jest jednak, czym
innym niż ranga wynikająca z rzeczywistej poczytności. Pod tym względem
Eichendorff ma w Niemczech pozycję silniejszą niż Mickiewicz, a tym bardziej
Słowacki w Polsce, spełnia w szczęśliwy sposób wszystkie te trzy kryteria:
akademickie, edukacyjne i czytelnicze.
– Jest Pan wysoko cenionym znawcą twórczości Eichendorffa, przetłumaczył Pan
znaczną część jego wierszy. Co stanowi dominującą tonację tej poezji?
– Poczucie obecnego we wszystkim piękna jako źródła szczęścia – i równie
głębokiego smutku, spowodowanego ulotnością i kruchością tego piękna.
Wewnętrznej wolności, której znakiem zewnętrznym jest wędrówka. I wierności
głębokim, niepodległym czasowi zobowiązaniom, głosom świata i natury, które
poeta przemienia w pieśń i dzięki temu sprawia, że stają się czytelne dla
wszystkich.
Swoje wiersze Eichendorff układał w cykle tematyczno-gatunkowe. Pierwsze
miejsce dał Pieśniom wędrownym, powstającym w środkowym okresie życia, od
Pożegnania – wiersza, którym rozstawał się z rodzinnym krajobrazem przed
wyjazdem do Wiednia w 1810 roku (zamieścił go w debiutanckiej powieści
Przeczucie i teraźniejszość), po Wędrownego poetę, wiersz przeznaczony do
zbiorowego wydania 1841, kiedy znużony służbą państwową, starał się już o
emeryturę. Wiersz Pożegnanie, napisany przez 22-letniego młodzieńca na
łubowickim wzgórzu z rozległym widokiem na okolice, zaczynający się frazą o
magicznej sile wyrazu: O Täler weit, o Höhen (Doliny wy i góry), ślubował
wierność tajemnej mowie lasu, która raz odczytana i wysłuchana, będzie mu
odtąd towarzyszyła we wszystkich kolejach życia. Mendelssohn skomponował do
tych słów pieśń chóralną. W Wędrownym poecie jest ten sam motyw,
rozciągnięty na całą naturę: skowronek, łąka, drzewa, wiatr, strumień, mają
w każdej chwili bardzo wiele do powiedzenia, i nawet, kiedy poeta chce już
odpocząć, natura go rozpoznaje i nie daje mu zasnąć, ciesząc uszy śpiewem
słowika, a oczy tańcem świetlików.
Nie wszystkie jednak wiersze z tego cyklu są tak radosne. W świecie kryje
się też groźba zatraty, pojawiająca się równie niespodziewanie, jak chwile
szczęścia. Wiersz W lesie najlepiej może oddaje tę momentalną zmienność
nastroju: trwająca przez mgnienie oka wizja radosnej konnej gonitwy z
graniem rogu ustępuje poczuciu samotności wędrowca wśród nocnej ciszy, z
sercem łomoczącym z trwogi. Wędrówka dlatego tak pociąga, że sprzyja
przeżywaniu świata jako niespodzianki, której wrogiem jest mieszczańska
stabilizacja, ograniczony świat filistrów. Ale za intensywność doznań płaci
się tym większym bólem utraty, a powrót do miejsc, które się kiedyś kochało,
okazuje się zawsze daremny: „To nie jest już ten dom…”. Eichendorff umiał
przedstawić takie stany duszy jako dramat istnienia, bez sentymentalnego
banału, grożącego tu na każdym kroku, delikatną i wielomówną kreską. I już w
wierszu Ostatni powrót, napisanym wkrótce po przeniesieniu się poety do
niemiłego mu Berlina, remedium na ból powrotu do miejsca, w którym nikt na
wędrowca nie czeka, staje się wyobrażenie domu transcendentnego, w
religijnie uwiarygodnionym, a zarazem – jak wszystko u Eichendorffa –
baśniowym zaświecie. Jest to pierwsza zapowiedź motywu, który po dwudziestu
pięciu latach pojawi się w jednym z ostatnich wierszy: kończy się zima, do
okna stuka posłaniec, gospodarz wychodzi z domu i już nie wraca, bo właśnie
zaczęła się wieczna wiosna.
Już krócej o pozostałych cyklach: Życie śpiewaka to po części przedłużenie
poprzedniego, ale z akcentem na rolę poety, szczególnie na konflikt między
unormowanym, urzędniczym trybem życia (z wyraźnymi odniesieniami
autobiograficznymi) a potrzebą marzenia, fantazji i swobody. Na uwagę
zasługuje szczegół obyczajowy, pieśni biesiadne napisane dla towarzystwa
śpiewaczego w Gdańsku; po polsku zabrzmiały one niedawno w audycji dwójki
radiowej, w adaptacji Witolda Malesy i opracowaniu muzycznym Małgorzaty
Małaszko. Kolejny cykl, Pieśni na czasie, zbiera wiersze o trudach i
nadziejach żołnierza, Wiosna i miłość – lirykę sytuacyjną z mistrzowsko
wysłuchanymi pogłosami pieśni ludowej, Ofiary dla zmarłych – treny na śmierć
córeczki, Wiersze duchowne ukazują poetę religijnego i mistycznego, Romance
uderzają w mroczny ton balladowy, łagodzony już lekkim dystansem gry ze
znanymi czytelnikowi konwencjami. Najbardziej jest spośród nich znana
ballada Pęknięty pierścionek, o niewiernej młynareczce i daremnie szukającym
pocieszenia kochanku: „Gdzie chłodna płynie struga, tam szumi stary młyn…”.
Sporo wierszy zostało opublikowanych pośmiertnie, wśród nich napisany przez
szesnastoletniego chłopca Poranek, wrażenie z obserwacji na Ślęży wschodu
słońca.
Liryka Eichendorffa objęła wszystkie fazy życia ludzkiego, od dzieciństwa po
późną starość, i dała wyraz stanom duchowym, składającym się na pełnię
ludzkiego istnienia. Uczyniła to zaś w sposób lekki, naturalny, śpiewny, z
kunsztem głęboko ukrytym, wolnym od ostentacji, sztuczności i natchnionego
wielosłowia. Dlatego się nie starzeje. Proszę sobie wyobrazić, że rocznie
ukazuje się w |
|

Pomnik poety przy Zespole Szkół Ekonomicznych w Nysie
|
O Josephie von Eichendorffie,
w 150-lecie Jego śmierci,
z prof.
Andrzejem Lamem
rozmawia
Jan CofaŁka
|
Bezdomny
poeta ojczyzny
krajach
niemieckojęzycznych kilkadziesiąt nowych wydań tej poezji, a w bieżącym roku
rocznicowym wyszło (do września) ponad osiemdziesiąt publikacji tak czy
inaczej z Eichendorffem związanych.
– Otóż właśnie. Twierdzi się, że liryka Eichendorffa, wzorowana „na
potoczystej pieśni ludowej”, sama z siebie „prowokowała” muzykę, dlatego
chętnie sięgali po nią najwybitniejsi kompozytorzy, tacy jak: Feliks
Mendelssohn, Johannes Brahms, Robert Schumann, Ryszard Strauss i wielu
innych. Czy tak było rzeczywiście? Czy interesował się nią również
Franciszek Schubert?
– Najstarszy z wymienionych przez Pana kompozytorów, Schubert, z pewnością
sięgnąłby po teksty Eichendorffa, ponieważ odpowiadałyby one jego
dramatycznej i nastrojowej uczuciowości, ukazały się jednak w wydaniu
książkowym dopiero w dziewięć lat po przedwczesnej śmierci Schuberta (choć
był od poety o dziewięć lat młodszy) i nic nie wskazuje, aby znał je z
okazjonalnych druków w almanachach czy jako inkrustacje w powieści
Przeczucie i teraźniejszość; kiedy zaś wyszła ciesząca się ogromnym wzięciem
powieść-baśń Z życia nicponia, gdzie znajdowały się też wiersze liryczne –
był zajęty swoimi ostatnimi wielkimi kompozycjami. Za to dla Schumanna tom
wierszy Eichendorffa opuścił prasę drukarską w sam raz, muzyk miał wtedy
dwadzieścia siedem lat. Był to spokojny dla Niemiec, stabilny i marzycielski
czas biedermeieru (określany też mianem Vormärz), kiedy tonacje romantyczne
mogły wybrzmiewać w całej ich dojrzałej pełni.
Schumann zawarł w cyklu dwunastu pieśni, który sam nazwał „najbardziej
romantycznym ze wszystkich”, podstawowe tonacje Eichendorffowskiej liryki,
od dramatycznej i groźnej zapowiedzi Na obczyźnie, gdzie nadciągająca z
kraju dzieciństwa burza przypomina o śmierci rodziców i każe myśleć o
zapadaniu się w nicość – po końcową, euforycznie radosną Noc wiosenną, ze
śpiewem słowików zwiastujących miłosne spełnienie (czym Schumann wyrażał też
własne ówczesne doznania). Bezpośrednio po mrocznej pieśni inicjalnej
pojawia się nuta czułości w intymnym wyznaniu Twój przecudowny obraz, potem
jakby przestroga w złowieszczej scenie spotkania czarodziejki Lorelei w
nadreńskim lesie, i tak na zmianę, z dzielącym cykl obrazem śpiącego w
ruinie zamku rycerza, do którego dobiegają znad Renu odgłosy wesela, radosna
muzyka i płacz panny młodej. Arcydziełem jest Noc księżycowa, płynąca
wolnym, rozciągniętym rytmem, z narastającą falą uczucia aż po końcowe
uniesienie, lot duszy nad uśpioną ziemią. Jeśli można tę pieśń do czegoś
porównać, to chyba tylko do późniejszego o pięćdziesiąt lat Światła księżyca
Debussy’ego: szczyt romantycznego nastroju obok szczytu impresjonizmu.
Eichendorff powiedział, że dopiero muzyka Schumanna dała jego pieśniom
życie. Inne połączenia nie były równie szczęśliwe, mimo kompozycji
Mendelssohna, który tak ukochał poezję Eichendorffa, że kazał sobie wyryć na
grobie cytat z jego wiersza, czy Brahmsa, który próbował przyoblec w nowe
melodie również wiersze udźwiękowione już przez Schumanna. Trudną wybrał
konkurencję! W duchu modernistycznym interpretował tę poezję Hugo Wolf:
lirycznej sile, którą podziwiał u Schumanna, przydał znamię niesamowitości i
dziwności, jakby pozostając pod urokiem pierwowzoru, igrał zarazem z jego
gatunkową i tematyczną rodzajowością. Przypomina w tym innego ulubionego
przez niego poetę Mörikego. Szczególnie pociągały Wolfa charakterystyczne
maski: wędrownego muzykanta, prowokującego fortunę utracjusza,
marzycielskiego studenta, żołnierza, żeglarza, ale sięgał też po miniatury
trudniej poddające się konwencjonalizacji, destylujące czysty liryzm, jak
Kwiat nocy lub ogłoszona już po śmierci poety Milcząca miłość.
– Poetycka nowela Eichendorffa „Z życia nicponia”, uznana, także przez Pana,
za „arcydzieło romantycznej prozy”, doczekała się prawie 150 wydań. Co
stanowi o jej sile oddziaływania?
– Intryga pełna tajemniczych i groźnych przygód, których nie powstydziłby
się wytrawny autor powieści kryminalnej. To mówię półżartem. A serio – o
uroku noweli decyduje widok świata z pozycji chłopca opowiadającego te
przygody, oczywiście z dyskretnym reżyserem w tle. Wyrzucony z domu przez
ojca młynarza za lenistwo, ów „nicpoń” ma za cały majątek amatorskie
skrzypki i ujmujący wdziękiem, naiwny świat uczuć. Fortuna takich lubi! Ale
nawet kiedy marzenia się spełniają, pozostaje tym samym chłopcem: w
odświętnej scenerii finału sięga do kieszeni po garść migdałów. Napisana
lekko i z humorem opowieść ma drugie dno: jak przenika się świat realny ze
światem marzenia i jak ten drugi w przedziwny sposób okazuje się
skuteczniejszym sposobem na życie. Przewija się przez nią galeria barwnych
postaci z różnych środowisk, także artystycznych, ukazują się cudowne
krajobrazy z drogi do Italii, do Rzymu, i znów nad Dunaj, do Wiednia. Czy
trzeba czegoś więcej? Właściwa artystom niemieckim miłość do Włoch, tak
silnie zaznaczona u Goethego, objawia się tu klimatem dawności i urokiem
rzymskich zakamarków, a hymn na cześć Austrii, wyśpiewany na granicy, wiele
mówi o sympatiach samego autora. Z kolei młyn jest zapewne podobny do tych,
które widział Eichendorff podczas swoich młodzieńczych wędrówek po
Śląsku.
– Eichendorff urodził się na Śląsku i był katolikiem – jaki te dwa fakty
miały wpływ na Jego życie? I jak należy rozumieć cytowane przez Pana
stwierdzenie Teodora Adorno: „Eichendorff nie jest poetą ojczyzny, lecz
tęsknoty za ojczyzną”. Czy podziela Pan pogląd wyrażany przez niektórych
badaczy Jego życia i twórczości, że poeta będąc ciągle w drodze, przenosząc
się wielokrotnie z miejsca na miejsce, nie miał w rzeczywistości ojczyzny?
– W śląskiej młodości Eichendorff zebrał doświadczenia, które określiły całą
jego twórczość, nadały jej ton. Należał do tych wielkich romantyków, którzy
cierpieli z powodu utraty ojczyzny – ojczyzny duchowej, przybierającej
postać kraju dzieciństwa. Ukazała się niedawno w Berlinie porównawcza
rozprawa Patrycji Czezior o poczuciu braku ojczyzny (Heimatlosigkeit) w
dziełach Eichendorffa i Heinego. U Eichendorffa kraj dzieciństwa nie ma
łatwo rozpoznawalnych śląskich |
|
rysów, poeta nawet świadomie zacierał te ślady, ponieważ
chciał, aby utracona kraina, do której realny powrót wiązałby się już tylko
z bólem nierozpoznania, stała się znakiem czegoś ogólniejszego – ale też
głęboko własnego, wyrażonego indywidualną symboliką. Czerpał ją ze źródeł
romantyzmu, bijących w nadreńskich prowincjach Niemiec, ale też z duchowego
klimatu monarchii Habsburgów, bo pruski nalot ciągle był tu powierzchowny, a
w protestanckich Prusach pisarz czuł się fatalnie. Warto byłoby na nowo
odczytać literackie i polityczne pisma Eichendorffa, w których szkicował
portrety pisarzy romantycznych, rozpatrywał znaczenie katolicyzmu w życiu
duchowym Niemiec, zajmował się stosunkiem państwa i Kościoła po
sekularyzacji i kwestią wolności prasy w świetle nowych projektów
konstytucyjnych. A jako poeta? Wiersze religijne Eichendorffa przenika
mistyczne światło, a jego hymn do Matki Boskiej jest tak piękny, że mógłby
stać się także polską pieśnią kościelną.
– Swego czasu poeta i Ślązak, Jan Goczoł, apelował o „zdejmowanie chomąta z
Eichendorffa”, uznając, że dawne i współczesne próby aneksji poety,
dalekiego w swej twórczości od ciasnego, ojczyźnianego tromtradactwa i
regionalnego opisywactwa, są w dziejach Śląska zjawiskiem zawstydzającym i
przygnębiającym. Jak dziś wygląda stan sporu o stosunek Eichendorffa do
śląskiej ojczyzny oraz zawłaszczania poety przez ugrupowania
nacjonalistyczne w celu obwołania go bardem niemieckiej śląskości?
– Eichendorff najmniej się nadaje do tego, aby powiewać nim jak sztandarem.
Kto ciekaw, niech czyta wydaną niedawno we Wrocławiu książkę Martina
Hollendra O politycznym i ideologicznym zawłaszczaniu twórczości Josepfa von
Eichendorffa, ze wstępem Marka Zybury. Jest natomiast czymś naturalnym, że
Śląsk – cały Śląsk: dawny, obecny i przyszły, niemiecki, austriacki, polski,
czeski i śląski – szczyci się tym, że poeta tej miary urodził się w
Łubowicach, za towarzysza zabaw miał wikarego Pawła Ciupke, na targ jeździł
do Raciborza, taniec elfów oglądał koło zamku w Toszku i kształcił się we
Wrocławiu, zanim porwały go heidelberskie i ogólnoniemieckie prądy. Ale od
kultu pisarza do uważnej lektury jego dzieł droga bywa daleka.
– Jak obecnie, 150 lat od śmierci poety, przedstawia się recepcja
Eichendorffa w Polsce? Dlaczego Polacy winni znać Eichendorffa?
– Po pierwsze dlatego, że lektura jego utworów daje satysfakcję, jest to
poezja ciągle żywa. Tworzy też ciekawy kontekst dla polskiego romantyzmu, bo
i on, i Mickiewicz, i Słowacki, mimo różnicy wieku, zdobywali rangę pisarską
w zbliżonym czasie, w latach dwudziestych–trzydziestych XIX wieku. Ale
również dlatego, że przejmując jakąś ziemię, przejmuje się też pamięć
wszystkiego, co na tej ziemi się zrodziło. Próby tłumienia takiej pamięci
kończyły się na ogół niesławnie. Odpowiadają więc za dziedzictwo
Eichendorffa i Niemcy, i Polacy. W polskich szkołach powinno się czytać jego
poezję, a już na pewno w szkołach na Śląsku, po polsku bądź po niemiecku, a
najlepiej w obu tych językach. Pamiętajmy, że Eichendorff był dwujęzyczny,
pisał po niemiecku, ale serdeczne rozmowy prowadził z bratem po polsku.
– Z pewnością docierają do Pana wieści o obchodach 150-lecia śmierci J.
Eichendorffa w Polsce i Niemczech, jakie może Pan wymienić najistotniejsze
przedsięwzięcia?
– W Niemczech są to o czym już wspomniałem niezliczone wydania dzieł, z
wykorzystaniem technik multimedialnych, w pięknej oprawie graficznej,
przemawiające do wyobraźni. Akademickie konferencje, popularne odczyty,
koncerty i publiczne recytacje wierszy, wycieczki szlakami wędrówek pisarza,
odświętny tom „Aurory”, rocznika Towarzystwa im. Eichendorffa. W Polsce
powinno być podobnie, choć o takim rozmachu wydawniczym nie ma co i marzyć –
ale może wydany przez Dom Wydawniczy „Elipsa” obszerny wybór poezji Wiosna i
miłość przy tej okazji się rozejdzie. Pozostaje uczczenie miejsc pamięci,
gdzie jeszcze tego nie uczyniono, bo pomniki już stoją, ulice imienia
pisarza są i grób zadbany.
– Serdecznie dziękuję za rozmowę.
Joseph von Eichendoff ur. 10 marca 1788 r. w Łubowicach pod Raciborzem,
zmarł 26 listopada1857 r. w Nysie, gdzie został pochowany, obok żony, na
Cmentarzu Jerozolimskim. Pochodził z rodziny arystokratycznej, od pokoleń
osiadłej na Śląsku. Tworzył w języku niemieckim, znał język polski w jego
śląskiej odmianie, którym władała wówczas większość ludności na Śląsku. Jego
twórczy dorobek obejmuje wszystkie rodzaje literackie. Największą część jego
spuścizny stanowią wiersze (napisał ich 608) określane „najpiękniejszymi i
najdojrzalszymi owocami romantyzmu”. Z utworów prozatorskich wysoko cenioną
jest opowieść poetycka „Z życia nicponia” (1826), którą uważa się za
„najbardziej reprezentatywną nowelę niemieckiego romantyzmu”. W jego dorobku
znajdują się także 3 poematy epickie: „Julian” (1853), „Lucjusz” (1857),
„Robert i Guiskard” (1855); powieść „Przeczucie i teraźniejszość” (1815); 9
utworów scenicznych, w tym: „Ostatni bohater Malborka” – tragedia oraz
„Wojna filistrom” – komedia satyryczna; 13 opowiadań i nowel: „Wiele hałasu
o nic”, „Poeci i ich towarzysze” i inne. Bogata jest jego twórczość
autobiograficzna (dzienniki, wspomnienia), spuścizna publicystyczna (pisma
historyczne, polityczne, krytycznoliterackie: „Historia literatury
poetyckiej Niemiec”, „Historia nowszej poezji romantycznej w Niemczech”,
„Etyczne i religijne znaczenie nowszej romantycznej poezji w Niemczech”,
„Niemiecka powieść XVIII wieku i jej stosunek do chrześcijaństwa”, „Z
historii dramatu”) oraz twórczość translatorska.
Z hiszpańskiego przełożył 16 utworów scenicznych, w tym 10 sztuk religijnych
don Pedro Calderona de la Barca, 5 interludiów Miguela Cervantesa. Dzieła
jego przetłumaczono na 19 języków, wśród nich również na: turecki, egipski,
chiński i japoński.
Andrzej Lam ur. 26 grudnia 1929 r. w Grudziądzu,
historyk i teoretyk literatury, tłumacz, emerytowany prof. Uniwersytetu
Warszawskiego, prof. Akademii Humanistycznej im. A. Gieysztora w Pułtusku.
Studiował polonistykę na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Był
dyrektorem Instytutu Literatury Polskiej na UW (1976-1982) i kier. Zakładu
Literatury XX wieku (1982-2001), red. nacz. „Współczesności” (1962-1966),
„Rocznika Literackiego” ( 1980-1984), współredagował „Miesięcznik Literacki”
(1966-1989). Wykładał literaturę polską na Uniwersytecie im. J. Gutenberga w
Moguncji (1982/1983). Posiada w swym bogatym dorobku książkowym liczne
publikacje poświęcone literaturze polskiej i niemieckiej: „Instynkt i ład.
Programy awangardy poetyckiej w Polsce w latach 1917-1923” (1969, wersja
niemiecka 1990), „Inne widzenie. Studia o poezji polskiej i niemieckiej”
(2001) oraz wiele wybitnych przekładów poezji niemieckiej: „Pieśni o
Nibelungach” (1995, 1999); „Minnesang. Niemiecka średniowieczna pieśń
miłosna” (1997); dzieł Woframa von Eschenbach „Pieśni. Parsifal. Titurel”
(1996) i „Willehalm” (1997); Anioła Ślązaka „Cherubinowy wędrowiec”;
Goethego „Tobie głosu użyczam” (1995), „Wiersze” (2006); Hölderlina „Poezje
” (1998), „Nocny wędrowiec” (2002); Josepha von Eichendorffa „Poezje. Z
życia nicponia” (1997), „Wiosna i miłość. Poezje” (2004); Eduarda Mörike
(2002); Ernsta Stadlera „Wymarsz” (1995); Georga Trakla „Poezje zebrane”
(1992), „Wiersze z rękopisów” (2000); Georga Heyma „Wieczny dzień” (1994),
„Armada nocy” (2001). |