– Joseph von Eichendorff obecny jest we wszystkich encyklopediach świata, jego wiersze przetłumaczone zostały na wiele języków. Zacznijmy od modnego dziś w mediach pytania: Jak wysoko w europejskim rankingu poetów romantycznych, umieściłby Pan – jak się go określa – „ostatniego rycerza romantyzmu”? Jak się go sytuuje, na przykład, w odniesieniu do Adama Mickiewicza i Juliusza Słowackiego?
– To są różne rodzaje romantyczności, więc trudno porównywać rangi. Późne pokolenie europejskich romantyków, do którego należy – przykładowo – w Niemczech Eichendorff, w Anglii Byron, we Francji Lamartine, przychodzi na świat w latach osiemdziesiątych XVIII wieku. Ich przybliżonym rówieśnikiem w Polsce jest Kazimierz Brodziński, który zarówno swoimi zainteresowaniami, jak rodzajem uczuciowości ledwie romantyzm zapowiada. Mickiewicz jest o dziesięć lat młodszy, a Słowacki rodzi się jeszcze później, jako rówieśnik Eduarda Mörikego, patrzącego na romantyzm już z dystansu. Może zresztą Słowacki też jest bardziej ironistą romantycznej pozy niż romantykiem sensu stricto – podobnie jak Heine? Mickiewicz utrafił swoją twórczością w tę fazę romantyzmu, która po okresie rozczarowania realizacją szczytnych haseł rewolucji francuskiej (z tego rozczarowania – wręcz przerażenia – rodzi się trzeźwe marzycielstwo Eichendorffa) towarzyszyła rozbudzonym na nowo w Europie „świętego przymierza” ruchom wyzwoleńczym. Dla Mickiewicza Napoleon był zwiastunem wolności ludów europejskich, dla Eichendorffa – intruzem, przeciwko któremu zwracał się poryw wolnościowy Niemców.
W tym rewolucyjnym, prometejskim nurcie romantyzmu Mickiewicz zajął w Europie miejsce jedno z najwybitniejszych. Eichendorff jest na tym polu nieobecny, ma natomiast własną silną domenę, bogatą skalę doznań egzystencjalnych, rozbudzonych przez romantyków. Podobnej sublimacji romantycznego świata uczuć dokonali mistrzowie romantycznej pieśni i innych gatunków muzycznych: starszy Schubert i młodsza para rówieśników, Schumann i Chopin.
Właśnie w takiej roli Eichendorff uzyskał wysoką rangę w krajach zachodniej Europy. Nie sposób sobie bez niego wyobrazić europejskiego romantyzmu, poświadczają to wszystkie encyklopedie i podręczniki historii literatury. Ranga akademicka – i często jej towarzysząca edukacyjna – jest jednak, czym innym niż ranga wynikająca z rzeczywistej poczytności. Pod tym względem Eichendorff ma w Niemczech pozycję silniejszą niż Mickiewicz, a tym bardziej Słowacki w Polsce, spełnia w szczęśliwy sposób wszystkie te trzy kryteria: akademickie, edukacyjne i czytelnicze.
– Jest Pan wysoko cenionym znawcą twórczości Eichendorffa, przetłumaczył Pan znaczną część jego wierszy. Co stanowi dominującą tonację tej poezji?
– Poczucie obecnego we wszystkim piękna jako źródła szczęścia – i równie głębokiego smutku, spowodowanego ulotnością i kruchością tego piękna. Wewnętrznej wolności, której znakiem zewnętrznym jest wędrówka. I wierności głębokim, niepodległym czasowi zobowiązaniom, głosom świata i natury, które poeta przemienia w pieśń i dzięki temu sprawia, że stają się czytelne dla wszystkich.
Swoje wiersze Eichendorff układał w cykle tematyczno-gatunkowe. Pierwsze miejsce dał Pieśniom wędrownym, powstającym w środkowym okresie życia, od Pożegnania – wiersza, którym rozstawał się z rodzinnym krajobrazem przed wyjazdem do Wiednia w 1810 roku (zamieścił go w debiutanckiej powieści Przeczucie i teraźniejszość), po Wędrownego poetę, wiersz przeznaczony do zbiorowego wydania 1841, kiedy znużony służbą państwową, starał się już o emeryturę. Wiersz Pożegnanie, napisany przez 22-letniego młodzieńca na łubowickim wzgórzu z rozległym widokiem na okolice, zaczynający się frazą o magicznej sile wyrazu: O Täler weit, o Höhen (Doliny wy i góry), ślubował wierność tajemnej mowie lasu, która raz odczytana i wysłuchana, będzie mu odtąd towarzyszyła we wszystkich kolejach życia. Mendelssohn skomponował do tych słów pieśń chóralną. W Wędrownym poecie jest ten sam motyw, rozciągnięty na całą naturę: skowronek, łąka, drzewa, wiatr, strumień, mają w każdej chwili bardzo wiele do powiedzenia, i nawet, kiedy poeta chce już odpocząć, natura go rozpoznaje i nie daje mu zasnąć, ciesząc uszy śpiewem słowika, a oczy tańcem świetlików.
Nie wszystkie jednak wiersze z tego cyklu są tak radosne. W świecie kryje się też groźba zatraty, pojawiająca się równie niespodziewanie, jak chwile szczęścia. Wiersz W lesie najlepiej może oddaje tę momentalną zmienność nastroju: trwająca przez mgnienie oka wizja radosnej konnej gonitwy z graniem rogu ustępuje poczuciu samotności wędrowca wśród nocnej ciszy, z sercem łomoczącym z trwogi. Wędrówka dlatego tak pociąga, że sprzyja przeżywaniu świata jako niespodzianki, której wrogiem jest mieszczańska stabilizacja, ograniczony świat filistrów. Ale za intensywność doznań płaci się tym większym bólem utraty, a powrót do miejsc, które się kiedyś kochało, okazuje się zawsze daremny: „To nie jest już ten dom…”. Eichendorff umiał przedstawić takie stany duszy jako dramat istnienia, bez sentymentalnego banału, grożącego tu na każdym kroku, delikatną i wielomówną kreską. I już w wierszu Ostatni powrót, napisanym wkrótce po przeniesieniu się poety do niemiłego mu Berlina, remedium na ból powrotu do miejsca, w którym nikt na wędrowca nie czeka, staje się wyobrażenie domu transcendentnego, w religijnie uwiarygodnionym, a zarazem – jak wszystko u Eichendorffa – baśniowym zaświecie. Jest to pierwsza zapowiedź motywu, który po dwudziestu pięciu latach pojawi się w jednym z ostatnich wierszy: kończy się zima, do okna stuka posłaniec, gospodarz wychodzi z domu i już nie wraca, bo właśnie zaczęła się wieczna wiosna.
Już krócej o pozostałych cyklach: Życie śpiewaka to po części przedłużenie poprzedniego, ale z akcentem na rolę poety, szczególnie na konflikt między unormowanym, urzędniczym trybem życia (z wyraźnymi odniesieniami autobiograficznymi) a potrzebą marzenia, fantazji i swobody. Na uwagę zasługuje szczegół obyczajowy, pieśni biesiadne napisane dla towarzystwa śpiewaczego w Gdańsku; po polsku zabrzmiały one niedawno w audycji dwójki radiowej, w adaptacji Witolda Malesy i opracowaniu muzycznym Małgorzaty Małaszko. Kolejny cykl, Pieśni na czasie, zbiera wiersze o trudach i nadziejach żołnierza, Wiosna i miłość – lirykę sytuacyjną z mistrzowsko wysłuchanymi pogłosami pieśni ludowej, Ofiary dla zmarłych – treny na śmierć córeczki, Wiersze duchowne ukazują poetę religijnego i mistycznego, Romance uderzają w mroczny ton balladowy, łagodzony już lekkim dystansem gry ze znanymi czytelnikowi konwencjami. Najbardziej jest spośród nich znana ballada Pęknięty pierścionek, o niewiernej młynareczce i daremnie szukającym pocieszenia kochanku: „Gdzie chłodna płynie struga, tam szumi stary młyn…”. Sporo wierszy zostało opublikowanych pośmiertnie, wśród nich napisany przez szesnastoletniego chłopca Poranek, wrażenie z obserwacji na Ślęży wschodu słońca.
Liryka Eichendorffa objęła wszystkie fazy życia ludzkiego, od dzieciństwa po późną starość, i dała wyraz stanom duchowym, składającym się na pełnię ludzkiego istnienia. Uczyniła to zaś w sposób lekki, naturalny, śpiewny, z kunsztem głęboko ukrytym, wolnym od ostentacji, sztuczności i natchnionego wielosłowia. Dlatego się nie starzeje. Proszę sobie wyobrazić, że rocznie ukazuje się w


Pomnik poety przy Zespole Szkół Ekonomicznych w Nysie
 


O Josephie von Eichendorffie,
w 150-lecie Jego śmierci,
z prof.
Andrzejem Lamem

rozmawia
Jan CofaŁka
 

Bezdomny
poeta ojczyzny 

  krajach niemieckojęzycznych kilkadziesiąt nowych wydań tej poezji, a w bieżącym roku rocznicowym wyszło (do września) ponad osiemdziesiąt publikacji tak czy inaczej z Eichendorffem związanych.
– Otóż właśnie. Twierdzi się, że liryka Eichendorffa, wzorowana „na potoczystej pieśni ludowej”, sama z siebie „prowokowała” muzykę, dlatego chętnie sięgali po nią najwybitniejsi kompozytorzy, tacy jak: Feliks Mendelssohn, Johannes Brahms, Robert Schumann, Ryszard Strauss i wielu innych. Czy tak było rzeczywiście? Czy interesował się nią również Franciszek Schubert?
– Najstarszy z wymienionych przez Pana kompozytorów, Schubert, z pewnością sięgnąłby po teksty Eichendorffa, ponieważ odpowiadałyby one jego dramatycznej i nastrojowej uczuciowości, ukazały się jednak w wydaniu książkowym dopiero w dziewięć lat po przedwczesnej śmierci Schuberta (choć był od poety o dziewięć lat młodszy) i nic nie wskazuje, aby znał je z okazjonalnych druków w almanachach czy jako inkrustacje w powieści Przeczucie i teraźniejszość; kiedy zaś wyszła ciesząca się ogromnym wzięciem powieść-baśń Z życia nicponia, gdzie znajdowały się też wiersze liryczne – był zajęty swoimi ostatnimi wielkimi kompozycjami. Za to dla Schumanna tom wierszy Eichendorffa opuścił prasę drukarską w sam raz, muzyk miał wtedy dwadzieścia siedem lat. Był to spokojny dla Niemiec, stabilny i marzycielski czas biedermeieru (określany też mianem Vormärz), kiedy tonacje romantyczne mogły wybrzmiewać w całej ich dojrzałej pełni.
Schumann zawarł w cyklu dwunastu pieśni, który sam nazwał „najbardziej romantycznym ze wszystkich”, podstawowe tonacje Eichendorffowskiej liryki, od dramatycznej i groźnej zapowiedzi Na obczyźnie, gdzie nadciągająca z kraju dzieciństwa burza przypomina o śmierci rodziców i każe myśleć o zapadaniu się w nicość – po końcową, euforycznie radosną Noc wiosenną, ze śpiewem słowików zwiastujących miłosne spełnienie (czym Schumann wyrażał też własne ówczesne doznania). Bezpośrednio po mrocznej pieśni inicjalnej pojawia się nuta czułości w intymnym wyznaniu Twój przecudowny obraz, potem jakby przestroga w złowieszczej scenie spotkania czarodziejki Lorelei w nadreńskim lesie, i tak na zmianę, z dzielącym cykl obrazem śpiącego w ruinie zamku rycerza, do którego dobiegają znad Renu odgłosy wesela, radosna muzyka i płacz panny młodej. Arcydziełem jest Noc księżycowa, płynąca wolnym, rozciągniętym rytmem, z narastającą falą uczucia aż po końcowe uniesienie, lot duszy nad uśpioną ziemią. Jeśli można tę pieśń do czegoś porównać, to chyba tylko do późniejszego o pięćdziesiąt lat Światła księżyca Debussy’ego: szczyt romantycznego nastroju obok szczytu impresjonizmu.
Eichendorff powiedział, że dopiero muzyka Schumanna dała jego pieśniom życie. Inne połączenia nie były równie szczęśliwe, mimo kompozycji Mendelssohna, który tak ukochał poezję Eichendorffa, że kazał sobie wyryć na grobie cytat z jego wiersza, czy Brahmsa, który próbował przyoblec w nowe melodie również wiersze udźwiękowione już przez Schumanna. Trudną wybrał konkurencję! W duchu modernistycznym interpretował tę poezję Hugo Wolf: lirycznej sile, którą podziwiał u Schumanna, przydał znamię niesamowitości i dziwności, jakby pozostając pod urokiem pierwowzoru, igrał zarazem z jego gatunkową i tematyczną rodzajowością. Przypomina w tym innego ulubionego przez niego poetę Mörikego. Szczególnie pociągały Wolfa charakterystyczne maski: wędrownego muzykanta, prowokującego fortunę utracjusza, marzycielskiego studenta, żołnierza, żeglarza, ale sięgał też po miniatury trudniej poddające się konwencjonalizacji, destylujące czysty liryzm, jak Kwiat nocy lub ogłoszona już po śmierci poety Milcząca miłość.
– Poetycka nowela Eichendorffa „Z życia nicponia”, uznana, także przez Pana, za „arcydzieło romantycznej prozy”, doczekała się prawie 150 wydań. Co stanowi o jej sile oddziaływania?
– Intryga pełna tajemniczych i groźnych przygód, których nie powstydziłby się wytrawny autor powieści kryminalnej. To mówię półżartem. A serio – o uroku noweli decyduje widok świata z pozycji chłopca opowiadającego te przygody, oczywiście z dyskretnym reżyserem w tle. Wyrzucony z domu przez ojca młynarza za lenistwo, ów „nicpoń” ma za cały majątek amatorskie skrzypki i ujmujący wdziękiem, naiwny świat uczuć. Fortuna takich lubi! Ale nawet kiedy marzenia się spełniają, pozostaje tym samym chłopcem: w odświętnej scenerii finału sięga do kieszeni po garść migdałów. Napisana lekko i z humorem opowieść ma drugie dno: jak przenika się świat realny ze światem marzenia i jak ten drugi w przedziwny sposób okazuje się skuteczniejszym sposobem na życie. Przewija się przez nią galeria barwnych postaci z różnych środowisk, także artystycznych, ukazują się cudowne krajobrazy z drogi do Italii, do Rzymu, i znów nad Dunaj, do Wiednia. Czy trzeba czegoś więcej? Właściwa artystom niemieckim miłość do Włoch, tak silnie zaznaczona u Goethego, objawia się tu klimatem dawności i urokiem rzymskich zakamarków, a hymn na cześć Austrii, wyśpiewany na granicy, wiele mówi o sympatiach samego autora. Z kolei młyn jest zapewne podobny do tych, które widział Eichendorff podczas swoich młodzieńczych wędrówek po
Śląsku.
– Eichendorff urodził się na Śląsku i był katolikiem – jaki te dwa fakty miały wpływ na Jego życie? I jak należy rozumieć cytowane przez Pana stwierdzenie Teodora Adorno: „Eichendorff nie jest poetą ojczyzny, lecz tęsknoty za ojczyzną”. Czy podziela Pan pogląd wyrażany przez niektórych badaczy Jego życia i twórczości, że poeta będąc ciągle w drodze, przenosząc się wielokrotnie z miejsca na miejsce, nie miał w rzeczywistości ojczyzny?
– W śląskiej młodości Eichendorff zebrał doświadczenia, które określiły całą jego twórczość, nadały jej ton. Należał do tych wielkich romantyków, którzy cierpieli z powodu utraty ojczyzny – ojczyzny duchowej, przybierającej postać kraju dzieciństwa. Ukazała się niedawno w Berlinie porównawcza rozprawa Patrycji Czezior o poczuciu braku ojczyzny (Heimatlosigkeit) w dziełach Eichendorffa i Heinego. U Eichendorffa kraj dzieciństwa nie ma łatwo rozpoznawalnych śląskich

rysów, poeta nawet świadomie zacierał te ślady, ponieważ chciał, aby utracona kraina, do której realny powrót wiązałby się już tylko z bólem nierozpoznania, stała się znakiem czegoś ogólniejszego – ale też głęboko własnego, wyrażonego indywidualną symboliką. Czerpał ją ze źródeł romantyzmu, bijących w nadreńskich prowincjach Niemiec, ale też z duchowego klimatu monarchii Habsburgów, bo pruski nalot ciągle był tu powierzchowny, a w protestanckich Prusach pisarz czuł się fatalnie. Warto byłoby na nowo odczytać literackie i polityczne pisma Eichendorffa, w których szkicował portrety pisarzy romantycznych, rozpatrywał znaczenie katolicyzmu w życiu duchowym Niemiec, zajmował się stosunkiem państwa i Kościoła po sekularyzacji i kwestią wolności prasy w świetle nowych projektów konstytucyjnych. A jako poeta? Wiersze religijne Eichendorffa przenika mistyczne światło, a jego hymn do Matki Boskiej jest tak piękny, że mógłby stać się także polską pieśnią kościelną.
– Swego czasu poeta i Ślązak, Jan Goczoł, apelował o „zdejmowanie chomąta z Eichendorffa”, uznając, że dawne i współczesne próby aneksji poety, dalekiego w swej twórczości od ciasnego, ojczyźnianego tromtradactwa i regionalnego opisywactwa, są w dziejach Śląska zjawiskiem zawstydzającym i przygnębiającym. Jak dziś wygląda stan sporu o stosunek Eichendorffa do śląskiej ojczyzny oraz zawłaszczania poety przez ugrupowania nacjonalistyczne w celu obwołania go bardem niemieckiej śląskości?
– Eichendorff najmniej się nadaje do tego, aby powiewać nim jak sztandarem. Kto ciekaw, niech czyta wydaną niedawno we Wrocławiu książkę Martina Hollendra O politycznym i ideologicznym zawłaszczaniu twórczości Josepfa von Eichendorffa, ze wstępem Marka Zybury. Jest natomiast czymś naturalnym, że Śląsk – cały Śląsk: dawny, obecny i przyszły, niemiecki, austriacki, polski, czeski i śląski – szczyci się tym, że poeta tej miary urodził się w Łubowicach, za towarzysza zabaw miał wikarego Pawła Ciupke, na targ jeździł do Raciborza, taniec elfów oglądał koło zamku w Toszku i kształcił się we Wrocławiu, zanim porwały go heidelberskie i ogólnoniemieckie prądy. Ale od kultu pisarza do uważnej lektury jego dzieł droga bywa daleka.
– Jak obecnie, 150 lat od śmierci poety, przedstawia się recepcja Eichendorffa w Polsce? Dlaczego Polacy winni znać Eichendorffa?
– Po pierwsze dlatego, że lektura jego utworów daje satysfakcję, jest to poezja ciągle żywa. Tworzy też ciekawy kontekst dla polskiego romantyzmu, bo i on, i Mickiewicz, i Słowacki, mimo różnicy wieku, zdobywali rangę pisarską w zbliżonym czasie, w latach dwudziestych–trzydziestych XIX wieku. Ale również dlatego, że przejmując jakąś ziemię, przejmuje się też pamięć wszystkiego, co na tej ziemi się zrodziło. Próby tłumienia takiej pamięci kończyły się na ogół niesławnie. Odpowiadają więc za dziedzictwo Eichendorffa i Niemcy, i Polacy. W polskich szkołach powinno się czytać jego poezję, a już na pewno w szkołach na Śląsku, po polsku bądź po niemiecku, a najlepiej w obu tych językach. Pamiętajmy, że Eichendorff był dwujęzyczny, pisał po niemiecku, ale serdeczne rozmowy prowadził z bratem po polsku.
– Z pewnością docierają do Pana wieści o obchodach 150-lecia śmierci J. Eichendorffa w Polsce i Niemczech, jakie może Pan wymienić najistotniejsze przedsięwzięcia?
– W Niemczech są to o czym już wspomniałem niezliczone wydania dzieł, z wykorzystaniem technik multimedialnych, w pięknej oprawie graficznej, przemawiające do wyobraźni. Akademickie konferencje, popularne odczyty, koncerty i publiczne recytacje wierszy, wycieczki szlakami wędrówek pisarza, odświętny tom „Aurory”, rocznika Towarzystwa im. Eichendorffa. W Polsce powinno być podobnie, choć o takim rozmachu wydawniczym nie ma co i marzyć – ale może wydany przez Dom Wydawniczy „Elipsa” obszerny wybór poezji Wiosna i miłość przy tej okazji się rozejdzie. Pozostaje uczczenie miejsc pamięci, gdzie jeszcze tego nie uczyniono, bo pomniki już stoją, ulice imienia pisarza są i grób zadbany.
– Serdecznie dziękuję za rozmowę.

Joseph von Eichendoff ur. 10 marca 1788 r. w Łubowicach pod Raciborzem, zmarł 26 listopada1857 r. w Nysie, gdzie został pochowany, obok żony, na Cmentarzu Jerozolimskim. Pochodził z rodziny arystokratycznej, od pokoleń osiadłej na Śląsku. Tworzył w języku niemieckim, znał język polski w jego śląskiej odmianie, którym władała wówczas większość ludności na Śląsku. Jego twórczy dorobek obejmuje wszystkie rodzaje literackie. Największą część jego spuścizny stanowią wiersze (napisał ich 608) określane „najpiękniejszymi i najdojrzalszymi owocami romantyzmu”. Z utworów prozatorskich wysoko cenioną jest opowieść poetycka „Z życia nicponia” (1826), którą uważa się za „najbardziej reprezentatywną nowelę niemieckiego romantyzmu”. W jego dorobku znajdują się także 3 poematy epickie: „Julian” (1853), „Lucjusz” (1857), „Robert i Guiskard” (1855); powieść „Przeczucie i teraźniejszość” (1815); 9 utworów scenicznych, w tym: „Ostatni bohater Malborka” – tragedia oraz „Wojna filistrom” – komedia satyryczna; 13 opowiadań i nowel: „Wiele hałasu o nic”, „Poeci i ich towarzysze” i inne. Bogata jest jego twórczość autobiograficzna (dzienniki, wspomnienia), spuścizna publicystyczna (pisma historyczne, polityczne, krytycznoliterackie: „Historia literatury poetyckiej Niemiec”, „Historia nowszej poezji romantycznej w Niemczech”, „Etyczne i religijne znaczenie nowszej romantycznej poezji w Niemczech”, „Niemiecka powieść XVIII wieku i jej stosunek do chrześcijaństwa”, „Z historii dramatu”) oraz twórczość translatorska.
Z hiszpańskiego przełożył 16 utworów scenicznych, w tym 10 sztuk religijnych don Pedro Calderona de la Barca, 5 interludiów Miguela Cervantesa. Dzieła jego przetłumaczono na 19 języków, wśród nich również na: turecki, egipski, chiński i japoński.
 
Andrzej Lam ur. 26 grudnia 1929 r. w Grudziądzu, historyk i teoretyk literatury, tłumacz, emerytowany prof. Uniwersytetu Warszawskiego, prof. Akademii Humanistycznej im. A. Gieysztora w Pułtusku. Studiował polonistykę na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Był dyrektorem Instytutu Literatury Polskiej na UW (1976-1982) i kier. Zakładu Literatury XX wieku (1982-2001), red. nacz. „Współczesności” (1962-1966), „Rocznika Literackiego” ( 1980-1984), współredagował „Miesięcznik Literacki” (1966-1989). Wykładał literaturę polską na Uniwersytecie im. J. Gutenberga w Moguncji (1982/1983). Posiada w swym bogatym dorobku książkowym liczne publikacje poświęcone literaturze polskiej i niemieckiej: „Instynkt i ład. Programy awangardy poetyckiej w Polsce w latach 1917-1923” (1969, wersja niemiecka 1990), „Inne widzenie. Studia o poezji polskiej i niemieckiej” (2001) oraz wiele wybitnych przekładów poezji niemieckiej: „Pieśni o Nibelungach” (1995, 1999); „Minnesang. Niemiecka średniowieczna pieśń miłosna” (1997); dzieł Woframa von Eschenbach „Pieśni. Parsifal. Titurel” (1996) i „Willehalm” (1997); Anioła Ślązaka „Cherubinowy wędrowiec”; Goethego „Tobie głosu użyczam” (1995), „Wiersze” (2006); Hölderlina „Poezje ” (1998), „Nocny wędrowiec” (2002); Josepha von Eichendorffa „Poezje. Z życia nicponia” (1997), „Wiosna i miłość. Poezje” (2004); Eduarda Mörike (2002); Ernsta Stadlera „Wymarsz” (1995); Georga Trakla „Poezje zebrane” (1992), „Wiersze z rękopisów” (2000); Georga Heyma „Wieczny dzień” (1994), „Armada nocy” (2001). 

SPIS TREŚCI
______________________________________________________________________________________________________________

                         Webmaster ALFA