|
W upalny dzień 26 sierpnia 1992 od iskier
hamującego pociągu w Leśnictwie Kiczowa Nadleśnictwa Rudy Raciborskie
zapalił się las. Wkrótce ogień objął kolejne jego połacie w województwie
śląskim i opolskim. Skutki jednego z największych wówczas pożarów lasu w
Europie okazały się katastrofalne. Na ponad 9 tysięcach hektarów leśne
drzewostany spłonęły niemal doszczętnie. Aż po horyzont pozostało tylko
pożarzysko.
Naturalny las kształtuje się setki, nawet tysiące lat. Ten rosnący od nowa
na pożarzysku w nadleśnictwach: Rudy Raciborskie, Rudziniec i Kędzierzyn
sadzono na naszych oczach. Dziś zieleni się. Jak dawniej, po horozont. Ale
jest i będzie inny. Ma przed sobą przyszłość?
Pytanie jest zasadne. W dobie pazernej konsumpcji, podobne i większe
powierzchnie lasów, nie tylko amazońskich, wycina się bez przerwy na całym
świecie. Jeśli las ginie pod naporem szkodników, wichur i huraganów czy
poprzemysłowych zanieczyszczeń – pozostawia się go najczęściej (jak choćby
Las Bawarski) bez ingerencji człowieka. Przyrodzie, nauce i ludziom ku
przestrodze.
Po pożarze lasów Ziemi Raciborskiej taki pomysł rozważali i polscy leśnicy.
Była to tylko jedna z koncepcji, wspomina dr inż. Kazimierz Szabla, wówczas
Nadleśniczy z Rud Raciborskich, obecnie dyrektor Regionalnej Dyrekcji Lasów
Państwowych w Katowicach. Gdy stanęliśmy z grupą leśników na czarnym
pożarzysku, nikt z nas, mimo ogromnego przygnębienienia rozmiarami klęski,
nie zamierzał pogodzić się z zagładą lasu. Wiedzieliśmy, że będziemy go
odbudowywać. Pozostawało tylko pytanie w jaki sposób? Podobnego
doświadczenia z odtwarzaniem lasu w takich warunkach i na tak ogromnej
przestrzeni nie odnotowała dotąd ani nauka, ani leśna praktyka. Mimo to
podjęliśmy ryzyko. Kierowaliśmy się wiedzą i doświadczeniem o terenach
zdegradowanych, gdzie las ustępował całkowicie po różnego rodzaju klęskach,
np. w Górach Izerskich. I gdzie natura leczyła swoje rany.
Dziś wiemy, że w znakomitej większości nasze rozwiązania były słuszne. Ale
widzimy też, że natury poganiać nie można. Podpatrujemy ją, uczymy się od
niej. Dobrze się stało, że przed laty pozostawiliśmy fragmenty pożarzyska
bez naszej ingerencji. Tam przyroda rządzi się sama. Porównujemy jej i nasze
dokonania. Chcemy ten las z pomocą |
|
Zielono
po horyzont
nauki kształtować możliwie najlepiej...
15 lat później...
Od tragicznego pożaru, którego dogaszanie zakończyło się dopiero 20 września
1992 roku, minęło 15 lat. Dla trwania lasu to niewiele. Zaledwie chwila. Dla
ludzi to ogromne doświadczenie, przybliżające odpowiedź na pytanie czy
będzie prawdziwy las w miejscu, które przestało być dla niego naturalnym
siedliskiem. Takim, jakim ukształtowała go natura przez setki lat.
Co najmniej kilku pokoleń pracy doświadczonych leśników potrzeba, by móc
ocenić szanse na trwanie lasu kształtowanego od nowa. Jaki jest dziś?
W Nadleśnictwie Rudy Raciborskie, gdzie pożar się rozpoczął, stoi krzyż i
odsłonięty niedawno kamień pamięci, poświęcony dwóm strażakom. Zginęli
ratując las. Dla niewtajemniczonych to dziś jedyne, czytelne świadectwo
tragicznego pożaru sprzed kilkunastu lat.
Dziś las, który rośnie na spalonej ziemi, pachnie i zieleni się pięknie. Ale
to
inny las
Podziwia się go z nowej perspektywy. Z szerokiej drogi z pasami krzaczastej
zieleni po obu jej stronach. Chroni ona las przed ogniem. Zagroził on tym
terenom zaraz po pożarze, gdy na wypaloną glebę wtargnęły wysokie trawy tzw.
trzcinnik. Doskonały materiał palny podczas suszy. Jej kępy rosną wszędzie.
Także pośród nowych nasadzeń i samosiejek brzozowych. Wypierają je miejscami
dywany wrzosów, świadczące o dużej degradacji leśnej gleby.
Mimo to w młodym lesie pną się w górę piękne drzewa. Niektóre osiagnęły
osiem, dziesięć metrów wysokości. Trudno tylko uwierzyć, że wyrosły z
maleńkich sadzonek, hodowanych w ogromych ilościach w najnowocześniejszej w
Europie szkółce kontenerowej. Wybudowano ją wkrótce po pożarze, na terenie
najbardziej poszkodowanego
|
|
Nadleśnictwa Rudy Raciborskie, gdzie
spłonęły drzewostany na powierzchni 4,5 tysiąca hektarów.
Nowy las ma już za sobą choroby wieku „niemowlęcego”, informuje mgr inż.
Zenon Pietras, nadleśniczy tego Nadleśnictwa obecnie. Lecz nadal trzeba go
pielęgnować z wielką starannością. Chronić przed zagrożeniami, szkodnikami.
Jest bardzo wrażliwy, choć przyroda bardzo mu pomaga. Na początku
myśleliśmy, że nowy las będziemy odnawiać nawet kilkanaście lat. Tymczasem
ostatnie drzewko wsadzaliśmy w 1997 roku. Obserwujemy jak natura decyduje,
co ma w nim rosnąć.
Nadleśniczy z Nadleśnictwa Rudziniec – mgr inż. Tadeusz Mamok przyznał, że
zaraz po pożarze i on nie doceniał jej sił. Śpieszliśmy się tak bardzo z
zalesianiem, że zakończyliśmy je już w 1995 roku. Jak to było możliwe? Bez
mała połowę z ponad 2 tys. hektarów pożarzyska w granicach mojego
nadleśnictwa, zalesiła sama matka natura. Ona zawsze wie najlepiej. Może
gdybyśmy się tak nie śpieszyli, dodaje Tadeusz Mamok, przyroda wkroczyłaby
tu z jeszcze większą siłą. Czas pokazał, że to ona jest głównym scenarzystą
rozwoju lasu. My go z wielką troską pielęgnujemy. I martwimy się co będzie
dalej, bo zaczyna brakować ludzi do pracy, dobrych, leśnych fachowców...
Mgr inż. Grzegorz Skrobek, nadleśniczy z Nadleśnictwa Kędzierzyn nie widział
lasu przed pożarem. Dziś, jego zdaniem, rośnie dobrze. Jest to las mieszany,
liściasto-iglasty, zróżnicowany gatunkowo, a więc odporniejszy. Nadal jednak
wymaga zdwojonej pielęgnacji. Nie wiadomo przecież jak będzie się
zachowywał, skoro jest równowiekowy na całej spalonej powierzchni. W starym
lesie, kształtowanym przez wieki, drzewa rosną pokoleniami. Młode pod
okapami tych starych. Nasz las tej naturalnej ochrony jest pozbawiony,
dodaje nadleśniczy Skrobek. Mimo to przyroda radzi sobie i zaskakuje nas.
Tak jak 10, 12 lat po pożarze, gdy pod naturalnym odnowieniem brzozowym lasu
pokazały się modrzew i sosna. Ta, która skiełkowała sama, z szyszek
spalonych drzew. Poczekała na swoją kolej i rośnie....
Do „kruchego” lasu Ziemi Raciborskiej wstęp jest jeszcze wzbroniony. Nie dla
wszystkich. Wróciły do niego zwierzęta, ptaki, owady. Dla nich leśnicy
pozostawili wypalone pożarem kikuty drzew, by miały na czym przycupnąć.
Pozostawili też naturze fragmenty gołego pożarzyska, by przyroda sama
napisała swój leśny scenariusz. |