Od czasów rozwoju przemysłu ciężkiego miasta zaczęły różnić się od wsi nie tylko zaznaczonym w aktach lokacji statusem prawnym, lecz przede wszystkim układem przestrzennym. W dzielnicach przemysłowych, a nierzadko także w centrach wielkich metropolii, pojawiły się ceglane kolosy fabryk, wsparte na żelaznych filarach przestronne hale o pasmach okien wpuszczających do wnętrza dużą ilość naturalnego światła, emanujące ekspresją wielkiego gabarytu i surowością estetyki odsłoniętych kabli i rur. 

Te industrialne giganty nie przestawały być synonimem życia wielkomiejskiego nawet wówczas, gdy pustoszały pozostawione na pastwę losu przez bankrutujących w wyniku przekształceń gospodarczych właścicieli przędzalni i hut. Ich unikatowe walory najwcześniej docenili nowojorscy artyści, którzy tuż po drugiej wojnie światowej zaczęli je nielegalnie adaptować na tanie mieszkania nazywane loftami z uwagi na często w nich występującą otwartą więźbę dachową, typową dla strychów i poddaszy.

Loft jako styl życia
– amerykański sen
o wolności


Zaczęło się od potężnych rozmiarów płócien (na przykład 5x12 m) malarzy tworzących abstrakcje ekspresjonistyczne i trójwymiarowe instalacje typu pop. Dzieła te nie mieściły się w standardowych mieszkaniach wynajmowanych w kamienicach czynszowych przez ubogich przedstawicieli malarskiej awangardy. Trzeba było znaleźć odpowiednie pomieszczenia studyjne, z dużym dostępem światła dziennego i z przestronnym wnętrzem umożliwiającym urządzanie autorskich pokazów i wystaw. Okazja nadarzała się sama – na południe od Houston Street (SoHo), a potem także na północ od tej naturalnej granicy na Manhattanie (NoHo) artyści znaleźli wiele opuszczonych hal fabrycznych, które kusiły użytkowników tanim niskim czynszem i wabiły urokiem zakazanego owocu: w świetle prawa zamieszkiwanie poprzemysłowych budynków było nielegalne, gdyż tego typu budowle nie spełniały wymogów przeciwpożarowych i standardów higienicznych obowiązujących w lokalach o charakterze mieszkalnym.
Zaludniane przez artystów poprzemysłowe SoHo szybko zyskało sławę wykraczającą daleko poza granice Nowego Jorku. Nieodłącznym elementem stylu życia nowojorskiej bohemy artystycznej stały się głośne loft parties, fetowane w rytmach undergroundowej muzyki, oparach trawy i zamroczeniu powodowanym burzącymi krew mocnymi drinkami i proszkami. Po drugiej stronie barykady stanęły wkrótce biurokratyczne machiny nowojorskich urzędników, którym nie w smak były wyruszające z loftów demonstracje przeciwko wojnie w Wietnamie, wydobywające się stamtąd okrzyki w obronie praw człowieka, ruchy ekologiczne i anarchistyczne manifesty redagowane w upajającej atmosferze artystowskiej factory.
Kamuflowane potrzebą zadośćuczynienia przepisom pożarniczym próby eksmitowania dzikich lokatorów z postindustrialnych loftów nie powiodły się. Skuteczną formą odparcia urzędniczych ataków stały się przyczepiane do loftów tabliczki informujące o tym, że w danym budynku mieszkają ludzie, których obecność zwiększa zagrożenie pożarem. W 1982 roku nowojorscy lofciarze doczekali się specjalnego pakietu ustaw, popularnie nazywanego prawem loftów (loft law).
Loft w Nowym Jorku nie oznaczał jedynie apartamentu w poprzemysłowym budynku. W latach 60. i 70. XX wieku tego rodzaju mieszkanie było swoistą manifestacją pewnej postawy życiowej, kwestionującej konwenanse bogatego mieszczaństwa. Zamiast przepychu dekoracji, złoceń i sztukaterii, salonów, pokoi i pokoików, garaży ze zdalnie sterowanymi bramami, ogrodów z egzotyczną roślinnością, rzeźbami, fontannami i basenami, lofty oferowały swoim mieszkańcom niczym niezakłóconą integrację w jednoprzestrzennej hali, której jedyną ozdobą były surowe dźwigary więźb dachowych spoczywających na drewnianych lub żeliwnych słupach, przeszklenia okien, brutalnie wyeksponowane kable i rury oraz pozbawiony tynku ceglany lub betonowy mur.
Loft living rozpowszechniło się wkrótce w kręgach pozaartystycznych, wpływając na design firm produkujących meble i akcesoria domowe. Wzornictwo firm Conran, Habitat i Ikea nie nabrałoby tak wyrazistej specyfiki, gdyby nie inspiracja rozwiązaniami stosowanymi przez użytkowników loftów. Moda na taki typ apartamentów rozpowszechniła się zwłaszcza od czasów funkcjonującej w latach 1963-1968 Factory Andy’ego Warhola, zajmującej piąte piętro budynku przy 231 East 47th Street w Midtown Manhattan NY.



manifestacja wolności
czy luksusowa moda?


Tekst i zdjęcia:
Irma Kozina
 

 Górnośląskie
lofty

 Loft po śląsku
– lampiarnia
Przemo Łukasika


Pierwszym polskim lofciarzem został architekt Przemo Łukasik, absolwent Politechniki Śląskiej w Gliwicach, współtwórca cieszącej się już dzisiaj międzynarodowym rozgłosem medusa group. Zdeterminowany ciasnotą własnego M architekt nabył za 40 000 zł dawną lampiarnię Zakładów Górniczo-Hutniczych „Orzeł Biały” w Bytomiu i w latach 2002-2003 dokonał adaptacji tego budynku na dom mieszkalny. Gdy przystępował do prac remontowych, znajomi zapowiadali rychły rozpad jego małżeństwa. Lampiarnia jest bowiem budynkiem osadzonym na ośmiu słupach, wznoszącym się ponad 8 m nad powierzchnią ziemi.
Nie tracący animuszu Łukasik zakupił na złomowisku w Gliwicach klatkę schodową i zaprosił członków swojej czteroosobowej rodziny do codziennego uprawiania ekstremalnej wspinaczki, o tyle bezpiecznej, że usankcjonowanej stosownymi pieczęciami urzędników. Pod romantycznie nazwanym Bolko-Loft domem Łukasików w Bytomiu niemal każdego dnia spotkać można przybywających tam z całego świata pasjonatów architektury. Często słychać tam żartobliwy komentarz, że ośmiometrowe słupy nie tylko chronią prywatne życie architekta przed oczyma ciekawskich, lecz są doskonałym sposobem izolacji od teściów: trudno sobie wyobrazić staruszków wspinających się po metalowych schodach do „domu na kurzej stopce”. Bolko-Loft odpiera ataki leciwych powinowatych niczym twierdza, wywołując tym samym werbalne asocjacje z popularnym na Śląsku średniowiecznym założeniem obronnym zwanym Bolkoburg.
Tych średniowiecznych skojarzeń nie budzi modernistyczne wnętrze domu Łukasików, działające ekspresją metalowych dźwigarów, surowych murów i betonowych wylewek podłogowych, z detalem w postaci szafek roboczych i tabliczek z napisami pamiętającymi czasy PRL-u. Surowość poprzemysłowego odpadu przełamują wysmakowane odniesienia do neoplastycyzmu, wprowadzające prostokątne połacie intensywnych barw czystych spod znaku holenderskiego de Stijl.
Bolko-Loft odwołuje się do nowojorskiej tradycji nie tylko nazwą i charakterem miejsca. Wprawdzie lokalne gazety nie przekazują jeszcze relacji z odbywających się w domu Łukasików loft-parties, jednakże architekt, podobnie jak jego studyjny partner Łukasz Zagała, stylem bycia i progresywnością proponowanych rozwiązań, reprezentuje współczesną artystyczną awangardę. Ma on też swoich zwolenników za Oceanem, a wkład gliwickiej medusa group w dzieje światowego designu ugruntowało niedawne zaproszenie architektów na autorskie spotkanie organizowane na prestiżowym Wydziale Architektury Columbia University w Nowym Jorku.
Medusa group zaangażowała się w popularyzację loft living na Górnym Śląsku, jej działania w tym względzie nawiązują jednak w większym stopniu nie tyle do dawnej tradycji, ile do współczesnej odmiany lofciarstwa, propagowanej w Europie przez Manhattan Loft Corporation. Założyciel tej powstałej w 1992 roku firmy Harry Handelsman mając 23 lata zaczął sprzedawać bilety na tanie linie lotnicze kursujące w Kanadzie. Doszedłszy do większych funduszy wpadł na pomysł zajęcia się handlem nieruchomościami. Wykorzystał recesję londyńskiego przemysłu ciężkiego i zakupił usytuowane nad Tamizą budynki pofabryczne, zamieniając je w luksusowe apartamenty oferowane na rynku giełdowym jako lofty. Założenie Manhattan Loft Corporation pomogło Handelsmanowi uregulować status prawny jego inwestycji z wykorzystaniem

funkcjonującego w Stanach Zjednoczonych Multiple Dwelling Law, zwanego w skrócie Prawem Loftów.
Architekci medusa group zaangażowali się w podobnego rodzaju przedsięwzięcia na terenie Górnego Śląska. Pracując na zlecenie MK Inwestycje zajmują się adaptacją usytuowanej obok domu Łukasików pokopalnianej łaźni w Bytomiu na luksusowe apartamenty. Uczestniczą także w przekształcaniu na apartamentowce budynków postindustrialnyvch w Gliwicach. Firma Vector Investment zatrudniła Łukasika do prac projektowych w dawnym spichlerzu w Gliwicach, który zamienia się w nietuzinkową aranżację przestrzenną oferującą przyszłym użytkownikom atrakcje wpisane w styl bycia określany mianem loft living.
Wystawiony na targach w Cannes projekt Vector Investment wzbudził zainteresowanie inwestorów z Wielkiej Brytanii. Nic w tym dziwnego. Brytyjczycy stali się zagorzałymi propagatorami tej nowej mody od czasów komercyjnego sukcesu Handelsmana w Londynie.

Efekt motyla

Bolko-Loft Łukasika szybko zdobył sobie uznanie i sławę wykraczającą poza środowisko profesjonalnie zajmujące się architekturą. Przykład z Górnego Śląska zadziałał jak „efekt motyla”, wywołując całą serię działań zmierzających do rozpowszechnienia mody na lofty w Polsce. Tuż po adaptacji bytomskiej lampiarni na dom pojawił się powitany z entuzjazmem pomysł inwestorów urządzających apartamenty mieszkalne w dawnej przędzalni Scheiblera w Łodzi, w starym browarze w Siemianowicach Śląskich, w historycznym spichlerzu gliwickim, w dawnym młynie na Zabłociu w Krakowie, a nawet w bydgoskim Bocianowie. Tego rodzaju inicjatywy są korzystnym rozwiązaniem wielu kłopotów łączących się z dokonywaną obecnie w Polsce restrukturyzacją przemysłu. Burzenie zabudowań postindustrialnych budzi protesty nie tylko w kręgach miłośników architektury przemysłowej, lecz także obrońców natury i ekologów, którzychronią środowisko przed milionami ton nie dającego się zutylizować gruzu.
W naszym kraju zawsze ekonomicznie obchodzono się z materialnymi pozostałościami po dawnych cywilizacjach. We wczesnym średniowieczu używano tutaj garnki pozyskiwane ze znalezisk archeologicznych, a w dobie nowożytnej wykorzystywano w charakterze budulca romańskie tympanony. W pamięci części Polaków zapisana jest tradycja okresu powojennego, w którym na szeroką skalę wykorzystywano ruiny i zgliszcza po bombardowaniach do odtwarzania substancji architektonicznej zniszczonych historycznych miast. Adaptowanie nieużytecznych reliktów dawnego przemysłu z wykorzystaniem ich materialnej substancji wydaje się być jedyną słuszną postawą, doskonale spełniającą potrzeby związane z rewitalizacją restrukturyzowanych obszarów, dodatkowo jeszcze rozwiązującą problemy stale pogarszającej się gospodarki mieszkaniowej kraju.
Jeszcze zanim Przemo Łukasik zainicjował modę na lofty, pojawiły się w Polsce działania zmierzające do przystosowania opustoszałych fabrycznych kolosów do nowych funkcji. Wielkie zasługi na tym polu ma na Górnym Śląsku firma założona przez Johanna Brosa, który przekształcił na biura zabudowania browaru Mokrskiego w Szopienicach oraz urządził w Nikiszowcu znaną w całej Polsce z pokazów artystycznych i imprez kulturalnych Galerię Szyb Wilson. Aktywność artystyczna generowana przez managerów Szybu Wilson jest porównywalna z działaniami podejmowanymi przez profesora ASP Grzegorza Klamana w modelarni ikony polskich ruchów wolnościowych, jaką bez wątpienia jest Stocznia Gdańska. W przekształconej na galerię i loft modelarni o powierzchni 400 m2 mieszka dzisiaj sześć osób i jeden pies. Animatorami życia kulturalnego rozwijanego w tym historycznym miejscu są skupieni wokół profesora Klamana artyści z gdańskiej Fundacji Wyspa Progress.
Wydaje się, że lofty pełnią szczególnie stymulującą rolę, gdy stają się – jak niegdyś w Nowym Jorku – manifestacją liberalizmu charakteryzującego sposób bycia artystów lub innych środowisk nonkonformistycznych, których system wartości jest niekonwencjonalny, indywidualny i które wprowadzają do dużych miast
nowe idee, nierzadko pozostające w sprzeczności z rutyną egzekwowaną od członków społeczeństwa przez urzędników reprezentujących tak zwane czynniki oficjalne. Można mieć nadzieję, że rozpoczęta na Górnym Śląsku moda na lofty nie będzie jedynie kopiowaniem zjawiska popularnego za Oceanem i na Wyspach Brytyjskich, lecz przyniesie w restrukturyzowanych miastach ożywienie, determinując procesy i zjawiska nadające im nowe oblicze i będąc także dla Górnego Śląska szansą na lepsze jutro.

SPIS TREŚCI
______________________________________________________________________________________________________________

                         Webmaster ALFA