Zaryzykuję tezę, że nigdy w swojej ponad półwiecznej karierze Andrzej Wajda nie zmierzył się z równie trudnym zadaniem. Zrobić film o zbrodni katyńskiej – tak, ale konkretnie, o czym? O zbrodni, o egzekucji w smoleńskim lesie? Trudno wyobrazić sobie widza, który byłby gotów przez dwie godziny oglądać film, film fabularny, o technologii masowego mordu. A więc Andrzej Wajda musiał bardzo wyraźnie zdefiniować sobie własny zamiar: to będzie film o kłamstwie katyńskim. W ślad za tym: o wielkiej manipulacji sowieckiej, która przypisała zbrodnię Niemcom (jeszcze w czasie procesu norymberskiego nazywając ją „zbrodnią ludobójstwa”!), bezwarunkowo o egzekucji w smoleńskim lesie, i o wytrwałym czekaniu, o nadziei, nieustępliwej, nawet, gdy ją zabito.
Były i inne pytania: dla kogo ma to być film? Dla Polaków przede wszystkim. Tak, ale przecież wielu dorosłych już Polaków nie pamięta ani Polski Ludowej, ani ZSRR. Co dla nich może znaczyć zdanie wypowiadane w filmie przez majora Jerzego: „Nie zdążyłem do Andersa”. (Dlatego przyszedł z Armią Czerwoną i na krakowskich plantach oddaje honory sowieckim oficerom). Jak tym młodym, a nawet starszym od nich Polakom, już nie mówiąc o widowni zagranicznej, odpowiedzieć krotko i jasno na pytanie: skąd w Ostaszkowie i Starobielsku wzięli się ci polscy oficerowie, i to w tak wielkiej liczbie? I dlaczego zostali zamordowani, co do jednego!? Na czyj rozkaz? Tych pytań było wiele, a wszystkie równie ważne.
Nie ma filmu bez bohatera. Naturalnie, są wyjątki, i to chwalebne. Np. „Pancernik Potiomkin”, ale widz identyfikuje się ze sprawą poprzez bohatera. Andrzej Wajda najlepsze swe filmy zawdzięcza inspiracjom literackim, taka jest natura jego talentu. Tymczasem poza powieścią Włodzimierza Odojewskiego „Zasypie wszystko, zawieje...” nie mamy literatury katyńskiej. Wajda gotów był sfilmować powieść Odojewskiego, lecz ostatecznie odstąpił od tego zamiaru. Wybrał opowieść filmową Andrzeja Mularczyka, który bohaterkami uczynił kobiety, które wierzą, że ich mężowie, synowie, bracia - żyją.
Trzy kobiety są w centrum filmu: Anna (Maja Ostaszewska), żona Rotmistrza 8 pułku ułanów w Krakowie, żona Generała (Danuta Stenka) i Agnieszka (Magda Cielecka) – siostra Porucznika Pilota, która po Powstaniu Warszawskim trafiła do Krakowa. Taka koncepcja narzuciła perspektywę epicką, co dobrze służy filmowi, zarazem jednak uruchomiła zbyt wiele wątków pobocznych, co szkodzi filmowi.
W centrum zawsze jest Katyń.
Anna i Rotmistrz (Artur Żmijewski).  


 


FELIKS NETZ
 

 Katyń

 Konflikt obowiązku, oficerskiego honoru i miłości do żony i dziecka. Kobieta krzyczy: „Mnie też przysięgałeś!” Matka Rotmistrza (Maja Komorowska) powie synowej z wyrzutem, że nie dość mocno go przekonywała. Ona, matka, potrafiłaby go przekonać. Dramaty rodzinne. Ale Wajda chce za wiele. Bo ojciec Rotmistrza jest profesorem Uniwersytetu Jagiellońskiego, a to jest Wajdzie potrzebne, aby pokazać los krakowskich uczonych, zebranych podstępem w uniwersyteckiej aulii i prosto stamtąd wywiezionych do obozów koncentracyjnych. Gdyby równolegle z mordem polskich oficerów na terenie ZSRR pokazał Wajda eksterminację polskich uczonych w hitlerowskich obozach śmierci – zgoda, ale ten wątek nie ma rozwinięcia fabularnego. Natomiast lwowski epizod z sowieckim kapitanem, który proponuje Annie małżeństwo, ponieważ jest nią oczarowany i chce uratować jej (i jej córeczce) życie, a na słowa Anny: „Ale ja mam męża!” odpowiada: „Ich już nie ma” – jest poruszający, prawdziwy (i mowy tu być nie może o poprawności politycznej. Że tam Rosjanie-mordercy, ale przecież jest też i „dobry Rosjanin”. Po pierwsze, historia jest prawdziwa. Po drugie, nie zapominajmy: mundur i stopień oficerski nie chronił obywatela ZSRR przed gułagiem (przykład Aleksandra Sołżenicyna). Represje nie omijały i rdzennych Rosjan. Znakomita rolka Siergeja Giermasza.
Żona Generała. Danuta Stenka gra postać grottgerowską, ale trzeba wiedzieć, jaką pozycję społeczną miał w przedwojennej Polsce generał, jaką pozycję miała żona generała! W roku 1943 niemiecki Wydział Propagandy

żąda od niej, by wygłosiła kilka zdań (przez Niemców napisanych) na temat sowieckiej zbrodni po odkryciu przez Niemców grobów katyńskich. Odmawia. Wtedy Niemcy pokazują jej dokumentalny film z ekshumacji katyńskich grobów. Odmawia, ale po wkroczeniu Sowietów do Krakowa ogląda ten sam film, ale przygotowany przez NKWD, mający świadczyć, że zbrodni dokonali Niemcy. „To kłamstwo!” – krzyczy żona Generała.
Trzecia kobieta – Agnieszka. Ona, jak Antygona, nie spocznie, póki nie pogrzebie brata. Owym Polinejkiem jest Porucznik Pilot (Paweł Małaszyński). Z zawodu inżynier-konstruktor, oficer rezerwy, przyczyn klęski wrześniowej szukający w najwyższym dowództwie wojskowym i w rządzie. („Widziałem ich, jak uciekali do Rumunii!”). Agnieszka ma siostrę (w domyśle: Ismena), która akceptuje nową rzeczywistość. Jest pewna, że wolnej Polski nie ma i nigdy nie będzie. Jest jak jest. Życie jest silniejsze od śmierci. Agnieszka idzie za swoim niezłomnym moralnym nakazem: na krakowskim cmentarzu wystawi bratu symboliczny nagrobek., na którym kazała wykuć datę i miejsce jego śmierci: Katyń, Rok 1940, to wystarczyło, by prosto z cmentarza trafiła do ubeckich kazamatów.
Kobiety żyją życiem, a później śmiercią swoich mężów, synów i braci, Mężczyźni w niewoli, nie przeczuwający swojego tragicznego końca, chociaż „Sowieci nie należą do konwencji genewskiej”, a więc „Co z nami będzie?”. To ostatnie słowa zapisane przez Rotmistrza w dzienniku spisywanym od pierwszych dni wojny, a urwanym zapewne w przeddzień egzekucji. Ten dziennik jest prawdziwy! „Dzienniki nie płoną!” mówi pół żartem Rotmistrz, na co porucznik Jerzy: „Zostaną po nas guziki”. I on jeden ocaleje. Poruszająca jest scena więziennej wigilii, gdy Generał (Jan Englert) mówi do oficerów, wśród których jest wielu rezerwistów, ludzi różnej profesji, lecz każdy co najmniej z maturą: „Musicie wytrwać. Bez was nie będzie wolnej Polski”.
Porucznik Jerzy ocaleje. Jego argument: „Niemcy, czy Sowieci, co za różnica, oni nie żyją, i to jest fakt”, zbija żona Generała prostym kontrargumentem: „Tu idzie o prawdę”.

Kilkunastominutowa sekwencja egzekucji – to wielkie kino.
O „Kanale” i „Popiele i diamencie” nie pisano nazajutrz po premierze, że to arcydzieła, czy tylko, że to filmy udane. Jestem spokojny o „Katyń”. To dobry film, mimo skaz, uproszczeń, nadmiaru wątków i postaci. Jestem pewien, że przeżyje nas wszystkich.

SPIS TREŚCI
______________________________________________________________________________________________________________

                         Webmaster ALFA