Tomasz Daniec – rocznik 1973. Absolwent Wydziału
Grafiki Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Zajmuje się grafiką, malarstwem
i rysunkiem. Brał udział w wystawach w Polsce i za granicą: Francja,
Hiszpania, Holandia, Włochy, Niemcy, Finlandia, Dania, Węgry, Ukraina,
Bułgaria, Macedonia, Tajwan, Japonia. Laureat nagród i wyróżnień w kraju i
zagranicą. Siedem wystaw indywidualnych, około 30 wystaw zbiorowych, wśród
ważniejszych nagród wylicza Medal Rektora ASP w Krakowie za pracę dyplomową
(1998), srebrny medal podczas XI Międzynarodowego Biennale Grafiki i Rysunku
w Taipei i nagrodę Rektora ASP w Poznaniu podczas VI Triennale Grafiki
Polskiej w Katowicach. Trzykrotny stypendysta (Kent Institute of Art.
&Design, Maidstone w Wielkiej Brytanii, Stypendium Twórcze Miasta Krakowa i
Stypendium im. Tadeusza Kulisiewicza. To tylko krótka nota o artyście
będącym zaledwie po trzydziestce. Trudno o nim powiedzieć „młody
obiecujący”, bo Tomasz Daniec już ma swoją ugruntowaną pozycję.
Galeria „Czas” pokazała jego prace z lat 2005-2007 ujęte w temat: Terminal.
Terminal to miejsce początku i końca podróży, drogi życia, terminalny to
także agonalny, ostateczny, albo – z elektroniki – urządzenie końcowe
inteligentne. Wszystkie te komunikaty odnaleźć można w malarstwie Tomasza
Dańca. Piętnaście oznaczonych rzymskimi cyframi „Terminali”, a potem są:
„Appendix”, „Droga ewakuacyjna”, „16 kilometr”, „Cyrkularka”, „7,5 ara” i
jeszcze inne.
Ważnym obrazem jest „Kolekcjoner i robotnik” – jakby otwierający zestaw.
Obraz – zresztą jak i pozostałe – utrzymany jest w barwach zielonkawej
szarości, z dominującą „brudnoczerwoną” flagą w rękach robotnika (chyba
świeżo rozwiniętą, bo noszącą ślady załamań). Postaci są zarysowane
„ciosaną” kreską, twarze bez indywidualnych rysów. Robotnik stoi wyprężony z
boku ławki w parku, na której zasiadł kolekcjoner. Czyżby w ten sposób
Daniec chciał zamanifestować fakt, że artysta (robotnik) nie istnieje bez
właścicieli galerii, kolekcjonerów, że w jakiś sposób są od nich zależni? A
tym bardziej zależna jest ich obecność na rynku sztuki. Liczy się |
|

Życie
człowieka
prawdziwego

ten kogo „kupują” i kolekcjonują.
Wszystkie inne obrazy obywają się bez bezpośredniej obecności człowieka –
zaznaczona jest poprzez symbole, cienie, ślady, poprzez strzałkę „Droga
ewakuacyjna” (ale strzałka chyba prowadzi donikąd). Człowiek pojawia się w
„16 kilometrze” – to wbiegająca postać (sportowiec?) – przypomina raczej
biegacza z nazistowskich lub socrealistycznych obrazów, będących apoteozą
siły, nieugiętości, mocarności, wygrywania, bycia najlepszym. Wbiega (może
na stadion) pomiędzy tak samo potężne, drętwe filary. Jest taki jak one. To
też był czas terminalny – dla człowieka innego, niepodobnego do ustalonego
wzorca Nadczłowieka.
Inne obrazy Tomasza Dańca, chociaż tak samo prawie monochromatyczne,
zdradzające powinowactwo z grafiką, bo z niej się przecież wywodzące,
zakamuflowały człowieka. W nich |
|
świat człowieka prawdziwego jest inny: rodzi się i umiera, a
pomiędzy tymi dwoma stanami podlega wszelkim manipulacjom (tym realnym i
nadprzyrodzonym), podlega wpływom Dobrego i Złego, staje się tajemnicą,
trybikiem, który nieustannie wpychany jest w uporządkowany świat, staje się
numerem w szeregu. Ratunkiem jest jego wiara, nadzieja, świat magii. Ale
zewsząd dopada go konieczność bycia innym, niż jest naprawdę.
Jest więc Terminal dla Tomasza Dańca punktem odniesienia do tego, co dzieje
się pomiędzy. Pojawiające się w obrazach cienie sugerują istnienie innej
rzeczywistości – metafizycznej, niezdefiniowanej – czy osiągalnej?
Wieloznaczność obrazów Tomasza Dańca daje pole do dowolnej interpretacji
znaków i symboli w nich użytych. Są to wiec krótkie rozprawy filozoficzne
nad człowiekiem, jego obecnością w świecie, w historii. Wreszcie są dyskusją
nad niezależnością człowieka z jednej strony, nad jego uwikłaniem w szerszy
kontekst istnienia – z drugiej.
Mimo iż obrazy nie epatują barwą, rozmachem, wręcz są ascetyczne,
przyciągają. Każą przyglądać się każdej kresce, zakamuflowanym liczbom,
znakom, które pozornie tylko porządkują świat zamknięty w ramie. Daniec
wysyła sygnały do widza – trochę na zasadzie „znajdź siedem szczegółów” –
jeśli je rozszyfrujesz, możesz podjąć dyskusję z autorem. Czasem dzieli
obrazy na sektory lub segmenty odpowiadające ustalonym z góry etapom:
narodziny, życie, śmierć. Na każdym z nich swoje piętno odciska świat
zewnętrzny. Jak słońce lub księżyc wschodzą, świecą i zachodzą – tak samo
funkcjonuje człowiek. Pozorny ład i rytm, schemat, jest zakłócany
nieprzewidywalnym.
Obrazów z cyklu „Terminal” nie można zawieszać na galeryjnych ścianach w
dowolnym porządku – nie pozwalają na to kolejne liczby porządkujące zestaw
zapisany w obrazach. Liczny – stemple, odciśnięte bardziej lub mniej
wyraźnie. Kończy je cyfra 66. Czy dalej jest tylko droga ewakuacyjna: tylko
czy prowadzi ona na zewnątrz, może w głąb labiryntu lub w głąb siebie? Może
się zdarzyć, że schodami pozornie prowadzącymi w górę, schodzimy w dół... |