– Pięćdziesiąt lat temu podpisano Traktaty Rzymskie. I
tak zaczęła się historia Unii Europejskiej. W Europie zaroiło się od
jubileuszowych imprez, ale nie w Polsce. Dlaczego? Czy dlatego, że Unia
nadal dla nas to jacyś „oni”, a nie „my”?
– Nie sądzę, powód jest chyba inny. Ta rocznica nie jest dla nas tak ważna
jak dla tych, którzy w Unii są dwadzieścia lub pięćdziesiąt lat.
Pięćdziesiąt lat temu nie mieliśmy żadnej możliwości, żeby wejść do Unii
Europejskiej i to był nasz dramat, chociaż Polacy, w tym i Ślązacy, na pewno
do Unii Europejskiej chcieli należeć od samego początku. Europejskość – to
przecież coś bardzo nam bliskiego, oczywiście przy zachowaniu naszych
korzeni, głębokiego patriotyzmu, wiary w nasze wartości.
– Prezydencja niemiecka, aby uczcić te pięćdziesiąt lat przygotowała
Deklarację Berlińską. Ale czy naprawdę Deklaracja ta jest jakimś krokiem do
przodu na przykład w kwestii Konstytucji Europejskiej, czy może jest to
tylko taki symbol,coś dla zaspokojenia niemieckiej megalomanii...
– Deklaracja Berlińska była potrzebna, nie tylko dlatego, że okrągłe
rocznice zawsze jakoś świętujemy. Na Śląsku pięćdziesiąte urodziny, 50.
rocznica małżeństwa to wielkie, rodzinne święto. Nie należy się więc dziwić,
że także Europejczycy chcą przy tej okazji powiedzieć o sobie coś ważnego.
To się udało. To są zaledwie dwie strony, ale mówią o historii, o tym, jaka
jest dzisiaj Unia i jaka mogłaby być w przyszłości. Nam, Polakom,
mieszkańcom Śląska, powinno na tym szczególnie zależeć. Te pięćdziesiąt lat
to były lata wielkiego sukcesu Unii Europejskiej, a ponieważ my dopiero do
niej weszliśmy, chcielibyśmy, żeby następne pięćdziesiąt lat też było
sukcesem. Wtedy to będzie i nasz sukces. Deklaracja Berlińska – ta
historyczna i ta mówiąca o przyszłości, także o Konstytucji, ma na pewno
znaczenie symboliczne i to dla wszystkich.
– Jakiś następny krok jest Unii bardzo potrzebny, bo oto mamy kraje, które
Konstytucję przyjęły do swego systemu prawnego, mamy te, które ją odrzuciły.
Nie chcę powiedzieć, że mamy Europę dwu prędkości, ale mamy Europę w pewnym
zawieszeniu...
– Ma Pan rację, niestety nie wszyscy mieszkańcy tego kontynentu rozumieją,
czym jest Unia Europejska i jaki jest jej sens. Niektórzy nawet nie bardzo
rozumieją po co były kolejne rozszerzenia. Francuzom trzeba było tłumaczyć w
czasie referendum, kilka lat temu, że w ogóle nastąpiło rozszerzenie.
Większość z nich jakby tego nie zauważyła.
My patrzymy na to inaczej, ponieważ dopiero weszliśmy. Korzystamy z
przywileju dużych środków pomocowych i doceniamy ich znaczenie. Kiedyś
Europejczycy wiedzieli, na czym polega dobro Unii Europejskiej, jednak
dzisiaj okazuje się, że należy im to ciągle przypominać. Przez ponad
pięćdziesiąt lat na kontynencie europejskim nie było żadnych poważnych
konfliktów, żadnej wojny. Za wyjątkiem Bałkanów oczywiście, ale tam Unia nie
sięga. Zamiana wielkich europejskich konfliktów, dwóch wojen światowych z
pierwszej połowy dwudziestego wieku, na negocjacje, na rozmowy i wspólnotę
gospodarczą, na wzajemną pomoc i wspólne granice na zewnątrz Unii, zaś
otwarte granice wewnątrz – to wielki sukces. Teraz Europejczycy potrzebują
następnych sygnałów. Takim, sygnałem – moim zdaniem – powinna być na
przykład wspólna polityka energetyczna. Dziś wszyscy w Europie obawiamy się
przede wszystkim kryzysu energetycznego.
– O pojmowaniu idei wspólnoty porozmawiamy za chwilę, ale chciałem jeszcze
pozostać przy Konstytucji Europejskiej. W Polsce, kiedy politycy mówią o tym
dokumencie, pojawiają się tylko dwie kwestie – odwołanie do Boga i liczba
głosów. I można odnieść wrażenie, że cała reszta tego dokumentu jest po
prostu nieistotna.
– Oczywiście jest to wielkie uproszczenie, a opinii publicznej – niestety –
podaje się często takie właśnie proste schematy. Nie uważam, aby była to
wyłącznie wina polityków. Konstytucja zawiera wiele korzystnych dla Polski
rozwiązań. Przede wszystkim usprawnia działanie Unii Europejskiej, a nam
najbardziej powinno zależeć właśnie na sprawnej Unii. Dlaczego? Mamy ogromne
korzyści z Unii. Oprócz stabilności, bezpieczeństwa, jest jeszcze konkretna
finansowa pomoc i wsparcie. A więc powinno nam zależeć, aby Unia była
bardziej sprawna, a dzięki Konstytucji może taka będzie.
Natomiast bardzo wyraźna wzmianka o chrześcijańskich korzeniach Europy
wydaje się kwestią oczywistą i powinniśmy o to walczyć. Z drugiej strony
brak tego odwołania nie może być powodem zanegowania Konstytucji w całości.
Odniesienie do wartości, które stworzyły Europę, a przecież były to wartości
chrześcijańskie, jest konieczne. Dzięki nim Europa wygrała jako cywilizacja.
Dzisiaj Japończycy zachowują się podobnie do Europejczyków, a Amerykanie to
nasi młodsi bracia. Mają takie same obyczaje, religie, sposób bycia, jak
Europejczycy, choć różnimy się nieznacznie. Nawet Chińczycy, czy Hindusi
przyjmują stroje i obyczaje europejskie. Stworzyliśmy niesamowitą
cywilizację, której korzenie są chrześcijańskie i trudno to dzisiaj negować.
– Kiedy polscy politycy mówią o liczbie głosów, zaczynam obawiać się jednej
rzeczy. Wydaje mi się, że tak skrupulatnie o liczbie głosów zazwyczaj mówią
ci, którzy chcą blokować i wetować. A nie ci, którzy chcą rozmawiać,
negocjować, szukać koalicji, a przecież tak dzisiaj |
|

|
|
Z eurodeputowanym
prof.
JERZYM BUZKIEM
rozmawia
JÓZEF WYCISK
|
„Złote
wesele”
w Brukseli
funkcjonuje Unia. – I prawdopodobnie się Pan nie myli.
Takie wrażenie rzeczywiście można wysnuć z wielu rozmów i dyskusji na temat
Unii Europejskiej i Konstytucji, ale nie jest to dobry punkt widzenia.
Jeszcze raz powtarzam – komu jak komu, ale Polakom powinno szczególnie
zależeć na prężnej, dynamicznej Unii, która jednocześnie nie narusza dóbr
narodowych, przywiązania do tradycji, kultury i języka.
Musimy tworzyć wspólnotę i musimy być otwarci na siebie, ponieważ wspólnie
budujemy swoją potęgę, zdolną na przykład do konkurowania z Chińczykami,
których jest półtora miliarda, Hindusami, których jest miliard. Dlatego
dążenie do Eurokonstytucji, do Traktatu Europejskiego jest bardzo zasadne.
– Polska nie brała aktywnego udziału w rozwiązaniu konstytucyjnego pata w
Unii, woleliśmy być pasywni. Nikomu nie zamierzamy tłumaczyć się z
interwencji w Iraku, czy z tarczy antyrakietowej, bo to jest wyłącznie nasza
sprawa. Jesteśmy w tych kwestiach nieco egoistyczni. Ale kiedy pojawiają się
kwestie eksportu mięsa, dostaw ropy czy gazu, wołamy o europejską
solidarność. Właściwie chcemy być w Unii tylko wtedy, kiedy jest to nam na
rękę... Jak to jest odbierane przez pańskich kolegów, posłów z innych
krajów.
– Nie da się ukryć, że jest mniej więcej tak, jak Pan to przedstawił. I w
pewnym sensie jestem Panu za to wdzięczny, bo mnie, jako politykowi, bardzo
trudno jest formułować tego rodzaju sądy o własnym kraju, którego zresztą
cały czas bronię. Skoro jednak rozmawiamy we własnym gronie, w naszej
rodzinie, to musimy sobie jasno powiedzieć, że nie jest to dobra postawa.
Wzięła się z takiego iluzorycznego przeświadczenia, że musimy być twardzi i
że – rzekomo – w ostatnich kilkunastu latach rozmawialiśmy z naszymi
partnerami na kolanach. Tymczasem na kolanach nie dałoby się wynegocjować
dla Polski w Traktacie Nicejskim tak silnej pozycji w Unii, która przekłada
się na dwadzieścia siedem głosów w Radzie Unii Europejskiej, przy dwudziestu
dziewięciu głosach Niemców. Przypominam, że Niemcy jest to kraj dwukrotnie
większy. Nie dałoby się wynegocjować odszkodowań dla przymusowych
pracowników Trzeciej Rzeszy. W 2000 r. dużą ofensywą dyplomatyczną
spowodowaliśmy, że Unia wycofała się z rozmów z Rosją dotyczących Rurociągu
Bałtyckiego. Przecież takich rzeczy nie da się zrobić na kolanach! Byliśmy
otwarci na argumenty innych, ale stawialiśmy nasze interesy twardo.
Negocjatorzy mojego rządu byli bardzo otwarci w rozmowach, ale jednocześnie
twardo trzymaliśmy się naszych zasad i przekonań, a przede wszystkim twardo
broniliśmy podstawowych interesów, które są polską racją
stanu.
Teraz niestety jest chyba za dużo słów, a za mało prawdziwej dyplomacji, bo
wygrać można tylko wtedy, kiedy cały aparat dyplomatyczny zostaje
uruchomiony.
– I dzięki tej wieloletniej pracy nasza obecność w Unii zaowocowała takimi
pieniędzmi na lata 2007-2013 jakimi zaowocowała. Z drugiej strony wiem, jak
bardzo leży Panu na sercu rozwój nowoczesnej gospodarki tu, w naszym
regionie. Tymczasem w ramach programu „Innowacyjna Gospodarka”, programu
sterowanego centralnie, nasz region w pierwszym rozdaniu nie dostał nic.
Warszawa, Wrocław, Poznań tak, ale Śląsk – nie. To znaczy, że nie umiemy
sięgać po takie pieniądze, nie jesteśmy gotowi na budowanie innowacyjnej
gospodarki?
– Nie sądzę, żeby tak było. Dramat w tym podziale środków unijnych, a mówię
to bardzo wyraźnie, polega na tym, że rząd rozdzielił je źle na samym
początku. Spodziewaliśmy się, że dwie trzecie środków trafi do regionów i
będzie rozdzielanych właśnie w Poznaniu,Wrocławiu, Katowicach, czy Krakowie,
a nie w Warszawie. Dzisiaj wszystkie regiony czekają na decyzje Warszawy. Aż
dwie trzecie środków, a nie jedna trzecia jak planowaliśmy, jest przyznawana
z Warszawy. I jakby Warszawa nie podzieliła, zawsze będą pretensje. Zawsze
będziemy uważać, że jesteśmy szykanowani. O ileż prościej byłoby od początku
przeznaczyć znacznie więcej, niż obecnie, środków do regionów. W |
|
Katowicach, u naszego Marszałka mielibyśmy dwa razy więcej
pieniędzy niż dzisiaj. To byłyby nasze środki. Obecny system – sposób
podziału naszych wspólnych unijnych pieniędzy – postrzegam jako
niepraktyczny i niesprawiedliwy. Powrót do centralizmu nigdy krajowi nie
wychodził na dobre.
– Ustawy aglomeracyjnej nadal nie ma, Górnośląski Związek Metropolitalny
nadal się rejestruje, wszystko więc wisi gdzieś w powietrzu, trwa w
zawieszeniu...
– Zawsze w dyskusjach o aglomeracji zwracam uwagę na to, że trzeba także
myśleć o tych, którzy pozostają poza aglomeracją. Rozmawiam na ten temat z
moimi kolegami z Parlamentu Europejskiego, z kolegami z innych europejskich
aglomeracji. Okazuje się, że można to zrobić. Na przykład Barcelona, stolica
Katalonii, jest dzisiaj najszybciej rozwijającą się aglomeracją w Europie, a
jej rozwój nie spowodował zubożenia całej Katalonii. Wprost przeciwnie.
Dzięki odpowiedniemu sterowaniu i działaniu Barcelony cały region Katalonii,
a nie tylko metropolia, bardzo się wzbogaciły. To właśnie chcemy osiągnąć
także na Śląsku. Chcemy, żeby powstała Aglomeracja Górnośląska od Jaworzna
po Gliwice, ale równocześnie, żeby Podbeskidzie, Ziemia Częstochowska czy
Raciborska nie tylko, że na tym nie straciły, ale żeby dało im to impuls
rozwojowy. To jest podstawowa rzecz, o którą powinniśmy zadbać.
Natomiast powołanie tej Aglomeracji wydaje mi się oczywiste. Uprości ona
wiele rzeczy ważnych dla mieszkańców: transport, zaopatrzenie w wodę, wywóz
i zagospodarowanie śmieci, tereny rekreacyjne, tereny na inwestycje leżące
gdzieś, pomiędzy naszymi miastami. Niestety, często jest to ziemia niczyja,
a można tam sprowadzić wielkich inwestorów, którzy będą częściowo w jednym,
częściowo w drugim mieście i właśnie Aglomeracja pozwala szybciej porozumieć
się obu miastom. Łatwiej pokazać, że to jest bez mała dwa i pół miliona
ludzi, że to jest wspaniały teren, kadra. Łatwiej pokazać, ile mamy uczelni,
ile mamy hoteli, ile teatrów. Jak to wszystko pokażemy, zyskamy zupełnie
inne szanse. A przy okazji, damy również szansę reszcie regionu, poza
aglomeracją.
– Mamy klaster czystych technologii węglowych, który Pan współtworzył. Mamy
Regionalną Strategię Innowacji, ponoć jedną z lepszych w Polsce. Ale czy
jest to tylko zabawa w innowacje, zabawa w klastry? No bo skoro nie ma
efektów w postaci dostrzeżenia tych działań z Warszawy...
– No cóż, tak to dzisiaj wygląda... Na szczęście mamy trochę pieniędzy, choć
nie tyle, ile powinniśmy mieć, na poziomie Katowic. Mamy również inne
programy, nie tylko „Innowacyjną Gospodarkę”, i wierzę, że w miarę upływu
czasu jednak środki te trafią także do nas. Nie mam żadnych wątpliwości, że
całe województwo śląskie, Górny Śląsk, Podbeskidzie, Ziemia Częstochowska,
to są regiony bardzo dobrze przygotowane do wykorzystywania funduszy
unijnych. Mamy w województwie przygotowane wnioski prorozwojowe, związane z
tworzeniem biegunów wzrostu, z inwestowaniem w nowe technologie. Wierzę, że
w miarę upływu czasu dotrą także i do nas środki z programów sterowanych
centralnie.
– Miejmy nadzieje, że dotrą także do klastra czystych technologii węglowych,
który Pan stworzył, i który ma zbudować nowoczesny kompleks
paliwowo-energetyczny jako podstawę do dalszego rozwoju już innych dziedzin
gospodarki. Nie można bowiem traktować tego klastra jak próby obrony
górnictwa i energetyki w tym kształcie technologicznym.
– Cieszę się, że podkreślił Pan, iż nie zamierzamy budować przyszłości tego
regionu tylko i wyłącznie na węglu. Często muszę wyjaśniać, że Śląsk
dwudziestego pierwszego wieku to nie będzie Śląsk węgla i stali. To będzie
Śląsk między innymi czystej energii z węgla, która jest wyłącznie bazą i
podstawą do tego, żebyśmy mieli na poziomie światowym elektronikę,
informatykę, aeronautykę, przemysł samochodowy, najnowsze technologie z
zakresu ochrony zdrowia. To wszystko, co daje największy przyrost wartości
dodanej i co powoduje, że regiony są najbogatsze, najnowocześniejsze.
– Zaczęliśmy naszą rozmowę od historii, przed chwilą wybiegliśmy w
przyszłość, miejmy nadzieję, że niedaleką, ale wróćmy do historii.
Postanowił Pan uczcić jubileusz Unii w dość ciekawy sposób...
– Na 50-lecie Unii Europejskiej patrzy się w Polsce z perspektywy naszego
krótkiego w niej członkostwa. Tymczasem 50-lecie Unii, to także święto tego
pokolenia, dzięki którego pracy i poświęceniu Polska jest dzisiaj jej
członkiem. Gdyby nie ludzie, którzy dzisiaj są już w wieku emerytalnym,
gdyby nie ich wysiłek, umiejętność przetrwania, oddanie krajowi i bliskim,
nie bylibyśmy tutaj. Zawdzięczamy im wartości, które potrafili nam
przekazać. Jedną z najcenniejszych jest rodzina. Dlatego postanowiłem
szczególnie uhonorować tych mieszkańców Śląska, którzy w tym roku obchodzą
50-lecie swoich małżeństw. Małżeństwo jest związkiem, który wymaga pracy,
cierpliwości, życzliwości i wyrozumiałości. To są wartości, które wnosimy do
Europy.
Wiem już, że takich małżeństw jest na Śląsku około tysiąca. Przy wsparciu
mediów chcę ich wszystkich zaprosić na wspólne święto 9 maja. Razem z
rodzinami. Każda para, która się zgłosi lub którą zgłoszą bliscy, otrzyma
uroczysty dyplom. Chciałbym byśmy wówczas wspólnie wylosowali 22 pary, które
zaproszę do Brukseli, do siedziby Parlamentu Europejskiego.
– Dziękuję za rozmowę. |