Od jakiegoś czasu zwyczajem środowisk akademickich stało się
wydawanie obszernych ksiąg dedykowanych profesorom-jubilatom. Tym razem
poukładano wybrane eseje obchodzącego 60 urodziny Tadeusza Sławka,
wieloletniego rektora Uniwersytetu Śląskiego, humanisty, którego głos liczy
się nie tylko w środowisku lokalnym. I nie tylko uniwersyteckim. Powstała
ważna książka, adresowana do ludzi, którzy poszukują odpowiedzi na pytania o
kondycję moralną współczesnego człowieka, zagubionego wśród wykluczających
się systemów i hierarchii wartości.
Tadeusz Sławek manifestuje postawę nieufnego czy wręcz podejrzliwego wobec
zastanych prawd badacza. Trzeba zaglądać pod „skórę” zjawisk i procesów.
Przyglądać się utartym pojęciom i słowom, bo może one znaczą co innego niż
nam się wydaje. A jeśli tak, to należałoby – zdaje się sugerować Sławek –
zweryfikować nasze myślenie, zredefiniować podstawowe formuły określające
nasze trwanie na tym świecie, nasze relacje z drugim człowiekiem. Bo
samookreślamy się jako jednostki tylko w kontakcie z tym kimś, kto jest
obok. Nawet jeśli go nie rozumiemy. Nie jesteśmy samotnymi wyspami.
Pośredniczy Bóg. Bóg, który „nie jest partnerem człowieka, – napisze Sławek
w eseju Człowiek Bogu oporny. Czytając »Księgę Jonasza« – dlatego tak
bardzo, tak troskliwie i pieczołowicie człowiek musi strzec swego
partnerstwa, człowieczej solidarności, która nie jest niczym innym, jak
chwilą uwagi i troski poświęconej drugiemu człowiekowi wtedy, gdy mnie
samemu grozi zagłada”. I chwilę dalej, w konkluzji, doda: „Człowiek chroni
pieczołowicie tych, którzy są Bogu oporni, ponieważ to przez nich Bóg –
zawsze dookolną drogą – zmierza w stronę naszego świata”.
Sławek od wielu lat porusza się wśród tych samych, jakże ważnych dla niego
autorów i lektur. To wielcy myśliciele i pisarze XIX i XX wieku. Blake,
Miłosz, Nietzsche, Heidegger, Derrida, Amerykanin Thoreau... Zapewne tę
listę można by jeszcze nieco wydłużyć. Musiałyby dojść nazwiska tych, którzy
wiele znaczyli dla wyżej wymienionych... Cóż, to oznacza, że katowicki
badacz niejako ciągle pozostaje w kręgu tych samych pytań i dylematów,
poniekąd przymuszających go do antropologicznie i teologicznie pogłębionych
interpretacji tekstów literackich i filozoficznych. Trudno byłoby
jednoznacznie wskazać i nazwać owe pytania (i odpowiedzi), których poszukuje
Sławek. Jeśli jednak musielibyśmy to zrobić, to trzeba byłoby odwołać się do
kilku pojęć, które jednostkę (każdego z |
|

|
|
KRZYSZTOF
KARWAT
|
„Poza”
literaturą
nas)
definiują wobec tego wszystkiego, co wobec niej zewnętrzne i umiejscawia ją
w świecie. W jednym z najważniejszych esejów tej książki, zatytułowanym
Przeciw swojskości. Piwnica i studnia, wyeksplikowana zostaje „zasada
sąsiedztwa”. „Sąsiedzkość – czytamy – oznacza dyspozycję do otwartej
relacji, dyspozycję zanikającą wtedy, gdy natrafia na nieprzeniknione ściany
i mury. Sąsiedzkość stanowi formę bycia »między«, dyspozycję do gościnności,
czyli nieprzesadną troskę o rygorystyczne strzeżenie tego, co swoje; to
otwarcie przestrzeni gościnności (...)”. „Etyka gościnności” zaś naprowadza
nas na wspomnianego już Jacquesa Derridę (do jego koncepcji
dekonstrukcjonizmu nawiązuje odrębny tekst) i refleksje o Drugim, o Obcym, o
Innym – o potrzebie nieustannego potwierdzania się w relacjach z ludźmi,
niechby nawet oddalonymi od nas. Stąd już tylko krok do szukania istoty
takich pojęć jak przyjaźń czy miłość, które dopuszczają czy wręcz wymuszają
przyjmowanie do siebie „ciała obcego”, ale wykluczają pokusę zawłaszczania.
Sławek – jako się rzekło – z ochotą porusza się po obrzeżach rozmaitych
gałęzi wiedzy, skupiając się przede wszystkim na refleksji etycznej.
Wskazuje te przestrzenie, które nas konstytuują jako monady rozumujące
samodzielnie i współodczuwające świat. To antropologia otwarcia na
rzeczywistość i jej ukryte tajemnice. |
|
Wychodźmy zatem poza skorupę słów i utartych stereotypów.
Choć jesteśmy „oddzielni”, to nie znaczy, że „samowystarczalni”. Powtórzmy:
samookreślić możemy się jedynie w kontakcie i w relacji z Drugim i choć
naszą naturą jest samotność i bezdomność, to potrzeba wędrowania i
nieustannego dzielenia się światem z Innym pomniejsza nasze cierpienia i
daje szansę na zminimalizowanie poczucia zagubienia.
Sławek-naukowiec zapewne najchętniej określiłby się mianem komparatysty.
Literaturoznawstwo bowiem oznacza obszar w jakimś sensie ograniczony,
zamknięty. Literaturoznawca pozostaje na gruncie „słowa literackiego” i poza
nie wychodzić nie może. Dlatego tak ważny jest jeden z ostatnich esejów tej
książki, zatytułowany Komparatystyka, czyli powszechność literatury. „Gest
komparatystyczny – czytamy, a zdanie to jest wytłuszczone – polega na
wyjściu poza literaturę”. Jest to zatem również wyjście poza słowo, bo
rzeczywistość jest „inna” od słowa. Słowa niejako zasłaniają rzeczywistość.
„Trzeba (...) prze-czytać literaturę. Prze-czytać, czyli przejść na drugą
stronę literatury – tam, gdzie jej już nie ma, a z »tu« i »teraz« uczynić
miejsce, w którym literatura była”. Chodzi zatem o przechodzenie w inną
przestrzeń językowo-poznawczą, którą „mówi” rzeczywistość. To „język duchów,
widm, zjaw z innego świata, którego pojąć nie mogę, bo przeraża on i
poraża”. Tadeusz Sławek argumentów i wyjaśnień, czym jest „gest
komparatystyczny” i ku jakim doznaniom nas zbliża, szuka m.in. u Sándora
Máraia, w jego Dziennikach. Węgierski pisarz dawał w nich wyraz znużenia
„literackością” samego procederu pisania i tęsknoty do „prawdziwej”
literatury, która otwiera nas na „ciszę”. Na owo „coś”, co pozostaje jako
ślad lektury, ale określone być nie może, bo jest inne od natury słowa. Jest
niewyrażalne. Język literatury zatem niejako przechodzi przez filtr innego
języka. Języka, w którym, my, czytelnicy, ową „ciszę” usłyszymy. Każdy z nas
z osobna, językiem „moim”, a nie „naszym”. „Powszechność literatury – to
jedna z ważniejszych konkluzji – sprzeciwia się »naszości«, jednej z plag
świata. Wykazuje, że ojczyzny są wyłącznie »małe«, a droga do nich prowadzi
przez cudzą mowę, to ona bowiem sprawia, że słyszę w »moim« języku to, co
istotne”.
Świat literatury czy kultury to obszar ciągłej wymiany, „tłumaczenia” kodów
i języków. „Moich” na „Twoje”, „Twoich” na „Moje”, a komparatysta rozpoznaje
gramatykę i składnię tej rozmowy, raczej – jak napisałby Sławek – ob-jaśnia
niż wy-jaśnia ich reguły |