Plon bez mała ćwierćwiecza, począwszy od roku 1980: szkice,
rozprawy, artykuły, portrety literackie, komentarze. Teksty publikowane w
„Gościu Niedzielnym” (najczęściej), w miesięczniku „Śląsk”, w „Dzienniku
Zachodnim”, „Poglądach”, „Tygodniku Powszechnym” i „Kalendarzu Katolickim Z
tej Ziemi”. Refleksje, świadectwa, uwagi historyka i badacza literatury, dla
którego to, co o Śląsku i na Śląsku napisano wierszem i prozą nie ma
tajemnic. Krystyna Heska-Kwaśniewicz wszystko to przeczytała (pewnie nie
jeden raz!), ale pisze o „ludziach, sprawach, wydarzeniach” z pewnym
rodzajem uniesienia, podziwu, powiem wprost: miłości!, jakby – poza celem
edukacyjnym – miała na względzie jeszcze cel inny, nie mniej ważny,
powiedziałbym, psychologiczny: poruszyć w czytelniku strunę najwrażliwszą,
czułą na imponderabilia, do której dostęp nie jest łatwy. Także dlatego, że
sami z wielką (czasem nadmierną!) ostrożnością wypowiadamy takie słowa jak:
ojczyzna, polskość, wierność, umiłowanie ziemi, rycerskość, czy harcerski
etos.
Słowo Krystyny Heskiej-Kwaśniewicz szuka odzewu nie tylko w głowie
czytelnika, także w jego sercu. Nie stosuje przy tym żadnych
melodramatycznych chwytów. Pisze prawdę. Wszystkie teksty zebrane w tej
książce łączy nie tyle zamiar, co wewnętrzny nakaz służenia prawdzie. Także
w tekstach publikowanych w czasach PRL-u nie ma grama fałszu. Żadnej
koncesji wobec tak zwanych czynników i decydentów. Po latach, w Polsce
niepodległej niektóre teksty nieco się rozrosły; lepsza była bowiem
powściągliwość, niż półprawda, która przecież nie musi być fałszerstwem,
tyle tylko, że nie jest prawdą.
Ta książka jest rodzajem autobiografii Krystyny Heskiej-Kwaśniewicz,
autobiografii w tym sensie, w jakim naszą duchowość – naszą moralność,
system wartości, jakimi się kierujemy w chwilach trudnych wyborów, ale i w
życiu powszednim, gdy „pospolitość skrzeczy” – tworzą książki, ludzie i
sprawy. Wiele z tych książek, o których pisze Krystyna Heska-Kwaśniewicz
czytałem, wielu (aż mnie zdziwiło, jak wielu!) ludzi zdążyłem poznać, z
paroma pracowałem, czy współpracowałem, znam topografię opisywanych okolic,
jest to więc także – w jakimś stopniu – książka o moim śląskim życiu (życiu
na Śląsku i „życiu Śląskiem”).
Od Eleusis poprzez śląskie powstania, z kulminacją bitwy („o świętą Annę” w
III Postaniu Śląskim), poprzez odkrywanie „nieznanego kraju” dla całej
Polski, w czym nie do przecenienia zasługa Zofii Kossak Szczuckiej
Szatkowskiej i Gustawa Morcinka, poprzez obronę Katowic, |
|

Krystyna Heska-Kwaśniewicz: Szkice śląskie. Ludzie,
sprawy, wydarzenia. Wydawnictwo Wyższej Szkoły Pedagogicznej im.
Kardynała Augusta Hlonda w Mysłowicach, Mysłowice 2006, s.247
|
|
FELIKS
NETZ
|
Po
pierwsze,
Śląsk
potężny
mit wieży spadochronowej, poprzez śmierć harcerzy i powstańców w panewnickim
lesie, poprzez obozy koncentracyjne, a po wojnie i tak zwanym wyzwoleniu,
poprzez więzienia i infamie, poprzez przemianowanie Katowic na Stalinogród,
do czego zmuszono (to już nie ulega kwestii) Gustawa Morcinka (stosując
szantaż, kto wie, może grożąc pisarzowi przypomnieniem książki pt.
„Maszerować” gloryfikującej zbrojne przywrócenie macierzy Zaolzia), po czasy
nieodległe, gdy śląski kacyk partyjny, którego nazwiska nie warto nawet
wspomnieć, sprzeciwił się stanowczo postawieniu na katowickim rynku pomnika
poświęconego śląskim harcerzom (według tego troglodyty było to „sanacyjne
harcerstwo”), obrońcom Katowic.
Ale ten pomnik istnieje. I zdobi okładkę książki Krystyny
Heskiej-Kwaśniewicz. Powtórzę więc: od Eleusis po polski, śląski skauting.
Dla badacza literatury rzeczą najważniejszą jest „własny temat”. Myślę, że w
przypadku Krystyny Heskiej-Kwaśniewicz bardzo wcześnie wykrystalizował się
ów przedmiot naukowych badań, ów własny temat: po pierwsze Śląsk! Nie jest
Ślązaczką z dziada pradziada. Należy, jak i ja do tych, których ks. Emil
Szramek w „Śląsku jako problemie socjologicznym” nazywa bez cienia
złośliwości: alienigenae. (łac.: obcy, cudzoziemcy), zresztą |
|
zdanie, w którym to pojęcie pojawia się obok pojęcia
„tubylcy”, wybrała Krystyna Heska-Kwaśniewicz na moto swojej książki: „Toteż
w miłości do ziemi śląskiej zgodni są od razu Polacy, Niemcy i Czesi,
prostacy i inteligencja, katolicy i protestanci, bogacze i biedni, a po
krótkim czasie alienigenae na równi z tubylcami”.
Autorka „Szkiców śląskich” nie stosuje lokalnej perspektywy, wedle której
łatwo kreuje się fałszywe wielkości. Przedstawia pewien stan posiadania
literackiego na Górnym Śląsku nie żądając wprowadzenia tego czy innego
autora do panteonu narodowej literatury. Autorka „Krzyżowców” czy autor
„Wyrąbanego chodnika” mają w nim swoje bezsporne miejsce! Krystyna
Heska-Kwaśniewicz uważa, że nie da się zrozumieć Śląska i Ślązaka bez
znajomości kilku fundamentalnych książek, które stanowią swoisty „śląski
kanon”: „Nieznany kraj”, „Wyrąbany chodnik”, „Zdrada Heńka Kubisza”, „Ziemia
Elżbiety”, „Wieża spadochronowa”, kilku, nierzadko tragicznie zakończonych
biografii: choćby Józefa Pukowca (ścięty w katowickim więzieniu), którego
„dziadek Józef, urodzony w Bziu koło Pszczyny dostarczał w roku 1863
powstańcom do zaboru rosyjskiego żywność, wozy, zaopatrzenie dla koni”. Czy
Olgi Kamińskiej-Prokopowej, nie stąd, ale po stokroć tutejszej!, ściętej w
dwudziestym roku życia w więzieniu karnym Ploetzensee. Jej dwa ostatnie
listy do Matki czytam ze skurczem serca. I oto dowiaduję się, że była
uczennicą tego samego katowickiego gimnazjum (dzisiaj liceum), w którym
zdałem maturę. Dopiero, jak czytam w książce Krystyny Heskiej-Kwaśniewicz, w
roku 1989 w jednej z klas odsłonięto tablice pamiątkową „Pięknej i
bohaterskiej Olgi”. Nie tylko książki i ludzie, ale często pojedyncze
wiersze, czasem tylko jeden wers, a nawet jeden zwrot, jedna metafora może
okazać się kluczem do zrozumienia psychiki Ślązaka, człowieka śląskiego
(homo silesiensis). Nie zrozumie Śląska, nie zrozumie charakteru śląskiego,
kto nie przeczyta, bodaj raz, kilkunastu linijek o „Świętej Annie”. Kto
nigdy nie dowie się, że ci, którzy idą na „krwawą pąć” (krwawą pielgrzymkę),
czyli na bój o Górę Świętej Anny, myślą o niej i mówią: „Anulka”. Co rok, od
dzieciństwa chodzili z pielgrzymką „do Anulki”. Gdzież indziej, kto inny tak
intymnie, domowo, rodzinnie wyraża się o matce Marii Panny? A tu do Anulki
idą na bój ostatni. Nie zrozumie Śląska i Ślązaków, kto nie posiądzie tej
prostej wiedzy, iż tutaj dwa światy, świat domu i świat ojczyzny zachodzą na
siebie. Na jawie i we śnie.
Do tej wiedzy prowadzi nas książka Krystyny Heskiej-Kwaśniewicz. Rzeczowa i
żarliwa, poruszająca i wiarygodna. |