Kto mógł przewidzieć, że w niespełna dwa lata gdy
„Stary Jorg”, ten twardy i zadziorny „chop z krykom”, którego pomnik
wzniesiony społecznym trudem w 20. rocznicę śmierci właśnie w tym
malowniczym kształcie stanął w sąsiedztwie Trzech Powstańczych Skrzydeł, że
Jerzy Ziętek w wyniku politycznego sądu fanatycznych lustratorów może
doczekać się naraz karnej eksmisji jako patron ulic, placów, szkół i
obiektów publicznych noszących teraz jego imię, choć nadane im już po jego
odejściu, bo aż tak trwale zapisały się w społecznej pamięci jego uznane,
szczególne zasługi dla Śląska. Czy nie jest wymowny i ten fakt, że w
otwartym plebiscycie „Gazety Wyborczej” na Ślązaka mijającego wieku zdobył
łącznie 25 714 głosów i zajął drugie miejsce po Wojciechu Korfantym:
świadectwo miejsca w historii współczesnej Śląska i osobistego autorytetu.
On, który przetrwał wielkie tsunami po roku 1989, gdy w pierwszych latach po
zmianie ustroju, w atmosferze ideologicznych i politycznych rozliczeń
dokonano na masową skalę zmiany nazw miejsc publicznych oraz ich patronów,
bo doszło oto nawet do umocnienia się na rodzinnym Śląsku jego kultu –
wielkiego wojewody stawianego za wzór służby odpowiedzialnej i ofiarnej –
teraz ma zostać zdegradowany i zesłany w historyczny niebyt jako
przedstawiciel formacji ustrojowej, która bezpowrotnie minęła. Być może
czeka nas wielka konfrontacja i próba sił: śląskiej opinii społecznej – i
oficjalnej władzy nad zbiorową pamięcią reprezentowaną przez IPN w obecnym
składzie kadrowym, na czele z urzędującym prezesem Januszem Kurtyką. Może to
nastąpić nieuchronnie w wyniku ustawy, którą złożył w sejmie PIS, a wtedy
sytuacja stanie się nadzwyczaj trudna, bo właściwie nieodwracalna, bez
względu na stanowisko opinii publicznej... choć nie w ogóle, lecz w
konkretnych przypadkach.
Już teraz jednak, uprzedzając ustawę, prezes Kurtyka wystąpił z oficjalnym
komunikatem w tej sprawie, który w sytuacji obecnej można uznać za próbę
wysondowania reakcji społecznych, a w konsekwencji zredagowania ustawy w
takim kształcie, by wykluczała możliwości ustępstw i wyjątków. Chodzi bowiem
o podjęcie absolutnie skutecznych działań „w sprawie nazw ulic, placów,
patronów i imion instytucji publicznych będących formą okazywania czci i
szacunku dla ideologii nazistowskiej i komunistycznej”. A skoro tak skrajnie
i jednoznacznie można zinterpretować fakt tolerowania przez społeczeństwo
nazw ulic np. Ludwika Waryńskiego(!), generała Świerczewskiego, czy Armii
Ludowej – stan ten istotnie wymaga zdecydowanych reakcji. Dlatego też prezes
IPN-u zwrócił się oficjalnie „do społeczności lokalnych z prośbą o
nadsyłanie informacji na temat wciąż istniejących w kraju nazw, symboli i
miejsc pamięci będących wyrazem hołdu dla zbrodniczych ideologii nazizmu i
komunizmu”. W tym komunikacie-apelu prezes J. Kurtyka poinformował również,
że „Koordynatorem powyższych działań w imieniu Instytutu będzie dr Maciej
Korkuć z Biura Edukacji Publicznej oddziału IPN w Krakowie” (tu do wyboru
numery dyspozycyjnych telefonów).
Ten młody historyk po doktoracie na UJ, który z racji na swój wiek, a więc
rok urodzenia, nie może dysponować bardzo ważną sferą pamięci osobistej i
doświadczeniami dotyczącymi życia i funkcjonowania na co dzień dziesiątków
milionów peerelowców, zaś jego wiedza wynika, jak sądzę, z dość wybiórczej,
lekturowej znajomości tej skomplikowanej bo nie zawsze jednoznacznej epoki,
ma także, jak widać, wyrobioną opinię o wielkim wojewodzie śląskim, którego
kult na Śląsku trwa a nawet stawia mu się pomniki. Stwierdził oto dr Maciej
Korkuć wydając stanowczy polityczny wyrok: „Jerzy Ziętek to postać
kontrowersyjna, jego imię trzeba usunąć. Mimo zasług sprzed wojny potem –
jako wysoki urzędnik komunistycznego państwa i działacz partyjny – brał
jednak udział w budowie systemu totalitarnego”.
Rzecz w tym, że akurat Jerzy Ziętek nigdy nie przystawał do żadnych gotowych
formuł czy schematów i był zawsze postacią równie wyrazistą co
kontrowersyjną; oficjalnie działacz państwowy w generalskim mundurze – a
jednocześnie barwny ludowy |
|

|
|
TADEUSZ
KIJONKA
|
W obronie
Jerzego
Ziętka
wizerunek „chopa z krykom”. Także jego biografii nie można automatycznie
przepoławiać na Jerzego Ziętka sprzed wojny i długich lat powojennych, bo
zawsze była uwarunkowana historią. Swoisty konformizm postaw i wyborów był
wynikiem kompromisu z rzeczywistością człowieka, który z potrzeby, ale i
narzuconej sobie ze wszystkimi konsekwencjami życiowej misji, jako
autentyczny, programowy „państwowiec”, był – ale i chciał być – człowiekiem
czynu, by działać na rzecz wspólnego dobra. Można rzec, że skupiły się w
jego biografii wszystkie cechy własnej generacji – powstańczej, z lat
powstań śląskich i powrotu odzyskanej części Górnego Śląska, która służbę
dla Polski, bez względu na upokorzenie i przeszkody uznawała za sprawę
nadrzędną.
Ten prosty chłopak z podgliwickich Szobiszowic, który w III powstaniu
znalazł się w rejonie ciężkich walk pod Górą św. Anny – już 1 lipca 1945
doprowadził w tym symbolicznym miejscu do patetycznej manifestacji
patriotycznej z udziałem powstańców jako organizator Związku Weteranów
Powstań Śląskich a niebawem także inicjator budowy pomnika czynu
powstańczego w miejscu hitlerowskiego monumentu. Jego zasługi dla tej
generacji i całego środowiska powstańczego były wyjątkowe, a przecież w
szczytowych latach stalinizmu zostało ono zepchnięte na polityczne pobocze
pod zbiorowym podejrzeniem nacjonalistycznych koligacji. On sam znalazł się
w tym czasie na granicy zaszczucia, skoro oskarżony o śląski separatyzm,
klerykalizm i sanacyjne resentymenty miał położony przed sobą pistolet, by
wykonał polityczny wyrok na sobie. Lecz wtedy – jak nieraz w życiu –
honorowego oficera, wówczas w stopniu podpułkownika, przemógł przyszły „chop
z krykom”; ten Ślązak, który nosił w sobie ludową mądrość trwania i
przetrwania nawet za cenę kolejnych kompromisów i kamuflaży by obronić,
utrwalić, ale i stworzyć nowe użyteczne dobra służące wszystkim. I taka była
cena tego co przedstawiciel ahistorycznego rocznika określi potem jako
„udział w budowie systemu totalitarnego”, a dla niego, Ślązaka, który
przenikliwie interpretował nowe znaki czasu, było świadectwem praktykowania
„śląskiego wallenrodyzmu” w nowych warunkach.
Gdybyż dr Maciej Korkuć, etatowy lustrator z wypiekami na twarzy
nawiedzonego egzekutora i ze spojrzeniem zza szkieł w modnej oprawie, choć
trochę zastanowił się nad meandrami biografii Jerzego Ziętka, politycznie
oskarżonego – i to już z góry przesądzonym pośmiertnym wyrokiem – może by
pojął i zrozumiał co oznaczała konieczność opuszczenia rodzinnych
Szobiszowic po podziale Śląska i jak znalazł się jako komendant samoobrony
Radzionkowa po odyssei wrześniowej w ZSRR, by trafić do radzieckiego łagru
nad Wołgą, a potem karczować lasy na Kaukazie aż do stanu fizycznego
wyniszczenia. Tylko dlatego Jerzy Ziętek nie zdążył zaciągnąć się do Armii
Andersa i znalazł się w Armii Berlinga. No a potem – już 28 stycznia 1945
roku obejmuje urząd wojewody, by w krótkim czasie z niebywałą energią i
konsekwencją uruchomić śląską gospodarkę, otwierać polskie szkoły, |
|
zagwarantować sprawną aprowizację, tworzyć elementarne
warunki do pracy i życia, polskiego życia – i życia w polskości, na miarę
tego co realne i możliwe.
Nikt nie pozostawił po sobie spośród administratorów kilku epok PRL więcej
niż Jerzy Ziętek na Śląsku – i to głównie dzięki własnej zaradności,
skuteczności i konsekwencji. Gdyby wymienić reprezentacyjne obiekty, całe
kompleksy budowli, czy instytucji użyteczności publicznych – będzie to lista
wyjątkowych dokonań. Imponujące skalą i społecznym znaczeniem sanatoria w
Reptach Śląskich, Rabce i Ustroniu, gdzie „wskrzesił” tradycje uzdrowiska. A
imponujące zespoły rekreacyjne w górnym biegu Wisły, w rozłogach
malowniczych dolin od Ustronia po Jaszowiec. A tej wagi i skali
przedsięwzięcie jakim jest jeden z największych parków w Europie, który
powstał w miejscu ziemi unicestwionej przez przemysł. A gmachy wyższych
uczelni, w tym Politechniki Śląskiej i Akademii Medycznej. A imponujący
Pałac Młodzieży w Katowicach? A powstanie Leśnego Pasa GOP-u. A liczne
inwestycje zapewniające wodę życia dla Śląska, w tym budowa Zbiornika
Goczałkowickiego. A przebudowa centrum Katowic w latach 60. A dwupasmowe
drogi i setki szkół... A Stadion Śląski i słynny katowicki „Spodek”... Na
pytania jakim byłby dziś Śląsk gdyby nie Jerzy Ziętek, pełnej odpowiedzi nie
ma. Jeśli jednak aż tyle miejsc publicznych nosi tu jego imię a wchodzących
do Urzędu Wojewódzkiego wita masywne popiersie Wielkiego Wojewody – to nie
to jest sferą propagandowej gry znaków i symboli, ale świadectwo dobrej,
zbiorowej pamięci o „chopie z krykom”, którego podpis: słynna „choinka
Ziętka”, stanowił pieczęć wiarygodności osobistej. A to była zawsze i za
każdym razem „niezłomna pieczęć”.
Lecz jest jeszcze jeden istotny problem operacji zainicjowanej przez prezesa
J. Kurtykę a obwieszczonej na stronach internetowych IPN-u, niezależnie od
najlepszych intencji samego szefa instytutu oraz – jak na razie – realnych
możliwości tej zaaranżowanej megaoperacji. Bo obecnie, chyba że przygotowana
ustawa pozbawi je kolejnych uprawnień, decyzja należy wciąż jeszcze do
lokalnych samorządów. A pytanie podstawowe brzmi: kto za to zapłaci, kto te
koszta poniesie i jakie one będą nie tylko co konkretny adres i miejscowość,
lecz także w skali kraju, a to kolosalna zapewne kwota. Co zmiana nazwy
placu, ulicy i związana z tym lokalizacja firm – to nieuchronna zmiana
dokumentów, pieczęci, wszelkich druków i papierów firmowych, dowodów
osobistych, praw jazdy, paszportów, tablic, szyldów i tabliczek
identyfikacyjnych, ba – nawet korekt w księgach wieczystych! Dla firm, które
z tego żyją, oznacza to krociowe zyski, lecz dla samorządów, urzędów, a już
przede wszystkim obywateli pospolitych, którzy będą zmuszeni pokryć te
wydatki z własnej kieszeni... Sądząc zaś po tonacji wystąpień dr Macieja
Korkucia nie należy liczyć na żadne ustępstwa w tej fundamentalnej kwestii.
Tak to już jest, że ludzie płacić nie lubią, gdy nie ma takiej konieczności,
czy urzędowego przymusu. Dla większości jest to już dziś sprawa o małym
znaczeniu, po politycznych wyładowaniach konfrontacyjnych w pierwszych
latach po roku 1990. Jak potwierdzają badania CBOS-u z marca br. sprawa
nazwy ulicy dla 65 procent ankietowanych nie ma większego znaczenia, co
pewnie nie świadczy dobrze o przeważających dziś postawach i stosunku do
historii. Z kolei aż 40 procent obywateli obecnej RP twierdzi (III czy IV –
spór polityczny trwa!), że w ich miejscu zamieszkania takich nazw nie było
(„czci i szacunku dla ideologii nazistowskiej i komunistycznej”), zaś 35
procent uważa, że ten problem został już rozwiązany.
Co jednak z Jerzym Ziętkiem, który jako patron miejsc publicznych jest dziś
na Śląsku, rzec można, wszechobecny? Już widzę, jak ten zwalisty „chop z
krykom“ pojawia się jak zmora w snach urzędujących lustratorów, lecz nie
żeby huknąć lagą, ale z właściwą sobie dobrotliwą przekorą i rozbawieniem
pokiwać głową nad tą i ową ofiarą zdemonizowanej operacji czystki absolutnej
a totalnej: – Ni, wom, chopcy, już nic nie pomoże, bo na to ni ma
medykamentów. Chyba lewatywa! |