Człowiekiem który to wymyślił i forsował ten projekt przez
lata, był prezydent Świętochłowic Eugeniusz Moś.
– W latach 90. już dyskutowało się o możliwości połączenia miast, ale nie
było ku temu klimatu, nie było warunków, wreszcie nie było determinacji. A
ja wiedziałem już wówczas, że ta metropolia górnośląska będzie znakomicie
się rozwijała. Ten pomysł musiał wypalić. Sprawdzić się. W tym największym
organizmie miejskim w Polsce. Na początku 2005 roku zaprosiłem do siebie
wielu prezydentów, posłów do Parlamentu Europejskiego, premiera Jerzego
Buzka, Jana Olbrychta – marszałka województwa śląskiego, abyśmy wspólnie
zastanowili się nad powołaniem związku miast Górnego Śląska. Przekonywałem
do tej idei, ale mój entuzjazm napotykał czasami na ścianę niezrozumienia.
Było wiele wątpliwości. Szczególnie duże miasta były sceptycznie nastawione.
Małe były „na tak”, bo przy dużym zawsze mały zyskuje. Świętochłowice są
najmniejszym miastem w tym Górnośląskim Związku Metropolitalnym. Ale ufam,
że wiele skorzystają. I one, i te, które dziś rozwijają się znakomicie, tak
jak Katowice, czy Gliwice. Powtarzałem to jak mantrę: naszym celem jest
dynamiczny rozwój miast Górnego Śląska i
dobrobyt
mieszkańców.
Brzmi to patetycznie, ale taka jest prawda. Cieszę się, że ta moja
inicjatywa, to, żeby wrócić do dyskusji sprzed lat, dała określony efekt.
Nie jestem ojcem chrzestnym. My wszyscy jesteśmy ojcami, którzy powołali
Związek i teraz mamy się martwić i zrobić wszystko, aby ludzie, czyli dzieci
mieszkające we wszystkich tych 14 miastach, były ze swoich ojców zadowoleni.
Pod wnioskiem do szefa MSWiA o zarejestrowanie Górnośląskiego Związku
Metropolitalnego podpisało się 13 mężczyzn i jedna kobieta. Małorzata
Mańka-Szulik wygrała jesienne wybory i to ona teraz rządzi Zabrzem.
– Z wielką radością jechałam do Gliwic, aby podpisać się pod dokumentem
powołującym Związek. Nie wyobrażałam sobie, aby Zabrze powiedziało: nie.
Przecież często nie zdajemy sobie nawet z tego sprawy, że oto wyjechaliśmy z
Zabrza i jesteśmy już w Rudzie Śląskiej, tak jak i nie zauważamy, że
minęliśmy rogatki i wjechaliśmy do Gliwic. Jeden wielki organizm miejski,
podzielony na mapach, ale czy w rzeczywistości? Tworzymy wielką aglomerację
– to nie podlega dyskusji, a czasami łatwiej dopominać się o swoje prawa w
większym zespole. Prezydenci się zmieniają, ale ciągłość władzy jest i są
też ciągle te same nastroje społeczne. Ludzie tutaj mieszkający chcą czuć
się gospodarzami tej ziemi. Ziemi śląskiej. I my to tylko umożliwiamy.
Musimy porządkować nasze podwórka. Przyjęliśmy statut i czekamy na
rejestrację. Co nie zwalnia nas z działania. Funkcjonuje Komunalny Związek
Komunikacyjny. Teraz, kiedy wprowadzimy kartę usług publicznych, która
zastąpi bilety autobusowe czy tramwajowe, będzie można lepiej rozliczać się
poszczególnym miastom z przewoźnikiem. Powie ktoś – po to trzeba powoływać
Związek? Oczywiście,
to jest tylko
początek
naszych działań, ale od czegoś trzeba zacząć. Zabrze nie zginie w tej
aglomeracji. Nasza tożsamość będzie widoczna. Będziemy promować turystykę
poprzemysłową, nasze dokonania medyczne i kulturalne. Emocjonalnie jestem
związana z klubem sportowym Górnik Zabrze, któremu, fakt, ostatnio się nie
wiedzie. Ale może byśmy postawili na coś takiego – niektóre kluby, czy
dziedziny sportu powinny być ponad miejskie. Po co w każdym mieście klub
piłkarski. Stworzyć dwa, trzy silne ośrodki piłki nożnej – Zabrze, Chorzów,
Katowice, Sosnowiec, gdzie indziej silny ośrodek szermierczy, w
Świętochłowicach postawić na żużel, w Rudzie na koszykówkę i tym klubom
zapewnić środki, i im kibicować. Czy to jest możliwe? Myślę, że tak.
Absolutnie nie zaniedbujmy małych klubów amatorskich, ale stawiajmy razem na
coś, co nas może wyróżnić i wypromować w Polsce.
W trakcie prac z tworzeniem Związku najbardziej sceptyczny był prezydent
Chorzowa Marek Kopel. On też miał najwięcej wątpliwości.
– Faktycznie byłem najmniejszym optymistą wśród kolegów, ale w ostateczności
Chorzów przystąpił do tego Związku, czyli uważamy, że ta współpraca jest
celowa. Wymiana poglądów i wspólne działanie zawsze jest korzystne.
Natomiast nie godziłem się ze stwierdzeniem, że Związek ten będzie lekiem na
wszystkie nasze kłopoty, albo że powołanie go rozwiąże nasze problemy i
sprawi, iż w bardzo szybkim tempie aglomeracja się rozwinie. Moim zdaniem
tak nie będzie. Ten Związek może nam pomóc w rozwiązywaniu problemów,
których jeszcze nie znamy, natomiast nie jest to lekarstwo na wszystko i nie
pomoże on nam zmienić w gwałtowny sposób oblicza tej ziemi, czy choćby tej
aglomeracji. Niektóre problemy wspólnie już rozwiązaliśmy. Utworzyliśmy
Związek Komunalny KZK GOP, a zatem problem komunikacji i koordynacji jest
załatwiony. Więc mówienie, że Związek jest potrzebny po to, aby rozwiązać
problem komunikacji jest nieprawdą. Mówiono, że powołanie tej struktury
organizacyjnej jest niezbędne, aby rozwiązać problemy z wodociągami i
kanalizacją. Ale i ten problem też jest rozwiązany, bo powstały związki
celowe miast w takich konfiguracjach w jakich zbudowane są te sieci. Chorzów
ma związek ze Świętochłowicami, bo te sieci tak są zbudowane. Mówiono też,
że związek jest potrzebny żeby załatwić sprawę zarządzania drogami. To też
nieprawda. Drogi są zarządzane przez miasta na prawach powiatu i przez gminy
poza tymi miastami. I to skutecznie są zarządzane. Jedynie co może budzić
wątpliwości to to, że gdzieś pojawia się dziura i jest długo nie naprawiana.
Ale to wynika z braku pieniędzy, a nie |
|
Wspaniała
czternastka
z
organizacji. Czwarty element, na który zwracano uwagę, to że Związek jest
potrzebny po to, aby wykorzystać lepiej środki Unii Europejskiej. Z tą tezą
też nie mogłem zgodzić się dlatego, że wszystkie środki pomocowe Unii dla
naszego województwa na lata 2007-2013 są tak niewielkie, że w poszczególnych
dziedzinach, takich jak służba zdrowia, transport, oświata, czy sport te
środki nie wystarczają na 1/3, ba na 1/4 potrzeb w naszych miastach. Tych
środków będzie zatem brakować i Związek nic w tej materii nie jest w stanie
zrobić. Mówiąc dosadniej – pieniędzy dla poszczególnych miast będzie po
prostu za mało.
– No to
po co ten
Związek?
– pytam.
– Może służyć przy pozyskiwaniu środków na wspólny projekt poza programem
regionalnym w zakresie komunikacji tramwajowej. Na przykład. Rozważamy
wprowadzenie karty miejskiej I, być może, Związek też pomoże uzyskać
fundusze, aczkolwiek o potrzebie takiej karty będziemy jeszcze dyskutować.
Przy rozliczeniach z KZK GOP taka karta byłaby potrzebna. O tym wspomniała
pani prezydent. My nie tworzymy aglomeracji, bo aglomeracja jest. My
tworzymy Związek do współpracy pomiędzy 14 miastami. Samo istnienie takiego
Związku w niczym nie zagraża ani mieszkańcom Bielska, ani Częstochowy.
A jednak pojawiły się głosy lokalnych działaczy na Podbeskidziu, którzy
ostrzegają: Nie będziemy mieli nic do powiedzenia, odłączamy się od
województwa śląskiego. Boją się, że wraz z utworzeniem aglomeracji śląskiej
nadejdą chude lata dla pozostałych regionów naszego województwa. Chcą
sprawdzić, i to bardzo dokładnie, kto zyska na powstaniu aglomeracji, a kto
straci. I to dużo.
– Niech sprawdzają – prezydent Katowic Piotr Uszok mówi to spokojnie i
stanowczo. – Jeżeli tak długo nad tym pracujemy, to nie chcemy nic zepsuć.
Ma być lepiej, a nie gorzej. Powinni skorzystać na tym wszyscy mieszkańcy
aglomeracji. Nie tylko dużych miast. Bo w tej chwili budujemy Drogową Trasę
Średnicową do Gliwic, a przecież myślimy o tym, aby ta trasa połączyła
Katowice z Sosnowcem. Będziemy nasze działania koordynować i uporządkowywać
plany zagospodarowania przestrzennego. Niewątpliwie przybędzie terenów
inwestycyjnych i powstaną nowe miejsca pracy. Czy to źle? Czy komuś nowe
miejsca pracy nie są potrzebne? W każdym mieście są dzielnice, a nawet
ulice, które wymagają uporządkowania, rewitalizacji – jak to się teraz mówi
fachowo. Poszczególne miasta nie zawsze sobie z tym radzą, ale
wspólnie damy radę.
Zadbamy, aby katowickie Załęże choć trochę zmieniło swoje oblicze, aby
Chorzów Stary wypiękniał – że powiem tak górnolotnie – i Zandka w Zabrzu
też. Znajdziemy na to pieniądze bez pomocy województwa. I nie bójmy się, że
Katowice jako największe miasto w regionie wezmą wszystko. Absolutnie nie
będzie tak, że prezydent Katowic będzie przewodniczył Zarządowi Związku.
Chcemy zatrudnić człowieka z zewnątrz, który zna się na swojej robocie, a
jednocześnie nie jest uwikłany w partykularne interesy. Nie byłoby
racjonalnym posunięciem, aby przewodniczył nam prezydent jakiegoś miasta.
– Ale siedzibą Zarządu Związku Metropolitalnego – dodaje prezydent Eugeniusz
Moś – mogą być Świętochłowice. Mogą, a niektórzy mówią, że powinny. Ja taki
radykalny nie jestem. Mądrość zbiorowa zadecyduje.
– Oczywiście – dodaje prezydent Uszok – niektórym w głowie nie mieści się,
że Ślązacy będą współpracować z Zagłębiakami. Że będą tworzyć nowe, ciekawe
projekty i je realizować. Ale tak będzie. Związek powstał i nie ma o czym
mówić.
Ale mieszkańcom Zagłębia – oczywiście niektórym – nie podoba się, iż 14
miast będzie ze sobą współpracować. Uważają, że zaginie ich zagłębiowska
tożsamość. Chcą aby w nazwie metropolii pojawiło się słowo „Zagłębie”.
Gdzieś tam kiełkują pomysły, aby stworzyć metropolie z samych zagłębiowskich
miast.
– Gdzie dwóch Polaków – uśmiecha się prezydent Zabrza, pani Małgorzata
Mańka-Szulik – tam i 16 różnych zdań może być. Ale my się tymi pomysłami nie
przejmujemy. Po prostu musimy robić swoje – jak śpiewał Wojciech Młynarski.
Nie kłócić się, a budować. Tak trudno to niektórym zrozumieć?
– W tej chwili Związek zrzesza 14 miast, ale w przyszłości mogą dołączyć do
niego inne miasta i miejscowości – mówi prezydent Sosnowca Kazimierz Górski.
– Tylko musi powstać odpowiednia ustawa i będziemy z wielką radością witać
wśród nas mieszkańców Będzina, Czeladzi czy Tarnowskich Gór.
Droga otwarta jest
dla wszystkich.
Czekamy na propozycje, które budują, a nie chcą psuć i niszczyć. Śląsk i
Zagłębie to już nie te same regiony co przed laty. Tutaj ludzie sobie
pomagali mimo że przebiegała na tej ziemi granica i za taką pomoc można było
życie stracić. I czas najwyższy zasypywać te rowy i przestać obrażać się o
byle co. Mamy w tej jednoczącej się Europie szanse zaistnienia jak państwo,
które jest bogate mądrością swych obywateli. Po co swary. Może nie od razu
będziemy kibicować klubom nie z Zagłębia, ale musimy próbować. Na początek
trzeba wyplenić |
|
chuligaństwo ze stadionów. Bo to jest zło, które nas toczy od
lat. I stworzyć silne ośrodki sportowe. I im kibicować. Mamy wspaniałe
tereny zielone, mamy miejsca pod piękne, nowe osiedla. Czy będziemy komuś z
Gliwic, czy z Chorzowa zabraniać budować się u nas? Absolutnie nie. Młody
człowiek z Siemianowic postawi swój dom w Sosnowcu lub w Dąbrowie Górniczej,
a pracę znajdzie w Bielsku–Białej, gdzie dojedzie szybciej niż dziś. Czas
wymaga innego spojrzenia na wiele spraw. To, co było kiedyś nie do
wyobrażenia dziś staje się faktem. Tak jak nasz Związek.
– Zgadzam się z takim widzeniem sprawy – dodaje prezydent Tychów Andrzej
Dziuba. – Kiedy zaczęliśmy myśleć o powołaniu Związku wiedzieliśmy, że są
pewne problemy, które nie mają właściciela. Komunikacja, o której już
mówiono, jest rozwiązana, ale nie do końca. Planowanie przestrzenne to
następny problem. Ustalenie sieci szkół, które są niezbędne nam wszystkim.
Poszczególne miasta likwidują placówki oświatowe, bo u nich nie są one
potrzebne. U nich tak, ale obok ta szkoła byłaby bardzo pożądana. Trzeba
zatem wspólnie usiąść i zastanowić się tak nad szkołami w całej aglomeracji,
jak i nad placówkami kulturalnymi. Nie będziemy już ciągnąć każdy w swoją
stronę. Każde miasto przecież nie może mieć teatru, opery i filharmonii.
Spójrzmy na to realnie.
I na to, co mamy. I zacznijmy rozsądnie prowadzić politykę informacyjną.
Jeżeli w Sosnowcu powstaje ciekawe przedstawienie – to promujmy je i
pokazujmy w całym regionie – w Chorzowie, Katowicach, Zabrzu i w naszym
Teatrze Małym też. Jeżeli my mamy wspaniałą Orkiestrę Kameralną AUKSO, to
chcemy pokazać ją w Siemianowicach, Dąbrowie i w Bytomiu też niech wystąpi.
Przykłady można mnożyć. Musi to być wszystko skorelowane i doskonale zgrane.
Nie możemy być dla siebie konkurencją. Bardziej partnerami, którzy dzielą
się swoją wiedzą, pomysłami i wspierają w działaniu. Tego uczy współczesna
rzeczywistość.
– Pojawiają się jednak różne wątpliwości – zauważam. – Przede wszystkim
powtarza się argument: „a ile to będzie kosztować nas wszystkich?” Bo
przecież znowu rozrośnie się administracja.
– Jedną złotówkę każdego mieszkańca rocznie – prezydent Uszok ma wszystko
doskonale wyliczone. Miasta wpłacą do wspólnej kasy tyle pieniędzy, ilu mają
mieszkańców. Chorzów 114 tysięcy złotych, Świętochłowice około 60 tysięcy
złotych, Siemianowice Śląskie 72 i pół tysiąca, a Sosnowiec ponad 220
tysięcy. Bo tyle te miasta mają mieszkańców. Uzbiera się z tego niezła sumka
i będziemy przeznaczać ją na niezbędne inwestycje i projekty, które będą do
zrealizowania od zaraz. To dodatkowe pieniądze. Oprócz tych z województwa,
Warszawy i Unii Europejskiej.
Marszałek województwa śląskiego Janusz Moszyński spotykając się z
parlamentarzystami powiedział, iż ta inicjatywa zrodziła się z potrzeby, a
nie z nakazu odgórnego. Skutki powołania Związku powinny być pozytywne i
niebawem odczuwalne dla każdego mieszkańca. „Jeśli zajdzie taka potrzeba –
mówił marszałek – to Zarząd Województwa odda władzom aglomeracji na przykład
nadzór nad szpitalami. Nie chodzi bowiem o zaspokojenie czyichś aspiracji,
lecz o wypełnienie rzeczywistych potrzeb mieszkańców tej ziemi”.
Senator Kazimierz Kutz jest bardzo zadowolony
– Nie ma się czemu dziwić, że tu zrodziła się ta inicjatywa. Na tym skrawku
ziemi mieszka 12% ludności polskiej. Śląsk od lat ma przetrącony kręgosłup.
A tu są ludzie wykształceni i robotni, więc nie ma się co dziwić, że
inwestorzy lokują tutaj swoje pieniądze stawiając nowe firmy. Nie tylko
banki. Tu nie trzeba nikogo szkolić, wszystko jest pod ręką.
Tylko brać.
To jest bardzo atrakcyjne, że można budować nowe, ale i rekultywować stare
obiekty, zachowując ich dawniejszą urodę. Każdy region ma prawo radzić sobie
tak, jak go na to stać. Być może na Polesiu będzie za chwilę oaza paintbolla
i też będą ściągać milionerów. Śląsk zawsze odstawał od reszty Polski, a
kapitał jest nieubłagany. Sam wybiera, gdzie ma się rozmnażać. Nie uważam
aby teraz dzielić po równo i żeby wszyscy byli jednakowo traktowani,
niezależnie od stopnia zaawansowania cywilizacyjnego. „Warszawka” zawsze
będzie się zżymać na takie projekty. Śląsk nigdy nie był kochany przez
władze, obojętnie jaka ona była. Im mocniejsze będą inicjatywy lokalne ważne
i istotne, jak na przykład powstanie tego Związku, tym więcej będą
opowiadali dyrdymałek o naszej separacji. Ale tym nie należy się przejmować,
tylko trzeba robić swoje. Kapitał krąży, więc trzeba się organizować i
działać. Sukcesy przyjdą same. I to niedługo.
Wszyscy zatem są ZA. Mówią jednym głosem i oby tak było jak najdłużej, a
chciałoby się napisać – zawsze. Bo wyzwań przed ludźmi, którzy powołali
Związek, sporo. O niektórych wspomnieli sami, inne poznają niebawem – o tym
mówił prezydent Kopel. Codziennie będą pojawiać się nowe. A to na nowo
rozkwitnie problem stadionu śląskiego i jego niekończącego się remontu, a to
Wojewódzki Park Kultury i Wypoczynku w Chorzowie nie będzie miał pieniędzy
na swoje utrzymanie, a zwierzęta w ZOO będą znowu głodować, a to pobiją się
kibice z Tychów i Sosnowca i trzeba będzie zapewnić ochronę nie tylko w
czasie meczów ligowych, ale nawet wtedy, gdy ze sobą zagrają drużyny szkolne
czy młodzieżowe. Problemów zatem mnóstwo i – tak jak mówię – przybywać ich
będzie z dnia na dzień. Ale są ludzie, którzy wykazują się pełną
determinacją w ich rozwiązywaniu. I oby tej determinacji nigdy im nie
zabrakło, a będzie na Śląsku, który leczy swój przetrącony kręgosłup, żyło
się nam, może nie od razu, ale z roku na rok lepiej.
Oby! |