EKOLOGIA_pasek.jpg (10945 bytes)

– „Geny i genetyka – dylematy i wyzwania” to tytuł wykładu, jaki wygłosił Pan Profesor podczas niedawnej, marcowej uroczystości nadania Panu tytułu Doktora Honoris Causa Śląskiej Akademii Medycznej. Przywołał Pan w nim niepokojący problem GMO...
– GMO to skrót od angielskiego terminu Genetically Modified Organizms, co oznacza genetycznie modyfikowane organizmy. Terminem tym określa się rośliny i zwierzęta, którym do genomu (w uproszczeniu DNA), wprowadzono przy pomocy technik inżynierii genetycznej dodatkowe geny tj. fragmenty DNA. Po to, by wyposażyć je w dodatkowy gen (transgen), wzbogacający je o nowe, pożyteczne cechy. W przypadku roślin genetycznie modyfikowanych (GM), m.in. zbóż i warzyw zabiegi te – jak twierdzą ich zwolennicy – przynoszą same korzyści. Niektóre rośliny GM są wzbogacane w pożądane substancje odżywcze lub przystosowujące je do celów przemysłowych. Jeszcze inne jak np. pomidory – modyfikuje się pod kątem oporności na psucie itp. Rośliny GM, oporne na pestycydy i tolerujące herbicydy, mają dawać większe plony zbóż (a zatem przyczynić do likwidowania głodu na świecie!), bronić się skuteczniej przed szkodnikami, chwastami i zakażeniami (pleśnie, wirusy) oraz obniżyć zużycie pestycydów i herbicydów.
Moim zdaniem, na oceny w tych ostatnich kwestiach jest przedwcześnie!
– Nie wszyscy jednak widzą tylko same korzyści?
– Bo jest to tylko część prawdy. Współczesne poglądy na zjawisko życia są wyraźnie genocentryczne. Zgodnie z nimi gen jest istotą życia. To dogmat. Z tego punktu widzenia technologia uzyskiwania roślin genetycznie modyfikowanych budzi zastrzeżenia nauki. Mimo pozorów, nie jest to technologia precyzyjna. Transgenu nie można wprowadzić w ściśle określoną pozycję chromosomu roślinnego. Gen nie zawsze pozostaje stabilny, „produkt” transgenu (białko) nie jest cząsteczką „autonomiczną” i w nowym otoczeniu może przynieść skutki nieprzewidywalne. Podobnych wątpliwości jest więcej. Twierdzenie, że genetycznie modyfikowane organizmy są bezpieczne dla środowiska i człowieka są sprzeczne ze stale rosnącą wiedzą biologiczną. Dlatego na całym świecie toczą się naukowe i społeczne debaty czy dopuścić genetycznie modyfikowane rośliny ( głównie zboża) do upraw polowych i spożycia? Czy są one szkodliwe czy nie dla środowiska i człowieka?
– Mamy dowody na szkodliwość żywności transgenicznej?
– Przytoczę jedynie udokumentowane doniesienia o zagrożeniach. Stwierdzono, że ziemniaki i jarzyny transgeniczne, oporne na herbicyd Roundup, zawierają składnik tego środka chwastobójczego – poliarylamid. Z tego związku w trakcie obróbki cieplnej, podczas gotowania czy smażenia uwalnia się akrylamid, substancja neurotoksyczna i rakotwórcza. Wykryto ją w chipsach i frytkach, przyrządzanych z modyfikowanych ziemniaków.
Nieobojętne dla zdrowia jest produkowane w ziarnach kukurydzy białko cryo. Wprowadza się je do kukurydzy wraz z genem o tej samej nazwie, pochodzącym prawdopodobnie z genomu ryb arktycznych. Celem tej „operacji” jest możliwość uprawy kukurydzy także w zimnym klimacie. Spożywanie kukurydzy tak modyfikowanej wywołuje reakcje uczuleniowe u ludzi. To jest przykład, jak może zmieniać się białko kodowane przez gen wprowadzony techniką inżynierii w nowe środowisko. Podobnie, gen fasoli kodujący inhibitor alfa-amylazy wprowadzony do grochu (celem zniszczenia szkodnika grochu) daje u myszy ostre odczyny alergiczne.
Nie mamy pewności, czy np. geny oporności na antybiotyki niezbędne w manipulacjach bioinżynieryjnych, nie staną się zagrożeniem dla konsumentów produktów z roślin genetycznie modyfikowanych. W bakteriach jelitowych ludzi, spożywających żywność transgeniczną, stwierdzono fragmenty genów oporności na antybiotyki. Takie geny mogą przenosić i rozsiewać antybiotykooporność na inne mikroorganizmy.
Dr I. V. Ermakova z Rosyjskiej Akademii Nauk wykazała, że potomstwo szczurów karmionych soją GM ma mniejszą wagę od grupy kontrolnej i duży jego odsetek ginie. W następnych pokoleniach u takich szczurów spada płodność.
W kontekście tych doniesień sprawa bezpośredniego zagrożenia zdrowia człowieka żywnością GM jest dla mnie drugorzędną. Ważniejsze jest – jakie skutki GMO może przynieść w przyszłości?
– Inżynieria genetyczna jest zagrożeniem dla człowieka?
– Sama technika nie, jeśli służy pożytecznym celom i nie niesie ryzyka zagrożeń dla przyrody. Genetycznie modyfikowane bakterie, pleśnie, drożdże są pożyteczne. Obiecujące są próby uzyskiwania z roślin genetycznie modyfikowanych białek i substancji bardzo użytecznych w medycynie, ale... nawet w takim przypadku zalecana jest daleko idąca ostrożność. Istnieje zagrożenie dla roślin naturalnych. Ciekawe są badania nad roślinami rosnącymi w glebie zasolonej. Gdyby udało się uprawiać zboża na pustyniach nawadnianych wodą morską byłoby to dobrodziejstwo dla głodujących w Afryce i Azji. Uzyskano już rośliny pobierające i wiążące metale ciężkie z zanieczyszczonej gleby: rtęć, ołów, miedź i kadm. To wielka nadzieja dla

 

 


Rozmowa
z prof. zw. dr hab. n. med. Mieczysławem Chorążym
biologiem molekularnym z Instytutu Onkologii w Gliwicach,
autorytetem naukowym m.in. w dziedzinie mutagenezy środowiskowej
 

GMO – wizja, która przeraża

Śląska czy Zagłębia Miedziowego i innych obszarów wymagających rekultywacji. Podobnie pożyteczne mogą być rośliny GM oczyszczające skażone wody. Rośliny oleiste jak rzepak, można modyfikować w taki sposób, by produkowały ekologiczne utwardzacze do farb i mas plastycznych czy oleje do celów przemysłowych. Naukowcy nie ustają w badaniach nad wykorzystaniem roślin. Zawierają one aż sto tysięcy różnych związków chemicznych i powinny być wykorzystywane dla dobra człowieka.
– Świat natury to niepowtarzalne arcydzieło. Można go „ulepszać”?
– Każdy człowiek i ten wierzący i ten przekonany o ewolucyjnym rozwoju świata musi przyznać, że przyroda to nie tylko piękno. To przede wszystkim harmonijnie funkcjonujący organizm. Wszystko, co żyje wokół nas ma swoje znaczenie w doskonałym ekosystemie. Jeśli go zniszczymy, skutki mogą być tylko katastrofalne. Moim zdaniem takie zagrożenia niosą uprawy roślin GM.
Weźmy dla przykładu drzewa GM. Firma Monsanto, największy producent i dostawca ziarna GM dla światowego rolnictwa intensywnie rozwija i promuje uprawy drzew GM dla potrzeb przemysłu papierniczego. Mamy już modyfikowane osiki, topole i świerki.Wszystkie oporne na pestycydy, tolerują też herbicydy. Rosną szybko, np. osika może dawać przyrost w tempie 1 metr na miesiąc! Ze względu na małą zawartość ligniny dają tylko miękkie, papierowe drewno. Uprawy (bo trudno nazwać je „lasem”) takich drzew na wietrze falują jak zboża. Żyją krótko, wycinane są już po kilku latach. To lasy widma. Bez runa leśnego, bez owadów, ptaków, zwierząt. Ciche nawet wiosną. I groźne dla przyrody, bo transgeny z drzew GM mogą z wiatrem przenieść się na drzewa lasu naturalnego. To oznacza jego koniec! Jeśli zginie las, najdoskonalszy ekosystem Ziemi, zginie też człowiek.
– To przerażająca wizja...
– Uprawy roślin z GMO niosą ze sobą nieodwracalne, niezwykle groźne dla ludzkości, naruszenie naturalnego ładu w przyrodzie. Niosą zniszczenie bioróżnorodności.
W Wielkiej Brytanii np. uprawy transgenicznych buraków, opornych na herbicydy (Roundup) doprowadziły do zupełnego wyniszczenia chwastów w rejonie takich upraw. Na dużych obszarach wyginęły drobne owady, wyniosły się ptaki. Dla jednych i drugich chwasty stanowiły niszę do życia, były ich żywicielem. Naruszone zostały naturalne łańcuchy pokarmowe, o których mało jeszcze wiemy. Dlatego tworzy się programy badawcze mające za cel przywrócenie naturalnego ładu na tych terenach.
Groźne dla środowiska są uprawy roślin GM, którym został wbudowany bakteryjny gen, kodujący silną toksynę Bt. Oprócz szkodników toksyna zabija inne drobne owady, narusza ład w niszy przyrodniczej, powoduje jałowienie gleby.
Modyfikowane uprawy rolne są zagrożeniem dla setek naturalnych odmian różnych, rodzimych gatunków roślin, przystosowanych do lokalnych warunków glebowych i atmosferycznych od tysięcy lat. Przyroda nie uznaje granic. Pyłki zbóż GM przenoszone są przez wiatr i owady na uprawy naturalne nawet na duże odległości. Badacze z Uniwersytetu Manitoba w Kanadzie stwierdzili, że na 33 próbki rzepaku natywnego ( rodzimego) uprawianego w pobliżu upraw rzepaku genetycznie modyfikowanego, aż 32 z nich zostały zanieczyszczone rzepakiem transgenicznym. W podobny sposób badano próbki ziaren z dwu rodzajów upraw kukurydzy, soji i rzepaku. Potwierdził się proces kontaminacji czyli skrzyżowania tradycyjnych upraw tych roślin z ich odpowiednikami modyfikowanymi genetycznie. Ta nowa sytuacja w rolnictwie jest niebezpieczeństwem dla naturalnych upraw i tradycyjnego rolnictwa. Narusza też podstawowe prawo rolników do decydowania o wyborze upraw na swoim polu. Widać to szczególnie w Stanach Zjednoczonych, Argentynie, Kanadzie, gdzie modyfikowana genetycznie soja, kukurydza i rzepak uprawiane są masowo. Powstaje coraz więcej konfliktów między koncernami – producentemi ziarna GM i patentów a farmerami pozostającymi przy uprawach zbóż

natywnych. Miliony hektarów powierzchni obsiewanych roślinami transgenicznymi to potężna broń w rękach wielkich producentów.
Transgeny tolerancji na herbicydy mogą przenosić się również na trawy i chwasty, które stają się oporne na zwalczanie środkami chwastobójczymi.
– Największe korporacje globalnej produkcji żywności z GMO mogą zdominować świat...
– Takie niebezpieczeństwo się rysuje. W Stanach Zjednoczonych powstały związki farmerskie producentów naturalnych upraw dla skuteczniejszej obrony przed zrzeszeniami farmerów upraw GM i korporacjami biotechnologicznymi. Tylko jedna z nich, w ochronie swoich wątpliwych etycznie praw patentowych, wytoczyła około 100 procesów sądowych farmerom uprawiającym tradycyjny rzepak, zapylony wbrew woli jego właścicieli rzepakiem GM rosnącym „po sąsiedzku”. Wielkie korporacje agrobiznesu uznały, że to kradzież patentu i dysponując armią prawników, w większości wygrały z pokrzywdzonymi procesy sądowe. W ten sposób następuje stopniowe podporządkowanie swoim interesom osądzonych rolników.
Jeszcze większe obawy budzą próby wprowadzania dodatkowo do rośliny transgenicznej „genu terminatora”. Jest to złożona manipulacja genetyczna, powodująca, że ziarno rośliny z drugiego pokolenia staje się jałowe, niezdolne do kiełkowania. Tym samym farmer, pozbawiony ziarna z własnych plonów, uzależnia się od korporacji. Musi je od niej kupić. Często wbrew swojej woli staje się plantatorem zbóż GM. W takiej sytuacji znaleźć się może również producent żywności, wytwarzanej z opatentowanych, modyfikowanych roślin. To rodzi współczesną zależność feudalną. W sensie ekonomicznym, społecznym i kulturowym.
– Polska jeszcze rok temu zdecydowanie sprzeciwiała się wprowadzaniu do naszego kraju transgenicznych upraw...
– Sytuacja prawna w tej kwestii zmieniła się zaskakująco o 180 stopni. W lutym br. premier podpisał nowy projekt ustawy o GMO (wielki elaborat o 232 artykułach) przygotowany w resorcie... ochrony środowiska! Udostępnia ona polskie obszary uprawne dla uprawy zbóż i roślin transgenicznych czyli dopuszcza w naszym kraju „uwolnienie roślin GM do środowiska”.
Zgodnie z nowym projektem minister rolnictwa w porozumieniu z ministrem środowiska oraz „po zasięgnięciu opinii rady gminy” może wydać decyzję o utworzeniu specjalnych obszarów, na których takie rośliny będzie można uprawiać. Warunkiem jest jedynie stworzenie wokół nich stref buforowych, ochronnych, zapobiegających przenoszeniu pyłków roślin transgenicznych na inne pola uprawne. Odnośnie szerokości stref ochronnych panują duże rozbieżności. W przyrodzie jest wiele czynników nieprzewidywalnych (kierunek i siła wiatrów, ukształtowanie terenu, pora kwitnienia zbóż GM i pokrewnego zboża natywnego itp.). Tego parametru nie można zadekretować. Zresztą art. 197 pt. 1. projektu ustawy stanowi, że użytkownik upraw GM nie ponosi odpowiedzialności cywilnej za „szkodę na osobie, w mieniu lub środowisku” jeśli ta „nastąpiła wskutek siły wyższej”. Kto to jest „użytkownik” stosujący uprawy roślin GM? Warszawska, holenderska lub duńska spółka, która wydzierżawi z Państwowej Agencji Własności Rolnej wielkie obszary ziemi pod uprawy GM i po kilku latach rozpłynie się w jarmarku tego świata?
Projekt ustawy jest restrykcyjny w stosunku do ośrodków badawczych i jednocześnie daje praktycznie nieograniczoną możliwość buszowania „użytkownikom” na polskiej wsi.
– Dlaczego w Polsce nagle lansujemy ten typ zasiewów?
– To ważne pytanie. Przed uprawami roślin GM bronią się Węgrzy, jeszcze ostrzej Rosja, która zdecydowanie zamknęła swoje granice dla modyfikowanej żywności. Podzielona jest w tej kwestii, naciskana przez Stany Zjednoczone, największego producenta roślin z GMO – Unia Europejska. Wielkie koncerny agrobiznesu (Syngenta, Monsanto) chwytają się różnych metod, aby opanować nowe obszary dla roślin GM i zdominować rynki spożywcze i paszowe.
Nasza żywność, uzyskiwana z upraw naturalnych jest uznawana w Europie za zdrową, smaczną i pożądaną. Mamy jej pod dostatkiem. Nie ma żadnych racjonalnych powodów, by niszczyć uprawy tradycyjne, ekologiczne i małe gospodarstwa rolne. Współistnienie upraw tradycyjnych, ekologicznych i transgenicznych nie jest możliwe! Zróżnicowanie rolnictwa, logistyka i administrowanie uprawami GM jest tak złożone, że nie wytrzyma jej żaden system i żadne przepisy prawne. Polska jest małym krajem. Terenów rolniczych z każdym rokiem ubywa. Są coraz cenniejsze.
Co kryje się za próbą wprowadzenia do Polski upraw transgenicznych? Zabiegi polityczne globalnego agrobiznesu i przemysłu biotechnologicznego dla zawładnięcia ziemi rolniczej i opanowania produkcji żywności czynione są na całym świecie. Chcemy im ulec? W czyim interesie?
W moim najgłębszym przekonaniu, zgodnie z moją wiedzą – na uprawy polowe zbóż i roślin z GMO powinno być w Polsce nałożone moratorium na okres co najmniej 10 lat! 


Jolanta Karmańska

SPIS TREŚCI
______________________________________________________________________________________________________________

                         Webmaster ALFA