|
–
„Geny i genetyka – dylematy i wyzwania” to tytuł wykładu, jaki wygłosił Pan
Profesor podczas niedawnej, marcowej uroczystości nadania Panu tytułu
Doktora Honoris Causa Śląskiej Akademii Medycznej. Przywołał Pan w nim
niepokojący problem GMO...
– GMO to skrót od angielskiego terminu Genetically Modified Organizms, co
oznacza genetycznie modyfikowane organizmy. Terminem tym określa się rośliny
i zwierzęta, którym do genomu (w uproszczeniu DNA), wprowadzono przy pomocy
technik inżynierii genetycznej dodatkowe geny tj. fragmenty DNA. Po to, by
wyposażyć je w dodatkowy gen (transgen), wzbogacający je o nowe, pożyteczne
cechy. W przypadku roślin genetycznie modyfikowanych (GM), m.in. zbóż i
warzyw zabiegi te – jak twierdzą ich zwolennicy – przynoszą same korzyści.
Niektóre rośliny GM są wzbogacane w pożądane substancje odżywcze lub
przystosowujące je do celów przemysłowych. Jeszcze inne jak np. pomidory –
modyfikuje się pod kątem oporności na psucie itp. Rośliny GM, oporne na
pestycydy i tolerujące herbicydy, mają dawać większe plony zbóż (a zatem
przyczynić do likwidowania głodu na świecie!), bronić się skuteczniej przed
szkodnikami, chwastami i zakażeniami (pleśnie, wirusy) oraz obniżyć zużycie
pestycydów i herbicydów.
Moim zdaniem, na oceny w tych ostatnich kwestiach jest przedwcześnie!
– Nie wszyscy jednak widzą tylko same korzyści?
– Bo jest to tylko część prawdy. Współczesne poglądy na zjawisko życia są
wyraźnie genocentryczne. Zgodnie z nimi gen jest istotą życia. To dogmat. Z
tego punktu widzenia technologia uzyskiwania roślin genetycznie
modyfikowanych budzi zastrzeżenia nauki. Mimo pozorów, nie jest to
technologia precyzyjna. Transgenu nie można wprowadzić w ściśle określoną
pozycję chromosomu roślinnego. Gen nie zawsze pozostaje stabilny, „produkt”
transgenu (białko) nie jest cząsteczką „autonomiczną” i w nowym otoczeniu
może przynieść skutki nieprzewidywalne. Podobnych wątpliwości jest więcej.
Twierdzenie, że genetycznie modyfikowane organizmy są bezpieczne dla
środowiska i człowieka są sprzeczne ze stale rosnącą wiedzą biologiczną.
Dlatego na całym świecie toczą się naukowe i społeczne debaty czy dopuścić
genetycznie modyfikowane rośliny ( głównie zboża) do upraw polowych i
spożycia? Czy są one szkodliwe czy nie dla środowiska i człowieka?
– Mamy dowody na szkodliwość żywności transgenicznej?
– Przytoczę jedynie udokumentowane doniesienia o zagrożeniach. Stwierdzono,
że ziemniaki i jarzyny transgeniczne, oporne na herbicyd Roundup, zawierają
składnik tego środka chwastobójczego – poliarylamid. Z tego związku w
trakcie obróbki cieplnej, podczas gotowania czy smażenia uwalnia się
akrylamid, substancja neurotoksyczna i rakotwórcza. Wykryto ją w chipsach i
frytkach, przyrządzanych z modyfikowanych ziemniaków.
Nieobojętne dla zdrowia jest produkowane w ziarnach kukurydzy białko cryo.
Wprowadza się je do kukurydzy wraz z genem o tej samej nazwie, pochodzącym
prawdopodobnie z genomu ryb arktycznych. Celem tej „operacji” jest możliwość
uprawy kukurydzy także w zimnym klimacie. Spożywanie kukurydzy tak
modyfikowanej wywołuje reakcje uczuleniowe u ludzi. To jest przykład, jak
może zmieniać się białko kodowane przez gen wprowadzony techniką inżynierii
w nowe środowisko. Podobnie, gen fasoli kodujący inhibitor alfa-amylazy
wprowadzony do grochu (celem zniszczenia szkodnika grochu) daje u myszy
ostre odczyny alergiczne.
Nie mamy pewności, czy np. geny oporności na antybiotyki niezbędne w
manipulacjach bioinżynieryjnych, nie staną się zagrożeniem dla konsumentów
produktów z roślin genetycznie modyfikowanych. W bakteriach jelitowych
ludzi, spożywających żywność transgeniczną, stwierdzono fragmenty genów
oporności na antybiotyki. Takie geny mogą przenosić i rozsiewać
antybiotykooporność na inne mikroorganizmy.
Dr I. V. Ermakova z Rosyjskiej Akademii Nauk wykazała, że potomstwo szczurów
karmionych soją GM ma mniejszą wagę od grupy kontrolnej i duży jego odsetek
ginie. W następnych pokoleniach u takich szczurów spada płodność.
W kontekście tych doniesień sprawa bezpośredniego zagrożenia zdrowia
człowieka żywnością GM jest dla mnie drugorzędną. Ważniejsze jest – jakie
skutki GMO może przynieść w przyszłości?
– Inżynieria genetyczna jest zagrożeniem dla człowieka?
– Sama technika nie, jeśli służy pożytecznym celom i nie niesie ryzyka
zagrożeń dla przyrody. Genetycznie modyfikowane bakterie, pleśnie, drożdże
są pożyteczne. Obiecujące są próby uzyskiwania z roślin genetycznie
modyfikowanych białek i substancji bardzo użytecznych w medycynie, ale...
nawet w takim przypadku zalecana jest daleko idąca ostrożność. Istnieje
zagrożenie dla roślin naturalnych. Ciekawe są badania nad roślinami
rosnącymi w glebie zasolonej. Gdyby udało się uprawiać zboża na pustyniach
nawadnianych wodą morską byłoby to dobrodziejstwo dla głodujących w Afryce i
Azji. Uzyskano już rośliny pobierające i wiążące metale ciężkie z
zanieczyszczonej gleby: rtęć, ołów, miedź i kadm. To wielka nadzieja dla
|
|

|
|
Rozmowa
z prof. zw. dr hab. n. med.
Mieczysławem Chorążym
biologiem molekularnym z Instytutu Onkologii w Gliwicach,
autorytetem naukowym m.in. w dziedzinie mutagenezy środowiskowej
|
GMO – wizja, która
przeraża
Śląska czy Zagłębia Miedziowego i innych
obszarów wymagających rekultywacji. Podobnie pożyteczne mogą być rośliny GM
oczyszczające skażone wody. Rośliny oleiste jak rzepak, można modyfikować w
taki sposób, by produkowały ekologiczne utwardzacze do farb i mas
plastycznych czy oleje do celów przemysłowych. Naukowcy nie ustają w
badaniach nad wykorzystaniem roślin. Zawierają one aż sto tysięcy różnych
związków chemicznych i powinny być wykorzystywane dla dobra człowieka.
– Świat natury to niepowtarzalne arcydzieło. Można go „ulepszać”?
– Każdy człowiek i ten wierzący i ten przekonany o ewolucyjnym rozwoju
świata musi przyznać, że przyroda to nie tylko piękno. To przede wszystkim
harmonijnie funkcjonujący organizm. Wszystko, co żyje wokół nas ma swoje
znaczenie w doskonałym ekosystemie. Jeśli go zniszczymy, skutki mogą być
tylko katastrofalne. Moim zdaniem takie zagrożenia niosą uprawy roślin GM.
Weźmy dla przykładu drzewa GM. Firma Monsanto, największy producent i
dostawca ziarna GM dla światowego rolnictwa intensywnie rozwija i promuje
uprawy drzew GM dla potrzeb przemysłu papierniczego. Mamy już modyfikowane
osiki, topole i świerki.Wszystkie oporne na pestycydy, tolerują też
herbicydy. Rosną szybko, np. osika może dawać przyrost w tempie 1 metr na
miesiąc! Ze względu na małą zawartość ligniny dają tylko miękkie, papierowe
drewno. Uprawy (bo trudno nazwać je „lasem”) takich drzew na wietrze falują
jak zboża. Żyją krótko, wycinane są już po kilku latach. To lasy widma. Bez
runa leśnego, bez owadów, ptaków, zwierząt. Ciche nawet wiosną. I groźne dla
przyrody, bo transgeny z drzew GM mogą z wiatrem przenieść się na drzewa
lasu naturalnego. To oznacza jego koniec! Jeśli zginie las, najdoskonalszy
ekosystem Ziemi, zginie też człowiek.
– To przerażająca wizja...
– Uprawy roślin z GMO niosą ze sobą nieodwracalne, niezwykle groźne dla
ludzkości, naruszenie naturalnego ładu w przyrodzie. Niosą zniszczenie
bioróżnorodności.
W Wielkiej Brytanii np. uprawy transgenicznych buraków, opornych na
herbicydy (Roundup) doprowadziły do zupełnego wyniszczenia chwastów w
rejonie takich upraw. Na dużych obszarach wyginęły drobne owady, wyniosły
się ptaki. Dla jednych i drugich chwasty stanowiły niszę do życia, były ich
żywicielem. Naruszone zostały naturalne łańcuchy pokarmowe, o których mało
jeszcze wiemy. Dlatego tworzy się programy badawcze mające za cel
przywrócenie naturalnego ładu na tych terenach.
Groźne dla środowiska są uprawy roślin GM, którym został wbudowany
bakteryjny gen, kodujący silną toksynę Bt. Oprócz szkodników toksyna zabija
inne drobne owady, narusza ład w niszy przyrodniczej, powoduje jałowienie
gleby.
Modyfikowane uprawy rolne są zagrożeniem dla setek naturalnych odmian
różnych, rodzimych gatunków roślin, przystosowanych do lokalnych warunków
glebowych i atmosferycznych od tysięcy lat. Przyroda nie uznaje granic.
Pyłki zbóż GM przenoszone są przez wiatr i owady na uprawy naturalne nawet
na duże odległości. Badacze z Uniwersytetu Manitoba w Kanadzie stwierdzili,
że na 33 próbki rzepaku natywnego ( rodzimego) uprawianego w pobliżu upraw
rzepaku genetycznie modyfikowanego, aż 32 z nich zostały zanieczyszczone
rzepakiem transgenicznym. W podobny sposób badano próbki ziaren z dwu
rodzajów upraw kukurydzy, soji i rzepaku. Potwierdził się proces
kontaminacji czyli skrzyżowania tradycyjnych upraw tych roślin z ich
odpowiednikami modyfikowanymi genetycznie. Ta nowa sytuacja w rolnictwie
jest niebezpieczeństwem dla naturalnych upraw i tradycyjnego rolnictwa.
Narusza też podstawowe prawo rolników do decydowania o wyborze upraw na
swoim polu. Widać to szczególnie w Stanach Zjednoczonych, Argentynie,
Kanadzie, gdzie modyfikowana genetycznie soja, kukurydza i rzepak uprawiane
są masowo. Powstaje coraz więcej konfliktów między koncernami – producentemi
ziarna GM i patentów a farmerami pozostającymi przy uprawach zbóż
|
|
natywnych. Miliony hektarów powierzchni
obsiewanych roślinami transgenicznymi to potężna broń w rękach wielkich
producentów.
Transgeny tolerancji na herbicydy mogą przenosić się również na trawy i
chwasty, które stają się oporne na zwalczanie środkami chwastobójczymi.
– Największe korporacje globalnej produkcji żywności z GMO mogą zdominować
świat...
– Takie niebezpieczeństwo się rysuje. W Stanach Zjednoczonych powstały
związki farmerskie producentów naturalnych upraw dla skuteczniejszej obrony
przed zrzeszeniami farmerów upraw GM i korporacjami biotechnologicznymi.
Tylko jedna z nich, w ochronie swoich wątpliwych etycznie praw patentowych,
wytoczyła około 100 procesów sądowych farmerom uprawiającym tradycyjny
rzepak, zapylony wbrew woli jego właścicieli rzepakiem GM rosnącym „po
sąsiedzku”. Wielkie korporacje agrobiznesu uznały, że to kradzież patentu i
dysponując armią prawników, w większości wygrały z pokrzywdzonymi procesy
sądowe. W ten sposób następuje stopniowe podporządkowanie swoim interesom
osądzonych rolników.
Jeszcze większe obawy budzą próby wprowadzania dodatkowo do rośliny
transgenicznej „genu terminatora”. Jest to złożona manipulacja genetyczna,
powodująca, że ziarno rośliny z drugiego pokolenia staje się jałowe,
niezdolne do kiełkowania. Tym samym farmer, pozbawiony ziarna z własnych
plonów, uzależnia się od korporacji. Musi je od niej kupić. Często wbrew
swojej woli staje się plantatorem zbóż GM. W takiej sytuacji znaleźć się
może również producent żywności, wytwarzanej z opatentowanych,
modyfikowanych roślin. To rodzi współczesną zależność feudalną. W sensie
ekonomicznym, społecznym i kulturowym.
– Polska jeszcze rok temu zdecydowanie sprzeciwiała się wprowadzaniu do
naszego kraju transgenicznych upraw...
– Sytuacja prawna w tej kwestii zmieniła się zaskakująco o 180 stopni. W
lutym br. premier podpisał nowy projekt ustawy o GMO (wielki elaborat o 232
artykułach) przygotowany w resorcie... ochrony środowiska! Udostępnia ona
polskie obszary uprawne dla uprawy zbóż i roślin transgenicznych czyli
dopuszcza w naszym kraju „uwolnienie roślin GM do środowiska”.
Zgodnie z nowym projektem minister rolnictwa w porozumieniu z ministrem
środowiska oraz „po zasięgnięciu opinii rady gminy” może wydać decyzję o
utworzeniu specjalnych obszarów, na których takie rośliny będzie można
uprawiać. Warunkiem jest jedynie stworzenie wokół nich stref buforowych,
ochronnych, zapobiegających przenoszeniu pyłków roślin transgenicznych na
inne pola uprawne. Odnośnie szerokości stref ochronnych panują duże
rozbieżności. W przyrodzie jest wiele czynników nieprzewidywalnych (kierunek
i siła wiatrów, ukształtowanie terenu, pora kwitnienia zbóż GM i pokrewnego
zboża natywnego itp.). Tego parametru nie można zadekretować. Zresztą art.
197 pt. 1. projektu ustawy stanowi, że użytkownik upraw GM nie ponosi
odpowiedzialności cywilnej za „szkodę na osobie, w mieniu lub środowisku”
jeśli ta „nastąpiła wskutek siły wyższej”. Kto to jest „użytkownik”
stosujący uprawy roślin GM? Warszawska, holenderska lub duńska spółka, która
wydzierżawi z Państwowej Agencji Własności Rolnej wielkie obszary ziemi pod
uprawy GM i po kilku latach rozpłynie się w jarmarku tego świata?
Projekt ustawy jest restrykcyjny w stosunku do ośrodków badawczych i
jednocześnie daje praktycznie nieograniczoną możliwość buszowania
„użytkownikom” na polskiej wsi.
– Dlaczego w Polsce nagle lansujemy ten typ zasiewów?
– To ważne pytanie. Przed uprawami roślin GM bronią się Węgrzy, jeszcze
ostrzej Rosja, która zdecydowanie zamknęła swoje granice dla modyfikowanej
żywności. Podzielona jest w tej kwestii, naciskana przez Stany Zjednoczone,
największego producenta roślin z GMO – Unia Europejska. Wielkie koncerny
agrobiznesu (Syngenta, Monsanto) chwytają się różnych metod, aby opanować
nowe obszary dla roślin GM i zdominować rynki spożywcze i paszowe.
Nasza żywność, uzyskiwana z upraw naturalnych jest uznawana w Europie za
zdrową, smaczną i pożądaną. Mamy jej pod dostatkiem. Nie ma żadnych
racjonalnych powodów, by niszczyć uprawy tradycyjne, ekologiczne i małe
gospodarstwa rolne. Współistnienie upraw tradycyjnych, ekologicznych i
transgenicznych nie jest możliwe! Zróżnicowanie rolnictwa, logistyka i
administrowanie uprawami GM jest tak złożone, że nie wytrzyma jej żaden
system i żadne przepisy prawne. Polska jest małym krajem. Terenów rolniczych
z każdym rokiem ubywa. Są coraz cenniejsze.
Co kryje się za próbą wprowadzenia do Polski upraw transgenicznych? Zabiegi
polityczne globalnego agrobiznesu i przemysłu biotechnologicznego dla
zawładnięcia ziemi rolniczej i opanowania produkcji żywności czynione są na
całym świecie. Chcemy im ulec? W czyim interesie?
W moim najgłębszym przekonaniu, zgodnie z moją wiedzą – na uprawy polowe
zbóż i roślin z GMO powinno być w Polsce nałożone moratorium na okres co
najmniej 10 lat!
Jolanta Karmańska |