– Chciałbym zacząć naszą rozmowę od zacytowania słów ks. prof. Józefa Tischnera: „Mój krajobraz fundamentalny bierze się z gór i trochę z szumu Dunajca. Krajobraz intelektualny z husserlowskiej redukcji transcendentalnej, to znaczy z tego horyzontu, w którym można zawiesić wszelkie przekonania i raz jeszcze je rewidować. Natomiast horyzont religijny z tych drewnianych kościółków, wśród których wyrastałem – z kościółka w Jurgowie, z kościółka w Łopusznej. A trochę też ze Starego Sącza i tamtejszej tradycji franciszkańskiej. Myślę, że moim pierwszym wrzaskiem po urodzeniu – może poza wrzaskiem o jedzenie – był „Hymn do Słońca”. Skąd bierze się krajobraz fundamentalny Pana Rektora?
– Nie potrafię tego tak pięknie powiedzieć. Ale w skrócie rzecz ujmując, mój krajobraz fundamentalny wywodzi się z podobnych źródeł. W moim wieku człowiek ukształtowany jest przez dwie zasadnicze fazy życia. Pierwsza faza to okres młodości – urodziłem się w Bytomiu, ale bez wątpienia ukształtował mnie Radzionków. Druga faza rozpoczęła się 1 października 1962 r., kiedy pojechałem do Krakowa na studia. Pierwszy okres jest strasznie ważny, dlatego że wtedy rodziły się moje ideały, formował system wartości, rodził się szacunek do ciężkiej i wytężonej pracy, do domu rodzinnego, do matki, do tradycji ojców, którego człowiek nie pozbywa się przez całe życie. To jest system wartości, który Śląsk wytwarza sam z siebie. Tam człowiek się rodzi i wchodzi w ten system wartości. Rodzina ma bardzo jednoznacznie zdefiniowane zakresy działań. Ojciec codziennie wychodzi do ciężkiej pracy i towarzyszy temu obawa, czy z tej pracy wróci cały i zdrowy. Kiedy żegna się ojca wychodzącego do pracy, robi się to na serio. A jak się go wita, to z prawdziwą radością. Sam byłem świadkiem wielu takich przypadków, kiedy ktoś nie wracał z kopalni. Dawniej na kopalni było więcej wypadków niż teraz. To jest codzienność górniczego życia, kształtującego niezwykle silnie osobowość tych ludzi i ich najbliższych. Zatem ciężka praca to również podstawowa wartość, jaką wynosi się ze Śląska. Rola matki w tym kontekście jest niezwykle ważna, ponieważ podział pracy polega na tym, że matki rządzą całym domem, decydują o całej reszcie świata, łącznie z tym, jak kto idzie ubrany do kościoła, jak się obchodzi najważniejsze święta rodzinne i kościelne, czy – co chyba najważniejsze – jak się wychowuje dzieci. Nie wiem, która praca jest trudniejsza… Pewnie obowiązki matki nie są obciążone takim ryzykiem i nie są tak niebezpieczne, ale pod względem odpowiedzialności są równorzędne pracy męża i ojca. Ludzie na Śląsku zdają sobie z tego sprawę. Tworzy to pewne piękno symetrii ciężkiej pracy mężczyzn i równie ciężkiej pracy kobiet, co razem składa się na śląską rodzinę. A jest naprawdę rzeczą nie do przecenienia. Pięknie to przedstawił Kazimierz Kutz, który jest tym naszym artystą od twardej, ale ładnej scenografii, od ładnej i twardej śląskiej mowy, która nie brzmi jak poezja, ale mówi jak poezja. To są te przeciwności i jedności Śląska, które są szalenie ważne dla kształtowania charakteru młodych ludzi. Tam się nikt ciężkiej pracy nie boi, nie ma kombinowania, jak przeżyć życie łatwo. Istnieje coś takiego, jak myślenie w kategoriach tradycji zawodowej. Co zresztą, moim zdaniem, nie jest najlepszym pomysłem dla Śląska, bo namawianie młodych ludzi, żeby kontynuowali ciężką pracę na kopalni odbiera i kulturze, i nauce młodych ludzi, którzy być może są stworzeni do czegoś innego. Z drugiej strony jest coś pięknego w podtrzymywaniu tradycji, choć zdecydowanie twierdzę, że tradycja nie może decydować o ludzkich losach. Jeżeli ktoś urodził się artystą, to artystą powinien zostać. Nie powinien mieć nic wspólnego z łopatą.
– Co ukształtowało krajobraz intelektualny Pana Rektora? Proszę opisać swoją drogę kształcenia od ucznia z Radzionkowa do Rek-
tora Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. Kto miał na Pana największy wpływ? Czy potrafiłby Pan Rektor wskazać momenty zwrotne w Jego życiu, które zadecydowały o tym, że jest Pan tu, gdzie jest?
– Po maturze nie było wcale takie jasne, co się ze mną stanie, dlatego że byliśmy drugim czy trzecim pokoleniem z liceum, które w ogóle wybierało się na studia. Dlatego zadziwiające jest to, że mój przyjaciel, Joachim Cieślik, z którym siedziałem przez dwa lata w jednej ławce w szkole, poszedł do Poznania i został prorektorem tamtejszego uniwersytetu przez dwie kadencje. Najważniejsza w tym przypadku okazała się decyzja podyktowana niegasnącym pragnieniem rozwoju i ambicją. Dużo czytałem w liceum. Fascynowało mnie poznanie nowego świata. Nie chciałem zawężać swoich horyzontów do kontynuowania w prosty sposób tej tradycji, w którą byłem wpisany. Gdybym nie dostał się na studia, byłbym najprawdopodobniej na kopalni. To było dla mnie oczywiste. Ale ciekawość świata, która w dużej mierze przyszła dzięki książkom przywiodła mnie do Krakowa. Śląsk dał mi emocje, przeżycia kształtujące charakter i system wartości, Kraków wyposażył mnie intelektualnie. To tu spotkałem ludzi z różnych stron Polski, którzy mają wiele ciekawych rzeczy do powiedzenia. To w tym mieście spotyka się ks. Józefa Tischnera. W kolegiacie św. Anny można było posłuchać kazań Karola Wojtyły, Adama Bonieckiego, Jana Pietraszki i wielu innych. Był to równocześnie okres nieprawdopodobnego rozkwitu kultury studenckiej. Studiowałem fizykę na uniwersytecie, a fizycy nie zajmują się kulturą tak jak studenci nauk humanistycznych czy społecznych. Studiowanie fizyki jest trudne i absorbujące. Niewiele czasu zostaje na inne zajęcia, co nie znaczy, że te studia nie wprowadziły mnie np. w świat muzyki, który do dziś sobie bardzo cenię i w świat kultury studenckiej, który emocjonalnie jest we mnie głęboko do dziś. To przecież za moich czasów startowali „Skaldowie”, rozpoczęły swoją działalność pierwsze kabaretony, które odbywały się w nowym Żaczku, pierwszy „Festiwal Piosenki Studenckiej”, występy Teatrzyku „Hefajstos” i początki działalności „Teatru Stu”, „Piwnica pod Baranami”. A takie osoby, jak Leszek Aleksander Moczulski, Leszek Mazan, Zbigniew Święch, spotykało się na herbacie. Miałem szczęście, że działo się to na moich oczach i mogłem osobiście czerpać z tego źródła intelektualnego i estetycznego bogactwa. Dzisiaj patrzymy na to wszystko, jak na wydarzenia historyczne, ważne, ale minione, przynależące do innej epoki.
– Chciałbym na koniec tej części rozmowy zapytać o horyzont religijny Pana Rektora. Co i kto miał największy wpływ na Pana religijność, sposób przeżywania i rozumienia prawd wiary, pobożność?
– Śląska tradycja i wychowanie są pod tym względem jasne i klarowne. Kościół jest wpisany w krajobraz i historię Śląska. W wychowaniu i ukształtowaniu każdego młodego człowieka na Śląsku bierze udział zarówno rodzina jak i Kościół. Kiedy człowiek rozpoczyna studia, dostaje się w pewną sferę wolności, którą jest trudno zagospodarować. Wtedy te młodzieńcze bunty, które każdy bez wątpienia przeżywa, odciskają się także na życiu religijnym. Ja także miałem swój okres pytań, na które nie wszyscy potrafili odpowiedzieć. Dopiero zetknięcie się z ludźmi takimi jak ks. Józef Tischner, z kazaniami w kościele św. Anny, czy z fenomenem polskiego Papieża, pozwoliło mi znaleźć długo poszukiwane odpowiedzi. Miałem wiele wątpliwości, zmagałem się, ale nie zagubiłem. I to jest teraz dla mnie najważniejsze. Wiara podbudowana przykładem jest dla mnie najistotniejszym drogowskazem. Jeśli ktoś do trzydziestki zmienia poglądy, mnie to w ogóle nie dziwi. Po trzydziestce budzi już we mnie pewną dozę nieufności. Sam jestem przykładem człowieka, który przeżywał różne koleje losu i miał również sporo wątpliwości…do trzydziestki.

Śląski etos, mit Śląska
i prawda o Śląsku


– „Gdyby zapytać dzisiaj, gdzie jest ten prawdziwy Śląsk, okaże się, że jest on w dużej mierze mityczny. Z uporem wraca się, zresztą słusznie, do kultywowania miejsc typu Giszowiec. Ale nawet Giszowiec jest już tylko skraweczkiem tego, czym był. W każdym razie, bez wątpienia Śląsk szuka nowej tożsamości.” (Prof. Tadeusz Sławek). Spróbujmy wydobyć zatem najważniejsze treści śląskiej tożsamości.
– Zgadzam się z opinią wyrażoną przez prof. Tadeusza Sławka w stu procentach. Śląsk faktycznie szuka nowej tożsamości. Na moich oczach dokonywała się transformacja Śląska. Jeszcze jako młody człowiek obserwowałem przyjazd wielu ludzi z całej Polski w poszukiwaniu pracy na Śląsku. Pamiętam konflikty, jakie to rodziło. Tak zwane „Poloki” nie były asymilowane w sposób automatyczny, bezproblemowy. Trudno im było np. znaleźć dziewczynę, która chciałaby za takiego „Poloka” wyjść. Na szczęście – podkreślam – na szczęście ten okres minął. I teraz to paradoksalnie ci ludzie, którzy przyjechali na Śląsk czterdzieści lat temu, tworzą ten śląski horyzont i tożsamość tej ziemi. To, co mam nadzieję, wciąż identyfikuje Śląsk, to ten specyficznie śląski system wartości, z nabożnym i odpowiedzialnym stosunkiem do

Ślązak na „emigracji”




 Z prof.
Karolem Musiołem

rektorem
Uniwersytetu Jagiellońskiego
w Krakowie

rozmawia
ARTUR BAZAK
 

Korzenie
i tożsamość

 pracy, do rodziny i do tradycji. To są trzy elementy, które ciągle wpływają i określają tożsamość Śląska. Kiedyś śląskie pochodzenie i śląska gwara były obciążeniem oraz powodem do wstydu dla wielu ludzi. Obecnie obserwujemy powrót do tych zapoznanych wydawałoby się elementów śląskiej tożsamości. Śląska gwara jest równie wartościowa jak góralszczyzna czy język Kaszubów. „Pieron” powiedziany przez Ślązaka ma zawsze inny akcent niż „pieron” powiedziany przez kogokolwiek innego.
– Czy zdaniem Pana Rektora możemy mówić o czymś takim, jak „śląski etos”?
– Śląskim etosem można by zapewne nazwać zbiór wszystkich pozytywnych specyficznych odmienności czy wyróżników Ślązaków w stosunku do mieszkańców innych regionów naszego kraju. O tych odmiennościach, takich jak przywiązanie do tradycji, stosunek do ciężkiej i niebezpiecznej pracy, szacunek do życia rodzinnego i Kościoła, twardość charakterów czy śląska gwara – mówi się często przy różnych okazjach. Wszystkie te elementy wspólnie tworzą moim zdaniem etos Śląska a więc i Ślązaków.
– Rok 2006 zapisał się w dziejach Śląska wyjątkowo tragicznie – rozpoczął się tragedią na Międzynarodowych Targach Katowickich a zakończył niedawną tragedią w kopalni „Halemba” w Rudzie Śląskiej. Te dwa tragiczne wypadki ujawniły pewną niemoc w rzetelnym przedstawieniu tego, czym jest Śląsk i kim są Ślązacy. Z jednej strony media karmią nas obrazkami walczących o swoje prawa górników w Warszawie. Przedstawia się ich wtedy jako roszczeniową grupę, sieroty po PRL-u, które nie potrafią sobie dać rady w nowej rzeczywistości. I te stereotypy przenoszą się na wszystkich mieszkańców Śląska. Z drugiej strony, tragedie, które wpisane są w śląski pejzaż i codzienność Ślązaków ukazują zupełnie inny obraz życia tych ludzi. Gdzie leży prawda o tej ziemi i tych ludziach?
– Media tworzą niewątpliwie skrzywiony obraz Śląska. Większość z nas pamięta tylko tych protestujących górników, którzy przed Sejmem walczyli o swoje prawa i interesy branżowe. Takie negatywne skojarzenia zapadają i tkwią w nas głęboko. Stąd czarna legenda Ślązaków czy górników ze Śląska, którzy nie rozumieją wymogów wolnorynkowej gospodarki, praw demokracji i zasad współżycia z innymi obywatelami. Z tym, że to nie jest obraz prawdziwy. Ślązacy naprawdę z niemałymi sukcesami uczestniczą w przemianach gospodarczych, politycznych i kulturalnych po 1989 r. Temu się w ogólnopolskich mediach za dużo miejsca nie poświęca. A szkoda. Na Śląsku piękną kartą zapisała się działalność „Solidarności”. Pytanie, na ile ten solidarnościowy etos i doświadczenie wspólnotowego przeżycia mają znaczenie dzisiaj? Czy dominantą dzisiejszych zachowań jest obrona – nawet w takiej formie, jak podczas górniczych protestów w Warszawie – tylko i wyłącznie wąskich, grupowych interesów? Trudno mi w to uwierzyć. Istotnym problemem zatem jest to, jak wyważyć między przymusem walczenia o swoje a dbaniem o dobro wspólne całego państwa. Obecnie przecież Śląsk to obszar niewiarygodnie zdegradowanego środowiska. Epoka Gierka, którą do dzisiaj tak wielu dobrze wspomina, była czasem rabunkowej gospodarki Śląska, czego skutki odczuwamy do dzisiaj. Wydaje się, że Śląsk po okresie pewnej sztucznie wytworzonej koniunktury, został pozostawiony samemu sobie. Jednocześnie pozbawia się go realnych szans na odnowę jego sił witalnych, tak jak to choćby robi się u naszych zachodnich sąsiadów. Dlatego Śląsk zasługuje na pomoc nie tylko z całej Polski, ale także z Europy, ponieważ był w swojej długiej historii brutalnie eksploatowany, wyciśnięty jak cytryna, niezależnie od tego, czy był w obrębie ziem polskich czy poza nimi. Kto o tym dzisiaj pamięta? Który z decydentów, podejmując jakieś ważne decyzje dotyczące Śląska, bierze to pod uwagę?
– Mam nieodparte wrażenie ciągłego osamotnienia Śląska w chwilach dla tej ziemi trudnych i niezrozumienia rzeczywistych, codziennych problemów trawiących jego mieszkańców, zwłaszcza przez polityczne centrum. Przywoływany już w naszej rozmowie Kazimierz Kutz postuluje autonomię Śląska – podkreślając, że to sprawa życia i śmierci – jako sposób na zaradzenie tym wszystkim wyzwaniom i przeszkodom, o jakich tutaj mówiliśmy.
– Tutaj dotykamy dwóch ważnych rzeczy. Po pierwsze, nawoływałbym do stanowczego i zakrojonego na szeroką skalę działania informacyjnego, edukacyjnego i wreszcie promocyjnego, dzięki któremu wyjaśnilibyśmy wszystkim ludziom, a szczególnie tym, którzy podejmują ważne dla Śląska decyzje, o czym my mówimy i na czym polega problem Śląska. Po drugie, należy unikać wszelkich działań i zachowań, które wpisują Ślązaków w stereotyp żyjących dostatnie, roszczeniowych sierot po poprzednim ustroju. Życie na Śląsku nigdy nie było łatwe, stan wojenny na Śląsku miał bardzo brutalny przebieg. Takie zdarzenia, jak protesty w stolicy nie pomagają w odkryciu i zrozumieniu trudnej prawdy o Śląsku. Wprost przeciwnie, powodują, że wszyscy Ślązacy wrzucani są do jednego wora. A stereotypy są łatwiejszym, lecz upraszczającym sposobem oglądu rzeczywistości. Dlatego naszym zadaniem jest podważanie tych stereotypów i wspólne, usilne dążenie do wypracowania pozytywnego wizerunku naszego regionu. Dobry samorząd, który będzie potrafił wyważyć te dwie potrzeby – pozytywną kampanię informacyjną oraz unikanie sytuacji i zachowań podtrzymujących negatywne stereotypy na temat egoizmu Ślązaków – i nie będzie popadał w jakąś formę separatyzmu, ma szansę na odzew solidarności reszty kraju i Europy. Bo dzisiaj Śląsk tej solidarności bardzo potrzebuje.
– Abp Damian Zimoń widzi przyszłość Śląska bardzo pozytywnie. Twierdzi, że „dziś największym skarbem tej ziemi już nie są bogactwa naturalne, ale ludzie, którzy przy ich wydobywaniu wykształcili takie cechy charakteru, jakie bardzo są potrzebne nie tylko w Polsce czy w Europie, ale też i w całym współczesnym, skomplikowanym świecie.” Czy Pan Rektor podziela ten optymizm co do przyszłości Śląska?
– Absolutnie tak! Ślązacy to ludzie, którzy nie boją się pracy i wyzwań. Także tych stawianych przez technologicznie zaawansowaną cywilizację. To jest, w moim przekonaniu, tylko kwestia kilkunastu najbliższych lat, kiedy racjonalni, rozsądni inwestorzy odkryją, że mają dobrze wykształconych, obowiązkowych ludzi, którzy wiedzą, co to jest ciężka praca, którzy doceniają dobry, stabilny układ między pracodawcą i pracobiorcą. Świadomość potrzeby stabilności relacji pracy jest na Śląsku wyższa niż w innych regionach kraju. I to daje podstawy do optymizmu co do przyszłości Śląska i Ślązaków.

Rektor Uniwersytetu
Jagiellońskiego ze Śląska


– Jako Rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego (Alma Mater Jagiellonica) jest Pan dziedzicem i depozytariuszem niezwykłej tradycji akademickiej najstarszego uniwersytetu w Polsce. Jego najbardziej znany w świecie wychowanek powiedział: „Wspólnie pragniemy raz jeszcze podjąć to wielkie dziedzictwo duchowe, jakim ten Uniwersytet jest w dziejach naszego narodu i w dziejach Europy, aby bez żadnego uszczerbku przekazać to bezcenne dobro dalej, następnym pokoleniom Polaków, w trzecie tysiąclecie” (Jan Paweł II, przemówienie z okazji 600-lecia Wydziału Teologicznego Uniwersytetu Jagiellońskiego,

Kraków, kościół św. Anny, 8 czerwca 1997 r.). Jak się Pan Rektor czuje jako ktoś, kto wprowadza Uniwersytet Jagielloński w XXI wiek?
– Odpowiedź jest bardzo prosta. Rektor nie jest sam, ma wokół siebie grono współpracowników, wspólnotę, której zależy na dobru uczelni. Uniwersytet jest nie tylko sumą przeszłych dokonań, ale także wybiega w przyszłość. Słowa Jana Pawła II dobrze ten dynamiczny status uniwersytetu oddają. Tradycja ma nam pomagać, a nie przeszkadzać. Tę ponad sześćsetletnią tradycję Uniwersytetu Jagiellońskiego streszczają w piękny sposób dwie maksymy: „Nil est in homine bona mente melius” – „Nie ma nic lepszego w człowieku nad dobrą myśl” oraz „Plus ratio quam vis” – „Rozum więcej znaczy niż siła”. Jesteśmy dumni z tej wielowiekowej tradycji uniwersytetu, panowania rozumu nad siłą i przemocą. Jednocześnie staramy się pokazać ciągłość działań, uniwersytecki system wartości, który jest szalenie ważny i którego nie powinno się poddawać łatwej ideologizacji w zależności od obowiązującej koniunktury politycznej. Uniwersytet ma być apolityczny, ma służyć narodowi jako całości. Na szczęście pod moim kierownictwem został opracowany program rozwoju Uniwersytetu Jagiellońskiego. Został przyjęty jednogłośnie przez Senat uczelni, co mnie bardzo ucieszyło, i teraz jego realizacji się poświęcam. Tak, jak wszystkie szkoły wyższe, uniwersytet jest skierowany przede wszystkim w przyszłość. Mamy zapewnić dobre wykształcenie młodym Polakom, którzy przejmą odpowiedzialność za ten kraj. Przeszłości nie wolno zepsuć, bo znaczyłoby to zaprzepaszczenie dorobku pokoleń. Wystarczy kontynuować tę linię postępowania. A przyszłość? Przyszłości naprawdę się nie boję!
– Skoro mówimy o tym nieusuwalnym napięciu między dorobkiem przeszłości i wyzwaniami, przed jakimi stawia uniwersytet przyszłość, to chyba trzeba postawić pytanie o rolę Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie jako najstarszej uczelni w kraju. Czym dla innych polskich uczelni może i powinien być kierowany przez Pana Rektora uniwersytet?
– Uniwersytet Jagielloński nie jest skazany na sukces. Nie mamy zapewnionego miejsca w czołówce polskich czy europejskich uczelni wyższych. O tym należy pamiętać. Studenci – jak mawiamy – głosują nogami. Jeżeli będziemy kiepską szkołą, która będzie zapyziałym uniwersytetem, to pójdą gdzie indziej. I tak ma być. Do naszych obowiązków profesorów uniwersytetu należy to, żeby nie zgubić wartości akademickich, o których wspominałem. I to od władz uczelni zależy w dużym stopniu, czy uniwersytet będzie się rozwijał czy nie. Jest wiele przykładów europejskich uniwersytetów, które zniknęły z akademickiej mapy. Rozwój i upadek wpisane są w życie uniwersytetu. Zatem żaden sukces nie jest zapewniony, należy go sobie wypracować ciężką pracą i dalekosiężną wizją. Czy Uniwersytet Jagielloński odgrywa dzisiaj równie ważną rolę jak przez wieki? Może nieskromnie przyznam, że chyba tak. Nie jest tak źle, jak niektórzy sądzą. Uniwersytet Jagielloński jest wciąż miejscem, w którym powstają pomysły, będące przejawem troski o wspólne dobro, które przejmowane są przez inne uczelnie wyższe w kraju. Przypomnę, że ustawa o szkolnictwie wyższym właśnie tutaj została zainicjowana. To tutaj został podniesiony i rozwiązany problem wieloetatowości wykładowców. To pokazuje, że Uniwersytet Jagielloński jest centrum debaty ważnej dla całego świata akademickiego w Polsce.
– „Niewiele jest rzeczy równie ważnych w życiu człowieka i społeczeństwa, jak posługa myślenia. ‘Posługa myślenia’, o której mówię, to w swej istocie nic innego jak służba prawdzie w wymiarze społecznym. Każdy intelektualista, bez względu na przekonania, jest powołany do tego, by kierując się tym wzniosłym i trudnym ideałem, spełniał funkcję sumienia krytycznego wobec tego wszystkiego, co człowieczeństwu zagraża lub go pomniejsza. Być pracownikiem nauki zobowiązuje!” (Jan Paweł II, dz., cyt.). Słowa Ojca św. o „posłudze myślenia” niezwykle… zobowiązują. Czy zdaniem Pana Rektora polscy uczeni wypełniają to zobowiązanie?
– Uważam, że odpowiedzialność intelektualistów za poszukiwanie optymalnych rozwiązań w relacjach międzyludzkich w wymiarze społecznym i rozwoju kraju w wymiarze gospodarczym, jest szczególnie ważna. Intelektualista musi umieć dokonywać syntezy informacji, które do niego docierają, reagować na teraźniejszość i czynić świat lepszym w przyszłości. (To jest taka moja definicja intelektualisty). W tym kontekście pojawia się szczególna rola społeczności uniwersyteckiej, składającej się przecież w głównej mierze z intelektualistów, których posługa myślenia związana z prowadzeniem badań naukowych i nauczania jest szczególnie wyrazista. Niech mi będzie wolno zacytować fragment wstępu do Programu Rozwoju UJ, opracowanego w 2004 roku przez zespół któremu przewodniczyłem (patrz strona internetowa UJ). Napisaliśmy tak:
„Zadaniem Uniwersytetu było i jest wytyczanie nowych kierunków rozwoju ludzkiej myśli w atmosferze tolerancji i wolności w dziedzinie badań oraz nauczania z poszanowaniem godności człowieka i dla jego dobra. Dlatego dziś Uniwersytet Jagielloński ma obowiązek chronić podstawowe wartości ludzkie przed zagrożeniami współczesnego świata: upominać się o poszanowanie autonomii szkół wyższych, przeciwstawiać się nienawiści w życiu społecznym, piętnować brutalizację obyczajów w życiu publicznym oraz demaskować pseudonaukę i oszustwa edukacyjne.”
Posługa myślenia to wielka intelektualna przygoda i przyjemność, gdyż pracuje się nad tym co nas równocześnie fascynuje, ale też duża odpowiedzialność, aby ten świat czynić mądrzejszym, piękniejszym i sprawiedliwszym. Czy wszyscy uczeni-intelektualiści tak czynią? Moim zdaniem, wyraźna większość tak, jakaś grupa (trudna do określenia liczebnie) zajmuje się głównie teraźniejszością (optymalizacją swojego życia) a tylko bardzo niewielka grupa działa wbrew tym zasadom. Trzeba jednak zauważyć, że przy tak dużej liczbie ludzi zajmujących się nauką jest to zapewne statystycznie zrozumiałe.
– Co polski uniwersytet robi, aby młodzi Polacy wiązali swoją przyszłość z własnym krajem?
– Uważam, że nie ma niczego złego w tym, że młodzi ludzie wyjeżdżają za granicę, Jest tylko jeden problem: żeby wrócili. Nie wrócą wszyscy i w dalszym ciągu, w mojej opinii, nie ma w tym nic złego. Ważne jest to, żeby Polacy tworzyli pozytywny wizerunek własnego kraju na świecie. Do nas należy obowiązek zmiany często krzywdzących stereotypów na temat naszego kraju. Przecież jeszcze dziś znajdzie się wielu ludzi, którzy albo nie mają pojęcia, gdzie leży Polska, albo są przekonani, że po naszych ulicach chodzą białe niedźwiedzie. Jestem głęboko przekonany o tym, że młodzi wykształceni Polacy mają szansę na godne życie w swoim kraju, że mają przed sobą wielkie perspektywy rozwoju. My, jako społeczność akademicka we współpracy ze światem polityki i biznesu musimy im tylko stworzyć ku temu dogodne warunki. Tylko i aż. Trzeba sobie powiedzieć otwarcie, że szanse młodych ludzi na rozwój i zadowolenie z życia są większe w Polsce niż gdzie indziej na świecie. Brzmi to paradoksalnie. Lecz kto pracował za granicą ten wie, że wyższe zarobki nie czynią automatycznie naszego życia godniejszym i łatwiejszym, że trzeba zapłacić wysoką cenę w wielu dziedzinach za to, że żyje się w kraju bez polskiego języka, polskiej kultury i polskich przyjaciół i rodziny. Emigracja to zły pomysł, dlatego sam nigdy o tym nie myślałem, a za granicą pracowałem w sumie około 5 lat w różnych krajach będąc zapraszany do różnych ośrodków naukowych (Francja, Niemcy, USA).
– W jednym z wywiadów, jakie Pan Rektor udzielił, przeczytałem o spotkaniach Ślązaków, mieszkających w Krakowie. Co to za spotkania? Proszę coś o tym więcej powiedzieć.
– Spotykamy się aby „pogodać po śląsku” o różnych sprawach, zawsze ktoś opowie jakieś wice, napijemy się tyskiego piwa, zjemy coś śląskiego, trochę powspominamy no i zastanawiamy się co możemy zrobić dla Śląska. Prawdę mówiąc ostatnio trochę to zaniedbałem, brak mi czasu. Ale byłem bardzo mile zaskoczony, że tyle osób tak chętnie przyszło na poprzednie spotkania. Ciągle mam nadzieję znaleźć dobry moment żeby spotykać się w Krakowie z takimi jak ja, ludźmi którzy mieszkają poza Śląskiem, ale o Śląsku nie zapomnieli.
– Naszą rozmowę zacząłem cytatem ks. Józefa Tischnera i chciałbym też jego słowami ją zakończyć: „Czasami się śmieję, że najpierw jestem człowiekiem, potem filozofem, potem długo, długo nic, a dopiero potem księdzem.” Który z elementów tożsamości Pana Rektora określa Go w stopniu największym? Kim się Pan Rektor czuje najbardziej?
– Podzielam myśl ks. Tischnera, iż najpierw jest się człowiekiem – mężem – ojcem, potem fizykiem i profesorem Uniwersytetu Jagiellońskiego. Rektorem będę przez pewien czas, ale nawet na krótko jest to niewątpliwie wielki zaszczyt dla każdego kto ten urząd piastuje, ale też jeszcze większe wyzwanie i odpowiedzialność.

SPIS TREŚCI
______________________________________________________________________________________________________________

                         Webmaster ALFA