– Chciałbym zacząć naszą rozmowę od zacytowania słów ks.
prof. Józefa Tischnera: „Mój krajobraz fundamentalny bierze się z gór i
trochę z szumu Dunajca. Krajobraz intelektualny z husserlowskiej redukcji
transcendentalnej, to znaczy z tego horyzontu, w którym można zawiesić
wszelkie przekonania i raz jeszcze je rewidować. Natomiast horyzont
religijny z tych drewnianych kościółków, wśród których wyrastałem – z
kościółka w Jurgowie, z kościółka w Łopusznej. A trochę też ze Starego Sącza
i tamtejszej tradycji franciszkańskiej. Myślę, że moim pierwszym wrzaskiem
po urodzeniu – może poza wrzaskiem o jedzenie – był „Hymn do Słońca”. Skąd
bierze się krajobraz fundamentalny Pana Rektora?
– Nie potrafię tego tak pięknie powiedzieć. Ale w skrócie rzecz ujmując, mój
krajobraz fundamentalny wywodzi się z podobnych źródeł. W moim wieku
człowiek ukształtowany jest przez dwie zasadnicze fazy życia. Pierwsza faza
to okres młodości – urodziłem się w Bytomiu, ale bez wątpienia ukształtował
mnie Radzionków. Druga faza rozpoczęła się 1 października 1962 r., kiedy
pojechałem do Krakowa na studia. Pierwszy okres jest strasznie ważny,
dlatego że wtedy rodziły się moje ideały, formował system wartości, rodził
się szacunek do ciężkiej i wytężonej pracy, do domu rodzinnego, do matki, do
tradycji ojców, którego człowiek nie pozbywa się przez całe życie. To jest
system wartości, który Śląsk wytwarza sam z siebie. Tam człowiek się rodzi i
wchodzi w ten system wartości. Rodzina ma bardzo jednoznacznie zdefiniowane
zakresy działań. Ojciec codziennie wychodzi do ciężkiej pracy i towarzyszy
temu obawa, czy z tej pracy wróci cały i zdrowy. Kiedy żegna się ojca
wychodzącego do pracy, robi się to na serio. A jak się go wita, to z
prawdziwą radością. Sam byłem świadkiem wielu takich przypadków, kiedy ktoś
nie wracał z kopalni. Dawniej na kopalni było więcej wypadków niż teraz. To
jest codzienność górniczego życia, kształtującego niezwykle silnie osobowość
tych ludzi i ich najbliższych. Zatem ciężka praca to również podstawowa
wartość, jaką wynosi się ze Śląska. Rola matki w tym kontekście jest
niezwykle ważna, ponieważ podział pracy polega na tym, że matki rządzą całym
domem, decydują o całej reszcie świata, łącznie z tym, jak kto idzie ubrany
do kościoła, jak się obchodzi najważniejsze święta rodzinne i kościelne, czy
– co chyba najważniejsze – jak się wychowuje dzieci. Nie wiem, która praca
jest trudniejsza… Pewnie obowiązki matki nie są obciążone takim ryzykiem i
nie są tak niebezpieczne, ale pod względem odpowiedzialności są równorzędne
pracy męża i ojca. Ludzie na Śląsku zdają sobie z tego sprawę. Tworzy to
pewne piękno symetrii ciężkiej pracy mężczyzn i równie ciężkiej pracy
kobiet, co razem składa się na śląską rodzinę. A jest naprawdę rzeczą nie do
przecenienia. Pięknie to przedstawił Kazimierz Kutz, który jest tym naszym
artystą od twardej, ale ładnej scenografii, od ładnej i twardej śląskiej
mowy, która nie brzmi jak poezja, ale mówi jak poezja. To są te przeciwności
i jedności Śląska, które są szalenie ważne dla kształtowania charakteru
młodych ludzi. Tam się nikt ciężkiej pracy nie boi, nie ma kombinowania, jak
przeżyć życie łatwo. Istnieje coś takiego, jak myślenie w kategoriach
tradycji zawodowej. Co zresztą, moim zdaniem, nie jest najlepszym pomysłem
dla Śląska, bo namawianie młodych ludzi, żeby kontynuowali ciężką pracę na
kopalni odbiera i kulturze, i nauce młodych ludzi, którzy być może są
stworzeni do czegoś innego. Z drugiej strony jest coś pięknego w
podtrzymywaniu tradycji, choć zdecydowanie twierdzę, że tradycja nie może
decydować o ludzkich losach. Jeżeli ktoś urodził się artystą, to artystą
powinien zostać. Nie powinien mieć nic wspólnego z łopatą.
– Co ukształtowało krajobraz intelektualny Pana Rektora? Proszę opisać swoją
drogę kształcenia od ucznia z Radzionkowa do Rek-
tora Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. Kto miał na Pana największy
wpływ? Czy potrafiłby Pan Rektor wskazać momenty zwrotne w Jego życiu, które
zadecydowały o tym, że jest Pan tu, gdzie jest?
– Po maturze nie było wcale takie jasne, co się ze mną stanie, dlatego że
byliśmy drugim czy trzecim pokoleniem z liceum, które w ogóle wybierało się
na studia. Dlatego zadziwiające jest to, że mój przyjaciel, Joachim Cieślik,
z którym siedziałem przez dwa lata w jednej ławce w szkole, poszedł do
Poznania i został prorektorem tamtejszego uniwersytetu przez dwie kadencje.
Najważniejsza w tym przypadku okazała się decyzja podyktowana niegasnącym
pragnieniem rozwoju i ambicją. Dużo czytałem w liceum. Fascynowało mnie
poznanie nowego świata. Nie chciałem zawężać swoich horyzontów do
kontynuowania w prosty sposób tej tradycji, w którą byłem wpisany. Gdybym
nie dostał się na studia, byłbym najprawdopodobniej na kopalni. To było dla
mnie oczywiste. Ale ciekawość świata, która w dużej mierze przyszła dzięki
książkom przywiodła mnie do Krakowa. Śląsk dał mi emocje, przeżycia
kształtujące charakter i system wartości, Kraków wyposażył mnie
intelektualnie. To tu spotkałem ludzi z różnych stron Polski, którzy mają
wiele ciekawych rzeczy do powiedzenia. To w tym mieście spotyka się ks.
Józefa Tischnera. W kolegiacie św. Anny można było posłuchać kazań Karola
Wojtyły, Adama Bonieckiego, Jana Pietraszki i wielu innych. Był to
równocześnie okres nieprawdopodobnego rozkwitu kultury studenckiej.
Studiowałem fizykę na uniwersytecie, a fizycy nie zajmują się kulturą tak
jak studenci nauk humanistycznych czy społecznych. Studiowanie fizyki jest
trudne i absorbujące. Niewiele czasu zostaje na inne zajęcia, co nie znaczy,
że te studia nie wprowadziły mnie np. w świat muzyki, który do dziś sobie
bardzo cenię i w świat kultury studenckiej, który emocjonalnie jest we mnie
głęboko do dziś. To przecież za moich czasów startowali „Skaldowie”,
rozpoczęły swoją działalność pierwsze kabaretony, które odbywały się w nowym
Żaczku, pierwszy „Festiwal Piosenki Studenckiej”, występy Teatrzyku
„Hefajstos” i początki działalności „Teatru Stu”, „Piwnica pod Baranami”. A
takie osoby, jak Leszek Aleksander Moczulski, Leszek Mazan, Zbigniew Święch,
spotykało się na herbacie. Miałem szczęście, że działo się to na moich
oczach i mogłem osobiście czerpać z tego źródła intelektualnego i
estetycznego bogactwa. Dzisiaj patrzymy na to wszystko, jak na wydarzenia
historyczne, ważne, ale minione, przynależące do innej epoki.
– Chciałbym na koniec tej części rozmowy zapytać o horyzont religijny Pana
Rektora. Co i kto miał największy wpływ na Pana religijność, sposób
przeżywania i rozumienia prawd wiary, pobożność?
– Śląska tradycja i wychowanie są pod tym względem jasne i klarowne. Kościół
jest wpisany w krajobraz i historię Śląska. W wychowaniu i ukształtowaniu
każdego młodego człowieka na Śląsku bierze udział zarówno rodzina jak i
Kościół. Kiedy człowiek rozpoczyna studia, dostaje się w pewną sferę
wolności, którą jest trudno zagospodarować. Wtedy te młodzieńcze bunty,
które każdy bez wątpienia przeżywa, odciskają się także na życiu religijnym.
Ja także miałem swój okres pytań, na które nie wszyscy potrafili
odpowiedzieć. Dopiero zetknięcie się z ludźmi takimi jak ks. Józef Tischner,
z kazaniami w kościele św. Anny, czy z fenomenem polskiego Papieża,
pozwoliło mi znaleźć długo poszukiwane odpowiedzi. Miałem wiele wątpliwości,
zmagałem się, ale nie zagubiłem. I to jest teraz dla mnie najważniejsze.
Wiara podbudowana przykładem jest dla mnie najistotniejszym drogowskazem.
Jeśli ktoś do trzydziestki zmienia poglądy, mnie to w ogóle nie dziwi. Po
trzydziestce budzi już we mnie pewną dozę nieufności. Sam jestem przykładem
człowieka, który przeżywał różne koleje losu i miał również sporo
wątpliwości…do trzydziestki.
Śląski etos, mit Śląska
i prawda o Śląsku
– „Gdyby zapytać dzisiaj, gdzie jest ten prawdziwy Śląsk, okaże się, że jest
on w dużej mierze mityczny. Z uporem wraca się, zresztą słusznie, do
kultywowania miejsc typu Giszowiec. Ale nawet Giszowiec jest już tylko
skraweczkiem tego, czym był. W każdym razie, bez wątpienia Śląsk szuka nowej
tożsamości.” (Prof. Tadeusz Sławek). Spróbujmy wydobyć zatem najważniejsze
treści śląskiej tożsamości.
– Zgadzam się z opinią wyrażoną przez prof. Tadeusza Sławka w stu
procentach. Śląsk faktycznie szuka nowej tożsamości. Na moich oczach
dokonywała się transformacja Śląska. Jeszcze jako młody człowiek
obserwowałem przyjazd wielu ludzi z całej Polski w poszukiwaniu pracy na
Śląsku. Pamiętam konflikty, jakie to rodziło. Tak zwane „Poloki” nie były
asymilowane w sposób automatyczny, bezproblemowy. Trudno im było np. znaleźć
dziewczynę, która chciałaby za takiego „Poloka” wyjść. Na szczęście –
podkreślam – na szczęście ten okres minął. I teraz to paradoksalnie ci
ludzie, którzy przyjechali na Śląsk czterdzieści lat temu, tworzą ten śląski
horyzont i tożsamość tej ziemi. To, co mam nadzieję, wciąż identyfikuje
Śląsk, to ten specyficznie śląski system wartości, z nabożnym i
odpowiedzialnym stosunkiem do |
|
|
Ślązak na „emigracji”

|
|
Z
prof.
Karolem Musiołem
rektorem
Uniwersytetu Jagiellońskiego
w Krakowie
rozmawia
ARTUR BAZAK
|
Korzenie
i tożsamość
pracy,
do rodziny i do tradycji. To są trzy elementy, które ciągle wpływają i
określają tożsamość Śląska. Kiedyś śląskie pochodzenie i śląska gwara były
obciążeniem oraz powodem do wstydu dla wielu ludzi. Obecnie obserwujemy
powrót do tych zapoznanych wydawałoby się elementów śląskiej tożsamości.
Śląska gwara jest równie wartościowa jak góralszczyzna czy język Kaszubów.
„Pieron” powiedziany przez Ślązaka ma zawsze inny akcent niż „pieron”
powiedziany przez kogokolwiek innego.
– Czy zdaniem Pana Rektora możemy mówić o czymś takim, jak „śląski etos”?
– Śląskim etosem można by zapewne nazwać zbiór wszystkich pozytywnych
specyficznych odmienności czy wyróżników Ślązaków w stosunku do mieszkańców
innych regionów naszego kraju. O tych odmiennościach, takich jak
przywiązanie do tradycji, stosunek do ciężkiej i niebezpiecznej pracy,
szacunek do życia rodzinnego i Kościoła, twardość charakterów czy śląska
gwara – mówi się często przy różnych okazjach. Wszystkie te elementy
wspólnie tworzą moim zdaniem etos Śląska a więc i Ślązaków.
– Rok 2006 zapisał się w dziejach Śląska wyjątkowo tragicznie – rozpoczął
się tragedią na Międzynarodowych Targach Katowickich a zakończył niedawną
tragedią w kopalni „Halemba” w Rudzie Śląskiej. Te dwa tragiczne wypadki
ujawniły pewną niemoc w rzetelnym przedstawieniu tego, czym jest Śląsk i kim
są Ślązacy. Z jednej strony media karmią nas obrazkami walczących o swoje
prawa górników w Warszawie. Przedstawia się ich wtedy jako roszczeniową
grupę, sieroty po PRL-u, które nie potrafią sobie dać rady w nowej
rzeczywistości. I te stereotypy przenoszą się na wszystkich mieszkańców
Śląska. Z drugiej strony, tragedie, które wpisane są w śląski pejzaż i
codzienność Ślązaków ukazują zupełnie inny obraz życia tych ludzi. Gdzie
leży prawda o tej ziemi i tych ludziach?
– Media tworzą niewątpliwie skrzywiony obraz Śląska. Większość z nas pamięta
tylko tych protestujących górników, którzy przed Sejmem walczyli o swoje
prawa i interesy branżowe. Takie negatywne skojarzenia zapadają i tkwią w
nas głęboko. Stąd czarna legenda Ślązaków czy górników ze Śląska, którzy nie
rozumieją wymogów wolnorynkowej gospodarki, praw demokracji i zasad
współżycia z innymi obywatelami. Z tym, że to nie jest obraz prawdziwy.
Ślązacy naprawdę z niemałymi sukcesami uczestniczą w przemianach
gospodarczych, politycznych i kulturalnych po 1989 r. Temu się w
ogólnopolskich mediach za dużo miejsca nie poświęca. A szkoda. Na Śląsku
piękną kartą zapisała się działalność „Solidarności”. Pytanie, na ile ten
solidarnościowy etos i doświadczenie wspólnotowego przeżycia mają znaczenie
dzisiaj? Czy dominantą dzisiejszych zachowań jest obrona – nawet w takiej
formie, jak podczas górniczych protestów w Warszawie – tylko i wyłącznie
wąskich, grupowych interesów? Trudno mi w to uwierzyć. Istotnym problemem
zatem jest to, jak wyważyć między przymusem walczenia o swoje a dbaniem o
dobro wspólne całego państwa. Obecnie przecież Śląsk to obszar
niewiarygodnie zdegradowanego środowiska. Epoka Gierka, którą do dzisiaj tak
wielu dobrze wspomina, była czasem rabunkowej gospodarki Śląska, czego
skutki odczuwamy do dzisiaj. Wydaje się, że Śląsk po okresie pewnej
sztucznie wytworzonej koniunktury, został pozostawiony samemu sobie.
Jednocześnie pozbawia się go realnych szans na odnowę jego sił witalnych,
tak jak to choćby robi się u naszych zachodnich sąsiadów. Dlatego Śląsk
zasługuje na pomoc nie tylko z całej Polski, ale także z Europy, ponieważ
był w swojej długiej historii brutalnie eksploatowany, wyciśnięty jak
cytryna, niezależnie od tego, czy był w obrębie ziem polskich czy poza nimi.
Kto o tym dzisiaj pamięta? Który z decydentów, podejmując jakieś ważne
decyzje dotyczące Śląska, bierze to pod uwagę?
– Mam nieodparte wrażenie ciągłego osamotnienia Śląska w chwilach dla tej
ziemi trudnych i niezrozumienia rzeczywistych, codziennych problemów
trawiących jego mieszkańców, zwłaszcza przez polityczne centrum.
Przywoływany już w naszej rozmowie Kazimierz Kutz postuluje autonomię Śląska
– podkreślając, że to sprawa życia i śmierci – jako sposób na zaradzenie tym
wszystkim wyzwaniom i przeszkodom, o jakich tutaj mówiliśmy.
– Tutaj dotykamy dwóch ważnych rzeczy. Po pierwsze, nawoływałbym do
stanowczego i zakrojonego na szeroką skalę działania informacyjnego,
edukacyjnego i wreszcie promocyjnego, dzięki któremu wyjaśnilibyśmy
wszystkim ludziom, a szczególnie tym, którzy podejmują ważne dla Śląska
decyzje, o czym my mówimy i na czym polega problem Śląska. Po drugie, należy
unikać wszelkich działań i zachowań, które wpisują Ślązaków w stereotyp
żyjących dostatnie, roszczeniowych sierot po poprzednim ustroju. Życie na
Śląsku nigdy nie było łatwe, stan wojenny na Śląsku miał bardzo brutalny
przebieg. Takie zdarzenia, jak protesty w stolicy nie pomagają w odkryciu i
zrozumieniu trudnej prawdy o Śląsku. Wprost przeciwnie, powodują, że wszyscy
Ślązacy wrzucani są do jednego wora. A stereotypy są łatwiejszym, lecz
upraszczającym sposobem oglądu rzeczywistości. Dlatego naszym zadaniem jest
podważanie tych stereotypów i wspólne, usilne dążenie do wypracowania
pozytywnego wizerunku naszego regionu. Dobry samorząd, który będzie potrafił
wyważyć te dwie potrzeby – pozytywną kampanię informacyjną oraz unikanie
sytuacji i zachowań podtrzymujących negatywne stereotypy na temat egoizmu
Ślązaków – i nie będzie popadał w jakąś formę separatyzmu, ma szansę na
odzew solidarności reszty kraju i Europy. Bo dzisiaj Śląsk tej solidarności
bardzo potrzebuje.
– Abp Damian Zimoń widzi przyszłość Śląska bardzo pozytywnie. Twierdzi, że
„dziś największym skarbem tej ziemi już nie są bogactwa naturalne, ale
ludzie, którzy przy ich wydobywaniu wykształcili takie cechy charakteru,
jakie bardzo są potrzebne nie tylko w Polsce czy w Europie, ale też i w
całym współczesnym, skomplikowanym świecie.” Czy Pan Rektor podziela ten
optymizm co do przyszłości Śląska?
– Absolutnie tak! Ślązacy to ludzie, którzy nie boją się pracy i wyzwań.
Także tych stawianych przez technologicznie zaawansowaną cywilizację. To
jest, w moim przekonaniu, tylko kwestia kilkunastu najbliższych lat, kiedy
racjonalni, rozsądni inwestorzy odkryją, że mają dobrze wykształconych,
obowiązkowych ludzi, którzy wiedzą, co to jest ciężka praca, którzy
doceniają dobry, stabilny układ między pracodawcą i pracobiorcą. Świadomość
potrzeby stabilności relacji pracy jest na Śląsku wyższa niż w innych
regionach kraju. I to daje podstawy do optymizmu co do przyszłości Śląska i
Ślązaków.
Rektor Uniwersytetu
Jagiellońskiego ze Śląska
– Jako Rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego (Alma Mater Jagiellonica) jest
Pan dziedzicem i depozytariuszem niezwykłej tradycji akademickiej
najstarszego uniwersytetu w Polsce. Jego najbardziej znany w świecie
wychowanek powiedział: „Wspólnie pragniemy raz jeszcze podjąć to wielkie
dziedzictwo duchowe, jakim ten Uniwersytet jest w dziejach naszego narodu i
w dziejach Europy, aby bez żadnego uszczerbku przekazać to bezcenne dobro
dalej, następnym pokoleniom Polaków, w trzecie tysiąclecie” (Jan Paweł II,
przemówienie z okazji 600-lecia Wydziału Teologicznego Uniwersytetu
Jagiellońskiego, |
|
Kraków, kościół św. Anny, 8 czerwca 1997 r.). Jak się Pan
Rektor czuje jako ktoś, kto wprowadza Uniwersytet Jagielloński w XXI wiek?
– Odpowiedź jest bardzo prosta. Rektor nie jest sam, ma wokół siebie grono
współpracowników, wspólnotę, której zależy na dobru uczelni. Uniwersytet
jest nie tylko sumą przeszłych dokonań, ale także wybiega w przyszłość.
Słowa Jana Pawła II dobrze ten dynamiczny status uniwersytetu oddają.
Tradycja ma nam pomagać, a nie przeszkadzać. Tę ponad sześćsetletnią
tradycję Uniwersytetu Jagiellońskiego streszczają w piękny sposób dwie
maksymy: „Nil est in homine bona mente melius” – „Nie ma nic lepszego w
człowieku nad dobrą myśl” oraz „Plus ratio quam vis” – „Rozum więcej znaczy
niż siła”. Jesteśmy dumni z tej wielowiekowej tradycji uniwersytetu,
panowania rozumu nad siłą i przemocą. Jednocześnie staramy się pokazać
ciągłość działań, uniwersytecki system wartości, który jest szalenie ważny i
którego nie powinno się poddawać łatwej ideologizacji w zależności od
obowiązującej koniunktury politycznej. Uniwersytet ma być apolityczny, ma
służyć narodowi jako całości. Na szczęście pod moim kierownictwem został
opracowany program rozwoju Uniwersytetu Jagiellońskiego. Został przyjęty
jednogłośnie przez Senat uczelni, co mnie bardzo ucieszyło, i teraz jego
realizacji się poświęcam. Tak, jak wszystkie szkoły wyższe, uniwersytet jest
skierowany przede wszystkim w przyszłość. Mamy zapewnić dobre wykształcenie
młodym Polakom, którzy przejmą odpowiedzialność za ten kraj. Przeszłości nie
wolno zepsuć, bo znaczyłoby to zaprzepaszczenie dorobku pokoleń. Wystarczy
kontynuować tę linię postępowania. A przyszłość? Przyszłości naprawdę się
nie boję!
– Skoro mówimy o tym nieusuwalnym napięciu między dorobkiem przeszłości i
wyzwaniami, przed jakimi stawia uniwersytet przyszłość, to chyba trzeba
postawić pytanie o rolę Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie jako
najstarszej uczelni w kraju. Czym dla innych polskich uczelni może i
powinien być kierowany przez Pana Rektora uniwersytet?
– Uniwersytet Jagielloński nie jest skazany na sukces. Nie mamy zapewnionego
miejsca w czołówce polskich czy europejskich uczelni wyższych. O tym należy
pamiętać. Studenci – jak mawiamy – głosują nogami. Jeżeli będziemy kiepską
szkołą, która będzie zapyziałym uniwersytetem, to pójdą gdzie indziej. I tak
ma być. Do naszych obowiązków profesorów uniwersytetu należy to, żeby nie
zgubić wartości akademickich, o których wspominałem. I to od władz uczelni
zależy w dużym stopniu, czy uniwersytet będzie się rozwijał czy nie. Jest
wiele przykładów europejskich uniwersytetów, które zniknęły z akademickiej
mapy. Rozwój i upadek wpisane są w życie uniwersytetu. Zatem żaden sukces
nie jest zapewniony, należy go sobie wypracować ciężką pracą i dalekosiężną
wizją. Czy Uniwersytet Jagielloński odgrywa dzisiaj równie ważną rolę jak
przez wieki? Może nieskromnie przyznam, że chyba tak. Nie jest tak źle, jak
niektórzy sądzą. Uniwersytet Jagielloński jest wciąż miejscem, w którym
powstają pomysły, będące przejawem troski o wspólne dobro, które przejmowane
są przez inne uczelnie wyższe w kraju. Przypomnę, że ustawa o szkolnictwie
wyższym właśnie tutaj została zainicjowana. To tutaj został podniesiony i
rozwiązany problem wieloetatowości wykładowców. To pokazuje, że Uniwersytet
Jagielloński jest centrum debaty ważnej dla całego świata akademickiego w
Polsce.
– „Niewiele jest rzeczy równie ważnych w życiu człowieka i społeczeństwa,
jak posługa myślenia. ‘Posługa myślenia’, o której mówię, to w swej istocie
nic innego jak służba prawdzie w wymiarze społecznym. Każdy intelektualista,
bez względu na przekonania, jest powołany do tego, by kierując się tym
wzniosłym i trudnym ideałem, spełniał funkcję sumienia krytycznego wobec
tego wszystkiego, co człowieczeństwu zagraża lub go pomniejsza. Być
pracownikiem nauki zobowiązuje!” (Jan Paweł II, dz., cyt.). Słowa Ojca św. o
„posłudze myślenia” niezwykle… zobowiązują. Czy zdaniem Pana Rektora polscy
uczeni wypełniają to zobowiązanie?
– Uważam, że odpowiedzialność intelektualistów za poszukiwanie optymalnych
rozwiązań w relacjach międzyludzkich w wymiarze społecznym i rozwoju kraju w
wymiarze gospodarczym, jest szczególnie ważna. Intelektualista musi umieć
dokonywać syntezy informacji, które do niego docierają, reagować na
teraźniejszość i czynić świat lepszym w przyszłości. (To jest taka moja
definicja intelektualisty). W tym kontekście pojawia się szczególna rola
społeczności uniwersyteckiej, składającej się przecież w głównej mierze z
intelektualistów, których posługa myślenia związana z prowadzeniem badań
naukowych i nauczania jest szczególnie wyrazista. Niech mi będzie wolno
zacytować fragment wstępu do Programu Rozwoju UJ, opracowanego w 2004 roku
przez zespół któremu przewodniczyłem (patrz strona internetowa UJ).
Napisaliśmy tak:
„Zadaniem Uniwersytetu było i jest wytyczanie nowych kierunków rozwoju
ludzkiej myśli w atmosferze tolerancji i wolności w dziedzinie badań oraz
nauczania z poszanowaniem godności człowieka i dla jego dobra. Dlatego dziś
Uniwersytet Jagielloński ma obowiązek chronić podstawowe wartości ludzkie
przed zagrożeniami współczesnego świata: upominać się o poszanowanie
autonomii szkół wyższych, przeciwstawiać się nienawiści w życiu społecznym,
piętnować brutalizację obyczajów w życiu publicznym oraz demaskować
pseudonaukę i oszustwa edukacyjne.”
Posługa myślenia to wielka intelektualna przygoda i przyjemność, gdyż
pracuje się nad tym co nas równocześnie fascynuje, ale też duża
odpowiedzialność, aby ten świat czynić mądrzejszym, piękniejszym i
sprawiedliwszym. Czy wszyscy uczeni-intelektualiści tak czynią? Moim
zdaniem, wyraźna większość tak, jakaś grupa (trudna do określenia liczebnie)
zajmuje się głównie teraźniejszością (optymalizacją swojego życia) a tylko
bardzo niewielka grupa działa wbrew tym zasadom. Trzeba jednak zauważyć, że
przy tak dużej liczbie ludzi zajmujących się nauką jest to zapewne
statystycznie zrozumiałe.
– Co polski uniwersytet robi, aby młodzi Polacy wiązali swoją przyszłość z
własnym krajem?
– Uważam, że nie ma niczego złego w tym, że młodzi ludzie wyjeżdżają za
granicę, Jest tylko jeden problem: żeby wrócili. Nie wrócą wszyscy i w
dalszym ciągu, w mojej opinii, nie ma w tym nic złego. Ważne jest to, żeby
Polacy tworzyli pozytywny wizerunek własnego kraju na świecie. Do nas należy
obowiązek zmiany często krzywdzących stereotypów na temat naszego kraju.
Przecież jeszcze dziś znajdzie się wielu ludzi, którzy albo nie mają
pojęcia, gdzie leży Polska, albo są przekonani, że po naszych ulicach chodzą
białe niedźwiedzie. Jestem głęboko przekonany o tym, że młodzi wykształceni
Polacy mają szansę na godne życie w swoim kraju, że mają przed sobą wielkie
perspektywy rozwoju. My, jako społeczność akademicka we współpracy ze
światem polityki i biznesu musimy im tylko stworzyć ku temu dogodne warunki.
Tylko i aż. Trzeba sobie powiedzieć otwarcie, że szanse młodych ludzi na
rozwój i zadowolenie z życia są większe w Polsce niż gdzie indziej na
świecie. Brzmi to paradoksalnie. Lecz kto pracował za granicą ten wie, że
wyższe zarobki nie czynią automatycznie naszego życia godniejszym i
łatwiejszym, że trzeba zapłacić wysoką cenę w wielu dziedzinach za to, że
żyje się w kraju bez polskiego języka, polskiej kultury i polskich
przyjaciół i rodziny. Emigracja to zły pomysł, dlatego sam nigdy o tym nie
myślałem, a za granicą pracowałem w sumie około 5 lat w różnych krajach
będąc zapraszany do różnych ośrodków naukowych (Francja, Niemcy, USA).
– W jednym z wywiadów, jakie Pan Rektor udzielił, przeczytałem o spotkaniach
Ślązaków, mieszkających w Krakowie. Co to za spotkania? Proszę coś o tym
więcej powiedzieć.
– Spotykamy się aby „pogodać po śląsku” o różnych sprawach, zawsze ktoś
opowie jakieś wice, napijemy się tyskiego piwa, zjemy coś śląskiego, trochę
powspominamy no i zastanawiamy się co możemy zrobić dla Śląska. Prawdę
mówiąc ostatnio trochę to zaniedbałem, brak mi czasu. Ale byłem bardzo mile
zaskoczony, że tyle osób tak chętnie przyszło na poprzednie spotkania.
Ciągle mam nadzieję znaleźć dobry moment żeby spotykać się w Krakowie z
takimi jak ja, ludźmi którzy mieszkają poza Śląskiem, ale o Śląsku nie
zapomnieli.
– Naszą rozmowę zacząłem cytatem ks. Józefa Tischnera i chciałbym też jego
słowami ją zakończyć: „Czasami się śmieję, że najpierw jestem człowiekiem,
potem filozofem, potem długo, długo nic, a dopiero potem księdzem.” Który z
elementów tożsamości Pana Rektora określa Go w stopniu największym? Kim się
Pan Rektor czuje najbardziej?
– Podzielam myśl ks. Tischnera, iż najpierw jest się człowiekiem – mężem –
ojcem, potem fizykiem i profesorem Uniwersytetu Jagiellońskiego. Rektorem
będę przez pewien czas, ale nawet na krótko jest to niewątpliwie wielki
zaszczyt dla każdego kto ten urząd piastuje, ale też jeszcze większe
wyzwanie i odpowiedzialność. |