EKOLOGIA_pasek.jpg (10945 bytes)

– W atmosferze medialnej sensacji ogłoszono w lutym br. w Paryżu kolejny raport Międzyrządowego Panelu ds. Zmian Klimatycznych ONZ, wskazujący człowieka jako sprawcę rosnącej temperatury na Ziemi. Wierzy Pan w tę naukową ocenę?
– Do opinii publicznej dotarła mocno skrócona postać pierwszej części raportu, przeznaczona dla polityków. Użyto w nim wcześniej niż ukaże się cały raport, zbyt jednoznacznych stwierdzeń.
Co, bądź kto przyczynia się najbardziej do zmian klimatu i ich dolegliwych skutków? Naukowcy zastanawiają się nad tą odpowiedzią od lat. Zmiany w przeszłości Ziemi zachodziły wielokrotnie. Choćby te geologiczne w ciągu ostatniego 2,5 miliona lat. Były naturalne. Spowodowały wtedy wielkie zlodowacenie Ziemi. Jedno z najstarszych zlodowaceń objęło m.in. obecną Wyżynę Śląską, dotarło do Bramy Morawskiej, aż po brzegi Karpat.

Dzisiejszej sytuacji klimatycznej nie można oceniać tak jednoznacznie. Faktem jest, że od lat 70. i 80. zmiany klimatyczne wyraźnie przyśpieszyły. Część badaczy uważa, że są one naturalne, związane m.in. z większą w ostatnich dekadach aktywnością Słońca. Inna ich grupa wskazuje na podwyższanie się temperatury w okresie największego uprzemysłowienia, a więc i gigantycznej emisji gazów cieplarnianych, z dwutlenkiem węgla na czele. Zbyt mało mamy argumentów, by zdecydowanie opowiedzieć się za jednym lub drugim poglądem.
Jeśli Pani pyta, w którą „prawdę” wierzę, odpowiem nieco żartobliwie. W tej kwestii jestem „wierzący” inaczej. Na naturalny cykl zmian klimatycznych na Ziemi, nie tylko w mojej opinii, nakłada się również coraz aktywniejsza działalność człowieka. Dlatego żadnej z opcji nie można eliminować. W najbliższych latach z pewnością znajdziemy więcej argumentów „za” lub „przeciw” każdej z tych teorii.
– Prawdą jest, że rozwiązanie klimatycznej zagadki tkwi w lodowcach?
– Lodowce czyli masy lodu zalegające na lądzie, utworzone z opadów śnieżnych są dobrym, namacalnym i mierzalnym wskaźnikiem zachodzących zmian klimatycznych. Powstają z zimowych opadów śniegu, a topnieją w wyniku letnich dostaw energii, ciepła. Im temperatura jest wyższa, klimat cieplejszy, lodowce intensywniej topnieją. Zmniejszają swoje obszary i grubość, co polarnik widzi gołym okiem i może łatwo zmierzyć. Dowodów dostarczają też zdjęcia lotnicze, satelitarne i nowoczesne instrumenty pomiarowe, wykorzystywane do analizowania kształtów oraz struktury wewnętrznej tych mas lodowych.
Od czasu mojej pierwszej wyprawy polarnej jako studenta Uniwersytetu Wrocławskiego w 1972 roku, po ostatnią w kwietniu ub. roku na

 

 


Rozmowa z prof. zw. dr. hab. Jackiem JaniĄ
glacjologiem i klimatologiem
z Wydziału Nauk o Ziemi
Uniwersytetu Śląskiego,
koordynatorem projektu
Ministerstwa Nauki
i Szkolnictwa Wyższego
nt. ekstremalnych zdarzeń
meteorologicznych
i hydrologicznych w Polsce
 

Polarne ostrzeżenia...

Svalbard w Arktyce, zasięgi lodowców zmniejszyły się od kilku do kilkunastu kilometrów. Badania wskazują, że przyczyną topnienia lodowców są cieplejsze okresy letnie i mniejsze, niż to przewidywały scenariusze badawcze, opady śniegu. Trzeba wiedzieć, że ocieplenie klimatu powoduje większe parowanie wody z oceanu. Woda nie znika. W naszych szerokościach geograficznych coraz częściej pojawia się w postaci wielkich ulew czy potężnych opadów śniegu jak np. w Polsce w ub. roku. Tej zimy bądź wiosną mogą się one jeszcze powtórzyć.
– Sygnalizują to badania polarne?
– Międzynarodowe badania polarne prowadzone są coraz intensywniej zarówno w Antarktyce jak i Arktyce. Bezustannie dostarczają one informacji o globalnych zmianach klimatu i jego ewentualnych skutkach w różnych obszarach Ziemi.
Ekstremalne zdarzenia meteorologiczne i hydrologiczne dla Europy Środkowej oraz dla Polski „gotują się” głównie w „kuchni” Arktyki. Potwierdzają to także nasze wieloletnie obserwacje. Coraz częściej też klęsk pogodowych sami doświadczamy.
Dlatego rośnie zrozumienie dla badań polarnych.
– Czy skutki zmian klimatycznych są w Polsce monitorowane?
– Dzięki programowi resortu nauki i szkolnictwa wyższego, we współpracy z kilkunastoma uczelniami w kraju, realizujemy projekt pn. „Ekstremalne zdarzenia

meteorologiczne i hydrologiczne w Polsce (Ocena zdarzeń oraz prognozowanie skutków dla środowiska życia człowieka)”. Ma on m.in. odpowiedzieć na takie pytania jak: czy pojawiające się coraz częściej katastrofalne w skutkach huraganowe wiatry, silne sztormy na wybrzeżu, regionalne i lokalne powodzie, fale upałów, spływy błotne i osuwiska ziemi wywołane gwałtownymi ulewami będą się powtarzać? Jeśli tak, to według jakich scenariuszy i na jakich obszarach kraju? Jak wreszcie przygotować się na ewentualne nadejście takich zdarzeń? Odpowiedzi na te trudne pytania wydają się dziś niezbędne zarówno dla decydentów, gospodarki, rolnictwa jak i zwykłych ludzi.
– 1 marca w Paryżu rozpocznie się IV Międzynarodowy Rok Polarny, w którym będzie Pan uczestniczył jako członek polskiego, Narodowego Komitetu ds. tego Roku. Jaką rangę ma to wydarzenie?
– Będzie to niezwykle uroczyste spotkanie naukowców i polityków z ponad 60 krajów świata, zaangażowanych w długofalowy, polarny program badawczy. Takie wielkie międzynarodowe przedsięwzięcia naukowe odbywają się co pół wieku, począwszy od 1882-1883 roku.(Każdy Międzynarodowy Rok Polarny trwa dwa lata, zgodnie z cyklem badawczym, który musi uwzględnić przemienność pór roku czyli lato i zimę na obu półkulach). Każdy też jest podsumowaniem pięćdziesięcioletnich badań zmian klimatycznych, geologicznych i biologicznych, prowadzonych na globalną skalę, tymi samymi metodami. I równocześnie projektowaniem kolejnych zadań badawczych.
W sferze glacjologii ich projekt wytyczyliśmy już w styczniu ub. roku. Badania będą prowadzone od Alaski po Grenlandię, Arktykę Kanadyjską, Islandię, Spitsbergen. Także w najmniej dostępnych rejonach Arktyki Rosyjskiej.
– Uniwersytet Śląski świętuje w tym roku 30-lecie badań polarnych....
– Jubileusz ten zbiegnie się z realizowanymi projektami naukowymi, w ramach rozpoczynającego się Roku Polarnego. Część mojej ekipy wyruszy w już połowie marca na Spitsbergen, gdzie od 1957 r. pracuje polska stacja polarna. Kurczowo trzymamy się Spitsbergenu, bo tam właśnie możemy się poszczycić jednym z najdłuższych w Arktyce cyklem obserwacyjnym lodowców, np lodowca Hansbreen. Będziemy dalej z użyciem radarów sondować grubość lodowców, dokonywać pomiarów ruchu lodu z zastosowaniem geodezji satelitarnej GPS i analizować jego reakcje na ocieplanie się klimatu w ostatnich dekadach. Interesujemy się także najgrubszym polem lodowym na Svalbardzie – Amundsenisen. Oba lodowce leżą w pobliżu polskiej stacji w Hornsundzie.
Nasz udział w tych badaniach jest oczywisty. Polacy przecież penetrują rejony polarne od blisko 150 lat!
Jolanta Matiakowska

 

SPIS TREŚCI
______________________________________________________________________________________________________________

                         Webmaster ALFA