– Poznałyśmy się przed laty, kiedy Twój syn był
kilkuletnim chłopcem, a Ty już bardzo chciałaś spełniać się także zawodowo.
Wtedy założyłaś literacki kwartalnik „Wyrazy”.
– Mój syn jest dziś piętnastoletnim mężczyzną.
– A Ty spełnioną zawodowo kobietą.
– Tak, nie powinnam narzekać, zawodowo także spełniającą się, bo nie chcę
użyć trybu dokonanego, dopóki ciągle się spełniam.
– Na jednym z babskich spotkań, które organizowałaś pod nazwą zlotów...
– Czarownic.
– Tak, pod nazwą zlotów czarownic, rozmawiałyśmy o tym, jak trudno kobiecie
realizować swoje zawodowe marzenia z racji na nierówne szanse w pracy, każda
dzieliła się doświadczeniami i narzekała. A ty powiedziałaś: Ja zawsze
osiągam to, co chcę. Jak to? – zapytałyśmy chórem. – Wystarczy tylko
wiedzieć, czego się chce – odpowiedziałaś.
– Pewnie coś w tym jest. Ale teraz aż mi się wierzyć nie chce, że tak
powiedziałam. Przećwiczyłam trochę życie i życie mnie przećwiczyło. Dziś
bałabym się tak pomyśleć, by nie zapeszyć, nie powiedziałabym tego głośno
także z obawy, co ludzie pomyślą.
– Dziś jesteś między innymi specjalistką od kreowania wizerunku medialnego.
– Moja wiedza teoretyczna na ten temat jest dużo większa, to prawda, ale też
nabrałam pokory wobec życia, jest we mnie więcej szacunku wobec ludzi i
losu, nie chciałabym nikomu swoją buńczucznością zrobić przykrości.
– Wtedy większość kobiet spojrzała na ciebie z podziwem, z zazdrością. A ja
pomyślałam , że jednak jest dużo racji w twojej buńczuczności.
– Jeśli się ma jasno określony cel, łatwiej go osiągnąć, bo konsekwentnie
się do niego dąży, staje się on priorytetem, główną drogą, po której się
idzie, pomijając drobne ścieżki, tak radzą wszystkie amerykańskie poradniki,
mówiące o tym, jak odnieść sukces. Od tamtego czasu minęło wiele lat, teraz
wiem, jak działać skutecznie, to znaczy mam dużo większą wiedzę teoretyczną
i praktyczną też, ale – mam nadzieję – nie ma we mnie nadmuchanego
zarozumialstwa, które nigdzie nie jest dobrze odczytywane.
– Twoje życie świadczy jednak o tym, że konsekwentnie osiągałaś, co sobie
zaplanowałaś. Poznałam cię jako świetną organizatorkę imprez pod hasłem
„One”, było to spotkanie kobiet twórczych, potem były następne imprezy
organizowane dla kobiet i z udziałem kobiet. Wreszcie zostałaś
pełnomocniczką Wojewody d/s Równego Statusu Kobiet i Mężczyzn, a dziś jesteś
prezeską stowarzyszenia Śląskie Centrum Równych Szans. Czy to był Twój
świadomy plan?
– Nie ustalałam tej kolejności: najpierw literatura kobiet, potem sprawy
społeczne kobiet. Zawsze obracam się w tej samej sferze, zajmuję się
literaturą, zajmuję się sprawami kobiet, sprawami społecznymi i kulturą. Tak
było już od czasu studiów, raz szala się przechylała w jedną sprawę, raz w
drugą, ale poruszam się wśród tych samych tematów. Zbierałam doświadczenia,
zapisywałam je już niekoniecznie, posługując się gatunkami dziennikarskimi.
Wydawałam powieść, a potem znów się rzucałam w działanie dla innych, a
pomiędzy kończyłam podyplomowe studia genderowe na Uniwersytecie
Jagiellońskim. Prowadziłam cykl audycji w telewizji „Kobieta, kobiece,
kobiecość” i „Plus minus nieskończoność”, cykl audycji w radiu „Płeć mózgu”,
spotkania z twórcami w salonie literackim. Zauważ jednak, że się nie
rozdrabniałam, nie zmieniałam kwalifikacji, a tylko je doskonaliłam na
różnorakich płaszczyznach.
– Tak, to prawda. Organizujesz spotkanie „Znowu One” i wydajesz powieść
„Portret kobiety wieku zatracenia”. Aż wreszcie zaczynasz pełnić funkcję
pełnomocniczki do spraw równego statusu kobiet i mężczyzn. Jak przyjęłaś tę
nominację?
– Polska wstąpiła szczęśliwie do Unii i jednym z wymogów było powołanie
pełnomocnika d/s równego statusu mężczyzn i kobiet. Pełnomocniczka została
powołana w Warszawie i za tym poszło powoływanie pełnomocniczek w urzędach
wojewódzkich. Ja zostałam pełnomocniczką wojewody śląskiego. Pełniłam tę
funkcję społecznie od początku do końca, taka była umowa z wojewodą. Na
początku nie było pieniędzy ani na biuro, ani na działalność. Musiałam to
stanowisko i ten urząd zbudować od początku. Najpierw przyjrzałam się, jak
to wygląda na Zachodzie, potem sama przygotowałam zakres swoich obowiązków,
który został zaakceptowany przez wojewodę. Swoją społeczną pasją i
zaangażowaniem zaraziłam wiele osób i skupiłam wokół siebie dużą grupę
twórczych, ambitnych i tryskających energią kobiet, zrobił się wokół naszej
działalności duży pozytywny ferment, także medialny, co bardzo pomogło w
rozreklamowaniu naszej działalności.
Zorganizowałyśmy punkty pomocy prawnej, psychologicznej. Udało nam się wydać
wiele praktycznym broszur, z wyszczególnieniem adresów, gdzie można szukać
pomocy.
– Te broszury bardzo pomogły moim czytelniczkom, które do mnie zwracały się
o pomoc.
– No, tak, jesteś przecież autorką książki o przemocy w rodzinie i
molestowaniu.
– Znałam jednak tylko telefon do Błękitnej Linii i dopiero dzięki waszej
działalności zobaczyłam, ile takich punktów pomocy jest w naszym regionie...
Musieliście jednak mieć jakieś pieniądze na działalność, przecież nawet
skserowanie jednej kartki kosztuje. A od was wychodzi się z torbą
wydawnictw.
– Pierwsze Forum Kobiet, które odbyło się w Urzędzie Wojewódzkim, liczące
ponad 500 osób, zostało od początku do końca zorganizowane społecznie. Za
odczyty żadna z profesorek nie dostała grosza honorarium, poczęstunek
przygotowały kobiety i dziewczyny z całego regionu, to one przywoziły
jedzenie, każda coś, od smalcu po kiszone ogórki, a potem robiły z tych
wiktuałów kanapki, które i ty zapewne jadłaś. Urząd był jednak otwarty na
naszą działalność i nie musiałyśmy płacić np. za wynajmowanie sali obrad.
Pamiętam zdziwienie ówczesnego wojewody, dla którego było oczywistym, że
będziemy debatować, wygłaszać referaty, ale minę miał nietęgą, gdy się
dowiedział, że w Urzędzie Wojewódzkim chcemy zrobić także wystawę obrazów w
foyer, kiermasz książek i co najgorsze: pokaz mody. Stało się coś takiego,
czego do tej pory nie było w tak poważnym i szacownym gmachu. Przecież my
tam prawie zleciałyśmy na miotłach, a przyznasz, że tu, na Śląsku, my,
kobiety raczej nadmiernie nie szalejemy. Pamiętasz to pozytywne zdziwienie
wojewody?
– To rzeczywiście była bardzo zabawna sytuacja, nagrodziłyśmy wojewodę
wielkimi brawami. Ale czy od tej pory wojewoda sypnął groszem, widząc, że
działania nie idą w pustkę?
– Hmm. Wiadomo, można prosić raz, drugi, by zaprzyjaźniona firma stała się
mecenasem, ale potem trzeba liczyć na siebie. Nauczyłyśmy się pisać
projekty, to coś nowego w Polsce, istniejącego od niedawna, trzeba tylko
wiedzieć, jak się pisze takie projekty unijne i inne, bo pieniądze na
działalność są, tylko problem, jak je wydobyć. Pierwsze pieniądze projektowe
dostałam wiele lat temu od Fundacji Batorego na projekt „One” i to mnie
zachęciło do dalszego szukania źródeł. Pamiętasz zapewne nasze zdziwienie,
kiedy przyznano nam te środki, bo razem pracowałyśmy przy „Onych”.
Zrobiłyśmy przecież sesję literacką na bardzo wysokim poziomie, przyjechało
20 pisarek z całej Polski, rezydowałyśmy w „Zielonym Oczku”, w Parku
Kościuszki.
– Dziennikarze nas wypytywali, czy mafia nas finansuje, bo to było po
głośnym aresztowaniu właściciela tej restauracji.
– Nie zaprzeczałyśmy przez grzeczność. I robiłyśmy swoje. Projekty, sesje,
konferencje – wszystko społecznie A później zaprosił mnie na spotkanie Bank
Światowy. I to był absolutnie zwrotny moment w mojej działalności.
– Wyjaśnij mi, proszę, cóż to jest ten światowy, bo ja utrzymuję niecne
konszachty tylko z dzielnicowym. |
|

|
|
Z
DOROTĄ STASIKOWSKĄ-WOŹNIAK
rozmawia
MARTA FOX
|
Łakoma
na życie
–
Bank Światowy to najwyższa półka, więc kiedy do mnie zadzwonili, to już
samym telefonem poczułam się wyróżniona. Bank Światowy to instytucja
międzynarodowa, do której należą 172 kraje. Powstał po II wojnie światowej.
To są pieniądze całego świata, głównie jednak Stanów Zjednoczonych. Bank
Światowy wyznacza główne kierunki rozwojowe gospodarki na świecie. Kooperuje
tylko z rządami, udziela pożyczek też tylko rządom poszczególnych krajów.
Główną, bardzo imponującą, siedzibę ma w Waszyngtonie, tuż obok Białego
Domu. I wyobraź sobie, że to do mnie zadzwonili przedstawiciele tegoż banku
mówiąc, że chcą się spotkać w Katowicach, bo będą na Śląsku.
– Brzmi jak bajka. Powiedz, z jakiego kraju byli ci przedstawiciele?
– Na pierwszym spotkaniu byli przedstawiciele oddziału w Polsce, bo u nas
jest filia Banku Światowego w Warszawie. Zrobili na mnie doskonałe wrażenie.
Było kilka osób, m.in. rzecznik prasowy banku i główny koordynator zajmujący
się górnictwem, przemysłem ciężkim i energetyką. To spotkanie zmieniło
bardzo wiele w moim życiu, zostałam „sprawdzona”, przetestowana i
szczęśliwie dla mnie uznano, że mój projekt „Kobiety w górnictwie”, zostanie
wdrożony. W realizacji tego projektu naszemu stowarzyszeniu partnerowały:
Śląska Fundacją Wspierania Przedsiębiorczości i Górnicza Agencja Pracy.
– Skąd Bank Światowy dowiedział się, że jesteś autorką tego projektu?
– Wtedy projektu jeszcze nie było. Bank widocznie obserwował to, co się
dzieje na Śląsku, zauważono jedno forum kobiet, drugie forum, media o tym
pisały, jedni dziennikarze się podśmiewali, inni traktowali rzecz poważniej,
wszyscy się jednak przysłużyli nagłośnieniu sprawy. Problematyka dotycząca
równości płci, czyli ogólnie mówiąc genderowa, w której się specjalizuję, ma
w Banku duże znaczenie. Może stąd zwrócenie na mnie uwagi i kontakt z
Bankiem. Już na pierwszym spotkaniu zapytano mnie, co mogłabym jeszcze
zrobić dla kobiet na Śląsku. Wtedy, konsultując się z wieloma osobami i
słuchając mądrych rad opracowałam – przy udziale partnerów i wsparciu Banku
– projekt „Kobiety w górnictwie”. Jego liderem zostało stworzone właśnie
wtedy Śląskie Centrum Równych Szans. Stowarzyszenie powstało jeszcze wtedy,
gdy byłam pełnomocniczką wojewody do spraw równego statusu.
– A potem zlikwidowano to stanowisko pełnomocniczki.
– Rząd się zmienił, inne są realia polityczne...
– Wróćmy do projektu „Kobiety w górnictwie”. Powiedz, co dała realizacja
tego projektu, tak praktycznie rzecz biorąc.
– Uznano go za jeden z najlepszych projektów socjalnych wspieranych przez
Bank Światowy. Prezentowałam go w Waszyngtonie na Ogólnoświatowym Spotkaniu
Banku Światowego, bo uznano, że trzeba go pokazać wszystkim. Prezentowałam
go jeszcze w wielu innych krajach, że wymienię choćby Papuę ( Nowa Gwinea).
Projekt realizowany był przez cały rok. W praktyce wyglądało to tak: zostały
wybrane 24 kobiety o liderskich osobowościach, odbyły one 336 godzin
szkoleń, warsztatów, czyli zafundowano im jakby studia podyplomowe o nazwie
„Akademia Liderek”. Nauczyły się na nich jak pisać projekty, występować
publicznie, rozmawiać z urzędnikami, jak się zachowywać, ubierać, malować.
Założenie było takie, że owe liderki będą pracować w już istniejących
stowarzyszeniach albo założą nowe i tak się też stało, bo utworzono
stowarzyszenie „Żyj godnie” i „Stowarzyszenie Liderek”. Kiedy teraz
obserwuję te kobiety w pracy, widzę, jak wokół nich rozkwita działalność i
jak sobie świetnie radzą. Widzę, że trafiły także do kobiet i rodzin z
obszarów górniczych i pogórniczych.
– Rozumiem, że konkretna wiedza tych wyszkolonych kobiet została przełożona
na równie konkretne działania w terenie i że do tych liderek, prowadzących
stowarzyszenia zgłaszają się kobiety, które na przykład straciły pracę,
chciały się przekwalifikować, czy tak?
– Najważniejszym skutkiem tego projektu jest powstanie Centrum Informacji
dla Kobiet. Miałyśmy takich punktów najpierw 9 potem 7 w województwie. Ich
liczba i intensywność działań zmienia się w zależności od środków, którymi
dysponujemy. Można w nich uzyskać bezpłatną pomoc prawną, psychologiczną,
porady dla osób chcących założyć działalność gospodarczą. W tych punktach
odbywają się szkolenia z zakresu pisania różnorakich projektów, kreowania
wizerunku osób, firm, organizacji, szkolenia wolontariuszy. Są grupy
wsparcia dla kobiet borykających się z problemem przemocy w rodzinie czy
alkoholizmu.
– Czyli dzięki szkoleniom, które organizujecie, wpływacie na zmianę
mentalności kobiet na Śląsku, kształtujecie ich wyobrażenia o miejscu
kobiety w świecie i wskazujecie im szanse i pomysły na życie.
– Nasze projekty skierowane są także do żon górników, czyli do kobiet, które
bardzo często nie pracowały. Trzeba im pokazać, że kiedy zmienia się
struktura zatrudnienia, czyli gdy np. są zamykane kopalnie, mężowie
niekoniecznie będą głównymi żywicielami rodziny. Rodzina stanie się bardziej
partnerska, inny będzie podział obowiązków, inna też będzie rola kobiety w
rodzinie. Kobiety mogą zdobyć kwalifikacje, pracować w usługach i w rubryce
zawód nie wpisywać „przy mężu”. Wybór należy do nas. Nie musimy być
uzależnione od mężczyzny, możemy wybierać, czy chcemy robić karierę, czy
realizować się tylko w rodzinie, czy też łączyć życie w rodzinie z
realizacją zawodową. Niektórzy ubolewają nad tym, że zmienia się mentalność
kobiet.
– Było sporo różnych projektów.
– O, tak! Na przykład „2005 kroków ku demokracji. Kobiety w Polsce 10 lat po
Pekinie”. Na to otrzymaliśmy grant m.in. z ONZ. Otrzymywaliśmy granty z
Ambasady Królestwa Niderlandów, Fundacji Batorego, Polsko-Amerykańskiej
Fundacji Wolności (EURO NGO). Udał nam się też projekt medialny „Kobiety na
Śląsku – zachowanie tradycji w dążeniu do nowoczesności”. Była to akcja
informacyjno-edukacyjna, mająca na celu zmianę stereotypów w zakresie
postrzegania ról społecznych kobiet i mężczyzn w życiu zawodowym i
rodzinnym. Przygotowano i wyemitowano 24 audycje radiowe, którym
towarzyszyły warsztaty motywujące. Projekt był skierowany do kobiet
bezrobotnych, poszukujących pracy, biernych zawodowo i o zdezaktualizowanych
kwalifikacjach. Myślę, że nasze projekty wpłynęły na zmianę mentalności
kobiet. Kobiety odchodzą od stereotypów, że to, co było dobre dla naszych
babć jest też dobre dla nas.
– Interesuje mnie także dość głośny |
|
projekt na temat edukacji seksualnej wśród młodzieży. Jak został oceniony i jak wypadł?
– Oceniony został bardzo dobrze przez organizatorów, którzy dawali pieniądze
na realizację szkoleń, spotkań z fachowcami. Mieliśmy jednak problemy, na
przykład w Bielsku. Była jakaś straszliwa burza w Radzie Miasta na ten
temat. Spotkania się odbyły, ale zakazano nam ich w przyszłości. Na
spotkania z młodzieżą przyjeżdżali fachowcy, na przykład socjolog,
psycholog, także profesor seksuologii, pokazywano film zrealizowany przez
Holendrów, dostosowany dla danej grupy wiekowej. Wyjaśniano podstawy życia
seksualnego, rozdawano specjalnie przygotowane broszurki. Młodzież czuła się
swobodnie, zadawała pytania. W całym województwie te spotkania cieszyły się
bardzo dużym zainteresowaniem. Niestety, w Bielsku oceniono, że sprowadzamy
młodzież na manowce, namawiamy ją do seksu. I że chcemy wręczać im
prezerwatywy. Niestety, nie mieliśmy prezerwatyw. Nie było tego w planie, aż
szkoda. Często bywa tak, że przeciwko np. jakiemuś filmowi, czy wystawie
protestują ludzie, którzy ich nie oglądali. Ale protestują. Naszym dzieciom
pozostaje więc edukacja podwórkowa lub przekazywanie wiedzy w rodzinie.
– Najnowszy projekt?
– Projekty, bo jest ich kilka, na przykład Dafne lub projekty związane z
Inicjatywą Wspólnotową EQUAL.
– Na czym polega Dafne, nic jeszcze o nim nie czytałam. Dafne kojarzy mi się
tylko z nimfą, która uciekała przed Apollem i zamieniła się w drzewo
bobkowe, czyli laurowe.
– To całkiem nowa rzecz. Do tego projektu zostaliśmy zaproszeni i
realizujemy go wespół z Hiszpanami i Włochami. Jest to program badawczy
wspólnot europejskich, mający na celu zapobieganie i zwalczanie przemocy
wobec dzieci, młodzieży i kobiet oraz ochronę ofiar i grup ryzyka. W tym
wypadku badani są mężczyźni. Dziewięć grup mężczyzn w różnym wieku na temat
kobiet. Zadawane im są uprzednio przygotowane pytania. Na przykład: co myślą
o kobietach, jak daleko mogą się posunąć w karaniu dziecka, żony?
Przyglądałam się realizacji tego projektu w Hiszpanii. Badanych zaprasza się
do pubu. Rozmawiają przy piwie. Po pierwszym piwie odpowiedzi są nader
poprawne politycznie. Wszyscy są za równymi szansami, za partnerstwem, za
rozwojem wedle upodobań. Po trzecim piwie badana grupa samoistnie się
dzieli. Jedna tłumaczy drugiej, że baby powinny siedzieć w domu, bo
wszystkie nieszczęścia świata biorą się z tego, że kobiety się
uniezależniły, poszły do pracy i mają prawa oraz szanse. Ci, którzy tego
jeszcze nie wiedzą, to sobie zobaczą, jak trochę pożyją. I niestety, okazuje
się, że nasza mentalność raczej średnio się zmieniła. To jest bardzo smutne.
– Z tego wniosek, że na zmianę mentalności potrzeba pokoleń.
– Może nawet wielu pokoleń. Chcemy być postępowi, europejscy, otwarci,
jesteśmy w Unii, niby wiemy, jak powinno być, ale tak naprawdę w wielu
mężczyznach – i kobietach też – tkwi przekonanie, że lepiej byłoby, gdyby te
kobiety nie pracowały. Że tak naprawdę to kobiety powinny znać swoje
miejsce. Najlepszym przykładem tego typu mentalności jest afera w
„Samoobronie”. W USA sprawy wynikające z równego statusu i pozycji kobiet w
społeczeństwie są przerysowane, ale u nas pewne normy powinny być
wprowadzone, a ich nie ma, ciągle jest natomiast społeczne przyzwolenie na
zachowania poniżające godność kobiet.
– Łatwiej nauczyć kogoś, także polityka, jak się ma ubierać, jak wyglądać,
jak zaprezentować niż jak w kobiecie zobaczyć człowieka. Zdarza się, że ktoś
nienagannie wykreowany „wychodzi z siebie” i pokazuje słomę w butach.
– Zewnętrzność można podyktować, zachowania też, gorzej z ukształtowaniem
mentalności, ale przecież muszą być jakieś podstawowe normy, bazujące na
humanitarnych przesłankach. Dlatego przeprowadzane są te badania, by obnażyć
naszą mentalność, byśmy mogli sami siebie zobaczyć i się zawstydzić. Projekt
finansuje Unia. U nas już w styczniu odbędą się pierwsze badania.
– I też będziecie zapraszać do pubu i stawiać piwo? Mężczyzn weźmiecie z
łapanki?
– Będziemy robić to identycznie jak w innych krajach, bo warunki muszą być
takie same. Część grup będzie z tzw. łapanki, na przykład mężczyźni
wychodzący z imprezy, przebywający w pubie, bo ważna jest przypadkowość, a
część mężczyzn jest specjalnie dobrana wedle kodu wykształcenia, stanowiska,
statusu społecznego.
– Wspomniałaś jeszcze taką nazwę EQUAL. Jesteś przewodniczącą Krajowej Sieci
Tematycznej EQUAL. Brzmi tajemniczo.
– EQUAL funkcjonuje w ramach Europejskiej Strategii Zatrudnienia, wspiera i
promuje nowe sposoby wyrównywania szans, niwelowania nierówności,
eliminowania wszelkich przejawów dyskryminacji na rynku pracy. W skrócie
mówiąc: zajmuję się godzeniem życia zawodowego i rodzinnego kobiet.
– Jesteś wysokiej klasy specjalistką i to nie tylko teoretyczną, bo godzisz
pracę i to na wielu frontach – z rodziną. Jesteś także członkinią Komitetu
Sterującego Norweskich Mechanizmów Finansowych.
– To coś podobnego do Europejskich Funduszy Społecznych, z norweskich też
można dostać pieniądze na różną działalność, ale tutaj jedną z trzech
priorytetowych spraw jest zachowanie równego statusu mężczyzn i kobiet, bo
kraje skandynawskie bardzo dbają o równy status.
– Gdybym chciała teraz wymienić wszystkie twoje funkcje, jedna pod drugą,
zabrakło by mi strony.
– Już niedługo nie będę pełniła funkcji prezeski Śląskiego Centrum Równych
Szans. Przekazuję stowarzyszenie w dobre ręce i wyjeżdżam do USA, by się
dalej uczyć i pracować. Nie powiem więcej, żeby nie zapeszyć...
– Wrócisz?
– No pewnie.
– A rodzina?
– Przez trzy miesiące będzie ze mną, a potem zobaczymy...
– Czy masz swoje zdanie na temat Partii Kobiet, którą zakłada Manuela
Gretkowska? To partia, która ma gromadzić kobiety i mężczyzn podobnie
myślących.
– Dla wszelkich działań społecznych i zawodowych kobiet mam dużo sympatii.
Tak więc uważam, że gender mainstreaming – włączanie równości kobiet i
mężczyzn do wszystkich strategii i działań politycznych jest wskazane. Oby
tylko Gretkowska nie potraktowała założenia tej partii jako fajerwerku, bo
na to mi wygląda, ale sprawa zatoczyła tak szerokie kręgi, że może nie
zgaśnie. Były podobne próby podejmowane w Europie, nie powiodły się. Ale to
jest szansa dla działaczek, które mają potrzebę zabłysnąć. Z drugiej strony
każda sytuacja, w której nagłaśnia się problem kobiet i nierówności naszych
szans (nie praw) jest dobra i potrzebna. W Europie bardzo poważnie się
traktuje problematykę genderową, tęgie głowy uznały, że kultura europejska
będzie się dobrze rozwijać, jeżeli w opiniowaniu tej samej sprawy będzie się
brało pod uwagę spojrzenie męskie i kobiece, i na budżet, i na gospodarkę,
na rozwój społeczny, na cokolwiek, co nas dotyczy.
– A u nas ciągle się kobiety dyskryminuje ze względu na ich urodę.
– No, właśnie, u nas jest ciągle przyzwolenie społeczne na to, że kobiety
klepie się po pupie i ocenia poprzez pryzmat urody.
– Dorotko, a twoje plany i pasje literackie? Jesteś autorką dwóch powieści,
wiem, że piszesz trzecią.
– Och, to moje tęsknoty. Bardzo aktywnie żyję, jestem łakoma na życie,
zbieram doświadczenia, uczę się. Do pisania potrzeba ciszy, lipy
Kochanowskiego, spokoju.
– Samotności... Pamiętasz, co nam powiedział Andrzej Szczypiorski, kiedy
robiłyśmy z nim wywiad?
– Powiedział, że dobrą prozę można zacząć pisać po 35 roku życia, bo wtedy
ma się już doświadczenia.
– Powiedział, że po 40. Myślę, że jeszcze z rok możesz poczekać...
– Oooo... No to mogę już zaczynać. |