Stoję, rozglądam się. Nikogo nie ma pisze Marek Nowakowski w ostatniej książce swojego autorstwa. Nekropolis, bo o niej mowa, jest spacerem po minionej Warszawie. Co więcej zdaje się, że już dawno z należytymi honorami pochowanej, po czym wielokrotnie i przy różnych okazjach wskrzeszanej. Nie ona pierwsza przecież odsyła nas do barwnego, kawiarnianego światka artystycznej bohemy Stolicy. Pomimo tego Nowakowski przyobleka się w uniform przewodnika Stołecznego Miasta Warszawy i wiedzie nas po restauracjach, kawiarniach, tudzież innych, parających się wyszynkiem a szczycących nietuzinkową klientelą lokalach, których przesiąknięte papierosowym dymem mury są obecnie niemalże jedynymi strażnikami czasu. Toteż narracja snuje się jak niegdyś dobry kawiarniany dowcip – od stolika do stolika. Zmieniło się jednak grono słuchaczy. Zabrakło dawnych kompanów po piórze, a nam współczesnym trzeba wszystko mozolnie, niemal z biograficzną dokładnością, wyłuszczyć. Stąd w Nekropolis zdarzają się takie, wtrącone w ciąg narracji, „ściągawki” dla niezorientowanych, jak ta o Moczarze: Generał, przywódca tzw. partyzantów, zapoczątkował pogrom Marca 1968 roku pod hasłem wygnania Żydów z aparatu władzy i bezpieki...
Nowakowski przywołuje z telegraficzną pamięcią dziesiątki postaci świata pióra, ale też wydawców, grafików, czy aktorów, umożliwiając tym samym czytelnikowi wgląd w ową nekropolię. Na ponad dwustu stronach tego zbioru wspomnień trudno znaleźć kilka, które nie byłyby przyozdobione nazwiskiem niegdysiejszego tuza literatury, czy okraszone tytułem poczytnej wówczas książki. Ta drobiazgowość w rekonstruowaniu świata zaprzeszłego nie dziwi. Biorąc do ręki Nekropolis obcujemy przecież z nostalgicznym powrotem pisarza do ludzi i miejsc dlań najcenniejszych, na zawsze wpisanych w jego intelektualną biografię. Niemal na naszych oczach młody autor Benka kwiaciarza, gdzieś pomiędzy redakcją „Współczesności” czy stolikami „Świtezianki”, a „Kawiarnią Literatów” przymierza się do napisania Mizerykordii, czy wreszcie Wesela raz jeszcze.
Możemy zastanawiać się, w jaki sposób pisarz odmalował portret swojego pokolenia literackiego. Czy ów nostalgicznie, acz nie bez nuty

Marek Nowakowski, Nekropolis, Świat Książki, Warszawa 2006.
 

 
MACIEJ
DĘBORÓG-BYLCZYŃSKI
 

 Portrety

goryczy, przywoływany świat obłożył wyłącznie dodatnimi desygnatami,  stawiając na przeciwległej mu szali całą złą, nieciekawą dlań, konsumpcyjną i hałaśliwie ciążącą mu doczesność? Czy też był jednak świadomy tego, iż niektórzy ze wzmiankowanych w tym szczególnym przewodniku stawali się cwanymi, uległymi konformistami i prędzej czy później dawali dupy. Obrastali w nędzne profity (...) i ich pisanina popadała w anemię, pozbawiona ognia, ufryzowana?
Jednakże istota Nekropolis sytuuje się chyba gdzieś obok tego problemu. Wydaje się, że ten swoisty indeks nazwisk dawnych warszawiaków (często – jak dodaje autor – varsavianistów) nie został ułożony wyłącznie, aby ocalić ich od zapomnienia. Przecież wiele z tych osób obroni się samych przed młockarnią pamięci zbiorowej. Kiedy Nowakowski wskrzesza kolejnego bohatera swoich wspomnień, kieruje nim tęsknota za... jego widokiem, głosem, śmiechem. Dokonuje aktu wskrzeszenia, aby wypełnić sobie obcą przestrzeń teraźniejszości. Zamazać na chwilę to poczucie samotności, jakie nieustannie odbija się w obcych mu twarzach kawiarnianych gości. Samotny starszy człowiek przy kawiarnianym stoliku. Wstaje, rozgląda się, ale nikt nie nadchodzi... Trzeba by udać się w oniryczną wędrówkę do nich. Czasem – jak z Wiktorem Woroszylskim – pożałować nieumiejętności pożegnania się. Ci zaś, którzy jeszcze trwają na straży pamięci, zaparzą może jeszcze aromatycznej herbaty. Dla narratora Nekropolis są oni niczym małe wysepki nadziei, że ten świat nie do końca zatracił się w obcości. W tym miejscu nad studium samotności bierze górę ciekawość... starości. Odkrywanie palety jej barw i odcieni. Janusz Krasiński, Krzysztof Karasek, Nina Andrycz... Wyobcowany z „tu i teraz” narrator przygląda się tym, którzy jeszcze zostali i bacznie zwraca uwagę na to,
j a k trwają w nowych dekoracjach

Stolicy.
Wydaje się więc, że Nowakowski wykorzystuje peerelowskie obrazy pamięci, aby opowiedzieć o swojej kondycji. Po raz kolejny, a przecież w odmienny sposób, przypomina czytelnikowi, że nie pasuje do tego świata. W tym ujęciu Nekropolis daje się chyba odczytywać jako bardzo osobista refleksja nad własną starością.

Książka Marka Nowakowskiego uderza subtelnością. W poetyce kurhanów nie ma miejsca na ostrą krytykę środowiskową (owego – posiłkując się terminologią Ziemkiewiczowską – ciemnego „Polactwa”). Pisarz pokazuje nam siebie poprzez naszkicowane portrety kilkudziesięciu osób. Przegląda się w nich niczym w mijanych szybach sklepowych wystaw. W ten sposób kreuje siebie w swoistym wspomnieniowym opus magnum. Podobną potrzebę syntezy swojego aktu twórczego wyrażał niegdyś Czesław Miłosz pisząc: Myślę, że gdybym zaczynał na nowo, każdy mój wiersz byłby życiorysem, albo portretem [podkreślenie moje] jakiejś konkretnej osoby, a ściślej, lamentem nad jej przeznaczeniem. W tym krótkim zdaniu noblisty zawiera się jego wielki humanizm i potrzeba pochylenia się nad drugim człowiekiem, ale także głębokie przekonanie, że o tyle sami jesteśmy, o ile istniejemy w innych. Bez galerii portretów, wśród których upłynęło nasze życie nie ma wrażliwości lirycznego „ja”. I w konsekwencji – dążenia do samorozwoju tegoż „ja” są zaspokajane, gdy poświęci się ono drugiemu człowiekowi. Gdy w jego życiorysie odnajdzie siebie.
Kiedy w 1974 roku Marek Nowakowski napisał Wesele raz jeszcze to ów zbiór opowiadań zszokował krytyków świeżością i odkrywczością spojrzenia na małomiasteczkową Polskę. Przeskakiwał wielkimi susami wiele wcześniejszych zbiorów opowiadań poruszających problematykę wsi. Choćby ten postsocrealistyczny zbiór Marii Dąbrowskiej – Na wsi wesele. Ostatni tom prozy Nowakowskiego być może nie podzieli sukcesu minionych jego utworów. Nie rozpęta też medialnej burzy, jaka towarzyszy wielu tzw. „światowym bestsellerom”. Cenne jednakże jest to, że pozostanie on z nami jako próba opisania własnej starości i samotności, stanowiąc tym samym ważny głos w refleksji nad przemijaniem.

SPIS TREŚCI
______________________________________________________________________________________________________________

                         Webmaster ALFA