Jak różnorodny może być Śląsk pokazało ponad 20 (!)
wystaw fotograficznych, jakie zaistniały w ramach ogromnego projektu Motywy
Śląska przygotowanego przez Okręg Śląski Związku Polskich Artystów
Fotografików. Po raz pierwszy w wielu miejscach, niekoniecznie w galeriach,
zaistniał Śląsk, jaki znamy i jakiego nie znamy, Śląsk z przeszłości i
obecny, przetwarzany nie tylko poprzez obiektyw aparatu fotograficznego, ale
również pod postacią zdarzeń multimedialnych, projekcji filmowych. O Śląsku
– a raczej o jego fotografowaniu dyskutowano podczas sympozjów: mówili o nim
najwybitniejsi znawcy fotografii, m.in. Jerzy Lewczyński, Waldemar Jama,
Andrzej Koniakowski, Janusz Musiał, a także krytycy sztuki i artyści
plastycy, wśród nich Stanisław Ruksza, Andrzej Urbanowicz, Ewa
Rosiek-Buszko.
Na prezentacje fotografii wybierano miejsca, w których na co dzień nie
zawsze gości fotografia, jak chociażby hol Wydziału Prawa i Administracji
Uniwersytetu Śląskiego, gdzie gościły wystawy Antoniego Kreisa i Tomasza
Liboska Śląsk egzotyczny oraz Marka Lochera Cisza miejsc przeszłych. Z kolei
w katowickiej galerii „Czakram” można było oglądać zdjęcia autorstwa
Katarzyny Łaty-Wrony, Janusza Musiała i Antoniego Kreisa. Tych miejsc w
trzech miastach Śląska: Katowicach, Czeladzi i Tarnowskich Górach było w
sumie kilkadziesiąt! Fotografia była obecna i w „Szybie Wilson”, w
„Elektrowni”, w katowickiej ASP, Bibliotece Śląskiej, Muzeum Historii
Katowic, galerii „Za kulisami” i „Nos”, w Foto Melcer i „Inny Śląsk” a także
„Wiśniowy sad”. Nie sposób wymienić wszystkie.
To nieprawdopodobne przedsięwzięcie okrzyknięte mianem festiwalu fotografii,
pod skromnym tytułem Motywy Śląska, pokazało jak ogromny potencjał tkwi w
śląskich artystach, ale też jak niewiele o nim wiemy, ergo, jak niewiele o
nim wiedzą inne środowiska artystyczne w kraju.
Najważniejsze spotkania fotograficzne odbyły się w związkowej galerii
„Katowice”. Na trzech ekspozycjach pokazano przemiany śląskiej fotografii –
poczynając od nestorów m.in. Haliny Holas-Idziakowej, Edwarda Poloczka,
Edwarda Hartwiga po najmłodsze pokolenie. Dopiero w takim zestawieniu można
zobaczyć, jak zmienia się widzenie tego regionu, jak postrzegają go artyści
stąd lub z nim związani od lat, jakie pokoleniowe różnice pojawiają się w
estetyce fotografii i sposobie wypowiedzi. Jednak niezmienne zachwycają
fotografie dawnych mistrzów – z jednym tylko „ale”: fotografowane wtedy
miejsca i ludzie to dziś czas miniony, określany mianem postindustrialnym,
wtedy to była codzienność postrzegana okiem artysty – dymiące kominy,
żwirowiska przykopalniane, wprawione w ruch koła wyciągowe kopalń. Dziś po
hałdzie przechadza się młoda dziewczyna (w cyklu fotograficznym Gdybym to ja
miała), a starego, przeszłego Śląska poszukują najmłodsi uczestnicy czy to
warsztatów plastyczno-fotograficznych (Ginące klimaty . katowickiej dzielnicy Załęże)Spośród |
|

|
|
WIESŁAWA
KONOPELSKA
|
Zobaczyć Śląsk



ogromu propozycji wybrałam dwie wystawy: Arkadiusza
Goli Węgiel i Portrety górników Romana Hryciowa opowiadające o górnikach i
kopalniach, czyli pokazujące motywy ciągle najbardziej kojarzone ze
Śląskiem. Wszystko inne zdaje się być pochodną tego ciągle żywego obrazu
Śląska. Pierwsza z nich to przedstawienie kilku górniczych tematów:
Barbórka, Biedaszyby, Emeryci, Hałda – mieszkanie, Hałda – wypoczynek,
Kopalnia, Kradzież, Praca kobiet, Strajki i Wypadki. Kameralność tej
wystawy, chociaż na każdy z tematów składa się kilka zdjęć, jakby kłóci się
z bagażem informacji, jakie niosą poszczególne fragmenty. Arkadiusz Gola
będąc fotoreporterem, potrafi w ułamku sekundy zarejestrować ważny szczegół
rzeczywistości, a spojrzenie artystyczne dodaje tym zdjęciom atmosfery – od
odświętności widzianej także w krzywym zwierciadle po dramat strajków
górniczych i kopalnianych tragedii. Zdjęcia pokazano w niewielkich formatach
– jakby wyjęte ze stronic gazet, ale zestawione tematycznie |
|
obejmują wszystkie aspekty
„życia z kopalnią”. Bo oznacza ono i radość i ból, i pogrążenie w biedzie,
walkę o miejsca pracy i własną godność, pokazuje też kobiety – nie te
czekające jak w Perle w koronie na swoich mężów w wyszorowanej izbie i z
dymiącym obiadem na kuchni, ale ubrane w drelichowy, roboczy strój, w gumofilcach na nogach i hełmach na głowach, z umorusanymi sadzą twarzami,
zbyt wcześnie pooranymi zmarszczkami. Widzimy twarze tych ludzi –
zatroskane, czasem skupione, przepełnione bólem, czasem roześmiane.
Zupełnie inne twarze oglądamy na zdjęciach Romana Hryciowa: to górnicy,
którzy dopiero co wyjechali z dołu! Z tych portretów, perfekcyjnie
sfotografowanych (w formatach 100 x 70 cm), spoglądają twarze pokryte pyłem
węglowym, z błękitnymi, zielonymi, brązowymi lub szarymi oczyma, wokół
których widnieją charakterystyczne czarne obwódki, z czerwonymi ustami, w
roboczych ubraniach, które jakże różnią się od siebie kolorowymi detalami:
czerwoną chusteczką zawiązaną wokół szyi, wielobarwną kratą koszuli. Te
twarze są inne, niż te, do jakich przywykliśmy mając na myśli portret
górnika. Jest w nich radość, jakaś duma, siła i poczucie godności.
Fotografowane w wielkich planach sprawiają, że przyglądamy się im z uwagą,
analizujemy szczegół, widzimy każdy por twarzy i ciała wypełniony czernią,
która tworzy niezwykłe meandry, przecina, zlewa się, przechodzi w biel. To
świadectwo wysiłku i trudu, jaki musieli przed chwilą włożyć w te kilka
godzin pracy pod ziemią. Oni nie myślą o złu, jakie może ich tam spotkać –
to dla nich codzienność, to codzienność ich rodzin. Zwykłe życie.
Wystawę Romana Hryciowa stanowiło dwadzieścia portretów górniczych, które
prezentowane były w niezwykle naturalnym otoczeniu - w galerii „Elektrownia”
na terenie kopalni „Saturn”. Tu przed dekadą pracowali tacy sami górnicy.
Pokazane w takiej ilości portrety sprawiały niezwykłe wrażenie – było w tych
portretach coś zdumiewającego, coś czego jakby nie zauważało się portretując
ludzi węgla: żywioł koloru, piękno poczerniałych twarzy, na których pot
wyrysował niepowtarzalne wzory...
Warto jeszcze, pisząc o Motywach Śląska, zwrócić uwagę na spotkania
dyskusyjne i seminaryjne, jakie towarzyszyły temu festiwalowi fotografii.
Podejmowano ważkie tematy odzwierciedlające to wszystko, co zawarte zostaje
między obiektywem a gotowym zdjęciem: mówiono o pamięci fotografii, o ciszy
w miejscach przeszłych, pytano o drogi wyboru, czyli specyfikę fotografii ze
Śląska po 1945 roku, pokazywano Śląsk w sztukach wizualnych, przywołano
postać Alfreda Ligockiego.
Dyskutowano także o innych aspektach śląskiej
fotografii: o specyfice pejzażu śląskiego, o obrazach zapisywanych światłem,
archetypie Śląska, czasie zatrzymanym a także – co nierozłączne – o śląskiej
fotografii prasowej. Bo Śląsk to nie tylko górnicy i kopalnie, to detale
dawnej architektury w fotografii Katarzyny Łaty-Wrony, to poindustrialne
przestrzenie, to także śląska fenomenologia i mitologia miejsca. |