|
– Lasy beskidzkie zagrożone są jak nigdy
dotąd. Wyobraża Pan sobie nasze Beskidy bez lasu?
– Nie, chociaż takie już były. Lasy Beskidu Śląskiego zaczęły znikać w XVI
wieku. Wówczas to wędrujące łukiem Karpat pasterskie plemiona wołoskie
zamieniały je na łąki i hale. I to wcale nie w dolinach, lecz głównie w
wyższych partiach gór. Tam naturalne lasy zostały najwcześniej
przetrzebione.
– W wysokich górach wyręby są najtrudniejsze...
– Urządzanie pastwisk w wyższych partiach gór miało swoje uzasadnienie.
Chroniło owce przed groźnym pasożytem, motylicą, dziesiątkującą ich stada na
nizinach. Zabójczy dla owiec owad wysoko nie docierał. Był to więc wybór
korzystny dla ludzi i owiec, ale nie dla trwania lasu. Rozpoczęty wówczas w
Beskidach wyrąb naturalnych drzewostanów, m.in. jodeł, buków czy jawora jest
praprzyczyną jego dzisiejszych problemów z ich przetrwaniem. Wraz z wyrębem
drzew zmieniło się życie biologiczne w glebie. Zniknęły z niej miliony
mikroorganizmów, tworzących przebogaty ekosystem leśny. Szacujemy, że 70
proc. wszystkich organizmów, występujących w przyrodzie w naszej strefie
klimatycznej jest związana z lasami. Dotąd odkryliśmy niespełna dziesiątą
ich część. Nie wiemy wszystkiego o funkcjonowaniu ekosystemu leśnego. Dziś
przyroda koryguje to, co człowiek kiedyś bezwiednie zniszczył.
– Jednak lasy powróciły w beskidzkie góry...
– To prawda, ale... w drugiej połowie XIX wieku o kondycji nie tylko
ówczesnych lasów, ale i ich przyszłym losie zdecydowała nie przyroda, lecz
człowiek. Na Żywiecczyźnie rozwijało się wtedy bardzo dynamicznie hutnictwo
i przetwórstwo drewna. Tamten przemysł potrzebował dużo twardego drewna,
jako głównego surowca enegetycznego. Rąbano głównie buk i jawor. Od XVI do
XIX wieku i w drugiej jego połołowie na Górnym Śląsku prawdziwy rozwkwit
przeżywało górnictwo węglowe. Rosło zapotrzebowanie na drewno kopalniakowe i
budulcowe. Szybciej niż kiedykolwiek musiały rosnąć lasy.
– Rosły szybko?
– Lasy zachodniej części Karpat w dużej części należały wówczas do dóbr
rządowych monarchii austriackiej. Te żywieckie były prywatnymi dobrami
Habsburgów. Dlatego zgodnie ze zdobyczami ówczesnej nauki niemieckiej,
zaczęto tu wprowadzać, w miejsce dotychczasowych lasów mieszanych, bardzo
popularne wówczas monokultury świerkowe. Nasiona szybko rosnących w tej
strefie klimatycznej świerczyn, pochodzace z różnych stron Austro- Węgier
rozprowadzano po całej Europie przez firmę Wienerneustadt. Wymieszały się
wówczas trwale także nasze rodzime odmiany świerka beskidzkiego z jego
obcymi genotypami. Okazało się to zgubne w skutkach.
– Dorodne świerki istebniańskie zawsze budziły podziw?
– Mówiło się nawet, że Beskid Śląski i Żywiecki świerkiem stoi. Jeszcze w
końcu XX wieku odbywały się tu międzynarodowe konferencje naukowe,
poświęcone świerkowi. Ekotyp polskiego świerka istebniańskiego, pochodzący z
terenów morarchii austro-węgierskiej był nie tylko chlubnym przykładem
zachowania tego gatunku. Był wyjątkowym okazem piękna, potęgi i bogactwa
lasu, dostarczajacego również najlepszego drewna. Zachwycali się nim
szczególnie naukowcy ze Szwecji, Norwegii i Niemiec. Na południu Szwecji
świerki wprowadzane w XIX wieku sztucznie, wyginęły już pod koniec lat
siedemdziesiątych ub. wieku. Nie powiodły się wielokrotne próby ich
ratowania. Nie tylko tam. W latach osiemdziesiatych Europę poraziła
katastrofa świerczyn w Górach Izerskich, dokąd docierały zabójcze dawki
zanieczyszczeń przemysłowych. Nie udało się ocalić przed śmiertelną
katastrofą świerczyn w Bawarii.
Martwy obecnie bawarski las „zamknięto” w
granicach parku narodowego.
My się jeszcze nie poddajemy. Ale w staraniach o przedłużenie życia
beskidzkim lasom, kreślimy różne scenariusze.
– Jest aż tak źle?
– Nie mogę być w tej ocenie optymistą. Las stworzony przez naturę jest
ekosystemem niezwykle skomplikowanym i doskonałym zarazem. Człowiek nie
potrafi idealnie go odtwarzać. Popełniał błędy. Dziś przyroda sama koryguje
to, co człowiek kiedyś zmienił w imię własnego interesu, nie zdając sobie
sprawy ze skutków tej ingerencji.
Drzewa leśne, w przeciwieństwie do upraw rolnych, nie rosną same. Nie
potrafią funkcjonować, odżywiać się bez swoich symbiontów czyli otoczenia
naturalnej dla lasu mikroflory i mikrofauny glebowej. Tymczasem lasy
beskidzkie w XIX wieku zakładano na gruntach porolnych, na siedliskach
niesprzystosowanych dla nich przez |
|

|
|
Rozmowa
z dr. inż. Kazimierzem
Szablą,
dyrektorem Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Katowicach
|
Beskidy
bez lasu?
przyrodę.
Przygotowanie naturalnego podłoża dla lasu trwa przez życie co najmniej dwu
pokoleń drzew. Dwieście, nawet trzysta lat. I jest to zaledwie początkowa
faza tworzenia się zdrowej jego podstawy. Nie da się jej przyśpieszyć, jak
chciano to czynić w XIX i XX wieku. W tym bowiem czasie trwa wymiana
gatunków leśnych, od tych pionierskich po docelowe.
Ówcześni właściciele lasów Żywiecczyzny nie posiadali wystarczajacej wiedzy
na temat znaczenia siedliska leśnego. I to w Beskidach znacznie różniło się
od warunków glebowych i klimatycznych świerka, pochodzącego np. z wysokich
Alp czy delty Dunaju. Czas pokazał, że posadzone w wielu miejscach Europy,
pochodzące z Austrii, z różnych źródeł ekotypy świerka, są mniej odporne na
ekstermalne warunki pogodowe, szkodniki. Ciepłolubny świerk z delty Dunaju
nie wytrzymuje w okresie wegetacyjnym późnowiosennych przymrozków, jakie w
Beskidach zdarzają się nagminnie. Dobrze za to w środowisku tych gór rośnie
rodzimy buk. Bo jego genotyp uwzględnia okres kiełkowania, dostosowany do
beskidzkiego klimatu. Trwa on od kilku do trzydziestu, czterdziestu dni.
Jeśli buk wystartuje wiosną do życia za wcześnie, jeszcze przed
przymrozkami, zginie. Ten późniejszy będzie rósł i nabierał odporności na
wszelkie ekstermalne nawet zjawiska pogodowe. Także ataki huraganów. Oznacza
to, że zmienność genetyczna buka wpisana jest w przetrwanie tego
beskidzkiego ekotypu. Zabezpiecza go przed wyginięciem. Mądrość przyrody
zakodowana jest w genach roślin. Nie można jej lekceważyć.
– Są i inne przyczyny zamierania świerczyn w Beskidach...
– Kolejna to zanieczyszczenia przemysłowe, które najmocniej atakowały
beskidzkie lasy w latach 70. i 80. Opadały na lasy w postaci kwaśnych
deszczów. Zmieniły chemizm i biologię leśnej gleby na tyle, że lepiej
poczuły się w niej organizmy patogeniczne lasu niż te, żyjące z nim w
symbiozie.
Najgroźniejszymi okazały się grzyby patogeniczne z rodzaju opieniek. Niszczą
one system korzeniowy drzewostanów, zmniejszając równocześnie ich odporność
na zagrożenia. U podnóża Beskidu Małego i Śląskiego opieńki pojawiły się
masowo ponad pół wieku temu. Na początku lat 50. ubiegłego stulecia w
nadleśnictwie Andrychów wyginęły m.in. z tego powodu świerczyny, zakładane w
Beskidzie Śląskim i Żywieckim w XIX w. Na ich miejsce już wówczas
wprowadzono drzewostany bukowo-jodłowo-jaworowe. I trochę rodzimego świerka.
Przebudowany wówczas las, także w Ustroniu i Bielsku, jest dziś najmniej
zagrożony. W przeciwieństwie do tego z wyższych partii gór. Najstarszego,
którego drzewostany, zachowywano w dużym stopniu pod presją społeczną. Wbrew
zdrowym zasadom przebudowy współczesnego lasu.
Inna przyczyna to największe od trzech lat susze. Zdarzały się też w okresie
wegetacyjnym, gdy śnieg spada na zamarźnietą glebę, topnieje i spływa, a nie
wsiąka w glebę. Wysokie temperatury ostatniego lata sytuację lasów w
Beskidach jeszcze pogorszyły. Zmieniający się klimat jest wyjątkowo
niekorzystny dla słabych świerków. Sama przyroda usytuowała je tam, gdzie
opady są dla nich wystarczające. Tam, gdzie deszczu spada najmniej, jak w
całej środkowej Polsce, świerk w naturze prawie nie występuje.
Lato 2006 roku było najsuchsze i najgorętsze w całym powojennym okresie
pomiarów meteorologicznych. Tak wysokie temperatury są typowe dla rejonu
|
|
Morza Śródziemnego i Czarnego.
Zbyt ciepły dla lasów świerkowych był też sierpień i wrzesień ubiegłego
roku. Susze nie byłyby tak groźne, gdyby nie zniszczona zanieczyszczeniami
gąbczasta, magazynująca wodę, grzybnia. Zbudowana z grzybów mikoryzowych,
wsród nich borowików, maślaków, gąsek, kurek i innych.
– Grzyby w funkcjonowaniu ekosystemu lasu są bezcenne...
– Drzewa leśne, w odróżnieniu od zdecydowanej większości roślin
naczyniowych, nie potrafią odżywiać się same. To grzyby karmią las.
Pobierają pokarm z gleby, przerabiają go i przekazują drzewom. Te
symbiotyczne, których w naszej strefie klimatycznej doliczyliśmy się 1400
gatunków, tworzą gabczastą grzybnię. I bronią też las przed rozmaitymi
patogenami, wirusami, bakteriami i owadami. Wytwarzają wokół systemów
korzeniowych drzew strefę ochronną, wydzielając antybiotyki, fitohormony.
Tak dzieje się w zdrowym lesie.
Beskidzkiemu grozi katastrofa. Także z powodu starości drzew. Optymalny wiek
rębności dla osłabionych zanieczyszczeniami i szkodnikami świerczyn to 100,
110 lat. Najstarsze w Beskidach liczą sobie 150 lat i więcej. Nie można
dłużej czekać. By ratować las, trzeba przyśpieszać jego przebudowę. Zgodnie
z dostępną dziś wiedzą naukową, przy użyciu najlepszych technik i
technologii. Zastępować stare, chore drzewa o obcym rodowodzie – rodzimymi
gatunkami. Bezbłędnie dostosowywać je do beskidzkich siedlisk. W reglu
dolnym i środkowym drzewostany świerkowe winny być zastąpione sosną, dębem,
także bukiem, jodłą, jaworem, jesionem. W dolinach potoków dobrze czuje się
jesion i modrzew, ale i pośród innych drzew także rodzimy świerk. W reglu
środkowym może go być więcej, ale jest to miejsce najlepsze dla jodły i
buka. Dopiero w górnym reglu, gdzie opadów jest najwięcej, rodzimy świerk
może dominować. Takiej przebudowy musimy dokonać jak najszybciej, na
powierzchni 24 tys. hektarów górskiego lasu.
– Zdążycie przed klęską?
– To zależy od tego, czy natura pozwoli nam rozłożyć przebudowę lasu w
czasie. Czy sytuacji nie pogorszy zmieniający się dalej klimat. Czy
osłabionych drzewostanów nie powalą atakujące go huragany? Czy wreszcie
poradzimy sobie z pasożytami i szkodnikami lasu. Gdybyśmy przed pół wiekiem
najstrasze świerki pozostawili samej naturze, dziś mogłyby już rosnąć
młodsze, rodzime, silniejsze.
I odpornijesze na trwający od pół wieku atak opieńki miodowej. Jej potężna,
zakorzeniona w leśnym siedlisku od kilkuset lat grzybnia, może mieć w naszej
strefie klimatycznej kilka kilometrów długości i tyle szerokości. Powoduje
zgniliznę korzeni drzewostanów. Redukuje je. Dziś opieńkową zgnilizną
korzeni objęte są drzewostany północnych fragmentów Beskidu Śląskiego oraz
Żywieckiego. Walka osłabionego lasu z tą chorobą jest skazana na
niepowodzenie. Bo atakuje go również kornik drukarza. Dobił on lasy
świerkowe w górach Europy.
Kornik drukarz i czterooczak świerkowiec, są ostatnim ogniwem w procesie
zamierania lasu. W tym beskidzkim, zagrożonym szkodnikami, jest mniej więcej
10 milinów drzew. Cały nasz wysiłek wiosną tego roku będzie skupiony na
walce z nimi. Czy będzie skuteczny, skoro metody jego naturalnego zwalczania
wymagają, by do każdego drzewa człowiek podchodził z pułapką przynajmniej
kilkakrotnie w ciągu roku? Zastanówmy się nad realnością tych poczynań. Ale
i tak najbardziej boimy się suszy w czasie wiosennej i letniej wegetacji.
Takiej, jak w ubiegłym roku. Jeśli się powtórzy, będziemy bezsilni...
– Z naturą nie wygramy?
– Jeśli przyroda wykazuje dużą determinację do zmiany jakiejś formacji
roślinnej, to człowiek wyposażony w najlepszą wiedzę i dysponujacy
najlepszymi środkami technicznymi nie jest w stanie tego procesu
powstrzymać. I chociaż w Beskidach nie jest jeszcze tak groźnie jak w Górach
Izerskich, bo rośnie młode pokolenie lasu, a i kolejne czekają na swój czas
w leśnych bankach genów, to ich trwanie jest niepewne. Zwłaszcza, że aż 40
proc. lasów beskidzkich to lasy prywatne. W nich nie prowadzi się tak
zdecydowanej walki z zagrożeniami jak w lasach państwowych.
– Myśli Pan, że świerki znikną z Beskidów, nie pomoże program ich ratowania?
– Jeśli zmiany klimatyczne będą postępować w tempie ostatnich lat, wszystko
wskazuje na to, że świerk wycofa się na północ. Nie tylko świerk jest w
niebezpieczeństwie. Masy drewna, jakie pozyskujemy z cięć sanitarnych w 1995
roku są najwyższe w całym powojennym 60-leciu. Dalsze wylesienia są
nieuniknione. Znacznie mogą przekroczyć planowe odnowienia beskidzkiego
lasu.
Jolanta Matiakowska |