– Mówi się o swoistej inwazji starości. Nie potrafimy i nie umiemy z pokorą przyjmować darów przysłowiowej złotej jesieni życia. Buntujemy się i boimy...
– Nowym zupełnie zjawiskiem końca dwudziestego i początków dwudziestego pierwszego wieku jest fakt, że ludzie żyją coraz dłużej. Wyraźnie widać, że będzie tak dalej. Czekają nas nowe wyzwania, konieczność odpowiedzi na kilka istotnych pytań. M.in. na to, czy jesteśmy w stanie jako społeczeństwo zaakceptować to zjawisko tu i teraz oraz czy zdajemy sobie sprawę z tego, jakie problemy stwarza zwiększająca się stale liczba starszych ludzi. Moim zdaniem, nasze przygotowanie do zasadniczych rozstrzygnięć jest niedostateczne i spóźnione w stosunku do krajów rozwiniętych o jakieś dziesięć, piętnaście lat.
– Grozi nam realizacja przerażającej wizji. Przez wieki normą było, że najstarszy w rodzinie był otoczony dziećmi, wnukami, prawnukami. Obecnie zapowiada się coś wręcz odwrotnego. To właśnie najmłodsza latorośl będzie wzrastała w wianuszku sędziwych a wręcz bardzo sędziwych członków rodziny.
– To już jest zjawisko widoczne, bo dzietność, tzw. wymienialność pokoleń słabnie. Coraz mniej jest rodzin wielodzietnych. Rozwój medycyny, dostęp do coraz skuteczniejszych leków przedłużają czas życia. Prognozy w tej dziedzinie zakładają, że pod koniec XXI wieku średnia życia będzie kształtować się między dziewięćdziesiąt a sto lat. To już zupełnie inne społeczeństwo. Już teraz emeryci potrafią pracować jeszcze kilkanaście lat. Liczba starszych pacjentów potrzebujących specjalistycznej opieki zwiększy się o połowę. Niestety – nie okłamujmy się – powszechna bezpłatna służba zdrowia przechodzi do historii, coraz więcej zależeć będzie od tego, ile mamy w portfelu. Jakość naszej starości uzależniona jest więc od zgromadzonych zasobów finansowych, bo koszyk świadczeń gwarantowanych staje się coraz chudszy.
– Smutno, a nawet przerażająco brzmi ta diagnoza...
– Ale realistycznie. Obecnie większość starszych osób to ludzie nieprzygotowani finansowo do dźwigania kosztów leczenia, ubodzy, którzy często nie wykupują leków, kompletnie zagubieni w nowej rzeczywistości, wychowani w przekonaniu, że państwo o wszystko powinno zadbać. Mają problemy z równym dostępem do świadczeń, chociażby w niektórych sanatoriach. Osoby siedemdziesięcioletnie spotykają się z trudnościami. Po cichu mówi się, że są po prostu za stare. Jest sporo programów zdrowotnych, ale obejmujących ludzi tylko do 60. roku życia. To jawna dyskryminacja. No, jak tak można? Takie postępowanie wynika nie tylko z braku pieniędzy, ale niedostatku wyobraźni polityków, którzy o tym decydują. Bo obecnie – trzeba mieć pieniądze, by bez względu na limit wiekowy pojechać do wybranego sanatorium lub poddać się badaniom niedostępnym już w tym przedziale wieku.
Nie planujemy starości, tych nawet dwudziestu lat, które wielu nam przypadną po 70. Wydaje nam się, że po prostu nagle umrzemy. Lecz tak nie jest. Nagle umierają nieliczni. Większość spośród nas ociera się o niesprawność, chorobę, zależność, niedołęstwo, bezradność. Musimy przygotować się na ten czas. I w tym tkwi problem. Obsesyjnie przeraża nas perspektywa bycia na łasce innych, niedołęstwa, cierpienia i bólu. Musimy uruchomić wyobraźnię, przygotować się na ten okres, zaplanować pomoc, której będziemy potrzebować. Zastanowić się nad uregulowaniem dobrych, przyjaznych stosunków z rodziną, sąsiadami, przyjaciółmi. Najgorszym bowiem zagrożeniem dla człowieka jest samotność i zawieszenie własnej aktywności, gdy jeszcze nas na nią stać. Wielu umiera samotnie w domach nie z powodu choroby, ale bezczynności, izolacji towarzyskiej, niewykorzystywania własnych możliwości twórczych.
– Tylko dla młodych, pięknych i bogatych – przeczytałam u wejścia do jednego z klubów usytuowanego w samym sercu Gdańska...
– To denerwujący stereotyp, właściwie fikcja – bo lansująca model życia bez starości. A ona, przychodzi do wszystkich jako kolejny etap życia. Właściwie o tym należałoby mówić i to z całą stanowczością, że już od najwcześniejszych lat powinniśmy planować nasz los za ćwierć, pół wieku.
– Starzejące się społeczeństwo to nie tylko problem medyczny, ale przecież również ogromny, stale wzrastający rynek usług wychodzący naprzeciw potrzebom tej grupy społecznej...
– Obecni pięćdziesięciolatkowie, sześćdziesięciolatkowie i więcej stanowią dla firm i koncernów ogromną szansę. To turystyka, z której korzystają emeryci najczęściej w okresie międzysezonowym, turystyka kościelna. Ważni są też dla polityków. Czy w tej chwili realnie myślący kandydat np. na prezydenta USA zaplanuje swoją kampanię nie odwołując się do seniorów? Ich głosy bardzo często mogą być decydujące o sukcesie lub porażce. Ludzie starsi stają się coraz bardziej atrakcyjni socjalnie. Zauważają to już nawet nastawieni jedynie na młodych, spece od reklamy. Np. w USA został zorganizowany cały system usług skierowanych jedynie do tej grupy społecznej. Są to specjalne osiedla, ośrodki rehabilitacyjne i wypoczynkowe, oferujące liczne programy aktywizacji. Lecz tam starość ma przełożenie na decyzje polityków. U nas natomiast brakuje z prawdziwego zdarzenia partii emeryckiej, brakuje lobby, które świadomie chciałoby zająć się tym problemem. A rzeczywistość skrzeczy. Dla starych, niezaradnych i chorych państwo funduje jedynie zakłady opieki długoterminowej, które są miejscami szybkiego umierania.
– Spotkałam się z intrygującym stwierdzeniem, wielu spośród nas nie boi się śmierci lecz starości...
– Problem dotyczy szczególnie tych, którzy starzejąc się słabną, dotyka ich otępienie, choroby powodujące niedołęstwo, znikają z pola społecznego zainteresowania. Geriatrzy obserwują u dużej grupy starszych ludzi wyraźny spadek funkcji poznawczych; utrata pamięci, zmniejszenie zdolności uczenia się, depresja, mają kłopoty z poruszaniem się – słabną ich rezerwy funkcjonalne. To właśnie oni są najczęściej naszymi pacjentami.
Lecz istnieją i tacy – wśród których chciałbym się też znaleźć po siedemdziesiątce, którzy korzystają z pełni życia. Jeżdżą na nartach, chodzą w góry, uczą się języków, uczestniczą w wykładach Uniwersytetu Trzeciego Wieku, mają atrakcyjne i satysfakcjonujące układy towarzyskie. Przede wszystkim


 

 
 Rozmowa z dr. n. med. Jarosławem Derejczykiem, wojewódzkim konsultantem
w dziedzinie geriatrii, wicedyrektorem
Szpitala Geriatrycznego
w Katowicach

 

Uroda
starości

potrafią opanowywać różne stresy – które najczęściej wyzwalają choroby.
– Rolą lekarza nie jest leczenie od śmierci, jest nią ratowanie od choroby... – W przypadku, gdy następuje ostateczny koniec nic już nie mogę zrobić. Natomiast jest mi bardzo dobrze na zawodowej duszy i bardzo się cieszę, gdy chorego, który ma małe szanse, uda się wyrwać ze szponów śmierci, darować kilka miesięcy a czasami i lat. To specyfika tej branży – nasi pacjenci mają po osiemdziesiąt i więcej lat. Nieuleczalna choroba czy też głęboka starość nie powinna zmniejszać zainteresowania pacjentem. Czasami wymaga to stoczenia całej batalii, bo niekiedy decyzja o zaniechaniu i niepodejmowaniu kroków leczniczych wynika z nieprzygotowania do takiej specjalistycznej diagnozy innego lekarza. Ludziom bardzo starym odmawia się leczenia, nie proponuje operacji, wszczepienia rozrusznika, leków nowej generacji. Bo już nie warto, bo i tak długo żył... Geriatrzy walczą do końca.
– Adam Hanuszkiewicz zwykł mawiać: Starość to jest kwestia decyzji a nie metryki.
– Bardzo dobrze powiedziane. Starość rozpoczyna się w głowie. Mózg starzejąc się zatraca podstawowe funkcje, takie jak umiejętność uczenia się, pamiętania oraz dobrego nastroju. Nieliczni długowieczni – a jest to też sprawa genów – zachowują sprawność umysłu, nie poddając się chorobom osaczającym ich aktywność, a więc utracie pamięci, niechęci do życia, apatii, czarnowidztwu, lękom i jak my to nazywamy „wszystkoboleniu”. Ta ostatnia przypadłość dotyczy pacjentów, który narzekają na wszystko. Odwiedzają coraz to innych lekarzy, zażywają stosy leków – są zatruci BÓLEM PSYCHICZNYM. Najczęściej zamiast kolejnego leku, który stosowany w nadmiarze powoduje niekiedy pogorszenie stanu zdrowia, powinni być leczeni przede wszystkim na depresję.
– Kiedy powinniśmy się zaniepokoić i gdzie się zgłosić, gdy nam się wydaje, że coś z nami nie tak?
– Niestety, lekarze rodzinni są rzadko kiedy przygotowani do diagnozowania dolegliwości ludzi w podeszłym wieku, gdyż rektorzy akademii medycznych nie chcą nauczać geriatrii. Dlatego są oni często źle leczeni. Uważam, że każdy w okolicach sześćdziesiątki powinien poddać się badaniom profilaktycznym. W każdej naszej komórce są pewne geny, które uruchamiają się z wiekiem i chcą nas zepchnąć w kierunku chorób i śmierci. Objawami ich aktywności jest m.in. tendencja do otłuszczania się, zanik mięśni, wzrost ciśnienia, częstsze stany zapalne, częstsze występowanie cukrzycy, starzenie się chrząstki stawowej, pogłębiający się zły nastrój. Nadwyżki kaloryczne, choroby odpokarmowe, palenie tytoniu, obżarstwo – to najkrótsza droga do złej starości. Niestety, nie wynaleziono jeszcze leku, który umożliwiłby objadanie się bez szkodliwych następstw, choć czynione są pewne kroki w tym kierunku.
– Najważniejsza jest chyba jakość życia tych ostatnich naszych lat, bez której jego wartość staje się znikoma. Spotykamy na co dzień przykłady ludzi długowiecznych, stale potrzebnych społecznie, akceptowanych i honorowanych. Ale to wybrańcy losu.
– 50 lat temu, kiedy średnia długość życia wynosiła 60 lat, częściej spotkać można było osoby w sędziwym wieku w pełni sił umysłowych, które społecznie pełniły rolę doradcy i MĘDRCA. Teraz, kiedy owa średnia wynosi 80 lat, proporcjonalny udział ludzi sprawnych mentalnie zmalał na rzecz osób ze słabnącą pamięcią. Stąd obecny wizerunek starości kojarzy się bardziej z niesprawnością, otępieniem i bezradnością.
W swojej praktyce spotykam i takich, którzy dożywają swych dni w kompletnym zapomnieniu, mimo ogromnych zasług i wychowania wielu pokoleń młodych następców. Nie każdy ma szczęście mieć kochającą rodzinę, możliwość kultywowania własnych zainteresowań, finansowe bezpieczeństwo. System opieki nad ludźmi starymi jest dziurawy, brak odpowiednich rozwiązań, które formułowałyby prawa i przywileje, zabezpieczały egzystencję. Dotyczy to również jakości usług w zakładach opiekuńczych. W Polsce brakuje systemu finansowania opieki długoterminowej. Bardzo chwalone są w świecie niemieckie służby opiekuńcze, ale tam już od dawna funkcjonują ubezpieczenia pielęgnacyjne. Gdy i one się i u nas pojawią będzie można mówić realnie o polepszeniu jakości usług w tej dziedzinie. Najważniejsze jest jednak pochylenie się nad człowiekiem starszym. Niekiedy wystarczy po prostu usiąść i potrzymać pacjenta za rękę. Chorzy potrzebują drugiego człowieka, poświęcenia uwagi, możliwości wypowiedzenia się. Wszyscy cenimy sobie aprobatę innych, bez niej nie ma radości, spokoju, zgody na samego siebie. Szczególnie dotyczy to ludzi o których mówimy. SAMOTNOŚĆ JEST NAJWIĘKSZĄ TOKSYNĄ STAROŚCI.
Można samotnie trwać wiele lat, jednak pod warunkiem, że znajdzie się ta jedyna życzliwa osoba, która w

razie potrzeby przyjdzie na wezwanie. I ten rodzaj pomocy też trzeba zaplanować. Ważna jest powszechna dostępność do bazy danych wolontariuszy, firm dysponujących przeszkolonymi i przygotowanymi do kontaktu z ludźmi starszymi pracownikami. Przed wojną dobrym zwyczajem było wypatrywanie przez harcerzy wystawionego kwiatka w oknie. Tak wzywała pomocy starsza osoba. To są znane rozwiązania, które należałoby dostosować do naszej codzienności, jak chociażby działające od niedawna systemy teleopieki. Zapominamy – i tego nie ma w żadnym edukacyjnym programie – że ludzie starsi mają ogromnie dużo do zaoferowania młodym. I odwrotnie. np. rewolucja informatyczna wniosła wiele nowych technologii, które nie zawsze są przyswajalne przez starsze pokolenia. A niechby tak wnuczek nauczył babcię obsługi laptopa, dziadka telefonu komórkowego – to jeden ze sposobów na integrację międzypokoleniową. Przy odrobinie cierpliwości satysfakcja będzie obopólna. Nie uciekniemy przed koniecznością wydłużenia aktywności zawodowej emerytów. Na świecie już wiele firm sięga po doświadczenia byłych pracowników zatrudniając ich np. na kilka godzin jako doradców, wykładowców, negocjatorów, specjalistów wysokiej klasy. Należy odkłamać reklamowe stereotypy, że świat jest tylko dla młodych. Jak na razie, w większości przypadków ludzie starsi są boleśnie samotni, a parasol państwowy bardzo dziurawy.
– Mówi się o śląskiej szkole geriatrii, czym ona się wyróżnia?
– W latach 60. ubiegłego wieku grupa lekarzy internistów doszła do wniosku, że wobec pacjentów starszych powinny obowiązywać inne niż w stosunku do ogółu zasady diagnozowania i leczenia. Inicjatorką stworzenia specjalistycznego szpitala dla ludzi starszych była pani dr Bogna Wachelko-Żakowska. Wspomagał ją w tych przedsięwzięciach prof. Kornel Gibiński, przyjacielem pomysłu okazał się również prof. Józef Japa. To była ta trójka na Śląsku i początek wszystkiego. W Łodzi tą problematyką zainteresowała się pani prof. Kinga Roszkowska-Wiśniewska. Inicjatywa zaintrygowała też środowiska medyczne Wrocławia, Krakowa i Białegostoku. Chodziło o skuteczniejszą ochronę zdrowia starszych, oswajanie ich cierpienia, o to, by ze słabnących sił uratować jak najwięcej, dodać jakości upływającym dniom. Tego mnie na studiach nie uczono. To nowe podejście do tej dziedziny medycyny, lansowane przez dr Bognę Wachelko-Żakowską, bardzo mnie zafrapowało. Zauważyłem, że jest to przysłowiowa biała plama, obszar, gdzie można wiele zrobić. Przede wszystkim pomóc tym, na których w medycynie konwencjonalnej nie zwracano szczególnej uwagi z racji wieku i społecznej obojętności. Powszechnie brakuje na ten temat wiedzy. Przejąłem w szpitalu pałeczkę w 1989 roku. Do tej pory udało nam się wykształcić około trzydziestu geriatrów na Śląsku. W szpitalu mamy 40 łóżek, na których w ciągu roku leczymy do 1000 pacjentów w średnim wieku 85 lat – nie jest to mało. W całym kraju jest zaledwie 300 w oddziałach geriatrycznych.
– Szpital Geriatryczny w Katowicach cieszy się bardzo dobrą renomą w całym kraju...
– Faktycznie staramy się tutaj robić solidną robotę. Pacjenci są zadowoleni z leczenia – przeważnie po niecałych dwóch tygodniach wracają do domów w lepszym stanie zdrowia. To jest bardzo trudna praca. Świadczy o tym fakt, że mamy zaledwie osiem oddziałów geriatrycznych w poszczególnych szpitalach – bo nie każdy decyduje się na ten rodzaj specjalizacji. W Polsce są miejsca, gdzie nie ma ani jednego lekarza geriatry. Uważam, że tutaj, na Śląsku dopracowaliśmy się trochę lepszej jakości leczenia ludzi starszych, wyróżnia się ona na tle tego, co jest do zaoferowania tej grupie pacjentów w innych częściach kraju. Śląsk jest miejscem gdzie starość była szanowana.
– Właśnie chyba i z tej racji był Pan gospodarzem i współorganizatorem ogólnopolskiej konferencji naukowej, na której spotkali się lekarze geriatrzy, by omówić problemy starzejącego się społeczeństwa.
– Mamy sporo doświadczeń, z którymi się chętnie dzielimy. Specyfiką medycyny ludzi starszych jest przede wszystkim konieczność kolektywnego diagnozowania każdego przypadku. Nie wystarczy jeden lekarz, przy takim chorym musi być zatrudnionych kilku specjalistów, m.in. psycholog, pielęgniarka, rehabilitantka. Dopiero z kilku źródeł informacji rodzi się prawda o stanie zdrowia chorego. Na to trzeba dużo czasu, cierpliwości i empatii. Ale my się na ten sposób bycia umówiliśmy. Nauczyć się trzeba wielu rzeczy – ot chociażby umiejętności wyłapywania chorób różnych specjalności, dawkowania lekarstw i ich ograniczenia, porozumiewania się z chorym, domyślania się, czego dany pacjent sobie życzy, bo nie zawsze potrafi to wyartykułować.
Tego należy się po prostu nauczyć. Internista bez odpowiedniego specjalistycznego przygotowania na studiach nie jest w stanie bezpiecznie leczyć ludzi 90-letnich. Na wymienionej konferencji chcieliśmy się również zastanowić nad sposobami przekonania polityków, że ta grupa chorych wymaga odrębnego podejścia. W Polsce jest dziesięciokrotnie mniej geriatrów w przeliczeniu na jednego mieszkańca niż w innych krajach europejskich. Finałem tego spotkania był list do Ministra Zdrowia o powołanie Rady ds. Ludzi Starszych przy ministrze albo prezydencie. Uważamy, że nasz głos, stanowisko specjalistów może pomóc, by pieniądze – których zresztą jest mało – można było skuteczniej i sensowniej wydawać, by służyły rzeczywiście największej liczbie tego typu pacjentów.
– Z formalnego punktu widzenia ludzie starsi mają swoje ustawowe zabezpieczenia. Niedawno już po raz 16. obchodzono Międzynarodowy Dzień Osób Starszych. Światowa Organizacja Zdrowia ustanowiła też Kartę Praw Człowieka Starszego, ale tak właściwie ich adresaci czują się przegrani i dyskryminowani...

– Stale jeszcze jako społeczeństwo jesteśmy niedojrzali do wykorzystania sukcesu jakim jest coraz dłuższe życie. Przekłada się to na stosunki pracownicze, konflikt pokoleń, układy rodzinne, stosunek rządzących do seniorów, którzy nie dostrzegają jak bardzo – specjaliści od starości – są potrzebni i że ich, decydentów, także starość doścignie.
– Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała:
IRENA FALKIN-SIBIGA 

SPIS TREŚCI
______________________________________________________________________________________________________________

                         Webmaster ALFA