Chyba żadna ze sztuk, tak jak fotografia, nie oddaje obrazu czasu, w którym się ona dzieje, tak nie utrwala rzeczywistości lub się jej przeciwstawia. Jest też odbiciem trendów panujących w sztuce w danym momencie, jak również – tak jak inne sztuki – polem eksperymentów i poszukiwań twórczych.
Przemiany w fotografii, jakie dokonywały się w ciągu minionych kilkudziesięciu lat znakomicie pokazuje wystawa jubileuszowa prac artystów związanych z Okręgiem Śląskim Związku Polskich Artystów Fotografików, który właśnie świętuje 60-lecie istnienia. Przy tej okazji trzeba podkreślić rzecz niebywałą – jego założycielką była Halina Holas – Idziakowa, dziś 90-letnia Honorowa Członkini ZPAF, szczycąca się legitymacją związkową nr 53! Tamten czas Halina Holas – Idziakowa wspomina bardzo skromnie: „Po śmierci mego ojca Józefa Holasa zostałam łącznie z moją matką Karoliną, współwłaścicielką zakładu fotograficznego w Katowicach. Zakład istniejący od roku 1887 był zakładem z dużymi ambicjami artystycznymi. Los chciał, że w latach 1950-1954 częściej zamieszkiwałam w Warszawie niż w Katowicach – i w tak naturalny sposób moimi najbliższymi zostali koledzy – fotograficy: Hartwig, Sępoliński, Mystkowski, Sunderland, Dederko, Dorys, Burzyński oraz małżeństwo Obrąpalskich z Poznania.
Tym samym cała czołówka ówczesnego ZPAF była mi bardzo bliska. Skończyło się „niedobrze”, zostałam wciągnięta, najpierw „do roboty”, a potem do ZPAF. W Katowicach było prężne Katowickie Towarzystwo Fotograficzne, ale nie było nikogo w ZPAF-ie. Zostałam więc pierwszym delegatem ZPAF na województwo katowickie. Tym samym jestem założycielką Delegatury, a potem Okręgu Śląskiego ZPAF.”
Halina Holas-Idziakowa, ciągle w znakomitej formie fizycznej, była obecna podczas wernisażu w galerii ZPAF, gdzie zgromadzono prace artystów różnych pokoleń – członków katowickiego ZPAF. Są też oczywiście prace Haliny Holas-Idziakowej. Ponadto można było zobaczyć fotografie tak różnorodnych stylistycznie autorów jak Jakub Byrczek, Waldemar Jama, Andrzej Koniakowski, Jerzy Lewczyński, Katarzyna Łata-Wrona, Stanisław Michalski, Janusz Musiał, Zbigniew Sawicz, Maciej Stobierski, Maria Śliwa, Józef Wolny, Jan Zegalski i innych. Jest też obecna fotografia otworkowa w wykonaniu Pawła Janczaruka (praca „Rejestracja drogi słońca. Czas naświetlania od 2 do 24 miesięcy”).
Chociaż czas, w których zostały pokazane fotografie dzielą „lata świetlne”, to wszystkie są „świeże” artystycznie, ciągle znakomite – a jak fotografie Lewczyńskiego o zacięciu komentatorskim – aktualne.
Jednakże w roku jubileuszu katowickiego ZPAF-u nie była to jedyna wystawa. Od maja tego roku do września zaprezentowano cztery ekspozycje, które ukazują niepowtarzalność śląskiej fotografii. Cykl ten otwierała „Specyfiki pejzażu śląskiego” (maj 2006) ze zdjęciami tuzów sztuki fotografii: nestora śląskiej fotografii Aleksandra Balickiego, Haliny Holas-Idziakowej, Leonarda Idziaka, Edwarda Poloczka, Jerzego Lewczyńskiego, Anny Chojnackiej, Adama Bogusza, Andrzeja Koniakowskiego. Oglądać można było zdjęcia, które dziś funkcjonują jak ikony Śląska, którego




WIESŁAWA KONOPELSKA  
 

Historia
fotografią pisana

już nie ma, zdjęcia które znamy na pamięć. Pełne są – jak by na przekór swoim czasom – romantyzmu, zadumy, niebywałego piękna. Degradacja ziemi, zniszczenie krajobrazu, hałdy – wszystko to jest w tych fotografiach, jednak  zobaczone okiem największych mistrzów. Co może zauroczyć artystę na Śląsku? Wszystko. Ta banalna odpowiedź aktualna jest do dzisiaj, chociaż Śląsk tak bardzo się zmienił – to, co jeszcze kilkadziesiąt lat temu było żywą cząstką śląskiej przestrzeni (dymiące kominy, koła wyciągowe czynnych kopalń), dziś jest martwym elementem krajobrazu, jego reliktem, ale nadal urzekającym niepowtarzalnością i wyjątkowością. Jeśli do tego dodamy zabiegi techniczne stosowane przez

niektórych autorów, jak chociażby solaryzacja czy zabiegi dające efekt reliefu na zdjęciach Adama Bogusza czy Franciszka Stobika, to efekty okazują się absolutnie zaskakujące. Najciekawsze w tym jest to, że po latach można powrócić do tych samych miejsc, wykonać te same ujęcia, często z tego samego miejsca – niby to samo, a jakże inne. Czynił już tak Andrzej Koniakowski wędrując po rybnickich hałdach odwiedzanych przez Edwarda Poloczka. Jak powiada Koniakowski jest jakaś konieczność ciągłego fotografowania tych miejsc, mimo iż nie są zaznaczone w żadnych przewodnikach. To jest po prostu zauroczenie.
Kolejne wystawy jubileuszowego cyklu to „Przestrzenie wyobraźni” prezentujące fotografię nastawioną na odkrywanie własnego wnętrza, kreowanie rzeczywistości z nierzeczywistego, sięganie do wspomnień z dzieciństwa, do wyobraźni, to tego co oniryczne, przeżyte, co niesie ze sobą światło i cień, czerń i biel, mrok i cień. W podróż w głąb samego siebie zapraszali m.in. Agnieszka Babińska, Ryszard Czernow, Antoni Kreis, Krzysztof Liszka, Jowita Mormul, Leszek Żurek i inni. Z kolei „Przestrzenie egzystencji” miały ujawniać miejsca, przestrzenie, czas. Inne to przestrzenie, inny czas, niż przed laty, kiedy na dyskusjach spędzano długie godziny, poświęcano problemom sztuki całe dnie, miesiące i lata. Inne to już klimaty. Jednak mimo to, wyraźna jest więź z tamtym czasem z tamtymi ludźmi. Niezmienne jest zawieszenie między rzeczywistością a wyobraźnią, między materialnością a ulotnością. Przetworzeniu ulega codzienność i banalność, czasem samo zdjęcie nie wystarcza – staje się ono częścią przedmiotu, owe materialnej rzeczywistości. Przetworzona rzeczywistość stapia się z żywą materią.
Osobne miejsce zajmowała w tym cyklu wystawa prac Anny Chojnackiej. To – jak ją określa Katarzyna Młynarczyk – wielka dama polskiej fotografii: w ZPAF od 1958 roku, wystawy krajowe i zagraniczne, z Japonią, USA i Kanadą włącznie, prace w zbiorach muzealnych na obydwu półkulach. Jej portrety urzekają do dziś, ale wyróżnione zostały już w 1962 roku. Byli to „Plastycy śląscy”. Niezwykłe twarze malarzy – jak Teofil Ociepka i innych wybitnych ludzi Śląska – także Gustawa Morcinka do dziś są niedościgłe w swej doskonałości. To fotografie powściągliwe, skupione na człowieku, na jego egzystencji (nawet poprzez jego fizyczny brak na zdjęciach), na zmaganiach z samym sobą i otoczeniem, ze swoim naturalnym środowiskiem. To fotografie często wręcz ascetyczne, ale też (jak portrety Ociepki) pełne ruchu, pasji tworzenia, a zarazem domowego ciepła. Anna Chojnacka to obok Zofii Rydet postać niezwykła.
Jubileusz ZPAF-u pokazuje, jak wielu znakomitych artystów fotografów było i ciągle jest na Śląsku. Pokazuje, że Śląsk mocno stoi na swych artystycznych filarach: muzyce, plastyce (zwłaszcza grafice) i fotografii właśnie. Tej ostatniej chyba warto poświęcać jeszcze więcej uwagi, bo chyba ciągle jest jeszcze niedoceniana (nawet jeśli mówimy o tych największych jak Lewczyński, Rydet, Chojnacka, Poloczek czy Idziak) – bo może zbyt kameralna, zbyt ulotna, zbyt zakrzyczana przez inne, wchłaniające więcej przestrzeni...

SPIS TREŚCI
______________________________________________________________________________________________________________

                         Webmaster ALFA