Linia rapidografu była cienka, spokojna i wyrazista, a
dopiero potem (...) tak się skłębiła, że wyciagnięcie jednej nitki byłoby
już niemożliwe. Niemniej jednak spróbuję...
Filip Bajon – śmiałek i podróżnik, jakiemu „boski rapidograf” kreśli ścieżki
życia niestrudzenie od 1947 roku, w którym pojawił się na świecie, w
poznańskiej dzielnicy Jeżyce, w rodzinie adwokata i farmaceutki, rzuca
wyzwanie pamięci. Ten sam przyrząd kreślarski znaczył miejsca na globie
(Rosja, Albania, Knossos, USA, Florencja,) z jakich pocztówki śle Bajon w
swojej nowej książce pt. Cień po dniu. Nie jest to pierwsza próba pióra
reżysera m. in. Arii dla atlety, Magnata, czy Wahadełka (wymieniając tylko
kilka z jego pokaźnego dorobku filmowego). W 1971 wydał powieść Białe
niedźwiedzie nie lubią słonecznej pogody, a później także opowiadania Proszę
ze mną na górę (1979) oraz Serial pod tytułem i Podsłuch (1994).
Cień po dniu otwierają wizje dekadenckiej konsumpcji, przepełnione
świadomością niezidentyfikowanego braku, przeczuciem śmierci. Kontrastują z
nimi obrazy zapamiętane z dzieciństwa spędzonego w mieszczańskim domu
kultywującym familiarne tradycje, szkice kreślone spokojnymi i wyrazistymi
pociągnięciami, uwieczniające czas spędzony na zabawie z kolegami na stokach
Cytadeli i w skrywającym tajemnicę bunkrze. Czyta się te fragmenty jak
Weisera Dawidka Pawła Huellego (oczywiście ze względu na motyw inicjacji
głównego bohatera, konfrontację świata dziecka ze światem dorosłych, ale
także sposób przedstawienia w niej społeczeństwa), nie mogąc oprzeć się
pokusie, by stwierdzić, iż autor celowo powieść chłopięcą czyni punktem
wyjścia dla swojego opowiadania. Racja idącego tym tropem, skuszonego
czytelnika, szybko okazuje się niepodważalna. U progu dorosłości, z
jeżyckiego domu wychodzi w świat Filip. Odkrywając nowe miejsca, poznając
ludzi, tworzy fabułę własnego losu. Konfabulując, bo przecież tworząc, a
sztuka to, jak ironicznie stwierdza: „ulotna fikcja wykoślawionych umysłów,
które wymknęły się spod kontroli miasta”, staje się homo viatorem –
człowiekiem w drodze. Wędrowcem na szlaku piszącym się dla niego,
obiektywnie danym w pakiecie z kolejnym przeżytym dniem (po dniu), ale i
także przez niego tworzonym, subiektywnym i wyobrażonym, a więc fikcyjnym.
Zatem, w powieści autobiograficznej Filipa Bajona rzeczywistość i bajanie,
czyli |
|
Filip Bajon: Cień po dniu. Wydawnictwo Jeden Świat,
Warszawa 2005
|
|
EWA PILARZ
|
Światłocień
uzupełnianie
luk pamięci przetrzebionej czasem, przeplatają się.Cień po dniu jest książką
pisaną w dużej części siłą wyobraźni. Reżyser patrzy na świat jakby okiem
kamery – kolejne pocztówki z podróży imitują kadry filmu, istotny jest gest,
mimika postaci, ważną funkcję spełnia światło, a także cień. Znaczącą rolę
odgrywa fabuła momentami tocząca się symetrycznie w odniesieniu do czasu
minionego. Bunkry i warownie z dziecięcych lat stają się dla dorosłego
człowieka metaforami mieszczańskiego gorsetu, jak również zamknięcia na to,
co nieznane. Bajon nie odziedziczył klaustrofobicznego lęku poznaniaków
przed światem zza muru berlińskiego. Przeciwnie, ciągle powoduje nim chęć
podróży, poznania. Jego rapidograf, skierowany na zachód, stukał cierpliwie
w żelazną kurtynę, a także dorysowywał ścieżki ku wschodowi, by podróżnik
mógł wreszcie znaleźć się w Azji – w opinii jego rodaków zapadłej i obcej.
Owszem, atmosfera i zasady w domu rodzinnym sprawiły, że młody człowiek
przywykł do milczenia. Przejawiało się to później, w dorosłym życiu,
kłopotami z mówieniem o sobie i o swoich uczuciach. Bajon szybko jednak
znalazł sposób, aby dać upust tłumionym emocjom. Odkrył, że wyrażanie i
jednocześnie kamuflowanie siebie w chroniącym cieniu prywatności, umożliwia
mu film. Działalność artystyczna, mająca swój początek już w teatrach
studenckich, pozwalała mu bezpiecznie zanurzyć się w fikcji. Oglądając na
przykład Arię dla atlety, można zauważyć zmysł artystyczny reżysera, z
wprawą wykorzystującego zjawisko światłocienia, jaki raz przysłania, to znów
wyostrza przekazane treści i w ten sposób domaga się ich kontemplacji.
Niektórzy krytycy twórczości filmowej odnajdują w jego filmach „kadry
stylizowane na obrazy Toulouse – Lautreca i rysunki Beardsleya”. Po lekturze
Cienia po dniu nie ulega wątpliwości zamiłowanie Bajona do sztuki; kontakt z
nią nierzadko powoduje szok kulturowy, o czym w bardzo |
|
plastyczny sposób pisze w swojej książce. Fascynacja
Toulouse-Lautrec’iem wypływa być może również z faktu szeroko opisanego w
powieści Bajona. Mieszczański porządek, jaki charakteryzował poznańskie
dzieciństwo reżysera, kontrastował z artystyczną bohemą, skupioną wokół
osoby jego ciotki, Lody. Oni to stali się później bohaterami jednego z jego
filmów, a także niewybaczalnym grzechem popełnionym przeciw komunistycznej
władzy, urażonej brakiem pozytywnych cech tego, jakże specyficznego,
kolektywu. Zatem, obu panów łączy zamiłowanie do cyganerii artystycznej,
jaką starają się uwieczniać na obrazach – płótnach i kliszach filmowych.
Natomiast skojarzenie twórczości autora Cienia po dniu z twórczością
Beardsleya można argumentować wysublimowanym zastosowaniem światła i czerni.
Cień – opadający w tytule powieści autobiograficznej Bajona jest pamięcią o
przeszłości o nieco rozmytych konturach, snującą się za człowiekiem, do
którego należy, za którym podąża, domagając się uwagi. Homo viator
pielgrzymujący dzień po dniu, zatem również autor książki – odpoczywa w
cieniu, skąd wysyła pocztówki na adres teraźniejszości. Przeszłość stempluje
znaczkami, na jakich widnieje kontur gwiazdy kremlowskiej – symbol jego
moskiewskich wojaży, a także łuna nad miejscem, gdzie stały dwie zburzone
wieże – Manhattan, będący wielką metaforą samotności i kruchości człowieka.
Dzień – to jednostka czasu i drogi, jaką pokonuje pielgrzym, a także tocząca
się głowa pradziada Bajona. Owiana tajemnicą rodzinna legenda trwa i
przypomina o łączności teraźniejszości z tym, co minione. Mijające dni w
powieści reżysera relacjonowane są w charakterystyczny sposób. Metoda Bajona
polega na tworzeniu trafnych puent i aforystycznej celności. Dzięki temu
książka zyskuje lekkość, więc posiada niewątpliwy walor humorystyczny i
zarazem jest intrygująca. Autor rezygnuje ze zgłębiania się w swoje życie
erotyczne, skupiając uwagę na rodzinie (szczególnie na kontakcie z synami),
przyjaźni i realizacji swojego wielkiego marzenia o reżyserowaniu.
Pocztówki – fiszki są dobrym sposobem budzącym pamięć o przeszłości.
Czytelnik zapracowany, roztargniony i przede wszystkim szukający dobrej
lektury, niech odnotuje: Filip Bajon: Cień po dniu – nie zapomnij! |