– We wrześniu w Muzeum w Ratingen otwarto wystawę
przypominającą i prezentującą dorobek pięciu artystów, tworzących krąg
Oneiron. Był Pan jego współtwórcą. Powróciliście zatem po niemal 40 latach
do swych artystycznych i światopoglądowych korzeni. W jakich okolicznościach
doszło do tej ekspozycji, wszak przez długie lata to niemieckie Muzeum
specjalizowało się przede wszystkim w tradycyjnej sztuce śląskiej,
etnografii i historii?
– Niedokładnie. Miało tam wystawy wielu śląskich fotografów i artystów jak
Witold Pałka i Jan Szmatłoch. Z panem Piotrem Mrassem, reprezentującym
Muzeum w Ratingen, dyskutowaliśmy różne koncepcje pokazów. W pewnym momencie
tych wielomiesięcznych rozmów otrzymaliśmy od niego propozycję pokazu Kręgu
Oneiron. Przyjęcie tego wyzwania rozpoczęło długie, ponad roczne
przygotowania, które uwieńczyła nie tylko ekspozycja, ale także towarzyszące
jej wydawnictwo…
– ... bardzo piękne pod względem edytorskim. To coś więcej niż katalog. To
wielka księga Oneironu, bogato ilustrowana i szeroko udokumentowana.
– To w istocie bogato ilustrowane materiały do monografii Kręgu. Tekst
wprowadzający napisał Henryk Waniek. Przedstawia w nim naszą ówczesną
sytuację, wewnętrzną i zewnętrzną. Mój tekst z kolei, będący rodzajem
autorskiego kalendarium, pozwala błysnąć na chwilę minionym wydarzeniom.
Książka zawiera również esej Piotra Mrassa analizujący i interpretujący
Czarne Karty…
– To prace szczególnie ważne dla Oneironu. Wspólne dzieło Urszuli Broll,
Antoniego Halora, Zygmunta Stuchlika, Andrzeja Urbanowicza i Henryka Wańka.
Ale niestety tylko kilka mogło być pokazanych w Ratingen.
– Pokazaliśmy tylko sześć prac będących w naszym posiadaniu, natomiast
większość znajduje się w Muzeum Historii Katowic, które podjęło decyzję o
niewypożyczeniu Kart.
– Tłumaczono to potrzebą konserwacji...
– To ciekawe. 7 sierpnia byłem w Muzeum Historii Katowic, oglądałem te
prace, pani kustosz Maryla Krysiakowa nie widziała przeszkód w wypożyczeniu
tych prac, natomiast pani dyrektor już tego samego dnia zadecydowała, że nie
wypożyczy. Muzeum w Ratingen zapewniało wszelkie standardowe muzealne
zabezpieczenia, proponowało nawet oprawę Kart na własny koszt i przekazanie
tych opraw muzeum katowickiemu. Widocznie, jakieś inne racje za tym stały.
– Jak przyjęto waszą twórczość?
– Bardzo miło. Ukazały się jakieś artykuliki w prasie, było sporo ludzi,
jesteśmy zadowoleni z tej ekspozycji.
– Czy pytano was, skąd tak naprawdę „wzięliście się” w szarych, zadymionych
Katowicach końca lat 60. i początku 70., i skąd w takim socjalistycznym
pejzażu wyrodziło się zainteresowanie mistycyzmem, buddyzmem, okultyzmem? |
|

|
|
Z
ANDRZEJEM
URBANOWICZEM
rozmawia
KRZYSZTOF
KARWAT
|
Powrót
do Kręgu
Oneiron



– Nie, bo myślę, że takie
pytania nasi gospodarze postrzegaliby jako |
|
nietaktowne a może nawet politycznie niepoprawne. Wystawę
otwarto w atmosferze pełnej kurtuazji. Mogę tylko powtórzyć to, co
powiedziałem publicznie podczas wernisażu: ta współpraca mnie zaskoczyła,
organizatorzy zadbali o wszystko i nie szczędzili wysiłków i nakładów także
finansowych. Nie było jakiejś podejrzanej gry politycznej, tylko czysta
współpraca. Wzorcowa wręcz. Gdyby nie Muzeum w Ratingen, to nie byłoby tej
publikacji.
– Ona wejdzie w pełny krwioobieg kulturalny gdy wystawa przywędruje do
kraju. Kiedy i gdzie będzie pokazywana? Czy jej aranżacja będzie identyczna?
– Na pewno nieco się zmieni. Wystawa będzie pokazana pod koniec listopada w
Jeleniej Górze.
– Dlaczego tam?
– Pani Janina Hobgarska, dyrektorka tamtejszego BWA, jest otwarta na tego
rodzaju zjawiska, tym bardziej że mieszka tam również Urszula Broll. Potem
najprawdopodobniej ekspozycja pojedzie do Ostrawy, do Domu Umeni. Zapewne w
maju będzie pokazana w Katowicach w Górnośląskim Centrum Kultury. Być może,
jeszcze gdzie indziej.
– Co składa się na tę ekspozycję, poza sześcioma Czarnymi Kartami, o których
już wspominaliśmy?
– Poza malarstwem olejnym, pastelami czy akwarelami naszej piątki są jeszcze
Szuflady Oneironu. Znajdują się w nich dzieła sztuki, czasem rzeczy
niedokończone, rysunki, książki, dokumenty, jakieś artefakty. Na przykład
Zygmunt Stuchlik dostarczył maszkarę z empory z Łubowic. Za tą emporą
siadywali Eichendorffowie, zaś Eichendorff ożenił się z córką Michała
Sędziwoja – to część śląskiej mitologii, bo sugeruję w owym wydawnictwie, że
być może Sędziwój, słynny szesnastowieczny alchemik, pochodził z terenu
Chorzowa czy Katowic... Wynika to z dokumentów zachowanych w Uniwersytecie
Drezdeńskim.
– Klimat i kontekst społeczno-artystyczny, w jakim grupa Oneiron powstawała,
został dobrze opisany, m.in. we wspomnianej książce, głównie w tekście
Wańka. Chciałbym zatem zapytać o finał. Dlaczego po bodaj siedmiu latach
wasze drogi się rozeszły?
– To może nie tak, że cokolwiek musiało się rozchodzić. Działaliśmy
wspólnie, kiedy jeszcze nazwy nie było. Nigdy nie stanowiliśmy
sformalizowanej grupy, wystarczy, że pozostajemy w przyjaznych relacjach do
dzisiaj. To naturalne, że każdy idzie drogą swego rozwoju…
– A co zostało w was z tamtych czasów, z tamtych idei? Najwcześniej chyba
odeszliście od inspiracji filozofiami Wschodu czy buddyzmem?
– Nie podejmę się teraz oceny tego... Te inspiracje nie miały charakteru
wizualno-estetycznego; raczej wiązać je trzeba z ówczesnymi prądami
kontrkulturowymi czy alternatywnymi w Europie i na świecie, także z ruchem
hippi. Te prądy ewoluowały, my też zmienialiśmy się, choć pewien rodzaj
postawy wobec sztuki gdzieś w głębi nas trwa. To wtedy kształtowaliśmy się
jako ludzie i jako artyści. |