
60-letni dorobek twórczy artystów związanych z katowickim
Okręgiem Związku Polskich Artystów Plastyków podsumowany został wielką
wystawą środowiskową w katowickim BWA. Do udziału w niej zaproszono również
grono twórców nie należących do Związku. W ten sposób obraz śląskiego
środowiska twórczego stał się pełniejszy. Drugim członem zamysłu była
wystawa prac artystów pt. Odeszli. Bo zamysłem organizatorów wystawy nie
była wyłącznie prezentacja „związkowców”, ale właśnie prezentacja dokonań
artystycznych w minionym 60-leciu. Można więc śmiało potraktować te
ekspozycje jako zaproszenie do dyskusji na temat kondycji sztuki na Śląsku w
kontekście ogólnokrajowym. Kto tu tworzył i w jaki sposób, co kształtowało
postawy artystyczne przed laty i obecnie, jakie wpływy są zauważalne. Czy
„sztuka na Śląsku” jest taka sama jak w innych ośrodkach – Krakowie czy
Warszawie, co ją odróżnia?
Jubileusz ZPAP współbrzmi z
60-leciem katowickiego Wydziału Grafiki ASP w Krakowie, obchodzonym w tym
samym czasie. Istnienie tych instytucji pokazuje, że śląskie środowisko
artystyczne miało wiele do powiedzenia, a jego dorobek twórczy ma znaczący
udział w polskiej historii sztuki. Wprawdzie ZPAP jako organizacja istnieje
już 95 lat, ale Śląsk nie pozostawał bierny w okresie międzywojnia, wszak
działał tu Stanisław Ligoń, który w 1929 roku wraz z Józefem Kidoniem
założyli Związek Zawodowy Artystów Plastyków Śląskich.
Z pewnością na twórczości artystów „stąd” swoje piętno odcisnęła graficzna
proweniencja ich twórczości. I jest to charakterystyczny wyróżnik po dziś
dzień. Malarstwo jako wydział na katowickiej ASP istnieje od niedawna, odkąd
Akademia uzyskała samodzielność. Nadal jednak – co zauważa również Jacek
Ryła, jest to malarstwo korzeniami tkwiące w grafice.
Wystawa w BWA jest świetną eksplikacją takiego sposobu uprawiania malarstwa
przez „artystów górnośląskich”, jak nazywa ich Irma Kozina. Nie można
oczywiście traktować w ten sposób wszystkich twórców, wystarczy wspomnieć
prace Olgierda Bierwiaczonka czy Jana Dutkiewicza.
Wszyscy natomiast stanowią grupę, którą Irma Kozina określa (za Donaldem
Skupinem) New Old Masters. Kto to taki? Ano ci, którzy nie podążali za
nowinkami światowego konceptualizmu, którzy „funkcjonowali na obrzeżach
przestrzeni okupowanej przez konceptualistów”. To swoisty powrót do
akademizmu, do bycia „dawnym mistrzem” w najlepszym rozumieniu tego słowa.
Nie wyklucza to autorskiego sposobu przedstawiania, używania autorskich
technik graficznych czy nawet multimedialnych. Nieprzypadkowo |
|

Jestem. Wystawa śląskiego środowiska twórczego. BWA
Katowice. Wernisaż 15 września 2006 r.
|
|
WIESŁAWA
KONOPELSKA
|
Jestem,
czyli jestem



więc katowicka wystawa nosi tytuł Jestem. Skoro jestem, to
tworzę, to widzę, co się dzieje nie tylko w świecie sztuki, to rozmawiam i
dyskutuję, może też pozostaję w odosobnieniu, w zamknięciu wewnętrznym.
Tomasz Jura tak definiuje ten tytuł: „Jestem w przestrzeni ludzkiego
doświadczenia i sensie ludzkiego pojmowania rzeczy, zjawisk – oznacza być
stale obecnym, nieprzerwanie we wszystkich zdarzeniach, przytomności rozumu,
pamięci innych i rezultatach |
|

działania”. O owym byciu w czyjejś pamięci, o porozumieniu z tym, co
powstawało wiele lat temu, przeciwstawianiu się temu bądź autorskiemu
kontynuowaniu opowiada wystawa Odeszli w galerii ZPAP.
Obydwie wystawy pokazują więc ludzi-artystów, którzy są i tych, których już
nie ma. Pokazują ich dzieła: malarstwo, grafikę, rzeźbę, także tkaninę artystyczną
i obiekty multimedialne. A wszystko to ma być odpowiedzią na pytanie: w jaki
sposób jestem. Spotyka się na wystawie kilka pokoleń artystów, a więc dzieli
ich również kilka pokoleń sposobu traktowania dzieła. W sumie jednak
obcujemy ze znajomymi, których prace się zna, ale dopiero w takiej masie
widać czym tak naprawdę się różnią, a w czym są do siebie podobne.
Aranżacja przestrzeni w galerii BWA pozwala zderzać ze sobą różne postawy
artystyczne, pozwala też przypomnieć nazwiska zapomniane, odkryć je na nowo.
Wreszcie pozwala ogarnąć twórców jako całość, zobaczyć jak wielu znakomitych
artystów związanych jest ze Śląskiem. Że nie tylko Kraków czy Warszawa, ale
właśnie też Katowice ze swoją specyfiką, innością, która jest niepodważalną
wartością. Jeśli pojawiają się takie nazwiska jak Rak, Malina, Steller,
Suberlak, ale też Bernaś, Chudzik, Delekta, Romaniuk, Piech, jak Pomorski,
Duda-Gracz, Pałka, Nowotarski, Handermander, Sabalczyk, Maciuszkiewicz,
Kowynia, jak Grabowski, Kalarus, Kula, to na tych tylko przykładach widać
ogromną różnorodność, która cechuje śląskie środowisko od lat.
Oczywiste jest, że ZPAP pełnił w swej zasadniczej roli funkcje socjalne dla
artystów. W czasach realnego socjalizmu wytyczał kierunki obowiązujące w
sztuce i uznawane za jedynie słuszne, organizował, komentował, zezwalał lub
wykluczał. Różne były jego koleje losu. Okazało się jednak, że ważniejsza
ponad wszystko stała się możliwość rozmowy, pokazania się, zaistnienia. Dziś
ZPAP nie legitymizuje artysty, lecz stara się ułatwiać, zwłaszcza młodym
artystom, wejście w środowisko.
Skoro jednak Śląsk może chwalić się dorobkiem swoich artystów, może być w
komfortowej sytuacji posiadania samodzielnej uczelni artystycznej, kilku
galerii profesjonalnych, to, co stoi na przeszkodzie, by zaistniał tu
wreszcie prawdziwy rynek sztuki, by pojawili się manszardzi, ale i odbiorcy.
Co trzeba zrobić, by Katowice w obiegowej opinii postrzegane były jako
miejsce dobre dla sztuki i artystów. Może trzeba zawierzyć owej inności,
odmienności, poszukać niekonwencjonalnych sposobów na istnienie – jak
chociażby powstające „Rondo sztuki”, tworzyć miejsca, jakich nie ma nigdzie
indziej, wreszcie promować artystów, jakich nie ma gdzie indziej?... |