W przygotowaniu duchowym polskiego Kościoła do Jubileuszu Tysiąclecia Chrztu Polski, obok Jasnogórskich Ślubów Narodu i programu Wielkiej Nowenny, istotną rolę odegrać miała peregrynacja kopii Obrazu Matki Bożej Częstochowskiej.
Upływa 40 lat od tamtych wydarzeń – szykan, mnożenia aktów wrogości aż do „uwięzienia” obrazu.

Idea nawiedzenia wszystkich diecezji i parafii polskich przez kopię jasnogórskiej ikony podjęta została przez Prymasa Stefana Wyszyńskiego jeszcze w 1956 roku, a o tej formie akcji duszpasterskiej ostatecznie zadecydowała 11 kwietnia 1957 r. Konferencja Plenarna Episkopatu Polski. W maju 1957 r. Prymas Polski zawiózł kopię obrazu do Rzymu, gdzie 14 maja poświęcił ją papież Pius XII. 26 sierpnia 1957 r. w święto Matki Bożej Częstochowskiej odbyła się na Jasnej Górze uroczystość rozpoczęcia Milenijnego Nawiedzenia. Nastąpił symboliczny obrzęd „pocałunku” – zetknięcia Cudownego Obrazu z kopią. Trzy dni później kopia jasnogórskiej ikony rozpoczęła swą pielgrzymkę po Polsce od Archikatedry Warszawskiej. W kwietniu 1966 r., po odwiedzeniu 10 diecezji północnych i administracji apostolskich na Ziemiach Zachodnich, peregrynację przerwano, aby obraz mógł być obecny na najważniejszych uroczystościach milenijnych.
Już wówczas utrudnienia ze strony władz komunistycznych sprawiły, że obraz nawiedził jedynie dziewięć miast na historycznym szlaku Tysiąclecia. Władze uznały, że należy się przeciwstawić prowadzonej przez Kościół tzw. ofensywie dewocyjnej (miała się ona wyrażać w „publicznym demonstrowaniu sfanatyzowania religijnego”) i nie dopuścić do manifestacji towarzyszących wędrówce obrazu. Władze traktowały peregrynację jako „formę kultu dotychczas zupełnie nieznaną w liturgii Kościoła katolickiego”, wprowadzoną przez Prymasa Wyszyńskiego dla celów politycznych. Peregrynacji przypisywano „dążenie do rozbicia narodu polskiego” i doprowadzenie do „samorzutnego upadku komunizmu w Polsce” przez „uchrześcijanienie” społeczeństwa”.
W Poznaniu zakazano procesji z obrazem z fary do miejscowej Archikatedry, zaś w Krakowie zmieniono trasę przejazdu (tłumy wiernych przez wiele godzin bezskutecznie oczekiwały w deszczu na przybycie obrazu). Na szlaku milenijnej wędrówki obrazu znalazła się również diecezja katowicka.


Przerwana peregrynacja


Pierwsza wizyta kopii obrazu na terenie diecezji rozpoczęła się od pokrzyżowania planów kościelnych uroczystości. 18 maja 1966 r. obraz przewożono z Częstochowy do Katowic, skąd miał trafić na uroczystości milenijne do Piekar Śląskich. Samochód z obrazem został jednak zatrzymany pod Bytomiem i skierowany bezpośrednio do Piekar. Władze, którym chodziło o ograniczenie frekwencji wiernych na trasie przejazdu, mimowolnie przyczyniły się do wzrostu zainteresowania niechcianą peregrynacją, gdyż informacja o zawróceniu kopii rozeszła się lotem błyskawicy po diecezji. Władze chciały za wszelką cenę nakłonić kurię, by „odwołała przyjazd Matki Boskiej Częstochowskiej do Katowic”. Jak relacjonował rozmowę z przewodniczącym Wojewódzkiej Rady Narodowej w Katowicach płk. Jerzym Ziętkiem, bp Herbert Bednorz ten czepiał się przede wszystkim tego, że mobilizowaliśmy parafie, by witały obraz przewieziony z Katowic do Piekar, zanim sprawa została uzgodniona z milicją.
Władze, niepomne tej nauczki, dalej przeszkadzały Matce Boskiej w jej wędrówce po polskich parafiach. Doszło do kolejnych zatrzymań obrazu i przymusowego skierowania na określone przez władze miejsce. Po uroczystościach w Lublinie, milicja eskortowała wracający na Jasną Górę samochód-kaplicę. Z kolei do Olsztyna obraz w ogóle nie dotarł, gdyż milicja skierowała go do katedry we Fromborku. Wreszcie 20 czerwca 1966 r. na trasie z Fromborka do Warszawy (w Liksajnach) odebrano obraz Prymasowi Wyszyńskiemu i przewieziono inną drogą do Archikatedry Warszawskiej. Ponieważ władze nie zgodziły się na przewóz obrazu z Warszawy do Sandomierza, gdzie była następna stacja milenijnej peregrynacji, podczas nawiedzenia eksponowano puste ramy z kwiatami, co stało się normą w następnych uroczystościach kościelnych. Episkopat Polski zadecydował, by z początkiem września 1966 r. kontynuowana była peregrynacja obrazu Matki Bożej po parafiach – tym razem przyszła kolej na diecezję katowicką.
Do wizyty Cudownego Obrazu na terenie diecezji katowickiej władze podchodziły z narastającą wrogością. Jeszcze w 1959 r., chcąc storpedować plany peregrynacji po diecezji obrazu Matki Boskiej Fatimskiej z Turzy, tutejszy Wydział do spraw Wyznań tłumaczył, że przyjdzie i do nas kopia Matki Boskiej Częstochowskiej, więc po co urządzać wędrówkę „jakiejś tam z Fatimy”. Na zaostrzenie stanowiska władz komunistycznych wpłynął sukces milenijnych uroczystości kościelnych w Piekarach Śląskich (22 maja 1966 r.). Płk Jerzy Ziętek w rozmowie z bp. Bednorzem wspominał o nieprzyjemnościach, jakie miał (jak również I sekretarz KW PZPR Edward Gierek) w związku z wystąpieniem Prymasa w Piekarach. Podczas półtoragodzinnej rozmowy (odbyła się 6 maja) biskup powiadomił Ziętka, że obraz zostanie przywieziony do Katowic w dniu 4 września, na co ten lekko się żachnął, dorzucając, że może tego nie być. – Jak to? – odpowiedziałem, to ogólnopolska peregrynacja! W innych diecezjach się odbyła to i u nas będzie! Wówczas trochę zmienił swoje negatywne stanowisko, ale w pełni nie był za tym.
Był to wyraźny sygnał czekających kłopotów w związku z peregrynacją. Potwierdziły to kolejne rozmowy bp. Bednorza z wiceprzewodniczącym WRN Bolesławem Lubasem. Podczas pierwszej rozmowy (przeprowadzonej 18 sierpnia) Lubas oświadczył, że sfery robotnicze sobie tej akcji peregrynacyjnej nie życzą, a całą akcję określił jako polityczną. Nie zrażony tą odpowiedzią bp Bednorz wysłał Lubasowi (23 sierpnia) plan peregrynacji w diecezji, z zaznaczeniem, że uroczystości nie odbędą w święta państwowe oraz w dzień poprzedzający te święta. Podczas następnego spotkania (29 sierpnia) Lubas powiedział w kontekście wędrówki obrazu: Możecie w kościele czynić, co Wam się podoba, ale o tym, co na ulicy się odbywa, decyduje władza świecka. Kilkakrotnie powtórzył kategoryczne słowa, że władze wojewódzkie nie dopuszczą, by obraz pojawił się na terenie województwa katowickiego. Po tej rozmowie biskupi katowiccy poinformowali Prymasa o problemie, wskazując, że władze tutejsze działają pod silnym naciskiem centralnych władz państwowych i partyjnych. W tej sytuacji Konferencja Episkopatu Polski, obradująca w dniach 31 sierpnia – 1 września 1966 r., ustaliła, że peregrynacja Obrazu Nawiedzenia w parafiach diecezji katowickiej ma się odbywać według ustalonego programu, nawet w tym wypadku, gdy obraz nie dotrze do parafii na skutek utrudnień władz.
Decyzję o definitywnym rozwiązaniu problemu wędrującego obrazu podjęły z pewnością centralne władze partyjne (Gomułka mówił: Nas to w końcu zagniewało i zabroniliśmy), a bezpośrednie polecenie „internowania” ikony wydał Edward Gierek. Można przypuszczać, że dbając o swój wizerunek wzorowego gospodarza i o obraz przodującego ideologicznie robotniczego Śląska, Gierek potraktował sprawę prestiżowo. Świadczyć może o tym wypowiedź Władysława Gomułki, który w rozmowie z delegacją radziecką podczas wizyty w Moskwie stwierdził: Długo trzymali ten obraz w Warszawie, a potem zdecydowali się kontynuować tę szopkę na Śląsku. Tow. Gierek powiedział, że do tego nie dopuści. I to nie były żarty. Krążyły wówczas nawet pogłoski o tym, że Gierek stwierdził, że „szybciej mu na dłoni kaktus wyrośnie, niż obraz przyjedzie do Katowic”.


Kampania wrogości


Wobec jednoznacznego stanowiska Episkopatu w sprawie peregrynacji wojewódzkie władze partyjne przystąpiły do „realizacji przygotowanego wcześniej planu udaremnienia zamiarów episkopatu”. We wszystkich miastach i powiatach województwa przeprowadzono narady z aktywem partyjnym – w spotkaniach miało wziąć udział 20 tys. aktywistów, którzy następnie „przeprowadzili rozmowy z ponad 1 milionem zatrudnionych”. Kompleksowa akcja władz objęła również rozmowy ostrzegawcze z księżmi. Przewodniczący Powiatowych i Miejskich Rad Narodowych przeprowadzili rozmowy


Nabożeństwo rozpoczynające peregrynację w diecezji katowickiej – katedra Chrystusa Króla w Katowicach, 4 września 1966 r.


Adam Dziurok
Łucja Marek

 

Matka Boska
Niechciana
 


Abp Karol Wojtyła podczas nabożeństwa w katowickiej katedrze, 4 września 1966 r.

z wszystkimi proboszczami, wyjaśniając decyzję władz oraz zakazując odbycia peregrynacji w parafii. Co ciekawe, realizując ślepo nakaz wzywania na rozmowy proboszczów z całego województwa, wzywano także księży diecezji opolskiej, którzy już rok wcześniej gościli obraz na swoim terenie (proboszczowie ci „wykpili takie żądanie, bo nieaktualne”).
Władze partyjno-państwowe przygotowywały mieszkańców województwa na przyjęcie Matki Boskiej w swoisty sposób. W prasie oraz radiu wyjaśniano „obecny kurs polityki Wyszyńskiego i rolę jaką odegrać ma peregrynacja”, a już w środę po południu 31 sierpnia do sklepów zaczęły docierać afisze propagandowe skierowane przeciwko Prymasowi Wyszyńskiemu (z napisami: Kardynała Wyszyńskiego też obowiązuje konstytucja i Nie usłuchamy kardynała Wyszyńskiego! Nie przebaczymy hitlerowskim ludobójcom). Sklepowe musiały podpisać odbiór plakatów i miały obowiązek je wywiesić. Od piątku 2 września afisze zaczęto rozklejać także na płotach i domach. Podczas uroczystości rozpoczęcia peregrynacji płot pod katedrą był „prowokacyjnie oblepiony afiszami, że aż było czerwono”. Wiele afiszy ludzie od razu zerwali (czyniła to głównie młodzież i kobiety). Dochodziło do zatrzymań osób zrywających plakaty. Jak wspominał w sprawozdaniu jeden z duchownych, jego parafianka z Katowic wychodząc w sobotę z katedry zauważyła afisze naprzeciw katedry i zdarła je, za co została natychmiast aresztowana. W tej samej sprawie aresztowano w Katowicach i przywieziono do tego samego aresztu na 48 godzin 15 kobiet. W nocy MO pojechała na obławę i przywiozła kilkadziesiąt prostytutek do aresztu. Panie „od afiszów” podzielono: kilkanaście prostytutek na 3 panie. Prostytutki klęły na biskupów i kardynała – wśród odpowiedniego do nich kontekstu. Paniom grożono: pytano o posady mężów, synów i ich samych.
Oryginalnym podsumowaniem klęski propagandowej władz w związku z początkiem peregrynacji obrazu MB Częstochowskiej jest sytuacja opisana w dokumentach kościelnych: gdy magistracki robotnik zmywał afisze w Katowicach [władze po uroczystościach wydały nakaz usunięcia resztek afiszy], jakaś kobieta powiedziała mu: »Niech pan tego nie robi, bo pana zamkną«. Na to z uśmiechem odparł: »Gdy ktoś przegra w Toto-Lotka, to drze kupony«.
Władze zorganizowały „spontaniczne” protesty mieszkańców przeciwko wizycie obrazu w diecezji, która była okazją do „ulicznej manifestacji wojującego katolicyzmu”. Pierwsze delegacje protestujących przybyły do kurii 1 września. Już pół godziny przed ich wizytą przed kurią kręcili się fotografowie, co według strony kościelnej wybitnie dowodziło, że nie były to delegacje „spontaniczne”, ale „zorganizowana draka”. Potwierdzają to dokumenty partyjne, w których czytamy, że składy delegacji starannie dobierano pod kątem ideologicznym, a większość bezpartyjnych pracowników, którym zaproponowano uczestnictwo w delegacji poczytywało to sobie za dowód szczególnego zaufania ze strony POP i kierownictwa zakładu, przyjmując bez zastrzeżeń powierzoną misję. W piątek, 2 września przybyło 22 delegacji „aktywu robotniczego”, w sobotę aż 40, w następnych dniach kilka.
Jak informowały katowickie władze partyjne „napływ delegacji był tak silny, że w pewnych momentach dezorganizował pracę kurii, nie mówiąc o silnym wpływie na samopoczucie i postępowanie kierownictwa i pracowników kurii”. Poza delegacjami kurię nękano „spontanicznymi” petycjami (zadziwiająco niemal wszystkie wysłano w tym samym dniu – 3 września) pracowników kopalń, hut, stowarzyszeń, szkół. Do akcji włączyła się np. załoga Spółdzielczego Zrzeszenia Inwalidów Chałupników w Katowicach-Ligocie, która na „spontanicznym” masowym zebraniu „wstrząśnięta wieścią peregrynacji w naszym województwie”, ostro zaprotestowała przeciwko „samowoli” Prymasa Wyszyńskiego powodującego rzekomo skłócenie społeczeństwa.


„Uwięzienie” obrazu


W piątek, 2 września 1966 roku po obraz do Warszawy udała się delegacja z diecezji katowickiej: biskup sufragan katowicki Józef Kurpas, ks. prałat Walter Wrzoł oraz ks. Arnold Szuła. O godz. 5.45 samochodem „Nysa” (należącym do Księgarni św. Jacka w Katowicach) wywieźli obraz z katedry warszawskiej. Duchowni byli przekonani, że są bacznie obserwowani, a wywóz był zupełnie oficjalny – przecież w domach dokoła katedry zajęte były pokoje przez organa bezpieczeństwa z krótkofalówkami celem obserwowania dniem i nocą czy obrazu nie przewozi się na uroczystości millenijne. Wkrótce za samochodem z obrazem ruszył volkswagen (bez rejestracji milicyjnej), który „eskortował” obraz na całej trasie.
Przy małym skrzyżowaniu w lesie, 6 kilometrów przed Będzinem, ok. godz. 12 pojawiło się nagle „około 10 radiowozów i 2 wozy z »pałkarzami«”, które zatrzymały samochód z obrazem. Milicjanci sprawdzili dokumenty techniczne wozu, nie stwierdzając nieprawidłowości. Zatrzymali jednak dokumenty kierującego „Nysą” ks. Szuły i zakazali kontynuowania przejazdu do Katowic, uznając, że jest on nielegalny. Po ponad godzinnym przetrzymywaniu pojazdu na skraju ruchliwej trasy, ostatecznie, grożąc użyciem siły, odwieziono go w eskorcie pięciu wozów milicyjnych do Częstochowy. Przedstawiciel Ministerstwa Spraw Wewnętrznych przeprowadził rozmowę z przeorem klasztoru na Jasnej Górze o. Teofilem Krauze i generałem zakonu paulinów o. Jerzym Tomzińskim komunikując decyzję zobowiązującą ich do zdeponowania obrazu na Jasnej Górze. Oświadczył ponadto: Przywieźliśmy obraz. Jeśli stąd wyruszy w dalszą peregrynację automatycznie likwidujemy domy paulińskie w Warszawie i w Krakowie. Chyba się Wam to nie opłaci. Samochód z obrazem podjechał pod bramę klasztorną. Gdy milicjanci nakazali duchownym wjechać na dziedziniec, ks. Szuła i ks. Wrzoł wysiedli z „Nysy” odmawiając spełnienia polecenia. Po krótkiej wymianie zdań i odmowie wydania kluczyków samochodu przez kierowcę (ks. Szułę) zagrożono mu użyciem pałki gumowej. Ostatecznie, uszkadzając stacyjkę, krótkim spięciem milicjanci uruchomili pojazd i wjechali na dziedziniec klasztoru. Wyładowali stamtąd obraz i przekazali paulinom, którzy w procesji ze świecami przenieśli obraz do chóru klasztornego. W tym czasie księża odpowiedzialni za przewiezienie częstochowskiej ikony do Katowic odprawili mszę św. na Jasnej Górze. Około godz. 16.30 próbowali wyjechać z Częstochowy, pustym już samochodem i bez zarekwirowanych wcześniej dokumentów.
Pierwszą kontrolę wozu tuż za bramą klasztoru udało się im przejść szczęśliwie. Drugie zatrzymanie przez MO jeszcze w granicach Częstochowy zakończyło się odeskortowaniem pojazdu do posterunku MO w pobliżu Jasnej Góry (powód – brak odpowiednich dokumentów). Podczas zatrzymania samochodu bp Kurpas i ks. Wrzoł wysiedli z walizkami na ulicę i ruszyli
 

 pieszo w kierunku Katowic. Symboliczny był widok kroczącego biskupa w piusce i z krzyżem w ręku. Milicjanci szybko zareagowali na tę nieświadomie sprowokowaną demonstrację religijną i wobec oporu biskupa siłą wepchnęli go do milicyjnego wozu. Duchowni zostali ponownie zawiezieni na Jasną Górę z ironiczną pogróżką: Macie się nauczyć, by w przyszłości nie brać samochodu i szofera bez papierów.
Z kolei ks. Szuła przesiedział w areszcie w piwnicy na posterunku MO w Częstochowie do dnia następnego. Warto w tym miejscu odnotować dwuznaczną rolę ks. Szuły w całej sprawie. W listopadzie 1965 r. został on pozyskany w charaktarze tajnego współpracownika (ps. „Zygmunt”) przez Służbę Bezpieczeństwa, w celu zabezpieczenia uroczystości milenijnych na terenie diecezji katowickiej. Już podczas rozmowy pozyskaniowej przekazał szczegółowe informacje na temat peregrynacji obrazu w diecezji. Uznano go za cennego i zaangażowanego tajnego współpracownika (od lutego 1966 r. był referentem administracyjno-gospodarczym Kurii Diecezjalnej), który wielokrotnie przekazywał informacje wyprzedzające o charakterze politycznym. Jednym z takich działań było dostarczenie szczegółowej informacji o przewiezieniu kopii obrazu Matki Boskiej z Warszawy do Katowic (już w listopadzie 1965 r. SB została przez niego powiadomiona, że jest przewidziany na prowadzenie samochodu z obrazem MB Częstochowskiej). 8 września 1966 r. pokwitował (jako tw „Zygmunt”) odbiór 3000 zł od funkcjonariusza SB za wykonanie zadania o dużym znaczeniu politycznym i operacyjnym.
O bezprecedensowej akcji „aresztowania” obrazu bp Kurpas poinformował Prymasa telegramem jeszcze tego samego dnia (wspomniał w nim o „obłędnym bezprawiu”). Kard. Wyszyński następnego dnia wyraził braterskie współczucie dla Ludu Śląskiego z powodu bolesnego dla serc wierzących bezprawnego przeszkodzenia Obrazowi Nawiedzenia wejścia do Diecezji Katowickiej i zapewnił, że rano katolicka Warszawa modliła się w kaplicy prymasowskiej w Katedrze za Diecezję Katowicką. Biskup Kurpas 3 września wysłał protest do Wojewódzkiej Rady Narodowej oraz Komendy Wojewódzkiej MO, a tydzień później skargę przeciwko milicjantom do Prokuratury Wojewódzkiej w Katowicach. Prokuratura odmówiła ścigania, nie uznając za zasadne zarzutów o pogwałceniu praw osobistych, narażeniu na szkodę materialną zatrzymanych kapłanów oraz znieważeniu przedmiotu czci religijnej. Jednocześnie wielkodusznie zaznaczono, że władze nie wystąpiły dotąd z wnioskiem o wszczęcie dochodzenia w sprawie naruszenia przez biskupa decyzji WRN zakazującej organizowania peregrynacji. Kolejne protesty, m.in. bp. Bednorza (który w rozmowie z Ziętkiem zatrzymanie obrazu porównał do rewolucji kulturalnej w Chinach) oraz Episkopatu Polski, nie spowodowały zmiany decyzji władz o „internowaniu” niewygodnego pielgrzyma.


Wędrujące puste ramy


Pomimo uwięzienia obrazu 4 września 1966 r. peregrynacja w diecezji katowickiej rozpoczęła się zgodnie z programem. Znakiem obecności Maryi były puste ramy ozdobione kwiatami, płonąca świeca i księga Ewangelii. Powitalne nabożeństwo peregrynacyjne w Katedrze Chrystusa Króla w Katowicach w niedzielę 4 września 1966 r. przebiegało w podniosłej, choć smutnej atmosferze. Mimo pustych ram obrazu katedra pękała w szwach. Strona kościelna szacowała liczbę wiernych podczas uroczystości na 30 tysięcy (w katedrze 14 tys., a na zewnątrz drugie tyle).
Lokalne władze partyjne liczyły się z manifestacjami ulicznymi i były przygotowane na konfrontację. Jak czytamy w informacji KW PZPR w Katowicach, 4 września w miastach niecki węglowej i kilku miastach sąsiadujących zgromadzono [...] pokaźne grupy odpowiednio przygotowanego aktywu partyjnego i oddziały ORMO (około 100.000 osób), gotowe do interwencji w wypadku, gdyby kler próbował złamać decyzję władz, zakazującą odbycia manifestacji ulicznej, względnie próbował dokonać innego typu prowokacji. Ostatecznie nie użyto zgromadzonych sił, gdyż osiągnięto zamierzony cel – ograniczono uroczystości peregrynacyjne do ram wewnątrz-kościelnych, nie dopuszczając do manifestacji na ulicach Katowic. Dla wykazania kurii, ile może stracić w konflikcie z władzami, rozpoczęto kompleksową kontrolę działalności Księgarni św. Jacka w Katowicach oraz wznowiono działania zmierzające do uszczuplenia powierzchni zajmowanej przez Wyższe Śląskie Seminarium Duchowne w Katowicach.
Matka Boska Częstochowska w symbolicznych pustych ramach wędrowała po parafiach diecezji katowickiej przez trzynaście miesięcy. Jako ostatnią nawiedziła franciszkańską parafię św. Ludwika w Katowicach Panewnikach w dniach 28 – 29 października 1967 roku. Według partyjnych statystyk uroczystości peregrynacyjne odbyły się we wszystkich 321 kościołach diecezji katowickiej przy udziale 654 tysięcy wiernych (na ogólną liczbę 1.870 tys. mieszkańców). Udział wiernych wynosił od 20-30% ogółu parafian, z czego średnio 72% stanowiły kobiety, 13% mężczyźni oraz 15% dzieci i młodzież. W czasie uroczystości wygłoszono ogółem 5812 kazań, z tego 520 wygłosili biskupi, 1712 księża diecezjalni i 3850 księża zakonni.
Tymczasem „uwięziona” kopia obrazu przebywała, zdaniem władz, na swoim właściwym, tradycyjnym miejscu w klasztorze Zakonu Paulinów w Częstochowie. Od 2 września 1966 roku posterunki milicyjne dniem i nocą pilnowały, aby obraz nie został wywieziony z Jasnej Góry, sprawdzając bagażniki samochodów. W ciągu sześciu miesięcy funkcjonariusze Milicji Obywatelskiej skontrolowali ponad 2600 samochodów ciężarowych i osobowych wyjeżdżających z klasztoru. W końcu 1966 roku pojawiła się nadzieja na uwolnienie „aresztowanego” obrazu. Pod datą 24 grudnia kronikarz jasnogórski zanotował: Miłą niespodzianką dla mieszkańców Jasnej Góry był fakt opuszczenia stanowisk przez warty milicyjne na czas pasterki. Niektórzy dopatrywali się w tym analogi do oblężenia szwedzkiego i mieli bardzo optymistyczne horoskopy, ale rzeczywistość okazała się inna. Już od rana Bożego Narodzenia po dawnemu wozy milicyjne zajęły swoje stanowiska. Posterunki usytuowane w miejscach widocznych dla zwiedzających wywoływały wiele komentarzy i nieprzychylnych dyskusji politycznych zwłaszcza ze strony wycieczek zagranicznych, a utrzymanie specjalnej grupy ponad dwudziestu funkcjonariuszy pociągało za sobą duże nakłady finansowe, nie gwarantując pełnego zabezpieczenia obrazu. Okoliczna ludność zaczęła nazywać milicjantów „Szwedami” oblegającymi Jasną Górę. Ostatecznie po objęciu władzy w Warszawie przez Gierka, posterunki zlikwidowano , ale utrzymano w mocy decyzję zakazującą wywozu i obwożenia obrazu.


„Amnestia”


Uwolnienie obrazu nastąpiło dopiero 12 czerwca 1972 roku, kiedy to ks. Józef Wójcik, wikariusz z parafii radomskiej, za wiedzą i zgodą prymasa oraz paulinów jasnogórskich, „wykradł” ikonę, by mogła wziąć udział w planowanej peregrynacji po diecezji sandomierskiej. Władze nie podjęły już tak radykalnych kroków jak kilka lat wcześniej, godząc się na niewygodną wędrówkę obrazu.
„Batalia antyperegrynacyjna” na terenie diecezji katowickiej przybrała najbardziej ostre formy – to tutaj dwukrotnie odmawiano „wizy” Matce Bożej. I zastępca Komendanta Wojewódzkiego MO ds. SB w czerwcu 1970 r. chwalił akcję katowicką, dzięki której w diecezji katowickiej i w następnych kopia obrazu przestała być narzędziem jątrzenia i burzenia porządku, a organizatorzy tej krucjaty natknęli się na czerwone światło, które ugodziło w same podstawy organizacji Kościoła polskiego. Ceną całej akcji, zdaniem komendanta, poza zaangażowaniem znacznych sił i środków własnych, były jedynie puste ramy wystawione w niektórych kościołach, trochę utyskiwań wśród dewotek, kilka anonimów i petycje do władz, no i rzecz jasna seria audycji »Wolnej Europy«. Władze komunistyczne szczyciły się swoistym zwycięstwem nad samą Matką Boską, choć wędrówka pustych ram była wymownym świadectwem braku swobód religijnych w Polsce.

SPIS TREŚCI
______________________________________________________________________________________________________________

                         Webmaster ALFA