W przygotowaniu duchowym polskiego Kościoła do Jubileuszu
Tysiąclecia Chrztu Polski, obok Jasnogórskich Ślubów Narodu i programu
Wielkiej Nowenny, istotną rolę odegrać miała peregrynacja kopii Obrazu Matki
Bożej Częstochowskiej.
Upływa 40 lat od tamtych wydarzeń – szykan, mnożenia aktów wrogości aż do
„uwięzienia” obrazu.
Idea nawiedzenia wszystkich diecezji i parafii polskich przez kopię
jasnogórskiej ikony podjęta została przez Prymasa Stefana Wyszyńskiego
jeszcze w 1956 roku, a o tej formie akcji duszpasterskiej ostatecznie
zadecydowała 11 kwietnia 1957 r. Konferencja Plenarna Episkopatu Polski. W
maju 1957 r. Prymas Polski zawiózł kopię obrazu do Rzymu, gdzie 14 maja
poświęcił ją papież Pius XII. 26 sierpnia 1957 r. w święto Matki Bożej
Częstochowskiej odbyła się na Jasnej Górze uroczystość rozpoczęcia
Milenijnego Nawiedzenia. Nastąpił symboliczny obrzęd „pocałunku” –
zetknięcia Cudownego Obrazu z kopią. Trzy dni później kopia jasnogórskiej
ikony rozpoczęła swą pielgrzymkę po Polsce od Archikatedry Warszawskiej. W
kwietniu 1966 r., po odwiedzeniu 10 diecezji północnych i administracji
apostolskich na Ziemiach Zachodnich, peregrynację przerwano, aby obraz mógł
być obecny na najważniejszych uroczystościach milenijnych.
Już wówczas utrudnienia ze strony władz komunistycznych sprawiły, że obraz
nawiedził jedynie dziewięć miast na historycznym szlaku Tysiąclecia. Władze
uznały, że należy się przeciwstawić prowadzonej przez Kościół tzw. ofensywie
dewocyjnej (miała się ona wyrażać w „publicznym demonstrowaniu
sfanatyzowania religijnego”) i nie dopuścić do manifestacji towarzyszących
wędrówce obrazu. Władze traktowały peregrynację jako „formę kultu dotychczas
zupełnie nieznaną w liturgii Kościoła katolickiego”, wprowadzoną przez
Prymasa Wyszyńskiego dla celów politycznych. Peregrynacji przypisywano
„dążenie do rozbicia narodu polskiego” i doprowadzenie do „samorzutnego
upadku komunizmu w Polsce” przez „uchrześcijanienie” społeczeństwa”.
W Poznaniu zakazano procesji z obrazem z fary do miejscowej Archikatedry,
zaś w Krakowie zmieniono trasę przejazdu (tłumy wiernych przez wiele godzin
bezskutecznie oczekiwały w deszczu na przybycie obrazu). Na szlaku
milenijnej wędrówki obrazu znalazła się również diecezja katowicka.
Przerwana peregrynacja
Pierwsza wizyta kopii obrazu na terenie diecezji rozpoczęła się od
pokrzyżowania planów kościelnych uroczystości. 18 maja 1966 r. obraz
przewożono z Częstochowy do Katowic, skąd miał trafić na uroczystości
milenijne do Piekar Śląskich. Samochód z obrazem został jednak zatrzymany
pod Bytomiem i skierowany bezpośrednio do Piekar. Władze, którym chodziło o
ograniczenie frekwencji wiernych na trasie przejazdu, mimowolnie przyczyniły
się do wzrostu zainteresowania niechcianą peregrynacją, gdyż informacja o
zawróceniu kopii rozeszła się lotem błyskawicy po diecezji. Władze chciały
za wszelką cenę nakłonić kurię, by „odwołała przyjazd Matki Boskiej
Częstochowskiej do Katowic”. Jak relacjonował rozmowę z przewodniczącym
Wojewódzkiej Rady Narodowej w Katowicach płk. Jerzym Ziętkiem, bp Herbert
Bednorz ten czepiał się przede wszystkim tego, że mobilizowaliśmy parafie,
by witały obraz przewieziony z Katowic do Piekar, zanim sprawa została
uzgodniona z milicją.
Władze, niepomne tej nauczki, dalej przeszkadzały Matce Boskiej w jej
wędrówce po polskich parafiach. Doszło do kolejnych zatrzymań obrazu i
przymusowego skierowania na określone przez władze miejsce. Po
uroczystościach w Lublinie, milicja eskortowała wracający na Jasną Górę
samochód-kaplicę. Z kolei do Olsztyna obraz w ogóle nie dotarł, gdyż milicja
skierowała go do katedry we Fromborku. Wreszcie 20 czerwca 1966 r. na trasie
z Fromborka do Warszawy (w Liksajnach) odebrano obraz Prymasowi Wyszyńskiemu
i przewieziono inną drogą do Archikatedry Warszawskiej. Ponieważ władze nie
zgodziły się na przewóz obrazu z Warszawy do Sandomierza, gdzie była
następna stacja milenijnej peregrynacji, podczas nawiedzenia eksponowano
puste ramy z kwiatami, co stało się normą w następnych uroczystościach
kościelnych. Episkopat Polski zadecydował, by z początkiem września 1966 r.
kontynuowana była peregrynacja obrazu Matki Bożej po parafiach – tym razem
przyszła kolej na diecezję katowicką.
Do wizyty Cudownego Obrazu na terenie diecezji katowickiej władze
podchodziły z narastającą wrogością. Jeszcze w 1959 r., chcąc storpedować
plany peregrynacji po diecezji obrazu Matki Boskiej Fatimskiej z Turzy,
tutejszy Wydział do spraw Wyznań tłumaczył, że przyjdzie i do nas kopia
Matki Boskiej Częstochowskiej, więc po co urządzać wędrówkę „jakiejś tam z
Fatimy”. Na zaostrzenie stanowiska władz komunistycznych wpłynął sukces
milenijnych uroczystości kościelnych w Piekarach Śląskich (22 maja 1966 r.).
Płk Jerzy Ziętek w rozmowie z bp. Bednorzem wspominał o nieprzyjemnościach,
jakie miał (jak również I sekretarz KW PZPR Edward Gierek) w związku z
wystąpieniem Prymasa w Piekarach. Podczas półtoragodzinnej rozmowy (odbyła
się 6 maja) biskup powiadomił Ziętka, że obraz zostanie przywieziony do
Katowic w dniu 4 września, na co ten lekko się żachnął, dorzucając, że może
tego nie być. – Jak to? – odpowiedziałem, to ogólnopolska peregrynacja! W
innych diecezjach się odbyła to i u nas będzie! Wówczas trochę zmienił swoje
negatywne stanowisko, ale w pełni nie był za tym.
Był to wyraźny sygnał czekających kłopotów w związku z peregrynacją.
Potwierdziły to kolejne rozmowy bp. Bednorza z wiceprzewodniczącym WRN
Bolesławem Lubasem. Podczas pierwszej rozmowy (przeprowadzonej 18 sierpnia)
Lubas oświadczył, że sfery robotnicze sobie tej akcji peregrynacyjnej nie
życzą, a całą akcję określił jako polityczną. Nie zrażony tą odpowiedzią bp
Bednorz wysłał Lubasowi (23 sierpnia) plan peregrynacji w diecezji, z
zaznaczeniem, że uroczystości nie odbędą w święta państwowe oraz w dzień
poprzedzający te święta. Podczas następnego spotkania (29 sierpnia) Lubas
powiedział w kontekście wędrówki obrazu: Możecie w kościele czynić, co Wam
się podoba, ale o tym, co na ulicy się odbywa, decyduje władza świecka.
Kilkakrotnie powtórzył kategoryczne słowa, że władze wojewódzkie nie
dopuszczą, by obraz pojawił się na terenie województwa katowickiego. Po tej
rozmowie biskupi katowiccy poinformowali Prymasa o problemie, wskazując, że
władze tutejsze działają pod silnym naciskiem centralnych władz państwowych
i partyjnych. W tej sytuacji Konferencja Episkopatu Polski, obradująca w
dniach 31 sierpnia – 1 września 1966 r., ustaliła, że peregrynacja Obrazu
Nawiedzenia w parafiach diecezji katowickiej ma się odbywać według
ustalonego programu, nawet w tym wypadku, gdy obraz nie dotrze do parafii na
skutek utrudnień władz.
Decyzję o definitywnym rozwiązaniu problemu wędrującego obrazu podjęły z
pewnością centralne władze partyjne (Gomułka mówił: Nas to w końcu
zagniewało i zabroniliśmy), a bezpośrednie polecenie „internowania” ikony
wydał Edward Gierek. Można przypuszczać, że dbając o swój wizerunek
wzorowego gospodarza i o obraz przodującego ideologicznie robotniczego
Śląska, Gierek potraktował sprawę prestiżowo. Świadczyć może o tym wypowiedź
Władysława Gomułki, który w rozmowie z delegacją radziecką podczas wizyty w
Moskwie stwierdził: Długo trzymali ten obraz w Warszawie, a potem
zdecydowali się kontynuować tę szopkę na Śląsku. Tow. Gierek powiedział, że
do tego nie dopuści. I to nie były żarty. Krążyły wówczas nawet pogłoski o
tym, że Gierek stwierdził, że „szybciej mu na dłoni kaktus wyrośnie, niż
obraz przyjedzie do Katowic”.
Kampania wrogości
Wobec jednoznacznego stanowiska Episkopatu w sprawie peregrynacji
wojewódzkie władze partyjne przystąpiły do „realizacji przygotowanego
wcześniej planu udaremnienia zamiarów episkopatu”. We wszystkich miastach i
powiatach województwa przeprowadzono narady z aktywem partyjnym – w
spotkaniach miało wziąć udział 20 tys. aktywistów, którzy następnie
„przeprowadzili rozmowy z ponad 1 milionem zatrudnionych”. Kompleksowa akcja
władz objęła również rozmowy ostrzegawcze z księżmi. Przewodniczący
Powiatowych i Miejskich Rad Narodowych przeprowadzili rozmowy |
|

Nabożeństwo rozpoczynające peregrynację w diecezji
katowickiej – katedra Chrystusa Króla w Katowicach, 4 września 1966 r.
|
|
Adam Dziurok
Łucja Marek
|
Matka
Boska
Niechciana

Abp Karol Wojtyła podczas nabożeństwa w katowickiej
katedrze, 4 września 1966 r.
z wszystkimi proboszczami, wyjaśniając decyzję
władz oraz zakazując odbycia peregrynacji w parafii. Co ciekawe, realizując
ślepo nakaz wzywania na rozmowy proboszczów z całego województwa, wzywano
także księży diecezji opolskiej, którzy już rok wcześniej gościli obraz na
swoim terenie (proboszczowie ci „wykpili takie żądanie, bo nieaktualne”).
Władze partyjno-państwowe przygotowywały mieszkańców województwa na
przyjęcie Matki Boskiej w swoisty sposób. W prasie oraz radiu wyjaśniano
„obecny kurs polityki Wyszyńskiego i rolę jaką odegrać ma peregrynacja”, a
już w środę po południu 31 sierpnia do sklepów zaczęły docierać afisze
propagandowe skierowane przeciwko Prymasowi Wyszyńskiemu (z napisami:
Kardynała Wyszyńskiego też obowiązuje konstytucja i Nie usłuchamy kardynała
Wyszyńskiego! Nie przebaczymy hitlerowskim ludobójcom). Sklepowe musiały
podpisać odbiór plakatów i miały obowiązek je wywiesić. Od piątku 2 września
afisze zaczęto rozklejać także na płotach i domach. Podczas uroczystości
rozpoczęcia peregrynacji płot pod katedrą był „prowokacyjnie oblepiony
afiszami, że aż było czerwono”. Wiele afiszy ludzie od razu zerwali (czyniła
to głównie młodzież i kobiety). Dochodziło do zatrzymań osób zrywających
plakaty. Jak wspominał w sprawozdaniu jeden z duchownych, jego parafianka z
Katowic wychodząc w sobotę z katedry zauważyła afisze naprzeciw katedry i
zdarła je, za co została natychmiast aresztowana. W tej samej sprawie
aresztowano w Katowicach i przywieziono do tego samego aresztu na 48 godzin
15 kobiet. W nocy MO pojechała na obławę i przywiozła kilkadziesiąt
prostytutek do aresztu. Panie „od afiszów” podzielono: kilkanaście
prostytutek na 3 panie. Prostytutki klęły na biskupów i kardynała – wśród
odpowiedniego do nich kontekstu. Paniom grożono: pytano o posady mężów,
synów i ich samych.
Oryginalnym podsumowaniem klęski propagandowej władz w związku z początkiem
peregrynacji obrazu MB Częstochowskiej jest sytuacja opisana w dokumentach
kościelnych: gdy magistracki robotnik zmywał afisze w Katowicach [władze po
uroczystościach wydały nakaz usunięcia resztek afiszy], jakaś kobieta
powiedziała mu: »Niech pan tego nie robi, bo pana zamkną«. Na to z uśmiechem
odparł: »Gdy ktoś przegra w Toto-Lotka, to drze kupony«.
Władze zorganizowały „spontaniczne” protesty mieszkańców przeciwko wizycie
obrazu w diecezji, która była okazją do „ulicznej manifestacji wojującego
katolicyzmu”. Pierwsze delegacje protestujących przybyły do kurii 1
września. Już pół godziny przed ich wizytą przed kurią kręcili się
fotografowie, co według strony kościelnej wybitnie dowodziło, że nie były to
delegacje „spontaniczne”, ale „zorganizowana draka”. Potwierdzają to
dokumenty partyjne, w których czytamy, że składy delegacji starannie
dobierano pod kątem ideologicznym, a większość bezpartyjnych pracowników,
którym zaproponowano uczestnictwo w delegacji poczytywało to sobie za dowód
szczególnego zaufania ze strony POP i kierownictwa zakładu, przyjmując bez
zastrzeżeń powierzoną misję. W piątek, 2 września przybyło 22 delegacji
„aktywu robotniczego”, w sobotę aż 40, w następnych dniach kilka.
Jak informowały katowickie władze partyjne „napływ delegacji był tak silny,
że w pewnych momentach dezorganizował pracę kurii, nie mówiąc o silnym
wpływie na samopoczucie i postępowanie kierownictwa i pracowników kurii”.
Poza delegacjami kurię nękano „spontanicznymi” petycjami (zadziwiająco
niemal wszystkie wysłano w tym samym dniu – 3 września) pracowników kopalń,
hut, stowarzyszeń, szkół. Do akcji włączyła się np. załoga Spółdzielczego
Zrzeszenia Inwalidów Chałupników w Katowicach-Ligocie, która na
„spontanicznym” masowym zebraniu „wstrząśnięta wieścią peregrynacji w naszym
województwie”, ostro zaprotestowała przeciwko „samowoli” Prymasa
Wyszyńskiego powodującego rzekomo skłócenie społeczeństwa.
„Uwięzienie” obrazu
W piątek, 2 września 1966 roku po obraz do Warszawy udała się delegacja z
diecezji katowickiej: biskup sufragan katowicki Józef Kurpas, ks. prałat
Walter Wrzoł oraz ks. Arnold Szuła. O godz. 5.45 samochodem „Nysa”
(należącym do Księgarni św. Jacka w Katowicach) wywieźli obraz z katedry
warszawskiej. Duchowni byli przekonani, że są bacznie obserwowani, a wywóz
był zupełnie oficjalny – przecież w domach dokoła katedry zajęte były pokoje
przez organa bezpieczeństwa z krótkofalówkami celem obserwowania dniem i
nocą czy obrazu nie przewozi się na uroczystości millenijne. Wkrótce za
samochodem z obrazem ruszył volkswagen (bez rejestracji milicyjnej), który
„eskortował” obraz na całej trasie.
Przy małym skrzyżowaniu w lesie, 6 kilometrów przed Będzinem, ok. godz. 12
pojawiło się nagle „około 10 radiowozów i 2 wozy z »pałkarzami«”, które
zatrzymały samochód z obrazem. Milicjanci sprawdzili dokumenty techniczne
wozu, nie stwierdzając nieprawidłowości. Zatrzymali jednak dokumenty
kierującego „Nysą” ks. Szuły i zakazali kontynuowania przejazdu do Katowic,
uznając, że jest on nielegalny. Po ponad godzinnym przetrzymywaniu pojazdu
na skraju ruchliwej trasy, ostatecznie, grożąc użyciem siły, odwieziono go w
eskorcie pięciu wozów milicyjnych do Częstochowy. Przedstawiciel
Ministerstwa Spraw Wewnętrznych przeprowadził rozmowę z przeorem klasztoru
na Jasnej Górze o. Teofilem Krauze i generałem zakonu paulinów o. Jerzym
Tomzińskim komunikując decyzję zobowiązującą ich do zdeponowania obrazu na
Jasnej Górze. Oświadczył ponadto: Przywieźliśmy obraz. Jeśli stąd wyruszy w
dalszą peregrynację automatycznie likwidujemy domy paulińskie w Warszawie i
w Krakowie. Chyba się Wam to nie opłaci. Samochód z obrazem podjechał pod
bramę klasztorną. Gdy milicjanci nakazali duchownym wjechać na dziedziniec,
ks. Szuła i ks. Wrzoł wysiedli z „Nysy” odmawiając spełnienia polecenia. Po
krótkiej wymianie zdań i odmowie wydania kluczyków samochodu przez kierowcę
(ks. Szułę) zagrożono mu użyciem pałki gumowej. Ostatecznie, uszkadzając
stacyjkę, krótkim spięciem milicjanci uruchomili pojazd i wjechali na
dziedziniec klasztoru. Wyładowali stamtąd obraz i przekazali paulinom,
którzy w procesji ze świecami przenieśli obraz do chóru klasztornego. W tym
czasie księża odpowiedzialni za przewiezienie częstochowskiej ikony do
Katowic odprawili mszę św. na Jasnej Górze. Około godz. 16.30 próbowali
wyjechać z Częstochowy, pustym już samochodem i bez zarekwirowanych
wcześniej dokumentów.
Pierwszą kontrolę wozu tuż za bramą klasztoru udało się im przejść
szczęśliwie. Drugie zatrzymanie przez MO jeszcze w granicach Częstochowy
zakończyło się odeskortowaniem pojazdu do posterunku MO w pobliżu Jasnej
Góry (powód – brak odpowiednich dokumentów). Podczas zatrzymania samochodu
bp Kurpas i ks. Wrzoł wysiedli z walizkami na ulicę i ruszyli
|
|
pieszo w kierunku Katowic. Symboliczny był widok
kroczącego biskupa w piusce i z krzyżem w ręku. Milicjanci szybko
zareagowali na tę nieświadomie sprowokowaną demonstrację religijną i wobec
oporu biskupa siłą wepchnęli go do milicyjnego wozu. Duchowni zostali
ponownie zawiezieni na Jasną Górę z ironiczną pogróżką: Macie się nauczyć,
by w przyszłości nie brać samochodu i szofera bez papierów.
Z kolei ks. Szuła przesiedział w areszcie w piwnicy na posterunku MO w
Częstochowie do dnia następnego. Warto w tym miejscu odnotować dwuznaczną
rolę ks. Szuły w całej sprawie. W listopadzie 1965 r. został on pozyskany w
charaktarze tajnego współpracownika (ps. „Zygmunt”) przez Służbę
Bezpieczeństwa, w celu zabezpieczenia uroczystości milenijnych na terenie
diecezji katowickiej. Już podczas rozmowy pozyskaniowej przekazał
szczegółowe informacje na temat peregrynacji obrazu w diecezji. Uznano go za
cennego i zaangażowanego tajnego współpracownika (od lutego 1966 r. był
referentem administracyjno-gospodarczym Kurii Diecezjalnej), który
wielokrotnie przekazywał informacje wyprzedzające o charakterze politycznym.
Jednym z takich działań było dostarczenie szczegółowej informacji o
przewiezieniu kopii obrazu Matki Boskiej z Warszawy do Katowic (już w
listopadzie 1965 r. SB została przez niego powiadomiona, że jest
przewidziany na prowadzenie samochodu z obrazem MB Częstochowskiej). 8
września 1966 r. pokwitował (jako tw „Zygmunt”) odbiór 3000 zł od
funkcjonariusza SB za wykonanie zadania o dużym znaczeniu politycznym i
operacyjnym.
O bezprecedensowej akcji „aresztowania” obrazu bp Kurpas poinformował
Prymasa telegramem jeszcze tego samego dnia (wspomniał w nim o „obłędnym
bezprawiu”). Kard. Wyszyński następnego dnia wyraził braterskie współczucie
dla Ludu Śląskiego z powodu bolesnego dla serc wierzących bezprawnego
przeszkodzenia Obrazowi Nawiedzenia wejścia do Diecezji Katowickiej i
zapewnił, że rano katolicka Warszawa modliła się w kaplicy prymasowskiej w
Katedrze za Diecezję Katowicką. Biskup Kurpas 3 września wysłał protest do
Wojewódzkiej Rady Narodowej oraz Komendy Wojewódzkiej MO, a tydzień później
skargę przeciwko milicjantom do Prokuratury Wojewódzkiej w Katowicach.
Prokuratura odmówiła ścigania, nie uznając za zasadne zarzutów o pogwałceniu
praw osobistych, narażeniu na szkodę materialną zatrzymanych kapłanów oraz
znieważeniu przedmiotu czci religijnej. Jednocześnie wielkodusznie
zaznaczono, że władze nie wystąpiły dotąd z wnioskiem o wszczęcie
dochodzenia w sprawie naruszenia przez biskupa decyzji WRN zakazującej
organizowania peregrynacji. Kolejne protesty, m.in. bp. Bednorza (który w
rozmowie z Ziętkiem zatrzymanie obrazu porównał do rewolucji kulturalnej w
Chinach) oraz Episkopatu Polski, nie spowodowały zmiany decyzji władz o
„internowaniu” niewygodnego pielgrzyma.
Wędrujące puste ramy
Pomimo uwięzienia obrazu 4 września 1966 r. peregrynacja w diecezji
katowickiej rozpoczęła się zgodnie z programem. Znakiem obecności Maryi były
puste ramy ozdobione kwiatami, płonąca świeca i księga Ewangelii. Powitalne
nabożeństwo peregrynacyjne w Katedrze Chrystusa Króla w Katowicach w
niedzielę 4 września 1966 r. przebiegało w podniosłej, choć smutnej
atmosferze. Mimo pustych ram obrazu katedra pękała w szwach. Strona
kościelna szacowała liczbę wiernych podczas uroczystości na 30 tysięcy (w
katedrze 14 tys., a na zewnątrz drugie tyle).
Lokalne władze partyjne liczyły się z manifestacjami ulicznymi i były
przygotowane na konfrontację. Jak czytamy w informacji KW PZPR w Katowicach,
4 września w miastach niecki węglowej i kilku miastach sąsiadujących
zgromadzono [...] pokaźne grupy odpowiednio przygotowanego aktywu partyjnego
i oddziały ORMO (około 100.000 osób), gotowe do interwencji w wypadku, gdyby
kler próbował złamać decyzję władz, zakazującą odbycia manifestacji
ulicznej, względnie próbował dokonać innego typu prowokacji. Ostatecznie nie
użyto zgromadzonych sił, gdyż osiągnięto zamierzony cel – ograniczono
uroczystości peregrynacyjne do ram wewnątrz-kościelnych, nie dopuszczając do
manifestacji na ulicach Katowic. Dla wykazania kurii, ile może stracić w
konflikcie z władzami, rozpoczęto kompleksową kontrolę działalności
Księgarni św. Jacka w Katowicach oraz wznowiono działania zmierzające do
uszczuplenia powierzchni zajmowanej przez Wyższe Śląskie Seminarium Duchowne
w Katowicach.
Matka Boska Częstochowska w symbolicznych pustych ramach wędrowała po
parafiach diecezji katowickiej przez trzynaście miesięcy. Jako ostatnią
nawiedziła franciszkańską parafię św. Ludwika w Katowicach Panewnikach w
dniach 28 – 29 października 1967 roku. Według partyjnych statystyk
uroczystości peregrynacyjne odbyły się we wszystkich 321 kościołach diecezji
katowickiej przy udziale 654 tysięcy wiernych (na ogólną liczbę 1.870 tys.
mieszkańców). Udział wiernych wynosił od 20-30% ogółu parafian, z czego
średnio 72% stanowiły kobiety, 13% mężczyźni oraz 15% dzieci i młodzież. W
czasie uroczystości wygłoszono ogółem 5812 kazań, z tego 520 wygłosili
biskupi, 1712 księża diecezjalni i 3850 księża zakonni.
Tymczasem „uwięziona” kopia obrazu przebywała, zdaniem władz, na swoim
właściwym, tradycyjnym miejscu w klasztorze Zakonu Paulinów w Częstochowie.
Od 2 września 1966 roku posterunki milicyjne dniem i nocą pilnowały, aby
obraz nie został wywieziony z Jasnej Góry, sprawdzając bagażniki samochodów.
W ciągu sześciu miesięcy funkcjonariusze Milicji Obywatelskiej skontrolowali
ponad 2600 samochodów ciężarowych i osobowych wyjeżdżających z klasztoru. W
końcu 1966 roku pojawiła się nadzieja na uwolnienie „aresztowanego” obrazu.
Pod datą 24 grudnia kronikarz jasnogórski zanotował: Miłą niespodzianką dla
mieszkańców Jasnej Góry był fakt opuszczenia stanowisk przez warty milicyjne
na czas pasterki. Niektórzy dopatrywali się w tym analogi do oblężenia
szwedzkiego i mieli bardzo optymistyczne horoskopy, ale rzeczywistość
okazała się inna. Już od rana Bożego Narodzenia po dawnemu wozy milicyjne
zajęły swoje stanowiska. Posterunki usytuowane w miejscach widocznych dla
zwiedzających wywoływały wiele komentarzy i nieprzychylnych dyskusji
politycznych zwłaszcza ze strony wycieczek zagranicznych, a utrzymanie
specjalnej grupy ponad dwudziestu funkcjonariuszy pociągało za sobą duże
nakłady finansowe, nie gwarantując pełnego zabezpieczenia obrazu. Okoliczna
ludność zaczęła nazywać milicjantów „Szwedami” oblegającymi Jasną Górę.
Ostatecznie po objęciu władzy w Warszawie przez Gierka, posterunki
zlikwidowano , ale utrzymano w mocy decyzję zakazującą wywozu i obwożenia
obrazu.
„Amnestia”
Uwolnienie obrazu nastąpiło dopiero 12 czerwca 1972 roku, kiedy to ks. Józef
Wójcik, wikariusz z parafii radomskiej, za wiedzą i zgodą prymasa oraz
paulinów jasnogórskich, „wykradł” ikonę, by mogła wziąć udział w planowanej
peregrynacji po diecezji sandomierskiej. Władze nie podjęły już tak
radykalnych kroków jak kilka lat wcześniej, godząc się na niewygodną
wędrówkę obrazu.
„Batalia antyperegrynacyjna” na terenie diecezji katowickiej przybrała
najbardziej ostre formy – to tutaj dwukrotnie odmawiano „wizy” Matce Bożej.
I zastępca Komendanta Wojewódzkiego MO ds. SB w czerwcu 1970 r. chwalił
akcję katowicką, dzięki której w diecezji katowickiej i w następnych kopia
obrazu przestała być narzędziem jątrzenia i burzenia porządku, a
organizatorzy tej krucjaty natknęli się na czerwone światło, które ugodziło
w same podstawy organizacji Kościoła polskiego. Ceną całej akcji, zdaniem
komendanta, poza zaangażowaniem znacznych sił i środków własnych, były
jedynie puste ramy wystawione w niektórych kościołach, trochę utyskiwań
wśród dewotek, kilka anonimów i petycje do władz, no i rzecz jasna seria
audycji »Wolnej Europy«. Władze komunistyczne szczyciły się swoistym
zwycięstwem nad samą Matką Boską, choć wędrówka pustych ram była wymownym
świadectwem braku swobód religijnych w Polsce. |