Kiedy za czas jakiś będziemy wertować pokryte szlachetnym kurzem bibliotecznych szaf kolejne roczniki miesięcznika społeczno-kulturalnego „Śląsk”, poszukując w nich odpowiedzi na pytanie, jak kształtowała się polityka redakcyjna pisma, jacy autorzy w nim drukowali i co istotnego w ciągu wielu lat istnienia tego periodyku było jego znakiem wizytowym, bez wątpienia jedną z pierwszych konstatacji będzie ta: „Śląsk”, programowo koncentrując się na sprawach regionu, stale manifestował przywiązanie do wielkiej literatury. Pierwszym poetą pisma był Tadeusz Różewicz.

„Śląsk” i Różewicz

W „Śląsku” nie ma roku bez Różewicza. Stwierdzenie to, tyleż oczywiste co nobilitujące, nie tłumaczy kontekstu stałej obecności poety na łamach katowickiego periodyku, w najlepszym razie stwierdza oczywistość. A przecież zawiera się w nim kilka ważnych wskazówek, bez których uwyraźnienia niepodobna fakt tej obecności zrozumieć. Już to, że pismo w swoim pierwszym numerze mocno akcentowało „śląskie” więzi autora Kartoteki, a w następnych przynosiło jego ważne teksty nowe, wydaje się znaczące. Dlaczego jednak Tadeusz Różewicz tak chętnie i regularnie gości w piśmie, dlaczego udostępnia mu na prawach pierwodruku swoje ostatnie utwory, dlaczego wreszcie sam inicjuje pewne poczynania wydawnicze z nim związane?
Każde pismo zabiega o autora wysokiej rangi, stara się go do siebie przywiązać. Z poetami pierwszej ligi rzecz jest jednak skomplikowana. Polska rzeczywistość wydawnicza nie jest przejrzysta jak kryształ wód, możliwości publikacji są większe niż potencjał tworzenia. Zdobyć zaufanie Wielkiego Poety i przekonać go do tego, by zechciał stale uczestniczyć w radościach i kłopotach gazety, to sprawa niezwykle trudna. Zwłaszcza, gdy ta gazeta nie oferuje nic poza samą redakcyjną przyjaźnią, nie stoją za nią wielkie pieniądze i jedynie na co Wielki Poeta może liczyć, to lektura jego wierszy przez czytelników pisma.
Przyznajmy: jest to skromny argument w pertraktacjach o tekst (wiersz, prozę, esej). A jednak – argument najszczerszy. By tak powiedzieć: zobowiązanie bez zobowiązań.
W pierwszym numerze „Śląska” przypomniano uroczystość nadania Poecie tytułu honorowego obywatela miasta Gliwic, w kolejnych zaprezentowano jego korespondencję z wybitnym krytykiem Zdzisławem Hierowskim, towarzyszono mu podczas odbioru doktoratu honoris causa Uniwersytetu Śląskiego, stale – co pięć lat – odnotowywano najważniejsze rocznice w jego twórczym życiorysie. Siedemdziesięciopięciolecie, osiemdziesięciolecie, osiemdziesięciopięciolecie urodzin. Między tymi datami prezentowano jedne z najważniejszych w dorobku poety utwory. To w „Śląsku” miały swoje premiery fragmenty Recyclingu czy Matka odchodzi – książek znakomitych i w ostatnim okresie działalności Tadeusza Różewicza symbolicznych. Wielkie formy poematowe i fragmenty dzienników, o które pewnie zabiegały wszystkie ważniejsze redakcje polskie, prezentowano najpierw tutaj. Tutaj także ukazało się w znaczącym fragmencie wspomnienie Feliksa Przyłubskiego o Januszu Różewiczu i domu rodzinnym poety. Tutaj ogłoszono wiele szkiców i recenzji o poezji, prozie i dramaturgii twórcy Niepokoju. Zebrałaby się z tego wcale pokaźna bibliografia.
A przecież nie chodzi o to, by dokumentować każdą tego rodzaju publikację. W owym współuczestniczeniu Poety ze „Śląskiem” i „Śląska” z Poetą widać jak bardzo te relacje nabierają znaczenia i jak trwale zapisały się w obu biografiach. Biografii zespołowej pisma i biografii Tadeusza Różewicza. I szerzej jeszcze: w biografii kultury ostatniego ponaddziesięciolecia.

Różewicz i Śląsk

Związki Tadeusza Różewicza ze „Śląskiem” w sposób najoczywistszy wiążą się z Jego obecnością na Śląsku jako kulturalnej prowincji Polski. Urodzony w Radomsku, po radmoszczańskim, koneckim, włoszczowskim, opoczyńskim i


Różewicz w „Śląsku” to przede wszystkim od początku regularne publikacje Wielkiego Pisarza. Ale to także wizyta w redakcji poprzedzająca spotkanie zorganizowane przez Górnośląskie Towarzystwo Literackie, redakcję „Śląska” i Wydział Filologiczny Uniwersytetu Śląskiego – spotkanie tłumne, z oblężeniem oczekujących na autograf poety.


Marian Kisiel
 

Wdzięczność

.częstochowskim epizodzie wojennym, tuż powojennych latach krakowskich, blisko dwudziestoletnim okresie gliwickim, a od 1968 roku – wrocławskim, Poeta miał prawo wypowiedzieć słowa przy okazji nadania mu tytułu doktora honorowego Uniwersytetu Śląskiego: „jestem Górnym i Dolnym Ślązakiem”. Wszystkie trzy uniwersytety śląskie: Wrocławski, Śląski i Opolski nadały mu w latach dziewięćdziesiątych XX wieku tę samą godność. Manifestujące się w owym akcie szacunek i radość z obecności brały się z tego samego przekonania, że „dotykający serc i rzeczy” Poeta dzielił z mieszkańcami tej ziemi przez cały powojenny czas tę sama troskę i ten sam ból. W sensie najogólniejszym: tożsamości narodowej, w sensie szczególnym: tożsamości kultury. Zdaje się, że lepszego miejsca na ziemi wybrać nie mógł. I to miejsce odpłaca mu się najlepiej, jak umie.
Śląsk przez całe swoje istnienie doświadcza goryczy niezrozumienia. Buduje swoją kulturę na hałdach, śmietniku. Jest rozproszony w swoich aspiracjach i tęsknotach. W okresie gliwickim Tadeusz Różewicz napisał:

Patrzę na dymy które unoszą się pionowo nad dachami
mojego miasta
w oświetlonych domach ludzie
których kocham

którym rozdałem oczy usta i ręce i odbieram

Zdzisław Hierowski notował: „Różewicz przez krajobraz dochodzi do człowieka”. Ale chciałoby się powiedzieć i tak: w zadymionym krajobrazie Śląska odnajdywał człowieka. To nie krajobraz określa, kim jest człowiek. Mogliśmy o tym przeczytać we wstrząsającym dzienniku Matka odchodzi, gdzie szarość, przemysłowa nędza i mizeria życia na Śląsku nie mogą przełamać tej podstawowej emocji, jaką jest lęk o Innego (Matkę):

Bo każdy z nas chce dotknąć
pomocnej ręki drugiego człowieka i płacze w nocy

Więc: Górny Śląsk. To tutaj powstały wszystkie ważne wiersze po Czerwonej rękawiczce. Tutaj narodziła się Kartoteka, l tutaj przybrał swój ostateczny kształt program artystyczny Różewicza, nierozsądnie nazwany przez krytyków nihilizmem poetyckim, pisany „nie w języku Muz, lecz w języku ludzkim”. „Ja próbuję sadzić drzewa i kwiaty na «śmietnikach«. Czy to jest nihilizm? Nie. To trudna, brudna, zwykła robota” – pisał poeta, który przeszedł przez robotnicze doświadczenie Śląska. Jakżeż na Śląsku o tym nie pamiętać?

,,Panie Tadziu...”

Czy możliwa byłaby obecność Tadeusza Różewicza w „Śląsku”, gdyby nie bezustanne prośby redaktora naczelnego pisma – Tadeusza Kijonki – o nowe teksty? Sądzić tak, byłoby wielką naiwnością. Telefony Redaktora, o których kiedy indziej przyjdzie napisać osobny esej, jego niebywała pamięć o sprawach najdrobniejszych, a wreszcie – jego uprzejma stanowczość i determinacja sprawiły, że nawet tak prywatna Osoba, jaką jest autor Głosu Anonima, nie potrafiła się oprzeć

jego prośbom. Różewicz, konsekwentnie dbający o własną niezależność wielokrotnie dał się namawiać Tadeuszowi Kijonce na przyjazdy do Katowic. Tak było w roku 1994, kiedy Górnośląskie Towarzystwo Literackie zorganizowało poecie jedyne w Polsce sympozjum z okazji pięćdziesięciolecia jego debiutu (1994), tak było dziesięć lat później z okazji sześćdziesięciolecia edycji Echa leśne. Czasami tylko w rozmowach telefonicznych, listach i spotkaniach prywatnych owo „Panie Tadziu...”, sformułowanie przyjacielskie ale też i starające się ochłodzić temperaturę ich związków, nasuwało na myśl jeden wyrzut: przecież nie mogę drukować wyłącznie w „Śląsku” i tylko na Śląsku bywać. A przecież i tak – kiedy nadarzyła się okazja – znów w miesięczniku pojawiał się nowy tekst Poety i częściej niż gdzie indziej decydował się on tutaj przyjeżdżać.
Spotkań tych nie można zapomnieć. Poeta, który przez wiele lat na Górnym Śląsku nie bywał, stale pamiętał o swoich dawnych przyjaciołach. Szczególnie serdecznie wspomina Zdzisława Hierowskiego, z którym połączyła go wielka przyjaźń i któremu – po jego śmierci – poświęcił piękne wspomnienie. Nowo poznanych ludzi, którzy ujmą go sobą, traktuje – tak się kiedyś mówiło na Kresach –jak „rodzonych”. Nie akceptuje spotkań akademijnych, broni się przed przekształcaniem kameralnych rozmów w natrętne „briefingi”. Jeżeli czasem ulega, to też dlatego, że „Pan Tadzio” prosi...

Nowy/dawny Różewicz

Publikacje Tadeusza Różewicza w „Śląsku” zbiegły się z w czasie z nową jakością w jego twórczości. Wielkie formy poematowe, książki-sylwy, w których biografia i historia prywatności łączą się z metafizyką, a wreszcie roz- i porachunkowy charakter słowa pisanego nabierają wymiaru uniwersalnego – to tylko niektóre cechy swoiste tego pisarstwa. Autor Recyclingu, stroniący przecież od doraźnych enuncjacji, zabierał w swoich utworach głos w sprawach najważniejszych: toczących się aktualnie wojen, które jako żywo aktualizują wspomnienie o II wojnie; nieuprawnionych zabiegów medycznych (klonowanie), które przywodzą na myśl eksperymenty doktora Josefa Mengele; pamięci o codziennym heroizmie więźniów w obozach koncentracyjnych, których i dzisiaj nasza cywilizacja nie wyrugowała ze swojego składu zasad.
Nowe utwory Różewicza przenikliwie zawiązywały więc do Różewicza dawnego, który jak kiedyś, tak i teraz głosił, że:

wystarczy pozwolić człowiekowi
wytruć swój rodzaj
a nastąpią niewinne wschody słońca

i że zło zawsze ma swój początek w człowieku, a nie w naturze.
Istotą tego nowego/dawnego wizerunku twórczości Tadeusza Różewicza nie jest więc zmiana podstawowych zasad (reguł) etycznych, ile pogłębiona refleksja nad sposobami wyrażania myśli. Twórca Recyclingu – jak to wyraziła Maria Janion – będąc jednym z najwnikliwszych i równocześnie najbardziej tragicznych przedstawicieli wieku XX w polskiej literaturze, doprowadza do ostatecznej redukcji „ukryte zdarzenie liryczne”. Mówiąc wprost: „Ukrytym zdarzeniem lirycznym poezji Różewicza jest to, co niewyrażalne – śmierć. Różewicz zrodził się jako poeta Holocaustu – zjawiska wyjątkowego i takim pozostał”.

*
Każda generacja nosi w sobie pamięć Zagłady. Miesięcznik „Śląsk” od momentu swojego powstania jest periodykiem, który stara się towarzyszyć współczesnemu światu. Jego aspiracjom i jego klęskom. Jeżeli po latach przyszły monografista pisma będzie chciał zawrzeć w jednym słowie jego ideę naczelną, przywoła tylko jedno słowo: pamięć. I odnajdzie w wierszach Tadeusza Różewicza, drukowanych w „Śląsku”, także tę piękną ideę pamięci przez pokolenia i pomimo niesprzyjających okoliczności.

I za to Poecie jesteśmy dzisiaj winni wdzięczność.

SPIS TREŚCI
______________________________________________________________________________________________________________

                         Webmaster ALFA