IRENA WYCZÓŁKOWSKA

 

W supermarkecie

Przestrzeń sceniczna? Gdzieś między mąką a makaronami,
w pobliżu soli i cukru.
Zbliża się do mnie wózek, za nim okulary
w staroświeckiej oprawce, ostrożny uśmiech:
„Przepraszam, że zaczepiam. Pracowałem z mamusią pani
jeszcze tam, w spółdzielni, pamięta pani,
szary budyneczek, koło placu zabaw...”

Dom rozebrano, rudera. Instytucja jedynie w płowiejącej
pamięci archiwów, plac zabaw, gdzie w berecie z pomponem
czekałam na matkę, to dzisiaj parking, tu czekają auta.

Odkładając sos (trudno się przekonać
do tych nowych smaków!), mówię w stronę wózka
to co powinnam, jak trzeba,
ale to słowa z samego brzegu półki,
należałoby sięgnąć dalej, nie ma na to czasu –
przeszkadzalibyśmy robotnikom. Stoisko będzie przeniesione,
powiadają, i nie są pewni, czy cały sklep
nie powędruje gdzie indziej, może to zmiana miejsca,
może likwidacja.

Wózek się oddala, pochyłe plecy w przyciasnym paletku.
Nagle – jak komunikat z megafonu o promocjach, rabatach –
odzywa się wspomnienie: był kiedyś, tak, to on,
kaowcem na spółdzielczych koloniach,
biegał z wesołym gwizdkiem.
 

 

Grafika Wojtek Łuka            

 

SPIS TREŚCI
______________________________________________________________________________________________________________

                         Webmaster ALFA