– Pracą w samorządzie zajmuje się Pan od kilkunastu lat. Co
oznacza być prezydentem miasta takiego jak
Katowice?
– Rzeczywiście, moje doświadczenia samorządowe sięgają roku 1990, kiedy to
podjąłem decyzję, żeby zająć się życiem publicznym. Wcześniej odnosiłem się
do tej sfery z wielką rezerwą ze względu na system, który panował. To było
wyłącznie urzędowanie, którego do końca nie rozumiałem. Przyszedł rok 90. i
pierwsze wybory samorządowe, a z nimi moje niezdecydowanie czy angażować się
w tę działalność. Z wykształcenia jestem inżynierem, który radził sobie w
życiu, a i odnosiłem pewne sukcesy zawodowe. Zerwanie z działalnością
zawodową nie było więc łatwe. Wchodziłem w obszar mi nieznany. Przez
pierwsze cztery lata byłem radnym, później zaproponowano mi stanowisko
wiceprezydenta i w zasadzie od tego momentu zaczęło się moje zgłębianie
samorządności.
– Czy to był moment, kiedy pojawiła się iskierka nadziei na wprowadzanie w
życie własnych wizji rozwoju miasta?
– Zawsze byłem pragmatykiem, lubiłem widzieć efekty swoich działań. To
stanowisko dało mi taką szansę, a problemów do rozwiązania było bardzo dużo,
chociażby związanych z gospodarką odpadami w naszym mieście.
Przyznaję, że
pochłonęła mnie ta działalność i praktycznie cały czas poświęcałem
problemom, za które odpowiadałem i które mogłem rozwiązywać.
– Równolegle z pracą na poziomie lokalnym zaangażował się Pan w sprawy
samorządu na poziomie ogólno-polskim.
– Potrzebne były rozwiązania nie tylko na poziomie lokalnym, ale systemowym,
w skali całego państwa. W 1998 roku zostałem wybrany prezydentem miasta, a
zaledwie kilka miesięcy później zaproponowano mi przewodniczenie Związkowi
Miast Polskich – organizacji, która zrzeszała ponad 240 gmin i miast. To nie
było łatwe. Rozpocząłem również pracę w Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu
Terytorialnego. Po kolejnych wyborach na prezydenta miasta zostałem prezesem
Zarządu Unii Metropolii Polskich oraz wiceprzewodniczącym wspomnianej
Komisji Rządu i Samorządu.
– Jakie korzyści z pełnionych przez Pana funkcji w tych organizacjach mają
Katowice?
– Bezpośredni kontakt z ministrami, z prezydentem, dał mi niespotykaną
szansę wpływania na kształt systemu prawnego dotyczącego samorządu
terytorialnego. Okazało się, że wiele rzeczy można negocjować, można wpływać
na ostateczny kształt proponowanych ustaw. To bardzo ważna sfera mojego
życia publicznego, a przede wszystkim zyskałem ogromne doświadczenie. Wybory
mają to do siebie, że każdy może zostać prezydentem – i bardzo dobrze, bo
taka jest demokracja. Ale potrzebny jest pewien zasób wiedzy i
doświadczenia, przez co zarządzanie staje się mniej ryzykowne. Jest to
bardzo duży bagaż doświadczeń, ale z drugiej strony – nasze życie lokalne to
też wielkie ambicje, zamiary, które były kreowane w latach 1997-1998,
wydawały się niemożliwe do zrealizowania. Minęło osiem lat od tego czasu i
okazuje się, że rzeczy, które były zaplanowane na długi dystans, w znacznym
stopniu już zostały zrealizowane.
– Jak miasto przeszło przez chyba najtrudniejszy okres transformacji
gospodarczej?
– Oczywiście, nasze miasto ma tradycje przemysłowe, zostało dotknięte
bolesnymi skutkami reformy systemu przeobrażeń w systemie gospodarczym.
Pomimo wielu przesileń, udało się przetrwać najtrudniejszy okres. Końcówka
poprzedniej kadencji, rok 2002, to przecież upadłość huty Baildon, to bardzo
duże redukcje zatrudnienia w Hucie Metali Nieżelaznych w dzielnicy
Szopienice, także w hucie Ferrum, to likwidacja kopalń. I pomimo tych
przemian poziom bezrobocia w Katowicach w tamtym czasie nie przekroczył 8,5
procenta. Pamiętam, jak trudno było w 2001-2002 roku. Teraz obserwuję
pozytywne przemiany gospodarcze, wynikające zarówno z koniunktury na rynkach
światowych, jak również z faktu, że weszliśmy do Unii Europejskiej. W
miejscach, które były miejscami utraty miejsc pracy, miejscami bólu
społecznego, obecnie trwają inwestycje, są tworzone nowe miejsca pracy.
Widzę jak odradza się życie gospodarcze. Uważam, że oddziaływanie miasta w
zakresie inwestycji infrastrukturalnej nie jest celem samym w sobie. Ono
służy przygotowaniu pewnych warunków, klimatów, żeby działalność gospodarcza
mogła się rozwijać. Nie jest to jeszcze proces gwałtowny, ale ewidentnie
namacalny, w postaci trwających inwestycji, składanych wniosków o pozwolenia
na budowę. Zależy mi, aby ten proces trwał. Mamy jeszcze bardzo dużo zmian
do przeprowadzenia – jesteśmy w połowie drogi, a może nawet jeszcze nie.
Inne miasta, które nie zostały w taki sposób jak Katowice dotknięte procesem
przekształceń, jak Wrocław czy Kraków, które korzystają z potężnej renty
historycznej, znacznie łatwiej przeszły przez ten okres. Nam było znacznie
trudniej. Myślę, że tę lekcję odrobiliśmy dobrze i jest szansa, że miasto
będzie się dalej dynamicznie rozwijać. Mamy niepowtarzalną szansę: dzięki
przebudowie układu komunikacyjnego otwieramy znaczne tereny inwestycyjne,
szczególnie w centrum miasta.
– Spotyka się Pan z prezydentami innych miast: wspomnianych już Krakowa,
Wrocławia, Poznania, Sopotu, Gdańska. Jak w ich kontekście ocenia Pan
pozycję Katowic? W którym miejscu jesteśmy, w porównaniu z miastem sprzed
ośmiu lat?
– Ocena może być różna. Trudno też o ocenę obiektywną. Przytoczę pewne
fakty: kiedy obejmowałem stanowisko prezydenta miasta, Katowice nie były
rejestrowane w żadnych rankingach. Od kilku lat sytuacja ta uległa
radykalnej zmianie, nasze miasto nie tylko pojawiło się w rankingach, ale
najczęściej zajmuje w nich miejsce w ścisłej czołówce. Nawet, jeśli
przyjmiemy z pewnym dystansem zasady przygotowywania rankingów, to nawet
biorąc pod uwagę wyniki pięciu, sześciu, dziesięciu rankingów, to otrzymamy
w miarę obiektywny obraz. Miasto Katowice wielokrotnie było na pierwszym
miejscu w zakresie wielkości inwestycji, poziomu zadłużenia – ale w
znaczeniu pozytywnym, bo zadłużenie jest małe. Również w jednym z rankingów
miasto zostało pozytywnie ocenione pod względem warunków zamieszkiwania. To
są pozytywne znaki i ocena zmian, które zachodzą.
– Ale są też słabsze strony.
– To z pewnością kwestia bezpieczeństwa – z tym problemem u nas ciągle nie
jest najlepiej. Aczkolwiek, ostatnie publikacje w prasie przytaczały pewną
historyczną ocenę. Ja dysponuję raportami tygodniowymi i jestem zaskoczony,
ponieważ ilość przestępstw znacznie spadła. Myślę, że również pod tym
względem będzie lepiej.
– Jeszcze z jakiś innych powodów inwestorzy wolą lokować pieniądze w innych
miastach.
– Przywołała pani Kraków i Wrocław – jak już powiedziałem, miasta te
korzystają nie tylko potężnej renty historycznej, ale również z tego, że z
punktu widzenia inwestora, są miastami większymi. Obydwa miasta liczą ponad
600 tysięcy mieszkańców, podczas gdy Katowice niewiele ponad 300 tysięcy. Z
kolei bezrobocie w Krakowie było porównywalne z nami, a we Wrocławiu
nieznacznie wyższe. Większy był też ruch w zakresie budownictwa
mieszkaniowego we Wrocławiu i w Krakowie. Ale teraz mój gabinet odwiedzają
inwestorzy, którzy chcą inwestować w Katowicach. Przeglądałem niedawno
szczegółowy raport dotyczący ilości wydanych pozwoleń na budowę – jest
bardzo optymistyczny. Zainteresowani są nie tylko inwestorzy krajowi, ale i
zagraniczni, także deweloperzy z Krakowa i Wrocławia chcą tutaj inwestować.
Interesują się Katowicami także inne branże, np. informatyczna firma Comar z
główną siedzibą w Krakowie, już ma otwartą siedzibę w Katowicach. Przykładów
jest znacznie więcej. Zaczynają doceniać to, że w Katowicach jest bardzo
dużo terenów zielonych – więcej niż we Wrocławiu i Krakowie, a poza tym
miasto jest rewelacyjne skomunikowanie. Przystąpiliśmy także do aktualizacji
Studium |
|

|
|
Z prezydentem Katowic PIOTREM USZOKIEM
rozmawia
WIESŁAWA KONOPELSKA
|
W
demokracji niczego się
nie zawłaszcza
Uwarunkowań i Kierunków Zagospodarowania Przestrzennego – to
jest dokument, który w istocie określa politykę rozwoju przestrzennego
miasta. Poprzedni dokument pochodził z 1997 roku – w nim inwestycje
zaplanowano na 25 lat – w zdecydowanej większości inwestycje, które były
wówczas zaplanowane zrealizowaliśmy w ciągu ośmiu lat. Teraz wykonaliśmy
kolejny krok, który będzie stwarzał jeszcze korzystniejsze warunki
inwestowania, głównie w obszarze budownictwa mieszkaniowego – co jest
niezmiernie ważne z uwagi na demografię – musimy też obserwować przyrost
naturalny i migracyjny i stymulować ten proces. Bierzemy również pod uwagę
potrzeby usługowe czy też funkcje komercyjne miasta. Ale musimy mieć
świadomość, że na terenie Katowic nie mamy miejsca na budowę fabryk
zajmujących po kilkadziesiąt czy ponad sto hektarów. I nie mamy też takich
ambicji. – A tereny poprzemysłowe?
– Aktywizacja terenów poprzemysłowych, to oczywiście jedno z głównych zadań.
Są to tereny po hucie Baildon, po kopalni Katowice, po Kleofasie i przy
ulicy Obroki – ale to są tereny poprzemysłowe i nie są terenami o
powierzchni kilkudziesięciohektarowej. Te położone w centrum miasta muszą
być przeznaczone na cele centrotwórcze. Stąd też dla terenów po kopalni
Katowice opracowywany jest projekt budowy Muzeum Śląskiego. Miasto podjęło
bardzo trudną próbę wybudowania Międzynarodowego Centrum Kongresowego W
rezerwie mamy tez tereny pod budowę Teatru Opery i Baletu – to bardzo
potrzebna instytucja Oczywiście przed zakończeniem budowy Muzeum Śląskiego,
byłoby bardzo trudno rozpocząć tę inwestycję, ale trzeba mieć na nią
miejsce.
– Czyli jest miejsce dla teatru?
– Absolutnie tak – ostatnio przeprowadzone zostały analizy w związku z
powstaniem centrum kongresowego – mamy rezerwę około 2 hektarów i ten teren
powinien w zupełności wystarczyć.
– Budowa teatru to konieczność, bo jak pan mówi dopytują się o inwestycje w
Katowicach inwestorzy, najczęściej są to ludzie zewnątrz. Mają także
określone oczekiwania w stosunku do miasta. Jeśli tę miarkę przymierzymy do
naszego Teatru Śląskiego, to wypada skromnie – brakuje w nim miejsc –
Katowice zajmują w rankingach na ten temat miejsca na szarym końcu, a przede
wszystkim reprezentacyjnego obiektu dla kultury. Takie powstają w kilku
innych miastach, wcale nie większych od Katowic.
– Zdecydowanie tak. Mamy niepowtarzalną szansę, aby właśnie na terenach
poprzemysłowych wykreować potężne centrum kulturalno-wystawienniczo-usługowe,
które ściągałoby ludzi z różnych powodów, także naukowych czy komercyjnych.
Mówiąc o rozwoju naszego miasta i woli ożywienia centrum, musimy takie
funkcje mieć na uwadze, bo nie zmieni się obrazu miasta, jeśli takich
funkcji nie wpiszemy w rozwój i nie zlokalizujemy ich blisko centrum. Co zaś
się tyczy rankingów oceniających kulturę w dużych miastach, to w niedawno
opublikowanych wynikach rankingu przeprowadzonego przez „Wprost” baza
kulturalna w Katowicach została oceniona bardzo wysoko.
– Ale mieszkańcy Katowic chodzą ulicami, jeżdżą samochodami i widzą na
bilbordach reklamy Wrocławia, Poznania, Gdańska, Małopolski, oglądają spot
reklamowy o województwie śląskim – chociaż ten ostatni jest dla wielu dość
kontrowersyjny. Czy Katowicom nie brakuje po prostu reklamy, marketingu,
przy pomocy którego wizerunek miasta zostałby wykreowany na zewnątrz?
Wszystko, o czym Pan mówi, dzieje się w zaciszu gabinetów: mieszkańcy nie
widzą tych procedur, rozmów z inwestorami, przetargów. Na zewnątrz mają coś
innego.
– Absolutnie tak. Jest to obszar, w obrębie którego mamy wiele do zrobienia.
Ale nie ukrywam, że jest to celowa polityka, ponieważ chciałem dokończyć
przebudowę układów komunikacyjnych, bo można zapraszać, można promować, lecz
przynamniej trzeba zakończyć jeden etap. Czeka nas jeszcze potężna
przebudowa centrum. Rozmawiamy w sprawie modernizacji ulic Mariackiej i
Dworcowej – są ukończone projekty, będą wydawane pozwolenia na budowę i
przygotowywane będą przetargi na realizację przebudowy tego kwartału. Wiele
ludzi przyjeżdżających z zewnątrz jest zaskoczonych zmianami, które tu
nastąpiły. Aby zakończyć pierwszy etap trzeba wykończyć DTŚ. Niemniej jednak
na przyszły rok zaplanowaliśmy i już pracujemy nad tym – potężną kampanią
promocyjną ogólnopolską, ale nie tylko, także poza granicami kraju.
– Katowice to nie jest wydzielone miasto, wokół którego są peryferie, ale to
stolica aglomeracji i potężnego regionu, z ogromnymi możliwościami, to przy
okazji promocja także regionu. Czy wobec tego szykuje się również
turystyczny wizerunek miasta? Dla tych, którzy mogą przyjechać na Śląsk, do
Katowic, latem w ramach urlopu?
– Po części. Katowice i miasta ościenne wraz z zabytkami kultury
przemysłowej, są niewątpliwe atrakcją. Nie ukrywam, że naszym
zainteresowaniem jest turystyka biznesowa. Tu myślę o terenach po kopalni
Katowice, o Centrum Kongresowym, o kompleksowej modernizacji Spodka – taki
projekt jest przygotowywany.
– Tradycyjni turyści to ludzie, którzy korzystają z kawiarni, mówią,
„jedźcie, zobaczcie”.
– To jest ważne, ale turystyka biznesowa jest dla nas istotniejsza, bardziej
wymierna.
– Jakie wobec tego pojawią się nowe miejsca w Katowicach, które powinny to
miasto nieść do przodu?
– Zastanawiam się jak funkcjonuje miasto i na pewno taką przestrzenią, która
przyciąga, jest przyjazna, jest zabudowa historyczna. Ludzie lubią być wśród
niej. Dlatego też realizujemy projekt przebudowy ścisłego centrum. Na
ukończeniu jest projektowanie dla obszaru Mariacka – Dworcowa a przetargi na
realizację modernizacji zostaną ogłoszone w tym roku. Niepowtarzalną szansą
dla naszego miasta jest obszar od ronda do rynku. Przez kilka lat
konsekwentnie realizujemy przebudowę układu komunikacyjnego, która umożliwi
prawie całkowite wyłączenie ulicy Korfantego z ruchu. Wcześniej nie było
zjazdu z ulicy Chorzowskiej na Sokolską, nie było ulicy Grundmanna. Rynek
był jednym wielkim skrzyżowaniem. Ponad rok temu podjęliśmy działania
zmierzające do opracowania koncepcji przebudowy tego fragmentu miasta. W
czerwcu tego roku ogłosiliśmy konkurs, a już w październiku będą znane
rozwiązania. Od ronda do rynku to jest bardzo duża przestrzeń, to w ponad 90
procentach przestrzeń miasta.– Nie pierwszy to konkurs, gorzej było z
realizacjami.
– Jeśli chodzi o tę przestrzeń to jest to pierwszy konkurs. Wcześniejsze
konkursy ogłaszano bez rozpoznania spraw geodezyjnych |
|
i własnościowych. Weźmy chociażby wielki projekt przebudowy
placu Jana Pawła II skazany na niepowodzenie ze względu na sprawy
własnościowe. Niedawno podpisałem akt notarialny przejęcia części tego
terenu i będziemy pracować nad jego zagospodarowaniem. Podobnie rzecz ma się
z placem Rady Europy: ogłoszono wspaniały konkurs, ale jak się nie
przygotuje gruntu, tego, co pod ziemią, to nie ma szans na realizację. O
przebudowie obszaru od Ronda myślałem od czasu, kiedy byłem wiceprezydentem.
Minęło aż 8 lat, ale udało się tą przestrzeń przygotować – musiała powstać
alternatywa dla komunikacji i oczywiście musiały zostać uregulowane sprawy
własnościowe. Bez tego ani rusz. Teraz zobaczymy, co wymyślą architekci.
Chcemy w ten projekt zaangażować kapitał prywatny. Jest zainteresowanie, ale
wstrzymujemy się z decyzjami do czasu rozstrzygnięcia konkursu. Mamy do
czynienia z prawie 10 hektarami gruntu w ścisłym centrum, rewelacyjnie
skomunikowanym przez Rondo. Łatwo wszystko zepsuć przez działania chaotyczne
i nieprzewidziane decyzje lokalizacyjne. Kolejny obszar to budowa Muzeum
Śląskiego i Centrum Kongresowego. W najbliższych ośmiu– dziesięciu latach
może powstać kilka interesujących obiektów, które będą przyciągały ludzi w
celach turystycznych jak i biznesowych.
– Wizja wizją, ale codzienność wcale nie jest taka prosta. Są przecież
oponenci polityczni jak i mieszkańcy konkretnych dzielnic czy ulic, którzy
czasem protestują przeciw proponowanym rozwiązaniom.
– Nim ruszyła koncepcja przebudowy centrum, odbyłem serię spotkań z
mieszkańcami, właścicielami nieruchomości i użytkownikami. Na te trzy
spotkania przyszło ponad 600 osób. To dużo. Ludzie zaktywizowali się,
wykazują duże zainteresowanie swoim najbliższym otoczeniem. Były to gorące
rozmowy, było wiele obaw, emocji. Ich racje zostały wysłuchane. Zrobiliśmy
kolejny krok. Prócz modernizacji ulicy Wojewódzkiej, której dotyczyły spory,
podjąłem decyzję o przebudowie innych ulic w części południowej:
Dąbrowskiego, Plebiscytowej, Jagiellońskiej i Wojewódzkiej. W tym celu
robiliśmy badania ankietowe. Czegóż się nasłuchałem, bo ludzie nie za bardzo
wierzyli w to, że tam cokolwiek się zacznie dziać.
– A co z katowicką architekturą modernistyczną, o której ostatnio tak wiele
się mówi?
– To jest bardzo ciekawy kwartał miasta. Nie chcę wybiegać za bardzo do
przodu, bo nie wiem, jaki czas będzie mi dany w zakresie oddziaływania na
nasze miasto. W moim przekonaniu po wyremontowaniu ulic, o których
wspomniałem, chociaż wiele zależy od prywatnych właścicieli kamienic,
kolejnymi remontowanymi kwartałami powinny być: nieduży zakątek między ulicą
PCK i Kościuszki, będący prawdziwą perełką, a także ulica Andrzeja, Batorego
– przecudowna zabudowa, a w dalszej kolejności obiekty modernistyczne.
Chociaż jak na razie to są tylko moje plany.
– A obiekt, o który kiedyś pan walczył i wywalczył dla miasta – Pałac
Młodzieży?
– Negocjacje trwały kilka lat. Teraz przygotowywany jest kosztorys remontu –
wyniósł blisko 40 milionów złotych! To ogromna kwota! W najbliższej kadencji
musimy się uporać prócz Pałacu Młodzieży – z jego kompleksową modernizacją,
łącznie z salą teatralną, z Górnośląskim Centrum Kultury – to trudny
budynek. Przynajmniej udało się nam w tej kadencji ustabilizować
funkcjonowanie NOSPR-u. Wcześniej był instytucją Polskiego Radia, teraz to
jest instytucja kultury a współfinansującym jest miasto. NOSPR ma lepsze
podstawy funkcjonowania prawno-organizacyjnego, ale obiekt, w którym gra ma
fatalną akustykę. Musimy go zmodernizować. Potrzeba na ten cel prawie tyle
samo pieniędzy, co na Pałac Młodzieży. Kolejna sprawa – Spodek, nieunikniony
jest kompleksowy remont – to kolejne kilkadziesiąt milionów złotych. Dalej:
aqua park – a raczej kompleks wodny – mieszkańcy chcą takiego obiektu,
chociaż koszty eksploatacji są bardzo wysokie. Mamy już teren przeznaczony
na ten cel – chcemy go zlokalizować na Stadionie Gwardii: u zbiegu ulic
Kościuszki – Zgrzebnioka, będzie łącznikiem między Parkiem Kościuszki a
Doliną Trzech Stawów, poza tym tramwaj dojedzie pod sam obiekt. To jeszcze
nie koniec: musimy się uporać ze stadionem GKS-u – tu skomplikowane są
sprawy własnościowe. Oprócz tego trzeba w całym mieście uporządkować
kanalizację – to są 2 miliardy złotych i zbudować kilka dróg. Rozpoczęła się
też budowa dużego obiektu sportowego w Szopienicach. Ten rok i przyszły
będzie „rachunkiem sumienia”, co i w jakim zakresie będziemy robić.
– Mówimy o centrum, a przecież Katowice to także rozległe dzielnice.
– Dlatego w tej kadencji rozpoczęliśmy od wyrównywania standardów: południe
ma trochę lepsze warunki, więcej wyremontowanych obiektów – jeszcze w
poprzedniej kadencji. Teraz postanowiliśmy te standardy wyrównać i
zainwestować w północą część miasta. W lipcu oddaliśmy do użytku po
kompleksowej modernizacji Młodzieżowy Dom Kultury na Załężu wraz z basenem,
kończą się prace na Dolnym Tysiącleciu – też powstanie placówka kultury. W
Dębie i w Bogucicach będą kolejne placówki. W Szopienicach powstaje obiekt
dla dwóch tysięcy widzów, we wrześniu kończymy boisko piłkarskie na Koszutce.
Na dokończenie wszystkiego potrzebne są jeszcze dwa lata. Wiem, że teraz
każdy będzie chciał mieć u siebie dom kultury i boiska – ale koszty
utrzymania miasta niesamowicie poszły do góry.
– Chyba nie wszystko jest robione za pieniądze miasta. Te środki trzeba
zdobyć. Jaki to procent?
– Tylko na kanalizację trzeba zdobyć około 80 procent środków finansowych.
Prawie w każdym przypadku musimy być tak przygotowani, żeby aplikować po
środki Unii Europejskiej.
– Katowice i tak są „prymusem”, jeśli chodzi o brak zadłużenia.
– To są pewne rezerwy, które można wykorzystać na dalszy rozwój miasta.
– Kiedy już powstaną wszystkie placówki kulturalne, instytucje, boiska
sportowe, czy będzie miał kto do nich uczęszczać, bo przecież miasto, jak i
inne zresztą, wyludnia się, panuje niż demograficzny.
– To najpoważniejsze wyzwanie dla wielu miast, a dla nas szczególnie.
Wiadomo jednak, że trendy w tym zakresie się zmieniają; wierzę, że trwać
będą ruchy migracyjne ludności. Dlatego tak mocno stawiamy na budownictwo
mieszkaniowe. Staramy się przede wszystkim pomagać inwestorom, którzy chcą
budować mieszkania. To jest koło zamachowe dla miasta. Wtedy wzrośnie liczba
ludności miasta, a także wpływy z PIT-ów, co ma istotne znaczenie dla
budżetu miasta.
– Cechuje Pana duża samodzielność w podejmowaniu decyzji, a także
niezależność polityczna. To pewnie dobra pozycja, ale naciski z pewnością
istnieją.
– Apolityczności nauczyła mnie praca w samorządzie na szczeblu krajowym.
Musiałem łączyć różne strony, negocjować z różnymi opcjami, chociaż nigdy
nie ukrywałem swoich centroprawicowych przekonań, nigdy też nie byłem w
konflikcie z lewicą. W tej kadencji, chociaż mieliśmy większość, nie
forsowaliśmy niczego na siłę. Zawsze szukaliśmy konsensusu, uwzględnialiśmy,
chociaż po części stanowiska innych ugrupowań. To się chyba udawało. Wielką
wartością tego miasta było to, że nie było awantur, jak to miało miejsce w
innych miastach. Czasami paraliż między prezydentem a radą miejską trwa
kilka miesięcy.
– Czy była to siła Pańskiego argumentu?
– Po części chyba tak. Podchodziłem do wielu spraw bardzo emocjonalnie,
mocno się angażowałem i może właśnie to odniosło takie skutki. Pracowałem z
wojewodami i prezydentami miast różnych opcji i zawsze dochodziliśmy do
konsensusu. To jest moja recepta na bycie w polityce na poziomie lokalnym.
Rada miasta powinna reprezentować nie opcje polityczne, lecz środowiska,
grupy społeczne. Jest to trudne. W demokracji trzeba mieć świadomość, że
niczego się nie zawłaszcza i że nic nie jest dane na zawsze. Trzeba mieć
świadomość różnorodności – także politycznej. |